DJ zaczyna się po pięćdziesiątce? David Guetta i inni

7 minut czytania
483
1
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
18 lutego 2018

David Guetta, popularny francuski didżej, który niedawno wkroczył w szóstą dekadę życia a wciąż bawi tłumy na wielkich imprezach, nie jest jedynym pięćdziesięciolatkiem, który udowadnia, że w profesji DJ-a wiek nie gra roli. Oto przegląd najlepszych DJ-ów po pięćdziesiątce i krótki wywiad z jednym z nich – Oliverem Froningiem z Dune.

Kiedyś pięćdziesięciolatek  kojarzył się nam ze starszym panem w szelkach, który bawi wnuki. Współcześnie to modnie ubrany i uczesany jegomość, mający w sobie więcej energii niż niejeden dwudziestolatek!

Wiek to tylko cyfry

Lata 90. były okresem wielkiego boomu na muzykę taneczną. Energetyczne utwory, kolorowe ciuchy, nowe wytwórnie płytowe i audycje radiowe, a przede wszystkim eventy w stylu Love Parade, które gromadziły ogromne tłumy raverów – tak ostatnią dekadę XX wieku wspomina Oliver Froning, którego projekt Dune wylansował w tamtym czasie takie hity, jak „Hardcore Vibes” czy „Rainbow To The Stars”. Dziś artysta ma ponad 50 lat i jest w doskonałej formie zarówno fizycznej, jak i artystycznej.

Życie jest coraz lepsze! Uwielbiam moją pracę, choć zdarzały się wzloty i upadki. Zdaję sobie również sprawę z faktu, że nie mam już 20-stu lat, ale biorąc pod uwagę całokształt, jestem bardzo zadowolony z tego, co mnie spotkało – mówi muzyk.

Zdaniem Olivera, w jego zawodzie wiek nie ma aż takiego znaczenia, bardziej bowiem liczą się umiejętności, jakość prezentowanej przez niego muzyki, a przede wszystkim wyczucie oczekiwań publiki. Jako doświadczony didżej oraz producent ma jednak kilka rad dla młodszych kolegów:

Spróbujcie znaleźć własny styl. Oczywiście, warto obserwować znanych didżejów, ale nie kopiujcie ich brzmienia. Starajcie się zaskakiwać ludzi, robić coś innego niż cała reszta i nie bójcie się popełniania błędów.

Oliver, który pewien czas temu powrócił z singlami „Magic Carpet Ride” oraz „Starchild (Chapter One – First Contact)”, ma wiele planów na przyszłość.

W tym roku pojawi się kolejna część trylogii „Starchild”, a także nowa wersja utworu „Hardcore Vibes”. Mam też w planach pracę nad pobocznym projektem „djraw”, jak również współpracę z innymi didżejami i producentami, ale jeszcze za wcześnie, by wyjawiać szczegóły. Ponadto, będę w trasie po USA i Europie, więc szykuje się dla mnie pracowity 2018 rok – zapowiada artysta.

Być jak Guetta

David Guetta to fenomen na scenie muzycznej elektroniki. Artysta nieprzerwanie od kilkunastu lat święci triumfy na światowych listach przebojów, a jego występy przyciągają ogromne rzesze fanów, o czym mogliśmy przekonać się chociażby 27 stycznia, kiedy to zagrał seta w krakowskiej TAURON Arenie. To właśnie Francuz był jednym z tych, którzy sprawili, że klubowe brzmienia Europy zyskały uznanie za oceanem. Choć dla wielu łączenie popu i r&b z EDM było zabiegiem karygodnym, Guetta konsekwentnie przełamywał gatunkowe bariery, tworząc pomost pomiędzy undergroundem a komercją.

Zanim jednak ruszył na podbój mainstreamu, grywał w paryskich klubach oraz radiu. Pierre David Guetta, bo tak naprawdę nazywa się ten urodzony w 1967 roku w stolicy Francji artysta, podobnie jak wielu jego rówieśników zaczynał w czasach, kiedy didżejom daleko było do celebrytów, a muzyka klubowa nie należała do najpopularniejszych gatunków. Mimo, iż pierwsze nagrania Guetty – „Nation Rap” oraz „Up & Away” ukazały się w latach 90., to prawdziwą sławę didżej zyskał dopiero w 2001 roku za sprawą utworów „Just a Little More Love” i „Love, Don’t Let Me Go”.

David Guetta (fot. Christian Bertrand/Shutterstock.com)

Electro-house’owe dźwięki szybko podbiły kluby całej Europy, a David i jego ówczesna małżonka Cathy rozpoczęli w słynnej Pachy na Ibizie cykl imprez pt. „Fuck Me I’m Famous”, który cieszył się sporą popularnością wśród bywalców wyspy. Kiedy kariera blisko 40-letniego Davida nabrała rozpędu, didżej postanowił skręcić w stronę bardziej popowych brzmień. Na jego kolejnych albumach można było usłyszeć takich artystów, jak Akon, Kelly Rowland, Usher, Skylar Grey czy Sia. Nie wszystkim się to spodobało – wielu sympatyków muzyki house uznało bowiem Francuza za króla kiczu, którego jedynym celem jest tworzenie prostych kawałków i zarabianie kasy. Sam zainteresowany zdawał się tym jednak nie przejmować, tworząc kolejne hity. Dziś ma 50 lat i pokazuje, że najlepsze dopiero przed nim.

10 didżejów 50 +

O tym, że życie zaczyna się po pięćdziesiątce wiedzą nie tylko David Guetta oraz członkowie The Belleville Three (pionierzy Detroit techno – Juan Atkins, Derrick May and Kevin Saunderson). Poniżej zaprezentuję dziesięciu moich ulubionych didżejów, którzy wciąż są w grze i mimo swojego wieku nie zamierzają zwolnić tempa.

Fatboy Slim (54 lata)

Norman Quentin Cook swoją przygodę z muzyką rozpoczynał jeszcze w latach 80., kiedy to związał się z grupą The Housemartins. W kolejnych latach współtworzył projekty Beats International, Freak Power, Pizzaman oraz The Mighty Dub Katz. Prawdziwą sławę zyskał jednak jako Fatboy Slim, stając się jednym z pionierów big beatu oraz flagową postacią mieszczącej się w Brighton wytwórni Skint Records. Artysta jest ciągle aktywny jako didżej i producent. Prowadzi również label Southern Fried Records, dla którego nagrywają m.in. Armand Van Helden i The Black Ghosts.

Pete Tong (57 lat)

Peter Michael Tong pierwszy raz stanął za dekami w wieku 15 lat, występując na przyjęciu weselnym. Nie przypuszczał wtedy zapewne, że będzie jednym z najważniejszych didżejów BBC Radio 1. Prowadzone przez niego audycje „Essential Mix” oraz „Essential Selection” mają dziś status kultowych, a sam Pete należy do grona najbardziej szanowanych osób w środowisku klubowym. Ponadto, didżej jest założycielem wytwórni FFRR Records, a za działalność radiową został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego.

Fatboy Slim (fot. Northfoto/Shutterstock.com)

Paul Oakenfold (54 lata)

Zdobywca nagrody Grammy, który znalazł się w Księdze Rekordów Guinnessa jako „najpopularniejszy didżej świata”. Producent krążka „Pills’n’Thrills and Bellyaches” grupy Happy Mondays, remikser U2, Madonny i Massive Attack, twórca muzyki filmowej – to tylko jedne z wielu zasług brytyjskiego didżeja. Zanim „odkrył Ibizę” w 1987 roku, kształcił się na kucharza, a następnie pracował jako łowca talentów dla wytwórni Champion Records. Prowadzi jeden z najpopularniejszych labeli muzyki elektronicznej, Perfecto Records.

Westbam (52 lata)

Współzałożyciel jednej z pierwszych wytwórni muzyki elektronicznej w Europie – Low Spirit Recordings, jeden z inicjatorów festiwalu techno – Mayday, autor ogromnej ilości utworów oraz 10 albumów studyjnych. Współtworzył hymny Love Parade oraz wcześniej wspomnianego Maydaya. Artysta należy do grupy pionierów ruchu rave na terenie Europy. Zanim został didżejem, udzielał się na punkowej scenie jako Frank Xerox.

Sven Väth (53 lata)

„Papa Sven”, jak zwykło się pieszczotliwie nazywać tego sympatycznego didżeja, to żywa legenda muzyki elektronicznej. Wraz z producentami formacji Snap! stworzył projekt OFF, znany z hitu „Electrica Salsa”. Wcześniej jednak grywał w pubie rodziców, by następnie zostać rezydentem kultowego klubu Dorian Gray. Był jednym z założycieli klubu Omen, jak również wytwórni Eye Q i jej sublabeli – Harthouse oraz Recycle Or Die. Obecnie prowadzi markę Cocoon, na którą składają się wytwórnia, agencja bookingowa oraz dwa kluby – we Frankfurcie oraz na Ibizie. Jego najdłuższy set trwał 30 godzin.

Carl Cox (55 lat)

Kto by przypuszczał, że ten znakomity didżej oraz producent o barbadoskich korzeniach w lipcu tego roku skończy 56 lat! Wciąż jednak jest w doskonałej formie! Na początku swojej kariery zasłynął jako „Three Deck Wizard”, ze względu na charakterystyczny styl grania z trzech adapterów. Jego sety w klubie Space na Ibizie przyciągały tłumy fanów z całego globu. Nic dziwnego. Ten uśmiechnięty gość to bowiem ambasador najwyższej jakości brzmienia techno oraz house, które promuje również w swojej wytwórni – Intec Records.

DJ Hell (55 lat)

Założyciel wytwórni International DeeJay Gigolo Records. Promotor oraz jeden z pionierów gatunku electroclash. Eksperymentator, prowokator, ekscentryk – te trzy słowa doskonale opisują tego odważnego niemieckiego artystę, którego życie toczy się między Nowym Jorkiem, Berlinem a Monachium. Gdy nie tworzy muzyki i nie gra w klubach, oddaje się swoim pasjom, takim jak piłka nożna, moda czy fotografia.

Marusha (51 lat)

Niemka o greckich korzeniach. Marusha Aphrodite Gleiß, bo tak naprawdę nazywa się ta artystka, to prawdziwa kobieta renesansu. Didżejka, producentka, prezenterka radiowa i telewizyjna, a także aktorka. Jest jedną z najważniejszych kobiet na scenie techno, a jej cover klasycznej ballady „Somewhere Over The Rainbow” był jednym z największych przebojów 1994 roku. Marusha jest ciągle aktywna jako didżejka i występuje na wielu imprezach, z których zapis można zobaczyć w filmikach na YouTube. Kto choć raz nie widział jej występu, powinien szybko nadrobić zaległości.

Goldie (fot. Ferenc Szelepcsenyi/Shutterstock.com)

Laurent Garnier (52 lata)

Człowiek, którego drugie imię to eklektyzm. Łączy on bowiem w swojej twórczości wiele gatunków, takich jak house, techno, jazz, a nawet drum & bass. Muzyczne eksperymenty słychać zwłaszcza na jego albumach „Unreasonable Behaviour”, „The Cloud Making Machine” i „Tales of a Kleptomaniac”. Swoją karierę zaczynał w legendarnym klubie The Haçienda w Manchesterze. Pod koniec lat 80. powrócił do rodzinnej Francji, gdzie na dobre rozkręcił się jako didżej. Stworzył też wytwórnię F Communications, w której swoje kawałki i albumy wydawali tacy artyści, jak Mr. Oizo czy Saint Germain.

Goldie (52 lata)

Złoty grill na zębach, ogolona głowa, atletyczna sylwetka i oczy szaleńca – tak prezentuje się Goldie – pionier drum & bassu, aktor, celebryta, producent, didżej i twórca legendarnej wytwórni Metalheadz. Jego debiutancki krążek „Timeless” uznawany jest za opus magnum połamanych brzmień. Choć w ostatnich latach artystę częściej można zobaczyć w programach typu „Taniec z gwiazdami”, to z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, czego potwierdzeniem jest znakomity krążek „The Journey Man” z 2017 roku.

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

„It’s my life”! Muzyka lat 90. jest wciąż żywa

Ktoś powie: "lata 90. powracają, bo fani tej muzyki mają już ponad cztery dychy na karku i znowu chcą poczuć się młodo". A może po prostu brakuje nam tej atmosfery radości, która towarzyszyła wspólnym spotkaniom na podwórku i w klubach?
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
2 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ