Czerwona szminka. Symbol seksu czy feminizmu?

A może spece od marketingu wyprali nam mózgi?
11 minut czytania
504
0
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
24 lutego 2018

Skąd się wzięła czerwona szminka i za co ją tak kochamy? Wiele kobiet twierdzi, że malowanie się czerwoną szminką sprawia, że czują się piękniejsze, silniejsze, pewniejsze siebie, bardziej seksowne.

Ja tak nie twierdzę, bo niestety wyglądam wtedy jak klaun (chociaż w mojej wyobraźni niezmiennie z karmazynowymi ustami jestem ponętna i jakby tego było mało, strasznie przebojowa, kluczowe jest jednak nie zerkać w lustro).

Ostrożnie, pożądanie!

“Czerwień – kolor krwi i rumieńców, sutków, warg i nabrzmiałych w podnieceniu genitaliów – jest widoczna z daleka i pobudza emocjonalnie”twierdzi psycholog ewolucyjny, Nancy Etcoff.

Sutki, wargi, genitalia – chodzi o seks, jednym słowem. Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej czerwona, wyrazista szminka na ustach, często w komplecie z różem na policzkach, to sygnały erotyczne, które wysyłają do naszej podświadomości komunikat: ta kobieta jest młoda, apetycznie i promiennie zdrowa, idealnie nada się do rodzenia dzieci i wszystko wskazuje na to, że by tego chciała.

A chociaż kolor czerwony ma wiele znaczeń w zależności od kultury, i na przykład w Chinach symbolizuje szczęście, to koniec końców kojarzy się z pożądaniem, namiętnością i gotowością do działania (wiadomo jakiego typu!). Nic w tym dziwnego, ponieważ barwa czerwona ma najdłuższą falę spośród postrzeganych przez człowieka, wywołuje więc silniejsze reakcje, a w odpowiednich okolicznościach może nawet wyzwalać odrobinę adrenaliny. Czerwony ekscytuje i podnieca. Sophia Loren miała więc trochę racji twierdząc, że “To, co czerwień może zrobić dla ducha, potrafi też zrobić dla twarzy”. Wiedzą o tym również projektanci z Dolce & Gabbana, którzy we współpracy z legendą włoskiego kina stworzyli w 2015 roku szminkę o nazwie “Sophia Loren no.1”. Upojne połączenie czerwieni i jasnej wiśni.

Sok z chrabąszcza i kochanice króla

Moda na czerwone usta to nic nowego, a już w starożytności do produkcji czerwonej pomadki wykorzystywano najróżniejsze barwniki roślinne jak na przykład czerwony amarantus, zmiażdżone owoce morwy, sok z buraka lub truskawki bądź alkanna barwierska, która jest niepozorną byliną z niebieskimi kwiatkami. By uzyskać krwistą czerwień suszono koszenile i czerwce (tak, to owady, więc okrzyk “fuj” jest na miejscu), a w Egipcie podobno sięgano po poczciwe chrabąszcze. Przede wszystkim jednak rodaczki Kleopatry korzystały z mieszanki ochry (czerwona skała) i tłuszczu zwierzęcego. W starożytnym Iranie wykorzystywano czerwoną ziemię, hematyt lub czerwony marmur, a w Grecji i Rzymie poza wodorostami także toksyczne (dziś to wiemy) substancje: barwnik cynobrowy, pozyskiwany z siarczku rtęci, i czerwony ołów.

Jak widać, kreatywności nie brakowało, ale pomimo tak wielu sposobów na pozyskanie barwnika, pomalowane usta wcale nie były mile widziane. Makijaż był ściśle związany z rolą kobiety i jej statusem społecznym, a mocniejszy make up mogły nosić głównie hetery i kurtyzany, które miały większą swobodę niż przykładna żona. W Japonii czerwone usta były elementem wizerunku gejszy. Ich wargi musiały być pomalowane w taki sposób, by ich zarys był mniejszy niż jest w rzeczywistości. Aspirantki do roli gejszy nosiły natomiast pomalowaną tylko dolną wargę, co miało podkreślać ponętność.

Czerwona szminka ma bardzo długa historię

A czy twój mąż by się z tobą ponownie ożenił?!

Chrześcijaństwo wyparło makijaż jako narzędzie szatana. Jeśli ktoś miał ochotę spłonąć na stosie, to zapewne noszenie czerwonej szminki mogło mu w tym pomóc. Siedemnasty wiek to bardzo mocny makijaż, splendor białego pudru na buzi, dużo różu i jeszcze więcej pomadki, a do tego sztuczne pieprzyki. Swawola kobiet w tej kwestii sprawiła, że w 1650 roku, podczas rządów Cromwella, w londyńskim parlamencie odbyło się czytanie projektu ustawy przeciwko występkowi malowania się, noszenia pieprzyków i wyzywającego ubioru kobiet. Dla angielskiego dżentelmena końca osiemnastego wieku pannica nosząca czerwoną szminkę wpadała w kategorię wiedźma, puszczalska lub prostytutka, natomiast w XIX wieku królowa Wiktoria stwierdziła, że makijaż jest wulgarny, koniec kropka.

Całe szczęście jej syn, król Edward VII, lubił romansować z aktorkami, które występowały na scenie umalowane, jak na przykład Sarah Bernhardt czy Lillie Langtry, co rozpowszechniło wizerunek szminki. Na początku XX wieku stosowanie pomadki nadal były kojarzone z kobietami lekkich obyczajów i aktorkami. Zmieniło się to po 1912 roku, kiedy to w Nowym Jorku podczas marszu sufrażystek, będącego elementem walki o prawa wyborcze kobiet, jego uczestniczki miały pomalowane na czerwono usta. Od tego momentu jaskrawe usta, uznawane za niesmaczne przez środowiska kościelne i zwolenników patriarchatu, stały się symbolem siły kobiet, ich buntu przeciw sztywnym normom społeczny, bzdurnym zakazom i dyskryminacji.

Jedno jest pewne, reklamy szminek z pierwszej połowy XX wieku podnosiły ciśnienie feministek do groźnych dla życia i zdrowia poziomów. Kosmetyki wciskano, wykorzystując słabości, obawy i kompleksy kobiet. Aż do lat 60. komunikaty reklamowe były w sposób jawny nacechowane negatywnie, seksistowskie i protekcjonalnie. Jedno z haseł wykorzystywanych przez Elizabeth Arden w 1929 brzmiało: “Samą urodą twarzy można zdobyć męża, ale przy dzisiejszej konkurencji to nie wystarczy, aby go zatrzymać”. No wiadomo, wstanie taki, pójdzie do kiosku po papierosy i nie wróci. Luźna interpretacja to, zadbaj o siebie kobieto albo mąż znajdzie sobie kochankę i sama będziesz sobie winna.

W reklamie mydła Palmolive z 1921 znajdziemy pytanie: “Czy Twój mąż ożeniłby się z tobą po raz kolejny?”, a w 1932 ta sama firma uczy, że cera uczennicy, to sposób na zatrzymanie małżonka, strasząc jednocześnie, że wielu kobietom to się nie udaje. Jak powszechnie wiadomo mężczyzna może zostać podstępnie ukradziony przez inną kobietę, która rozbije małżeństwo (bo może!), także lepiej już profilaktycznie się umalować i nałożyć raz na jakiś czas odżywkę, a jak nie, to nie przybiegajcie potem z płaczem.

Może również bunt sufrażystek z czerwoną szminką w torebce sprawił, że tak chętnie po nią sięgamy (my, kobiety)? W magiczną moc kosmetyku wierzyła na pewno hollywoodzka gwiazda Liz Taylor, która zwykła mawiać: “Nalej sobie drinka, nałóż szminkę i weź się w garść”.

Na ustach Hollywood

Lata 20. to czasy, gdy niepodzielnie króluje bardzo ciemna pomadka, deklasując inne kolory. Najchętniej sięgano po odcień śliwkowy i wiśnię. Skąd taka moda? Podziwiane przez publiczność gwiazdy srebrnego, acz jeszcze niemego ekranu, musiały malować usta w wyrazisty sposób, by były one lepiej widoczne w czarno-białych kadrach.

Reklama szminek Dior

Symbolem seksu i ikoną kina niemego była Clara Bow, choć jej kariera nie wystartowała bez przeszkód. Na wcale nie taki dobry początek chora psychicznie matka próbowała poderżnąć jej gardło, by córka nie podjęła tak uwłaczającej pracy. Gdy Bow udało się ujść z życiem, a nawet zdobyć rolę, zjawiła się na planie swojego pierwszego filmu, gdzie reżyser na widok makijażu, który sobie zaaplikowała, porównał ją do klauna (och, Claro, jak doskonale wiem, co czułaś!). Rudowłosa dziewczyna nie poddała się, opanowała sztukę make-upu i stała się symbolem przemian – zadziorną chłopczycą, flapperką z krótkimi włosami i małymi, karmazynowymi usteczkami, które kształtem przypominały pączek róży. Aktorka, gdy była już znana, przygotowała nawet wytyczne dotyczące swojego makijażu do… trumny: “Farba do włosów Heleny Rubinstein w kolorze jasny kasztan, brązowa kredka do brwi, cień do powiek i sztuczne rzęsy. Szminka w najkorzystniejszym odcieniu czerwieni, a usta pełniejsze niż są w rzeczywistości”.

Z czerwonych ust z charakterystycznym, przesadnie zarysowanym łukiem Kupidyna zasłynęły również Greta Garbo, Gloria Swanson czy Louise Brooks. W 1933 rok w “Księdze piękna” amerykański Vogue oświadczył, że nakładanie szminki jest jednym z najważniejszych gestów stulecia. W latach 40. Elizabeth Arden edukowała kobiety jak malować się do pracy, a dla tych, które wstąpiły do wojska stworzyła odcień szminki Montezuma Red, który pasował do uniformów.

Lata 50. to kolejne potężne zachłyśnięcie się gwiazdami Hollywood. Kobiety zapatrzone w czerwone usta Avy Gardner, Liz Tylor, Rity  Hayworth, Audrey Hepburn, czy Marilyn Monroe pokochały miłością bezkrytyczną krwistą szminkę.

Być jak Monroe

“[…] podniecało ją patrzenie w lustro na te swoje piękne usta, które malowała pięcioma kolorami szminki. Dbała o to, by wszystkie pociągnięcia i odcienie były tak dobrane, żeby uwypuklić usta, które w rzeczywistości były bardzo płaskie”.

Takimi słowami wspominał Marilyn Monroe projektant i kostiumograf William Travilla, który ubrał gwiazdę aż do ośmiu jej filmów. Platynowa Blondynka pracowała od swoich pierwszych zdjęć, aż do śmierci z charakteryzatorem “Whitey” Snyderem, który przez lata stał się jej przyjacielem. Stosowany przez niego makijaż: koralowe policzki, liczne warstwy błyszczącej szminki, sztuczne rzęsy i  rozświetlający podkład, sprawiał, że Marilyn wyglądała zawsze świeżo i ponętnie.

W swoich wspomnieniach przywołuje makijażowe techniki, które stosowali: “Używaliśmy różnych kolorów szminek. Na początku mieliśmy dużo zabawy z techniką Cinema Scope, bo wszystkie czerwienie wychodziły brązowe. Musieliśmy zastosować jasny róż”. W 1984 roku na rynku pojawiła się firma M.A.C, a wraz z nią kobiety zapragnęły szminek we wszystkich możliwych kolorach począwszy od zielonego, poprzez granat, a skończywszy na fioletach.

Elisabeth Taylor także była znaną wielbicielką czerwonej szminki

Pod koniec lat 80. światu objawiła się Madonna, a wraz z nią znów zapanowała moda na czerwoną pomadkę. Podczas trasy Blond Ambition World Tour piosenkarka nie tylko wywołała kontrowersje ze względu na udawaną masturbację na scenie podczas utworu “Like a Virgin”, ale też wiernie korzystała ze szminki M.A.C. Russian Red. Świat oszalał ponownie na punkcie czerwonych warg, a za sprawą blond włosów, seksownego ubioru i wyszminkowanych ust Madonny, kobiety przypomniały sobie o stylu a la Marilyn.

Maszyna do całowania

Max Factor, urodzony w Polsce Maksymilian Faktorowicz, osiągnął ogromny sukces w Złotej erze Hollywood, dzięki pracy z takimi gwiazdami jak Jean Harlow, Marlene Dietrich czy Ava Gardner, co pozwoliło mu zacząć sprzedawać kosmetyki dla kobiet poza przemysłem filmowym. Przełom dla jego biznesu zaczął się oczywiście od szminki.

Gdy Max Factor wyemigrował do Stanów Zjednoczony założył sklep z perukami i kosmetykami. Szybko zainteresował się współpracą z branżą filmową. W 1914 roku aktorzy grający w filmach korzystali w dalszym ciągu ze szminek używanych do ciężkiego makijażu teatralnego. Skutek był opłakany – szminka pękała i kruszyła się, a aktorki wyglądały strasznie. Max zaproponował jako alternatywę elastyczną szminkę w kremie, którą stworzył w dwunastu odcieniach. Okazała się strzałem w dziesiątkę, a do jego sklepu zaczęły się zgłaszać kolejne gwiazdy kina. W 1916 roku jako pierwszy wprowadził do sprzedaży poza branżą filmową cienie do oczu i kredkę do brwi. Dwa lata później ogłosił zasadę “harmonii kolorów”, która głosiła, że kobiety w zależności od koloru włosów, oprawy oczu i karnacji potrzebują innych barw kosmetyków.

Reklama szminek Max Factor

W swojej siedzibie Max przeznaczył nawet osobny pokój dla każdego typu urody: pokój brzoskwiniowy dla szatynek, różowy dla brunetek, niebieski dla blondynek, zielony dla rudowłosych. W 1940, już po śmierci ojca, Max Factor Junior udoskonalił recepturę czerwonej pomadki Tru-Color. Szminka była nadzwyczaj odporna na rozmazywanie i bardzo długo utrzymywała pierwotny kolor, a wszystko dzięki testom przeprowadzonym na tzw. maszynie do całowania. Urządzenie imitowało ludzkie pocałunki i wytwarzało nacisk na pomalowane szminką “usta”, co pozwoliło zbadać między innymi na ile buziaków wystarczy jedna warstwa kosmetyku.

„Jeśli jesteś smutna, pomaluj usta i do boju!”

A do tego: „Nigdy nie jesteś zupełnie naga, jeśli masz na sobie czerwoną szminkę”. Gabrielle Chanel to nie tylko mała czarna i kultowe Chanel No. 5. Ikona francuskiej haute couture była wielbicielką czerwonej szminki, którą uważała za najlepszą broń kobiety, pragnącej zdobyć mężczyznę, a samą czerwoną barwę ubóstwiała i nazywała kolorem życia.

W Chanel 2.55, czyli najpopularniejszej na świecie torebce (ta pikowana, skórzana, z łańcuszkiem zamiast paska, na pewno ją kojarzycie!), dostępnej w sprzedaży od ponad 60 lat, projektantka przewidziała nawet specjalną przegródkę na pomadkę. Coco swoją wyjątkową szminkę, której używała codziennie, robiła na zamówienie, a umalowane usta delikatnie pudrowała, by makijaż dłużej pozostawał na wargach. Odcień ten został odtworzony w 1974 i wprowadzony do sprzedaży pod nazwą Rogue de Chanel.

Hot lips!

Do kogo należą jedne z najbardziej rozpoznawalnych, czerwonych ust świata? Marilyn Monroe? Gwen Stefani? Angeliny Jolie? Nie znam osoby (i naprawdę nie jest tu ważne, kto do czego lubi tupać nóżką), która nie kojarzy logotypu The Rolling Stones. Hot lips, początkowo były określane jako “język i usta”, ale z czasem przyjęła się mniej siermiężna nazwa.

Autorem projektu jest John Pasche. Student londyńskiego Royal College of Arts miał przygotować plakat na zbliżającą się europejską trasę koncertową zespołu Sticky Fingers Tour. Podczas spotkania Mick Jagger pokazał grafikowi w formie inspiracji obrazek Kali, hinduskiej bogini czasu i śmierci, która często portretowana jest z wystawionym językiem pokaźnej długości. John zestawił to z wielkimi ustami rockmana, który w tamtych latach eksplorował swoją biseksualność, nakładał makijaż (jak zresztą cały glam rock), a przede wszystkim używał (i więcej niż chętnie rozmazywał) czerwonej szminki. Tak powstało logo, które stało się na tyle popularne, że zostało z The Rolling Stones do dziś.

Hot Lips na koncercie The Rolling Stones (fot. SolarScott, CC BY 2.0 via Wikimedia Commons)

Salvadore Dali zaprojektował czerwoną kanapę zainspirowany kształtem ust aktorki Mae West,  Andy Warhol wykorzystywał w swoich pracach motyw odbitych, kobiecych warg, Sylvie Fleury zaprojektowała dla Pérignon Rosé Vintage 1998 limitowaną serię kieliszków z odciskiem czerwonej pomadki, a Helmut Newton malował swoje fotomodelki karminową szminką, czym zainspirował firmę M.A.C do stworzenia kolekcji kosmetyków. Dziś wśród wiernych wielbicielek czerwonej szminki mamy Gwen Stefani, Ritę Orę, czy Ditę von Teese. Czerwone usta niezmiennie podniecają, szokują, inspirują i wszystko wskazuje na to, że zostaną z nami jeszcze na długo.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
Zawodowo siedzi w marketingu od 2010 roku. W wolnych chwilach konfabuluje, czyta i zwiedza zamki. Wielbicielka tatara, wciąż szuka tego idealnego. Słoń nadepnął jej na ucho, nie ufa gołębiom, lubi pociągi i jeść śniadania na mieście. Przed każdą podróżą samolotem spisuje testament. Żałuje, że nigdy nie pozna Tove Jansson i nie pójdzie na koncert The Beatles.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Historia tuszu do rzęs – od krokodylich odchodów do nylonowej szczoteczki

Tusz do rzęs to najbardziej popularny kosmetyk do makijażu. 70 proc. mieszkanek Europy przyznaje, że nie wychodzi z domu bez pomalowanych rzęs. Mogą nie używać podkładów, szminek czy błyszczyków, ale dbają o to, by za pomocą tuszu podkreślić i „otworzyć”oko.
Marta Lewin
Marta Lewin
18 maja 2017
CZYTAJ WIĘCEJ