Groby z wiatraczkami. Cmentarze dla zwierząt w Polsce to wciąż rzadkość

10 minut czytania
5398
0
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
28 lutego 2018

W Polsce ciała zmarłych zwierząt domowych traktowane są jak odpady. To prawdziwy koszmar dla osób, które traktują swe zwierzęta jak równoprawnych członków rodziny. Niektórzy wolą odwiedzać na cmentarzu swoje ukochane zwierzęta niż krewnych.

Opiekun psa lub kota, po śmierci czworonoga, nie ma prawa pochować go w ogródku albo w lesie. Polskie prawo tego zabrania. Może zostawić zwłoki swojego pupila u weterynarza, który ma obowiązek przekazać je do utylizacji. Ci, którzy się na to nie godzą, chowają swojego przyjaciela na cmentarzu dla zwierząt.

Cmentarz dla zwierząt – intrygująca fanaberia

W Polsce jest ich tylko jedenaście. Na przykład Szczecin, Poznań czy Kraków nie mają takich miejsc. Często opiekunowie jeżdżą 200 km do Białegostoku, Warszawy, Rzeszowa lub Wrocławia, żeby godnie pochować swojego pupila.

Od kilkunastu lat miłośnicy zwierząt z Krakowa domagają się od władz miasta budowy przeznaczonego dla nich cmentarza. Do tej pory jednak nic z tego nie wychodziło, ponieważ każda zaproponowana lokalizacja budziła sprzeciw okolicznych mieszkańców. Przeciwnicy argumentują, że zwłoki zwierząt mogą spowodować zagrożenie epidemiologiczne, bo toksyny dostaną się do wód gruntowych.

Właściciele często o psie groby dbają bardziej niż o groby bliskich (fot. archiwum cmentarza dla zwierząt w Rzędzianach)

Kiedy Witold Wojda zakładał 27 lat temu pierwszy cmentarz w Polsce, „Psi Los”, w Nowym Koniku pod Warszawą, wszyscy mówili, że to fanaberia, coś nadmiernie pretensjonalnego. Dzisiaj ma dwa cmentarze, na których spoczywa w sumie 12 tys. zwierząt.

Na początku, gdy chodziłem po urzędach po pozwolenie na wybudowanie cmentarza, byłem przyjmowany z ciekawością i życzliwością. Jednak wtedy więcej było redaktorów, którzy chcieli napisać o pochówku zwierząt, niż samych zainteresowanych, którzy odczuwali potrzebę pochowania swojego zwierzęcia na specjalnie przeznaczonym do tego terenie. Obecnie spoczywa u nas najwięcej psów, duży procent stanowią również koty. Poza tym w „Psim Losie” znajdziemy: króliki, szczury, węże, ptaki, małpkę i jedną rybkę akwariową – mówi Witold Wojda.

Zabawka na mogile

W przeciwieństwie do pogrzebów większości ludzi, pochówek zwierzęcia nie wiąże się z rytuałami sakralnymi. – Nie ma tutaj symboli religijnych, takich jak krzyż. Czasem ze zwierzęciem przyjeżdża cała rodzina, innym razem jedna osoba, ale zdarza się też, że nikt nie przyjedzie – tłumaczy właściciel „Psiego Losu”. – Wtedy opiekunowi podajemy numer kwatery, w której spoczęło jego zwierzę. Każdy grób zostaje opatrzony nie tylko imieniem zmarłego, ale także właśnie numerem, dzięki czemu można bez problemu odnaleźć miejsce pochówku, w razie, gdyby imiona zwierząt się powtarzały.

Psy są mile widziane w roli gości na cmentarzach dla zwierząt

Cmentarz nie ma w ofercie wykonywania nagrobków dla zwierząt, ale pomaga w ewentualnym przygotowaniu tabliczki. Jak podkreśla pan Witold, niektórzy budują zwierzakom piękne pomniki z wygrawerowanymi w kamieniu napisami. Ponadto opiekunowie zmarłych czworonogów często przynoszą na grób ulubione zabawki swoich pupili, składają na mogiłach kwiaty i wieńce, a także – zapalają znicze. Dodatkowo co roku w pierwszą niedzielę października „Psi Los” organizuje obchody Dnia Pamięci o Zmarłych Zwierzętach. Data nie jest przypadkowa, ponieważ 4 października zmarł św. Franciszek, patron zwierząt.

Na wyspie i w podziemiach pałacu

Pochówki zwierząt w takiej formie, z jaką mamy do czynienia do dzisiaj, pojawiły się w czasach nowożytnych. W 1881 r. w londyńskim Hyde Parku otwarto pierwszy na świecie cmentarz dla psów. Jednym z bardziej znanych tego typu miejsc jest też cmentarz w Asnières-sur-Seine na przedmieściach Paryża. Symbol nekropolii stanowi pomnik Barry’ego – bernardyna, który na początku XIX w. należał do hospicjum św. Bernarda i zimą szukał zaginionych pod śniegiem. Podobno uratował życie 40 osobom.

Cmentarz powstał w 1899 roku. Wyspa, znajdująca się w tym miejscu na Sekwanie, miała złą sławę. Do końca nie wiadomo, czy zamieszkiwali ją zbójnicy i bandyci czy tylko biedni handlarze szmatami. Dziennikarka i aktorka, Margueritte Durand, wraz ze swoim wspólnikiem Georges’em Harmois’em kupili połowę wyspy od jej właściciela i zaczęli chować zwierzęta.

Ustawa z 21 czerwca 1898 r. gwarantowała, że grzebanie zwierząt nikogo nie oburzy. Zaraz po wejściu w życie tego prawa Francuzi założyli też SPA – pierwsze schronisko dla zwierząt. Przepisy stanowiły, że zwierzęta domowe mogą być pochowane, pod warunkiem, że miejsce ich spoczynku jest położone 100 m od domów mieszkalnych, a zwłoki zostaną przykryte metrową warstwą ziemi. To była nie tylko kwestia sentymentów, ale elementarnej higieny. Wcześniej nieżywe czworonogi lądowały na śmietnikach. Dziś cmentarz figuruje na liście zabytków. Jest tu grób psa, który towarzyszył Wielkiej Armii Napoleona i zginął w Hiszpanii w 1814 r.

Cmentarz dla zwierząt w Meksyku (fot. posztos/Shutterstock.com)

Europejczycy chowali „braci mniejszych” już w XIX w., tymczasem dla większości Polaków jeszcze kilkanaście lat temu cmentarz dla zwierząt był pojęciem abstrakcyjnym albo co najwyżej ciekawostką z życia elit, do których zalicza się choćby słynna kolekcjonerka sztuki, Peggy Guggenheim. Szczątki jej zwierząt spoczywają w podziemiach weneckiego pałacu, Palazzo Venier dei Leoni. Dzisiaj jednak czujemy coraz większą potrzebę pochówku swoich ulubieńców, choć niekoniecznie w tak prestiżowych miejscach.

Cmentarz powstaje z potrzeby chwili

Ludzie nierzadko zwierzają mi się, że wolą przychodzić na grób swojego zwierzęcia niż teścia czy dziadka. Tak naprawdę nasz cmentarz to rozległy zielony park, w którym można przyjemnie spędzić czas. Właściwie jest to miejsce dostępne 24 godziny na dobę – mówi Witold Wojda.

„Psi Los” jest prywatną inicjatywą, tak jak większość tego typu miejsc w Polsce, np. w Ropczycach (k. Rzeszowa), Rzędzianach (k. Białegostoku) czy Szymanowie pod Wrocławiem, gdzie znajduje się również krematorium.

Cmentarz w Rybniku, który działa w ramach schroniska dla zwierząt, czy ten w Toruniu, prowadzony przez Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, nie są tak powszechnie dostępne dla odwiedzających jak prywatne. Działają w wyznaczonych godzinach.

Grób zasłużonego funkcjonariusza (fot. archiwum cmentarza dla zwierząt w Rzędzianach)

Często cmentarze dla zwierząt powstają z potrzeby chwili. – Pomysł stworzenia cmentarza przyszedł mi do głowy, kiedy kuzyn zadzwonił ze smutną wiadomością o śmierci ukochanego królika. Nie było mowy o pozostawieniu go po eutanazji w gabinecie weterynaryjnym. Krewny chciał go gdzieś pochować. I dopiero kiedy wrócił od weterynarza do mieszkania w bloku, w centrum miasta, uświadomił sobie, że nie wie, co zrobić. Stąd telefon do mnie, bo mieszkam poza miastem, a mimo to blisko, no i jestem posiadaczem ziemi – opowiada właściciel cmentarza dla zwierząt w Rzędzianach. Zainteresowanie pochowaniem zwierzęcia na cmentarzu jest duże. Do Rzędzian przyjeżdżają ludzie z całej Polski.

Zamiast trumny – białe płótno lub urna

Cmentarz jest otwarty i swojego pupila można odwiedzić zawsze, kiedy czuje się taką potrzebę. Jakiś czas temu na zlecenie Komendy Wojewódzkiej Policji został tu pochowany pierwszy pies służbowy. Teraz jest ich już więcej. – Jestem ciekaw, co robi z psami straż graniczna, CBŚ czy policja – zastanawia się właściciel cmentarza w Rzędzianach. – Po śmierci psy służące w amerykańskiej i brytyjskiej armii lub policji mają swoje wydzielone kwatery na cmentarzach zwierząt – podkreśla.

Cena pochówku zależy od wielkości zwierzęcia, a także wymagań osoby zlecającej usługę. Koszt najtańszego to ponad 100 zł. Zazwyczaj zainteresowany musi zapłacić 150–200 zł, a ci najbardziej wymagający zwolennicy pochówku z pompą nawet 400–600 zł. W cenę wliczone są czynności pochówkowe, w tym wynagrodzenie grabarza, koszt miejsca, betonowa czarna płyta i metalowa tabliczka z imieniem czworonoga. Do tego dochodzi opłata roczna za pielęgnację miejsca i opiekę nad nim: od 30 do 70 zł, niekiedy jest to 100 zł. Trumien się nie używa. Jakiś producent w Polsce próbował wprawdzie niegdyś zapełnić tę niszę, ale nie było zainteresowania. Zwierzęta zawijane są w białe płótno. Żadne tkaniny syntetyczne nie wchodzą w grę. Ze względów sanitarnych przed zakopaniem zwłoki przysypywane są wapnem.

W nieco innej sytuacji są opiekunowie zwierząt, którzy decydują się na ich kremację. Dostają oni prochy pupila zamknięte w drewnianej urnie oraz certyfikat, że mogą nimi dowolnie dysponować. Mogą też wybrać urny kamienne, ceramiczne, porcelanowe lub metalowe, często o walorach artystycznych.

Czasem musi wystarczyć zwykłe pudełko…

Koszt kremacji indywidualnej to sumy rzędu 1100 zł (zwierzę o wadze do 30 kg) – 1350 zł (powyżej 40 kg). W przypadku kremacji zbiorowej za gryzonia zapłacimy ok. 50 zł, a za zwierzę ważące ponad 50 kg – ok. 220 zł.

Jeśli komuś wydaje się, że kremacja zwierzęcia to ekstrawagancja, bardzo się myli. Zdarza się, że opiekunowie psa lub kota postanawiają dokonać „przemiany” węgla zawartego w jego prochach pokremacyjnych lub sierści w… syntetyczny diament. Trend na nekrobiżuterię zza oceanu dotarł też do Polski. Firma z Bydgoszczy, ONE Diamonds, może zamknąć wspomnienie o naszym pupilu w biżuteryjnym drobiazgu, za który trzeba zapłacić blisko 5 tys. zł.

Do zobaczenia na Tęczowym Moście

Osoby starsze i nierzadko samotne –  to chyba najliczniejsza grupa bywająca na cmentarzach dla zwierząt. Pies czy kot był przez długie lata jedynym towarzyszem takich ludzi. Zapełniał pustkę, dawał emocjonalne zaspokojenie, nadawał życiu sens.

Pewna starsza pani przychodzi do swojego pieska codziennie. To bardzo wzruszające. Podobnie jak pochówki, podczas których do głosu dochodzą silne emocje – opowiada Witold Wojda. – Kiedyś dwie młode dziewczyny żegnały się ze swoim ukochanym labradorem. Nie były w stanie włożyć go do przygotowanej mogiły. Dwie godziny leżały na trawie, trzymając go kurczowo w ramionach. Przy takich scenach trudno zachować zimną krew – podkreśla.

Cmentarz „Psi Los” w Nowym Koniku pod Warszawą (fot. archiwum właściciela)

Kochający opiekunowie wierzą, że po śmierci ich dusze oraz dusze ich zwierząt spotkają się na Tęczowym Moście, łączącym niebo dla zwierząt z niebem dla ludzi. Dlatego na nagrobkach zwierząt można zobaczyć kolorowe wiatraczki. Według legendy mają one wytwarzać tęczę.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
Obserwuje, słucha, czyta i podróżuje. A potem nie może się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. Pytanie, które najczęściej zadaje, brzmi: co o tym myślisz? Interesuje ją wszystko, co niekonwencjonalne i wyprzedzające epokę. Jest żądna wiedzy, ciekawa świata i ludzi.

Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarka. Pisała dla takich tytułów, jak „Trendy Art of Living” czy „Dziennik. Gazeta Prawna”.

Uwielbia Włochy i mistykę. Z wielką determinacją próbuje nauczyć się włoskiego. Nie lubi zimna, tłumu i hałasu. Jest uzależniona od kina, więc wolny czas najchętniej spędza w ciemnej sali kinowej. Często jeździ na rowerze i ćwiczy jogę. Do siebie i życia podchodzi z dystansem. Czasami chciałaby być niewidzialna.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Ekologicznie po śmierci. O zielonym pogrzebie

W Polsce dyskusję poświęconą metodom pochówku zdominował Kościół i lobby funeralne. Oprócz racji wynikających z tradycji i religii, pora już dopuścić te ekologiczne.
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
4 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ