Co zamiast nowego Greya? 10 filmów z BDSM w tle

Nie psujcie sobie walentynek tym kinowym gniotem
10 minut czytania
4273
1
Rafał Christ
Rafał Christ
12 lutego 2018

Z okazji walentynek do kin wchodzi kolejna część bezpłciowego romansu  – “Nowe oblicze Greya”, który sprawia, że człowiek ziewa przy “wyuzdanych” scenach seksu. Oto przegląd filmów, po które można sięgnąć, gdy najdzie nas ochota na odrobinę prawdziwej pikanterii. Grey by się przy nich zarumienił!

„>>50 twarzy Greya<< odziera praktyki BDSM z radości” –przekonywała na łamach The Guardian dominatrix Margaret Corvid. Zresztą nie ona jedna. Wielu entuzjastów wyuzdanego seksu wysunęło podobne zarzuty wobec  prozy E. L. James, a później jej kinowych adaptacji. Zwrócono również uwagę na ich zaletę, a mianowicie przedstawienie fetyszu bez moralizatorstwa szerszej publiczności.

“50 twarzy Greya” okazało się popkulturowym fenomenem. W ciągu trzech lat po premierze książki, przetłumaczono ją na 52 języki, a sprzedała się w liczbie przekraczającej 125 milionów egzemplarzy. Krytycy nie są w stanie zrozumieć tej popularności i wysilają się, aby odradzić czytelnikom lekturę tego „dzieła” i jego kolejnych części. Zresztą ciężko im się dziwić. BDSM obecne było w o wiele lepszej literaturze już od dawna. Przecież same pojęcia sadyzmu i masochizmu zagościły w psychiatrii za sprawą dwóch pisarzy. Nazwa pierwszego z nich pochodzi od nazwiska tworzącego na przełomie XVIII i XIX wieku Markiza de Sade, a drugiego od XIX-wiecznego autora Leopolda von Sachera-Masocha. Podobnie fascynacja twórców filmowych związkami dom/sub nie zaczęła się odkąd postanowiono przenieść na ekran prozę James, a trwa już od wielu dekad.

Początek związku BDSM z kinem datuje się na lata 60. XX wieku. Chociaż obecności fetyszu można doszukiwać się we wcześniejszych produkcjach, to w drugiej połowie zeszłego stulecia wszedł i na stałe zagościł w zbiorowej świadomości widzów kinowych. Wybrałem dziesięć filmów, w których ważną rolę odgrywają cztery literki oznaczające Bondage, Domination, Sadism i Masochism. Poziom pikanterii jest w nich różny. Jedne oscylują na granicy pornografii, a w innych jest tylko szczypta wyuzdanej erotyki. Dzięki temu każdy znajdzie tu coś dla siebie, a podczas seansu z pewnością będzie bawił się lepiej, niż oglądając „Nowe oblicze Greya”. A wszystko to, aby przywrócić nie tylko radość, ale również godność BDSM!

Kazanie dla zboczeńców

W “Preaching to the Perverted” z 1997 roku dochodzi do zderzenia dwóch światów. Obrońców moralności oraz miłośników skóry i pejczy. Głównym bohaterem jest wyznający chrześcijańskie wartości Peter – młody informatyk, który od brytyjskiego parlamentarzysty dostaje zadanie specjalne. Ma przeniknąć w szeregi sadomasochistów i zdobyć dowody przeciwko słynnej amerykańskiej dominie Tanyi Cheex, występującej gościnnie na Wyspach. Chłopak zdobywa jej zaufanie, a nawet zakochuje się w niej. Tym samym poznaje zalety bycia zdominowanym i poniżanym.

Fabuła jest tutaj tak naprawdę pretekstem, aby zaprezentować wyuzdane praktyki fetyszystyczne. “Preaching to the Perverted” to jeden z pierwszych filmów, w których sportretowano subkulturę, zamiast skupiać się na pieprznym związku dwójki osób. Dostajemy więc przepustkę do fikcyjnego klubu House of Thwax, gdzie odbywają się imprezy BDSM. Możemy też zobaczyć jak wyglądało życie codziennie miłośników perwersyjnych zabaw. Wszystko to, aby ocieplić ich wizerunek. W miarę rozwoju akcji okazuje się nawet, że ci, co najzacieklej bronili moralności, sami czerpali przyjemność z relacji opartych na dominacji i poddaństwie. Produkcję o kultowym już statusie należy potraktować jako ciekawostkę, wprowadzającą do świata perwersyjnych przyjemności.

Porywająca dekadencja

Należący do nurtu pinku eiga film, pozwala nam zanurzyć się w świecie tokijskich fetyszystów. W “Tokyo Decadence” z 1992 roku fabuła tak jak w poprzedniej przywołanej produkcji jest pretekstowa. Przez około połowę seansu wraz z główną bohaterką, będącą prostytutką, odwiedzamy kolejnych mężczyzn, lubujących się w różnego rodzaju gierkach spod znaku BDSM. Jeden każe jej chodzić na czworaka z wibratorem przyczepionym do pochwy, inny każe się podduszać do nieprzytomności, jeszcze inny chce, żeby udawała trupa, a ostatni musi wypić jej mocz. Bohaterkę zaprezentowano w czterech fetyszystycznych sytuacjach, z czego w dwóch jest figurą uległą, a w dwóch – dominującą.

“Tokyo Decadence” to film, w którym nie brakuje surrealistycznych scen i pod względem wizualnym jest powalający. Fabularnie pozostawia jednak duży niedosyt i o dziwo, nabiera rumieńców w drugiej, pozbawionej praktyk BDSM połowie. Niemniej podobnie jak “Preaching to the Perverted” w pierwszej godzinie pokazano z czym możemy mieć do czynienia, jeśli zechcemy bardziej zagłębiać się w świat fetyszu. Nie ma tu oceniania, ani krytyki, tylko przedstawienie mrocznej strony ludzkiej seksualności.

O.!

We wstępie wspomniałem, że według niektórych zaletą adaptacji prozy James jest przedstawienie praktyk BDSM masowej publiczności. Jednakże rzeczona masowa publiczność mogła wejść do perwersyjnego świata już pół wieku wcześniej. Opublikowana w 1954 roku “Historia O” autorstwa Pauline Réage, a jak się okazało kilka dekad po premierze tak naprawdę Anne Cécile Desclos, to „najczęściej czytana i najbardziej skandalizująca powieść francuska XX wieku”. Film na jej podstawie powstał w 1975 roku. Jak można się spodziewać francusko – niemiecka ekranizacja, tak jak książka, wywołała sporo kontrowersji. Ciężko się temu dziwić, skoro “50 twarzy Greya” wypada przy niej równie blado, co “Korona królów” przy “Grze o tron”. Jest to opowieść o fotografce, która za namową chłopaka przechodzi trening sadomasochistyczny. Ma to przygotować ją na związek z przyrodnim bratem partnera.

Jak już pewnie wywnioskowaliście, jest to bardzo mizoginistyczna i seksistowska opowieść. Kobieta staje się własnością mężczyzn, przekazywaną z rąk do rąk. A wszystko to opatrzone zostało licznymi scenami wyuzdanego seksu oralnego, waginalnego i analnego. A jakby tego było mało, na dokładkę jest chłosta i różne inne perwersyjne przyjemności. Oczywiście wszystko za zgodą głównej bohaterki, która w imię miłości gotowa jest na takie poświęcenie. “Historia O” uchodzi za klasyk dla fanów BDSM. Porzućcie więc wszelką poprawność polityczną i rozkoszujcie się bólem! I sadyzmem…

Słodka zemsta

Jeśli czytelniczki poczuły się oburzone opisem poprzedniej pozycji, teraz będą zachwycone. W omawianym tym razem filmie również występuje Udo Kier, czyli aktor wcielający się w chłopaka głównej bohaterki z “Historii O”, który wprowadził ją w świat sadomasochistycznych przyjemności. Tylko w “Seduction: The Cruel Women” to on staje się ofiarą, a nawet zakładają mu chomąto (sic!). Niemiecki eksperymentalny film Moniki Treut i Elfi Mikesch jest niejako feministycznym rewersem “Wenus w futrze” Masocha.

[zdjęcie]

Główna bohaterka Wanda pracuje jako dominatrix i prowadzi galerię sztuki. Ludzie płacą jej za patrzenie jak poniża swoich „poddanych”. Zrywa ze swoją dotychczasową partnerką na rzecz nowego protegowanego i etatowego niewolnika. Jednakże on się w niej zakochuje, przez co łamie ustaloną wcześniej zasadę. Reżyserki skupiają się na prezentowaniu feministycznych fantazji o wyższości kobiet nad mężczyznami. Oczywiście panie dominują w lateksowych wdziankach i za pomocą pejczy.

Związek z datą ważności

Scena, w której mężczyzna przykłada lód do rozgrzanego ciała kobiety, była już powtarzana, przetwarzana i parodiowana niezliczone razy. Na stałe zagościła w popkulturze za sprawą “9 ½ tygodnia”. Jeśli widzieliście ten film z 1986 roku, to wiecie jak mało oryginalna jest fabuła “50 twarzy Greya”. Rozwódka poznaje bogatego maklera. Ich romans nabiera pieprzyku, bo mężczyzna jest fanem perwersyjnych gier seksualnych. Brzmi znajomo?

“9 ½ tygodnia” to opowieść o uzależnianiu się od drugiej osoby. W trakcie tytułowego czasu kobieta zostaje doprowadzona do granicy relacji bez głębszego uczucia, opartej jedynie na seksie. Zgadza się na coraz wymyślniejsze perwersyjne zabawy, jak np. seks w miejscu publicznym, czy różnego rodzaju przebieranki. Pozwala partnerowi dominować, poddając się jego woli, ale w końcu zrobi się zbyt poważnie. W głównych rolach występują Mickey Rourke i Kim Basinger, więc zarówno panie jak i panowie będą mieli na czym oko zawiesić. Bez wątpienia produkcję można zaliczyć do najbardziej erotycznych i najgorętszych w historii kina.

Zamiana ról

W relacji opartej na poddaństwie i dominacji trzeba bardzo uważać, bo role mogą się szybko odwrócić. Doskonale wie o tym Roman Polański, co udowodnił w “Wenus w futrze” z 2013 roku. W swojej adaptacji sztuki Davida Ivesa reżyser polskiego pochodzenia snuje opowieść o wojnie płci. Pozornie roztrzepana aktorka spóźnia się na przesłuchanie do sztuki, a twórca spektaklu już po krótkiej rozmowie zaczyna uważać ją za ignorantkę. Ona udowodni mu, że się myli.

W “Wenus w futrze” aktorka udaje głupią. W końcu jednak przejmuje kontrolę i pozwala zadufanemu w sobie reżyserowi zaznać przyjemności płynącej z poddaństwa i pasywności. Jest to krótka historia o tym, jak panie zaczynają dominować. Nie brakuje transgresji płciowej, skórzanych wdzianek i chłosty. Polański komentuje kondycję współczesnych mężczyzn i jeśli mu wierzyć, a wszystko wskazuje na to, że należy –  panowie, mamy przerąbane.

Nazi, co?

Długo zastanawiałem się, czy w świetle ostatnich wydarzeń w Polsce powinienem umieścić ten film w zestawieniu. Podjąłem taką, a nie inną decyzję, ponieważ kulturowo mundury SS są silnie powiązane z erotyką. W strojach żołnierzy na usługach Trzeciej Rzeszy jest coś seksualnego, przez co chętnie sięgają po nie zwolennicy BDSM i nie ma to nic wspólnego z (ohydną!) ideologią. Zwracała na to uwagę już Susan Sontag w artykule “Fascynujący faszyzm”. Twórcy filmowi również często kojarzą je z seksem, dyscypliną i dominacją. Ba, przecież to clou całej zabawy płynącej z oglądania tytułów należących do nurtu kina eksploatacji nazisploitation, gdzie wyuzdane zabawy są domeną nazistów. I chociaż lista mogłaby składać się tylko z tytułów należących do tego cyklu, to chciałbym przede wszystkim zwrócić uwagę na jego arthouse’owego przedstawiciela. Przed państwem niesławny “Nocny portier” z 1974 roku.

Jest to pierwsza część trylogii Liliany Cavani (kolejne to “Pomiędzy dobrem i złem” oraz “Berlińska miłość”) będącej spojrzeniem na przeszłość narodu niemieckiego. W 1954 roku były oficer SS pracuje jako tytułowy portier w austriackim hotelu. W jednej z kobiet będącej na wycieczce w Wiedniu rozpoznaje swoją dawną ofiarę. Ich relacja nie była prosta, bo jedno i drugie zaczęło czuć coś więcej. Miłość szybko budzi się na nowo, ale życie kochanków jest zagrożone. Sceny praktyk seksualnych są tutaj bardzo prowokacyjne. A całość układa się w historię zakazanego, uzależniającego i wyniszczającego romansu opartego na poddaństwie i dominacji.

Zawstydzeni cenzorzy

“Maîtresse” z 1975 roku jest filmem wyjątkowym. Olivier wraz z kolegą włamuje się do, jak myśli, opuszczonego mieszkania. Przestępcy z przypadku odkrywają, że to loch, w którym zawodowa dominatrix spełnia marzenia, pragnących poniżenia mężczyzn. Tak wygląda początek niezwykłego romansu. Główny bohater grany przez młodego Gérard Depardieu jest świadkiem ekscesów ukochanej nie mającej problemów z przebijaniem gwoździami penisa jednego z niewolników. Zwykle w tego typu produkcjach partner bądź partnerka wprowadza drugą osobę w praktyki BDSM. Tutaj mężczyzna z drobnymi wyjątkami, nie bierze w nich udziału, a jedynie chce stworzyć zwyczajny związek z kobietą.

Pracownicy British Board of Film Classification stwierdzili, że sceny przedstawiające fetysze przekraczały granice tego, co kiedykolwiek wcześniej przepuścili w dziedzinie filmów podejmujących podobne tematy. Nadali “Maîtresse” kategorię X (dla osób powyżej 18 roku życia), ponieważ był bardzo dobrze zrealizowany. I chociaż nie ma tutaj epatowania obleśnością czy wywoływania podniecenia tanią pornografia, to produkcja wciąż szokuje.

Kobiece łzy

W tym niemieckim filmie z 1972 roku nie ma scen seksu, ani nawet erotyki jako takiej. Za to bardzo dobrze przedstawiono cierpienia osoby trwającej w związku opartym na dominacji i poddaństwie. W końcu scenariusz jest w dużym stopniu autobiograficzny, bo w zawoalowany sposób podejmuje historię trójkąta miłosnego reżysera, jego kochanka i asystenta/kompozytora.

Fabuła “Gorzkich łez Petry von Kant” skupia się na tytułowej projektantce mody, która wykorzystuje swoją asystentkę i wdaje się w romans z o wiele młodszą kobietą. Kto w tej relacji jest osobą dominującą, a kto poddańczą? Role się zmieniają. Petra początkowo dystansuje się uczuciowo od Karin, ale ta rozkochuje ją w sobie i wykorzystuje. Bardzo prowokacyjny i sugestywny film, w którym teatralność nie przeszkadza, bo emocje przytłaczają. Rainer Werner Fassbinder z właściwą sobie wrażliwością uderza w tony melodramatyczne, wypowiadając się przy tym na temat wolności kobiet w miłości i mówi o uczuciach uniwersalnych dla każdego rodzaju związku.

Dla niego wszystko

A na koniec będzie o wiele lżej. “Sekretarka” w reżyserii Stevena Shainberga to w gruncie rzeczy komedia romantyczna z BDSM w tle. Główna bohaterka Lee posiada skłonności do samookaleczania się. Jakimś cudem dostaje pracę jako sekretarka u wziętego prawnika o nazwisku… Grey! Wdaje się z nim w niecodzienny romans. On daje jej klapsy, a ona w zębach i na czworakach przynosi mu papiery. Jak to jednak w gatunku bywa, pojawia się ktoś trzeci. Prawdziwa miłość musi jednak zwyciężyć, nawet jeśli będzie to wymagało wyjątkowo długiego siedzenia za biurkiem.

Bardzo lekko i przystępnie ujęto tutaj poważny temat. BDSM przedstawiono jako sposób na uleczenie psychiki. Fetysz został podany w cukierkowym opakowaniu, ale nawet największy twardziel w ostatniej scenie uroni łezkę. Poza tym na szczególną pochwałę zasługują odtwórcy głównych ról – Maggie Gyllenhaal i James Spader. Brawo panie Shainberg!

Na koniec chciałem zaznaczyć, że oczywiście powyższa lista mogłaby składać się z zupełnie innych tytułów, a wręcz należałoby ją poszerzyć o kilka ważnych pozycji. Wybierając poszczególne filmy, chciałem pokazać różne sposoby w jakie twórcy sięgali po tematykę BDSM na przestrzeni dekad. Bo fetysz nie musi być nudny i nużący, a zamiast sięgać po nowego Greya, można się dobrze bawić oglądając po prostu dobre, mniej lub bardziej rozrywkowe kino.

Rafał Christ
Rafał Christ
Filmoznawca, który zamiast z kinem artystycznym, woli spędzać wieczory z horrorami i blockbusterami. Kiedy akurat czegoś nie ogląda, to pewnie czyta komiks albo książkę. Jego przemyślenia na temat popkultury można znaleźć w różnych miejscach w internecie, ale nie zdziwcie się jeśli natkniecie się na nie również w prasie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Co zamiast nowego Greya? 10 filmów z BDSM w tle”

  1. A po co komu filmy z BDSM w tle, kiedy jest tyle produkcji z BDSM wywalonym jajami na przedzie? Brutalny Pan, Galaktyka Tortur I i II, Wysmagana Kicia, Studio Pozycję Przyjm, Studio Uniwersum Lania, Królowa Wężyca, Piekielne Więzy, Seks i Poddaństwo, Spętane Piersi czy Biblioteka BDSM…

Dodaj komentarz

Zobacz też

Film

Czas na maraton filmowy – dziś horrory

Maratony filmowe to fajna sprawa. Miesiąc temu napisałem pierwszą część mojego rankingu od czapy, w którym bawiłem się w średnie z IMDB oraz wyliczanie wartości minuty waszego czasu. Teraz zrobię to samo, ale w ramach kina gatunkowego. Dzisiaj na tapecie horrory.
Radek Teklak
Radek Teklak
17 czerwca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ