Hostessy z Formuły 1 straciły pracę i narzekają na feministki. Czy słusznie?

4 minuty czytania
3945
10
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
7 lutego 2018
fot. cristiano barni/Shutterstock.com

Od tego sezonu na torach Formuły 1 nie pojawią się piękne dziewczyny w skąpych strojach, zwane grid girls. Organizacje feministyczne popierają tę decyzję, za to same hostessy są wściekłe, że straciły pracę. Czy pozbawienie pracy kobiet w imię feminizmu ma sens?

Koncern Liberty Media, który zarządza F1, tłumaczy swoją decyzję tym, że praktyka zatrudniania hostess nie współgra z duchem firmy, a także kłóci się ze współczesnymi normami społecznymi. Same zainteresowane są decyzją F1 mocno oburzone. Na Twitterze hula hasztag #SaveOurGirls i jego pochodne. To pod nim można poczytać, że hostessy mają żal do feministek. Obwiniają je o „współczesne normy społeczne”, zgodnie z którymi pozbawione zostały dobrze płatnej pracy. Jak donosi Daily Mail, dniówka wynosiła około 100 funtów. Do tego dziewczyny lubiły swoje zajęcie, spora część interesowała się motoryzacją, więc możliwość bycia w centrum wydarzeń napawała je radością i dumą. Nikt jednak ich zdania nie wysłuchał i po prostu straciły robotę.

Grid girls podczas Grand Prix Formuły 1 w Sepang w Malezji (fot. Abdul Razak Latif/Shutterstock.com)

Czy feministki reprezentują interesy wszystkich kobiet?

Na decyzję F1 środowiska feministyczne zareagowały z aprobatą, bo ich zdaniem takie zajęcie uwłacza kobietom. Uważają, że dziewczyny same siebie sprowadzają do roli obiektów seksualnych, że dopóki takie zawody będą miały rację bytu, dopóty nikt nie będzie poważnie traktował przedstawicielek naszej płci. I to, że hostessy chcą wykonywać swoją pracę nie znaczy wiele, bo być może chcą to robić tylko dlatego, że nie widzą dla siebie innej opcji. Wychowane w kulturze patriarchatu, przyzwyczajone do tego, że są przedmiotem, a nie podmiotem, bez żadnych obiekcji wchodzą w rolę ładnej pani od zabawiania panów.

Zgadzam się z wieloma postulatami feministek – zawsze będę na przykład oburzona tym, że na tych samych stanowiskach mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety –  ale naprawdę nie żyjemy w czasach, w których czuję, że moja płeć mnie ogranicza. Że nie mogę być programistką, bo tylko chłopców zatrudniają, że nie mogę być naukowcem czy sportowcem. Jasne, dużo jest do poprawienia, ale naprawdę nie sądzę, że dziewczyny, które wybierają pracę hostessy F1 nie wiedzą, że mogą żyć inaczej i robić coś innego. One chcą to robić, nie są do tego zmuszane, spełniają się i zarabiają godnie. Nie widzę w tym nic złego. Zabranianie kobietom wykonywania zawodów, bo im podobno uwłaczają, to może być wstęp do bronienia im chodzenia w krótkich spódnicach i biegania po plaży w bikini. Bo ktoś pomyśli „fajna dupa” i cała robota feministek pójdzie na zmarnowanie.

Czy kobiecie wypada być hostessą?

Nie wiem czy grid girls były w jakiś sposób upokarzane przez mężczyzn. Jeśli tak, to autorów chamskich zachowań czy odzywek powinno się piętnować, a nie zabierać pracę dziewczynom. Powinno się piętnować przedmiotowe traktowanie kobiet, a nie głębokie dekolty i krótkie spódniczki. Nawet jeśli zadaniem kobiety jest ładnie wyglądać i nic więcej, nie daje to nikomu prawa do traktowania jej jak kawałka mięsa, które można klepnąć, skomentować czy zmacać. To jest, według mnie, prawdziwy problem w byciu hostessą, ale nie tylko nią. Dawanie prawa do kretyńskich uwag, bo klient nasz pan, bo szef taki jest, bo to tylko żarty, miej kobieto dystans – to zmora wielu zawodów. W niektórych możesz powiedzieć, że sobie nie życzysz, w innych nie, bo stracisz robotę.

Problemem nie jest więc nieszczególnie ambitny zawód hostessy, a to, jak niektóre dziewczyny, wykonujące go, są traktowane. I to tym powinny zająć się feministki, jeśli na sercu leży im dobro nas wszystkich, a nie realizowanie swojej wizji świata i swojego pomysłu na kobiety w tym świecie.

Grid girls podczas Grand Prix Formuły 1 w e Włoszech (fot. cristiano barni/Shutterstock.com)

Nikt nie ma pretensji do mężczyzn, którzy podjęli decyzję

Branie kogoś w obronę, kiedy ten ktoś zupełnie tego nie potrzebuje i to taką obronę, która kończy się utratą pracy nie jest działaniem prokobiecym, a pozbawieniem kobiet niezależności. Każdą pracę, póki jest uczciwa, trzeba szanować. Zaraz się okaże, że modelki przestaną chodzić po wybiegach, aktorki będą grały, ale tylko w strojach pokutnych, a w ogóle to przestańcie prowokować tym makijażem i rozpuszczonymi włosami. A przecież wystarczyło upewnić się, że wszystkie dziewczyny czują się w porządku z tym, co robią. I zatrudnić ewentualnie kilku panów, ku uciesze kobiet oglądających wyścigi.

Jedna rzecz mnie jeszcze zastanawia. Na decyzję F1 nie wpłynęły żadne protesty, została ona podjęta bez wcześniejszych usilnych próśb. Ot, koncern uznał, że tak będzie lepiej. I kto za to obrywa? Kobiety! Feministki atakowane są przez hostessy, a hostessy straciły pracę. Tymczasem nikt nie ma pretensji do mężczyzn, którzy podjęli decyzję. Znamienne.

25 marca w wyścigu o Grand Prix Australii w Melbourne zamiast pięknych hostess będą dzieci, wybierane za pośrednictwem klubów sportowych. Ma to je zainspirować do tego, by kiedyś zasiąść za kierownicą i zostać zawodnikiem F1. Ciekawe, że jednych ta sama rzecz inspiruje, z drugich robi obiekty i przedmioty.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Opinie

Seksizm twój widzę ogromny, choć go tam nie ma

Marka Jimmy Choo oberwała za reklamę, w której oburzeni internauci doszukują się seksizmu. Ja go nie widzę i odnoszę wrażenie, że coraz częściej na siłę szukamy dziury w całym.
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
30 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ