Co zamiast „Winchestera”? 10 nawiedzonych filmów

Dreszcze gwarantowane
10 minut czytania
689
0
Rafał Christ
Rafał Christ
16 lutego 2018
@Lionsgate/CBS Films

Na ekranach naszych kin gości właśnie “Winchester. Dom duchów”. Zamiast jednak w towarzystwie Helen Mirren i Jasona Clarke’a walczących ze zjawami, prześladującymi spadkobierczynię fortuny Winchestera, proponuję spędzić wieczór, z którąś ze znacznie lepszych produkcji o nawiedzonych nieruchomościach.

“Winchester. Dom duchów” to opowieść o najbardziej nawiedzonym domu na świecie. Chociaż jego historia rzeczywiście mrozi krew w żyłach, sam film jest tylko przeciętny. Spokojnie można uznać, że powstał na fali popularności “Obecności”, jej sequela oraz spin-offów i nie wnosi do gatunku niczego nowego. Ba, nieraz przykro patrzeć jak cały potencjał niknie pod tanimi i wcale nie strasznymi chwytami. A przecież duchy w kinie straszyły już o wiele lepiej, albo fascynowały bardziej. Chociażby w poniższych produkcjach.

Nudzą Jacka takie sprawy…

Najpierw obowiązki, potem przyjemności. A czasami można połączyć jedno z drugim. Tego filmu nie mogło zabraknąć w zestawieniu. Horror Stanleya Kubricka dopiero po latach zyskał szacunek krytyków i teraz jest uważany za klasykę gatunku. W “Lśnieniu” Jack podejmuje pracę jako stróż hotelu Overlook. Razem z żoną i synem ma spędzić tam całą zimę. Powoli dopada go szaleństwo, za które odpowiedzialne jest położenie budynku i duchy. Ale to tylko jedna z możliwych interpretacji.

Stephen King nie jest, delikatnie mówiąc, fanem akurat tej adaptacji swojej prozy. Mistrz literackiej grozy może sobie narzekać, ale nie zmieni to faktu, że filmowe “Lśnienie” jest produkcją wyjątkową. Kiedy po seansie dreszcz już spłynie po plecach, aż ma się ochotę napić drinka w towarzystwie niekoniecznie istniejącego barmana. Do tego warto popatrzeć na szalejącego z siekierą Jacka Nicholsona.

Zbrodnia z przeszłości

Być może historia nawiedzonego domu w amerykańskiej wiosce Amityville jest wam znana dzięki remake’owi z 2005 roku, w którym wystąpił Ryan Reynolds. Niezależnie od emocji jakie wywołuje nowa wersja, należy sięgnąć do oryginału, będącego swego rodzaju fenomenem. Chociaż krytycy nie byli dla “Horroru Amityville” zbyt łaskawi, na stałe wszedł on do klasyki gatunku i doczekał się siedmiu kontynuacji. Scenariusz powstał na podstawie książki Jaya Ansona, rzekomo opartej na prawdziwych wydarzeniach. Ze względu na późniejsze kontrowersje i pozwy przeciwko autorowi, autentyczność przedstawianych sytuacji została podana w wątpliwość.

13 listopada 1974 roku w godzinach porannych Ronald DeFeo zabił całą swoją rodzinę. Rok później do jego domu wprowadza się młode małżeństwo. Jak się okazuje zbrodnia będzie miała wpływ na dalsze życie państwa Lutz. W filmie z 1979 roku nie ma epatowania przemocą, ale napięcie można ciąć nożem. Emocje wiarygodnie napisanych i zagranych postaci udzielają się widzowi. Klimat niepokoju zbudowany w pierwszych scenach utrzymuje się do samego końca. Brak tu tanich jump scare’ów i absurdów często obecnych w podobnych produkcjach.

Horror wciąż tu jest

Debiut Teda Geoghegana można pokochać albo znienawidzić. W “We are still here” z 2015 roku reżyser wywraca sztampę na lewą stronę i bawi się ikonografią gatunku. Dość powiedzieć, że głównymi bohaterami nie są jak zwykle młodzi ludzie, a starsze małżeństwo. Paul i Anne próbują uporać się ze śmiercią nastoletniego syna. Zamieszkują w domu położonym na wsi. Jak się szybko okazuje ich nowy nabytek ma bardzo niechlubną historię znaną wszystkim sąsiadom.

Na początku łatwo ulec wrażeniu, że będziemy mieć do czynienia z klasyczną opowieścią o nawiedzonym domu. Potem pojawia się motyw sekty. A na koniec możemy rozkoszować się krwawą masakrą spod znaku gore. Geoghegan czerpie pełnymi garściami z różnych konwencji. Tworzy w ten sposób kinofilską fantazję, którą dopełnia obecność Barbary Crampton, znanej fanom gatunku chociażby z filmów Stuarta Gordona, będącymi adaptacjami prozy Lovecrafta.

Duchowy gwałt

Co może zrobić złośliwy duch? Rozrzucać rzeczy po domu? Tłuc talerze? Doprowadzić do śmiertelnego wypadku? Opętać kogoś? A może gwałcić? Właśnie to ostatnie spotyka Carlę Morgan w “Bycie” z 1982 roku. Regularnie jest molestowana przez zjawę, co uniemożliwia jej normalne życie. Kobieta zwraca się o pomoc do psychiatry, a potem parapsychologów, którzy odkrywają, że w jej domu obecna jest jakaś niewidzialna moc.

Wyjątkowy w swym gatunku film Sidneya J. Furie zapada w pamięć głównie za sprawą brutalnych scen gwałtów popełnianych przez ducha. Takie sytuacje nawet dzisiaj nie są zbyt częste w podobnych produkcjach. Scenariusz napisał Frank De Felitta na podstawie swojej książki inspirowanej sprawą Doris Bither. W 1974 roku mieszkająca w Kalifornii matka czwórki dzieci, utrzymywała, że jest molestowana przez trzy zjawy, z czego dwie ją trzymają, podczas gdy jedna dokonuje penetracji.

Melancholia przemijania

Ten film na pewno was nie przestraszy, ale bez wątpienia zafascynuje. Dawid Lowery snuje wyjątkowo oryginalną opowieść o przemijaniu, bólu i stracie. Historia opowiedziana jest z perspektywy ducha. W “A Ghost Story” z 2017 roku Casey Affleck wciela się w C. Zmarłego tragicznie męża, który po śmierci wraca jako duch. Obserwuje dalsze życie swojej żony, a potem nowych mieszkańców swojego domu.

Sam pomysł może wydawać się śmieszny i nudny. Ot facet w prześcieradle z wyciętymi otworami na oczy, pałęta się po domu i próbuje zaakceptować nową sytuację. Lowery uderza jednak w takie tony, że nawet największy twardziel uroni łezkę i nie oderwie wzroku od przydługiej sceny konsumowania ciasta. Odczuwalna i przytłaczająca melancholia wynagradza brak dreszczy na plecach.

Bez przedawnienia

W XXI wieku fabuła “Zemsty po latach” z 1980 roku może przywodzić na myśl filmy pokroju “The Ring” czy “Dark Water”. Kompozytor, który w nieszczęśliwym wypadku stracił żonę i dziecko, wprowadza się do zabytkowego domu. Jego nowa nieruchomość okazuje się nawiedzona przez duszę dziecka. Złośliwą, należałoby dodać. Główny bohater odkryje mroczną tajemnicę sprzed lat, powiązaną z szanowanym senatorem.

“Zemsta po latach” spełnia swoje zadanie i wywołuje ciarki na plecach lepiej niż wiele japońskich horrorów, a na pewno porządniej od ich amerykańskich remake’ów, taśmowo realizowanych w Hollywood w pierwszych latach nowego millenium. Klimatyczna muzyka i wszechobecny niepokój to znaki rozpoznawcze produkcji. Biada wszystkim, którzy po seansie w nocy usłyszą skrzypienie drzwi. A na dokładkę jest doskonała kreacja George’a C. Scotta.

Nie zdradzajcie szczegółów!

Finałowego twistu w “Innych” z 2001 roku nie powstydziłby się M. Night Shyamalan. Zanim jednak hiszpański reżyser go zaserwuje, zdąży nas nieźle przestraszyć. Film Alejandro Amenábara zapowiada się na gotycki horror o nawiedzonej posiadłości. Główna bohaterka wraz z dziećmi oczekuje na powrót męża z frontu II wojny światowej. Jej pociechy cierpią na poważną chorobę i nie mogą przebywać na słońcu. Kiedy kobieta zatrudnia służbę, a w wielkim domu zaczynają dziać się niewyjaśnione rzeczy.

Jeśli ktoś nie widział tego filmu, lepiej niech nie czyta żadnych recenzji czy opisów i zasiądzie do seansu, nie oglądając nawet zwiastuna. Wszystkich tych, którzy widzieli “Innych” raz zapewniam dodatkowo, że produkcja zyskuje, gdy obejrzy się ją wielokrotnie. Na tym zakończę, nie chcąc zdradzać za wiele.

Ofiary domu

Niekiedy to nie właściciele posiadają dom, a dom posiada właścicieli. Tak jest w tym przypadku. “Burnt Offerings” z 1976 roku ,jak wiele filmów należących do gatunku, rozpoczyna się niewinnie. Rodzina Rolfów wynajmuje wielką posiadłość, mając zamiar spędzić w niej całe lato. Podejrzenia Bena wzbudza wysokość opłaty za trzy miesiące, która jest porównywalna z aktualnym miesięcznym kosztem najmu pokoju w Warszawie. Jest ku temu powód. Jak się okazuje nieruchomość wysysa życie z bohaterów.

Główną rolę zagrała historyczna amerykańska posiadłość Dunsmuir-Hellman, którą fani horroru znają chociażby z późniejszych “Morderczych kuleczek”. Prócz zjawiskowego domu, atutem z pewnością jest obecność hollywoodzkiej legendy Bette Davis w roli podstarzałej ciotki oraz królowej krzyku Karen Black, występującej jako popadająca w szaleństwo żona Bena. Męża próbującego wydostać się z nieruchomości doskonale wykreował Oliver Reed. Jak więc widać “Burnt Offerings” jest nie lada gratką dla fanów gatunku i ogólnie X muzy. Aaaaa! i potrafi nieźle przestraszyć.

Sadystyczny pokój

Przy tym pokoju wszyscy sadyści to maminsynki. W pewnym hotelu jeden z apartamentów żywi się najgłębiej skrywanymi strachami i żalami swoich gości. Jego mit próbuje podważyć pisarz Mike Enslin. Pomieszczenie o tytułowym numerze 1408 nie będzie jednak dla niego łaskawe. Na koniec pozostanie bohaterowi jedynie zapalić papierosa i patrzeć jak jego świat płonie.

“1408” to adaptacja opowiadania Stephena Kinga. Broniące się nawet po latach efekty specjalne, atmosfera i wbijające w fotel zakończenie to główne zalety produkcji. Dodatkowo na ekranie zobaczymy świetnego Johna Cusacka i Samuela L. Jacksona. Po seansie zastanowicie się dwa razy, zanim zarezerwujecie pokój w jakimkolwiek hotelu.

I to się nazywa horror

Roberta Wise’a żadnemu kinofilowi nie trzeba przedstawiać. Dwukrotny zdobywca Oscara w kategorii najlepszy reżyser za “West Side Story” i “Dźwięki muzyki”, równie sprawnie co w musicalach porusza się w horrorze. W “Nawiedzonym domu” z 1963 roku, grupa naukowców postanawia udowodnić istnienie zjawisk paranormalnych.

Atmosfera budowana jest prostymi, filmowymi trikami, które doskonale spełniają swoje zadanie. Niepokój i poczucie zagrożenia jest wszechobecne i emocje bohaterów udzielają się widzowi, za sprawą doskonałych kreacji aktorskich. Nawet po wielu dekadach “Nawiedzony dom” sprawdza się lepiej niż jego remake z 1999 roku.

 

Rafał Christ
Rafał Christ
Filmoznawca, który zamiast z kinem artystycznym, woli spędzać wieczory z horrorami i blockbusterami. Kiedy akurat czegoś nie ogląda, to pewnie czyta komiks albo książkę. Jego przemyślenia na temat popkultury można znaleźć w różnych miejscach w internecie, ale nie zdziwcie się jeśli natkniecie się na nie również w prasie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Zobacz też

Co zamiast nowego Greya? 10 filmów z BDSM w tle

Z okazji walentynek do kin wchodzi kolejna część bezpłciowego romansu – “Nowe oblicze Greya”, który sprawia, że człowiek ziewa przy “wyuzdanych” scenach seksu. Oto przegląd filmów, po które można sięgnąć, gdy najdzie nas ochota na odrobinę prawdziwej pikanterii. Grey by się przy nich zarumienił!
Rafał Christ
Rafał Christ
12 lutego 2018
CZYTAJ WIĘCEJ