Dodać łyżeczkę śmierci. Rzecz o bardzo powolnym umieraniu [DZIEŃ POWOLNOŚCI]

7 minut czytania
1011
0
Nika Brassel
Nika Brassel
25 lutego 2018
fot. Chaotic Rampage American Pictures

Na co dzień staramy się pędzić, by jak najszybciej dotrzeć do ulubionego deseru, serialu, używki albo przyjemnej nudy. Rzadko kiedy spychamy myśli na nieco wolniejsze tory. 25 lutego to Dzień Powolności – dzisiaj należy spróbować.

Jeden z oklepanych sloganów mówi – wymiennie- prędkość lub pośpiech zabija. A co, jeśli zbrodnia popełniana jest powoli, a narzędzie jest wyjątkowo absurdalne. Na przykład cukier, dziesięciokrotnie gotowana woda z metalami ciężkimi albo… łyżeczka?!

20 000 uderzeń tępym narzędziem

“Niektóre morderstwa trwają kilka sekund, inne kilka minut, albo godzin, są też morderstwa mogące trwać wiele lat” – mówi lektor w trailerze zapowiadającym epickie dzieło o najbardziej bezwzględnym morderstwie popełnionym najmniej efektywnym narzędziem. A tytuł tego dzieła brzmi właśnie tak: “The Horribly Slow Murderer with the Extremely Inefficient Weapon”.

Dziesięciominutowa zajawka zapowiada powolnie zbliżającą się premierę dziewięciogodzinnego filmu, opowiadającego o dwunastu długich i przerażających latach z życia Jacka, patologa sądowego, którego nawiedził okrutny demon, prześladujący go za pomocą łyżeczki. Jack nieustannie ucieka, choć próbuje się czasem bronić, sięgając po coraz to bardziej ekstremalne i wymyślne rodzaje broni –  drugi zaś nieustępliwie uderza i uderza, i uderza… W dzień i w nocy. Przy stole i w biegu. Na lądzie, w powietrzu i pod wodą. On nadal uderza. A gdy już złamie łyżeczkę, sięga po następną. I uderza.

Ta wyjątkowo długa, jak na kinowe zwyczaje, zapowiedź nieistniejącego filmu stanowi doskonałą mieszankę absurdu, przemocy epickich ujęć i cytatów filmowych splecionych w spójną całość dzięki wyjątkowo teatralnemu głosowi lektora. Skuteczność została zaś potwierdzona znacznie żwawiej niż można by się spodziewać.

Film udający trailer został opublikowany na serwisie YouTube w 2009 roku i bardzo szybko stał się viralem. Do dziś obejrzano go ponad 33 miliony razy. Trafił też do zestawienia dziesięciu ulubionych obrazów wszech czasów w kategorii “Film i Animacja”. Na całym świecie pojawiły się grupy fanów – zarówno biednego Jacka okładanego łyżeczką jak i demona, który podąża za nim niestrudzenie. Niektórzy zakochali się w tym obrazie na tyle, że podczas specjalnych okazji, na przykład na konwentach fantasy, wcielają się w postacie z filmu.

Twórca “Przerażająco wolnego morderstwa…”, Richard Gale, postanowił wykorzystać tę falę zainteresowania i stworzył kilka kolejnych, krótszych obrazów – między innymi wywiad z głównym bohaterem oraz spinoffy i sequele. W 2015 roku, sześć lat po premierze, wystartowała też zbiórka na Kickstarterze.

Gale poprosił wszystkich chętnych o dotacje na prawdziwy pełnometrażowy obraz. Po tym, jak udało mu się osiągnąć wymaganą kwotę 100 000 dolarów, wystartował z kolejną zbiórką. Krótka obserwacja tego, co dzieje się obecnie na facebookowym fanpage`u filmu pokazuje, że choć mija właśnie dekada od nakręcenia szorciaka z łyżeczkowym mordercą, szaleństwo nadal trwa. Film powstaje, a fani nadal kibicują.

Ginosaji movie project update — widescreen camera tests!

Opublikowany przez Ginosaji – The Horribly Slow Murderer Movie Project na 22 lutego 2018

Łyżeczka opętania

Fenomen “Przerażająco wolnego morderstwa…” tkwi nie tylko w groteskowym klimacie i grach kliszami. Film może skłonić do głębszej refleksji. Jeśli łyżeczkę potraktować metaforycznie, jest to niezwykła opowieść o ludzkiej determinacji oraz – co może brzmieć równie absurdalnie, co pomysł zabijania łyżeczką – bezsilności. Główny bohater usiłuje pokonać demona różnymi sposobami –  zaczyna od odpierania ataków rękoma, gazetą, następnie ciska książki, próbuje zadźgać nożem, zastrzelić z pistoletu, karabinu maszynowego, wreszcie sięga po granatnik i materiały wybuchowe.

Jack zdaje sobie sprawę z nieśmiertelności demona, a mimo to wciąż walczy. Biegnie przed siebie przez pięć kontynentów, szuka wsparcia u lekarzy, policjantów, a nawet u szamanów. Wielu ludzi chciałoby mieć do dyspozycji taki arsenał, środki i zacięcie, by walczyć z własnymi demonami. Jack nawet – co zostaje pokazane w jednym z kilku filmików – stara się bronić przez lata, hodując sobie grubą warstwę ochronną z tłuszczu.

Niestety, demon nie przestaje robić mu krzywdy uderzając łyżeczką, a Jack – no cóż – wciąż próbuje i próbuje i próbuje… Niczym człowiek walczący z zabijającą go chorobą.

Prawdziwie zabójcze łyżeczki

Można też podejść do tematu dosłownie. W końcu “Przerażająco wolne morderstwo…” powstało jako dosłowna interpretacja jednego z angielskich idiomów – “kill me with a spoon” – co można rozumieć jako “zabij mnie czymkolwiek”, “dobij mnie” – w sensie, że hej, mam przesrane, już mi nic nie pomoże.

Przed łyżeczkowym mordercą nie da się uciec (fot. Chaotic Rampage American Pictures)

Wracając do dosłowności – czy można faktycznie zabić kogoś łyżeczką? Owszem. Nie powiem wam, co pierwsze przychodzi mi na myśl, bo osoby, które mnie szkoliły nie będą zadowolone ze zdradzania takich sekretów, a dodatkowo – władze mogłyby się nadmiernie zainteresować. Jest jednak kilka prostych, choć wymagających precyzji, sposobów. Historia zna też przypadki, gdy faktycznie łyżeczka była narzędziem zbrodni.

Jedna z legend mówi o Fredericu Thomasie Lynwoodzie, który – podobno – jest pierwszym odnotowanym w aktach brytyjskim seryjnym mordercą. Żył na przełomie XIV i XV wieku, a swoje ofiary zabijał na dwa sposoby – poprzez uduszenie, a właściwie podcięcie gardła cienką linką, na której końcu uwiązany był muffin albo za pomocą mocnego uderzenia drewnianą łyżką. Oczywiście jest to doniesienie żartobliwe.

W najnowszej historii szczególnym echem odbiły się dwa – jak najbardziej prawdziwe – łyżkowe morderstwa. Przerażająca jest historia Roberta Maudsleya, brytyjskiego mordercy, który zyskał przydomek “Spoons”. Jedną z jego ofiar odnaleziono z rozbitą czaszką i łyżką wetkniętą w nieco uszczknięty już mózg.

Także w Wielkiej Brytanii, w 2004 roku, pewien mężczyzna – działając w obronie własnej – zabił napastnika uderzając go w potylicę łyżeczką. Uderzenie to było na tyle precyzyjne, że spowodowało rozerwanie tętnicy, a powstałe w wyniku tego intensywne krwawienie doprowadziło do zgonu.

Koszmarne narzędzie zbrodni – Jack już to wie (fot. Chaotic Rampage American Pictures)

Cztery lata później w USA jeden z więźniów użył zaostrzonej łyżeczki, by w ten sposób zarżnąć strażnika. Mężczyznę skazano na śmierć, a wyrok wykonano w 2014 roku.

Jak więc widać, choć niepozorna, bywa szczególnie niebezpieczna, nie tylko, gdy zawiera odpowiednią dozę arszeniku. Polecam wam zatem traktować wszystkie łyżki i łyżeczki z należytym szacunkiem. Bogini Annoia będzie wam dozgonnie wdzięczna.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Nika Brassel
Nika Brassel
W poprzednim życiu dziennikarka i pisarka, podróżniczka i matka dzieciom, teraz po prostu autorka, hobbystycznie podejmująca intrygujące tematy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Ludzie

„Ding dong, the witch is dead”, czyli Charles Manson nie żyje

Ponoć o zmarłych mówi się dobrze albo wcale. Jeśli faktycznie by tak było, pewnie mógłbym już teraz postawić kropkę i odejść od komputera, bo o Charlesie Mansonie cisną się na usta słowa niewybredne. Choć trzeba przyznać, że nagrał ze dwa znośne kawałki. Zza krat.
Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski
26 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ