(Nie taka) krótka historia gołego tyłka i uwolnienia piersi

Jak powstały współczesne majtki i staniki
12 minut czytania
1836
2
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
11 lutego 2018
@NAC

Codziennie rano zakładasz figi / stringi / bokserki / stanik (niepotrzebne skreślić), a może nawet masz swoją ulubioną bieliznę na specjalne okazje. Wyobraź sobie, że kiedyś majtek nie było, a jedne z pierwszych były nazywane “strojem na nogi”. Stanik ma za sobą natomiast bolesne dziedzictwo gorsetów.

Już w XVII i XVIII wieku noszono zapowiedź cierpienia, zwaną również usztywnianą halką, ale to dziewiętnaste stulecie okazało się czasem niepodzielnego panowania krynoliny…

Klatka na kobietę

Metalowa klatka z drutu, która podtrzymywała krynolinę, miewała nawet ponad 3 metry średnicy, skutecznie utrudniając, a nawet uniemożliwiając chodzenie (bardzo łatwo było przydepnąć suknię i wybić sobie zęby, opcjonalnie spłonąć, ale o tym za chwilę), siedzenie, tańczenie, pochylanie się (chyba że masz ochotę pokazać wszystkim goły tyłek, to droga wolna), pokonywanie drzwi (ewentualnie ktoś cię może przez nie przepchnąć), słowem: poruszanie. Krynolina była zwykle wykonana z łatwopalnego jedwabiu  i bawełny. W ciągu dekady, między końcem lat 50., a schyłkiem lat 60. XIX wieku w Anglii spłonęło od własnych sukien aż trzy tysiące kobiet. Pasmo potwornych śmierci (prawdziwe fashion victims!) nazwano nawet holokaustem balerin, bo to głównie one i aktorki padły ofiarami. Na jednym z przyjęć spłonęły żywcem dwie siostry przyrodnie Oscara Wilde’a – jedna zajęła się ogniem, druga próbowała ją ratować.

Z drugiej strony krynolina nie była też zbyt ciepła (szczególe, gdy kobieta była pod nią naga) więc łatwo było o przeziębienie, a nawet wyziębienie organizmu. Statystyki śmiertelności kobiet zwiększał również barwnik zieleń paryska (zieleń Scheelego), który zawierał arszenik. W XIX wieku używano go do tapet, dywanów, zasłon, świec, zabawek, a także sukni i pończoch. O ironio, krynolina (i gorset) mogła ratować życie, izolując ciało od trucizny. Niektórzy wskazują na bezlitosny barwnik jako powód śmierci Napoleona, który podobno zażyczył sobie pomalowania ścian w pokoju na zielono.

Krynolina była zwykle wykonana z łatwopalnego jedwabiu i bawełny

Morderca rasy ludzkiej

Zanim jednak Bonaparte  pożegnał się ze światem zdążył nazywać gorset “mordercą ludzkiej rasy”. Przeciwnicy tej części garderoby zaliczali gorset do pięciu ówczesnych plag: palenia tytoniu, nadużywania mocnych alkoholi, skłonności do hazardu oraz finansowych spekulacji.

Gorset panoszył się na ciele kobiet od końca XIV do początku XX wieku.  Pierwsze modele były wykonane z patyków, wikliny, metalu lub kości wieloryba. Rany kłute a nawet śmierć jako rezultat złamanej fiszbiny nikogo nie dziwiły. Porządne kobiety nie mogły pokazać się w towarzystwie bez miażdżącego je elementu bielizny, ale też nie mogły założyć go bez pomocy. Gorset sznurowała pokojówka (lub pokojówki) zmniejszając obwód w talii swojej pracodawczyni nawet  do 45,7 cm. Do chorej perfekcji doszła na tym polu księżna Sisi, która miała ponoć w pasie zaledwie 37 cm (w pakiecie z uszkodzonymi żebrami).

Gorset zaletę miał w zasadzie jedną – modelował sylwetkę w taki sposób, że nawet kobiety z nadwagą mogły pochwalić się wąską talią. Wad natomiast miał całe mnóstwo. Zacznijmy od tego, że deformował ciało, łamiąc kości i przesuwając organy wewnętrzne. Choroby i dolegliwości wywoływane modą na gorsety, wymieniane przez autorytety medyczne tamtych czasów to między innymi bezsenność, melancholia, blednica, histeria, hipochondria, epilepsja, bezpłodność, hemoroidy, czerwonka, żółtaczka, zapalenie wątroby, krwawienia z nosa, bóle głowy, oczu, ucha czy trudności podczas porodu.

Panował istny obłęd. Kobiety w pogoni za idealną figurą spały w gorsetach i gimnastykowały się się w nich, a niektóre nie zdejmowały sznurowanego pancerza nawet na czas ciąży. Ubranie się w pakiet gorset i krynolina, a do tego najróżniejsze koronki i biżuterię, zajmowało kilka godzin, w związku z czym kobiety często nie przebierały się nawet przez kilka dni. W obliczu tak wielu absurdów powstało Stowarzyszenie na Rzecz Uproszczenia Damskiego Stroju (Rational Dress Association), które stopniowo wprowadzało racjonalny głos do świata mody. Wszystkie wady krynoliny, jak i gorsetów, sprawiły, że pantalony i stanik mogły wreszcie zaprzyjaźnić się z kobiecym ciałem.

Natura kontra gorset

Brasserie!

Wbrew pozorom stanik wcale nie jest wynalazkiem XX wieku. Pierwsze jego formy pojawiły się już w świecie starożytnym i w średniowieczu. W tyrolskim zamku Lengberg kilka lat temu odkryto m.in biustonosze, których powstanie przypisuje się na okres pomiędzy 1390 a 1485 rokiem. Niestety moda poszła w stronę gorsetów, biustonosz się nie przyjął i dopiero koniec XIX wieku wszystko zmienił. Patentów na różnego rodzaje staniki było wiele. Marie Tucek w 1893 zgłosiła „podtrzymywacz biustu” zapinany na haczyk. W 1899 Christine Hardt otrzymała patent na ”damski strój podtrzymujący biust” z ramiączkami zapinanymi na guziki.

Również mężczyźni dorzucili swoje trzy grosze. Sigmund Lindauer w 1912 zaprojektował stanik z miękkiego materiału, bo jak głosi plotka miał dość walki ze sznurkami i różnego rodzaju ustrojstwami, gdy dobierał się do żony. Wreszcie Mary Phelps Jacob w 1914 roku opatentowała, jako Caresse Crosby, model, który można uznać za prototyp współczesnego stanika. Brasserie było oparte na banalnej konstrukcji: dwie chusteczki zszyte wstążką. W takiej bieliźnie, zamiast gorsetu, który nie mógł poradzić sobie z jej obfitym biustem, Mary pokazała się na balu i od razu wzbudziła zainteresowanie koleżanek.

Skandaliczne majtki

“Chciałbym, żebyś nosiła majtki z trzema lub czterema falbankami wznoszącymi się od kolan aż do uda i ozdobione dużymi, szkarłatnymi kokardami: to znaczy nie dziewczęce majtki z cienkim, niechlujnym obszyciem z koronki, obciśnięte wokół nóg i tak cienkie, że widać przez nie ciało, ale majtki, jakie noszą kobiety (lub jeśli wolisz to słowo – damy), obszerne i luźne w pasie, z szerokimi nogawkami i mnóstwem falbanek, koronek i wstążek, ciężkie od zapachu perfum…” –  Jamesa Joyce w liście do Nory Barnacle Joyce z dnia 6 grudnia 1909. Cóż, majtki (nawet gdy ich nie było) zawsze potrafiły wywołać uczucia (najróżniejsze!).

Przez długie wieki majtki i wszelkie majtkopodobne twory uważano za zbytek lub za coś bardzo nieprzyzwoitego. Narządy płciowe i strefy intymne były również tematem tabu. Pantalony czy kobiece kalesony nosiły panny lekkich obyczajów, kurtyzany lub tancerki, więc zdecydowanie nie wypadało, by nosiła je żona lub inna szanująca się kobieta. Dama uwięziona w krynolinie nie nosiła bielizny również ze względów praktycznych – w kalesonach nie byłaby w stanie sama udać się do toalety.

Po raz pierwszy majtki zostały wystawione na widok publiczny przez tancerki kankana, które otrzymały od króla Ludwika XV nakaz noszenia bielizny. Ponieważ artystki bardzo niechętnie przestrzegały królewskiego rozkazu został powołany Inspektor do Spraw Pantalonów, który codziennie kontrolował obecność i długość nogawek. W połowie XIX wieku sufrażystka Amelia Bloomer, w geście walki o godność kobiet, zaczęła nosić ubiór w stylu wschodnim, czyli krótką spódnicę, a pod nią szerokie pantalony. Kobiety, które ubierały się w ten sposób nazywano z pogardą “bloomerkami”. Królowa Wiktoria była zdania, że “spodnie Mrs. Bloomer zagrażają istnieniu brytyjskich rodzin, prowadząc do emancypacji kobiet i jednoczesnej degradacji mężczyzn”. Nie ma to jak solidarność jajników.

Modelka prezentująca kostium kąpielowy w 1927 roku (@NAC)

Pomimo oporu społecznego spódnice i sukienki stawały się coraz krótsze aż przeobraziły się w bluzkę. Pantalony przestały mieścić się pod kurczącą się spódnicą, więc z czasem przybrały znacznie mniejszą i formę majtek. Oczywiście proces ten nie wydarzył się z dnia na dzień, a po drodze towarzyszyły mu liczne atrakcje, które nazywamy powszechnie skandalami. Noszenie majtek stało się sprawą oczywistą dopiero po II wojnie światowej, ale to też nie znaczyło, że należy się nimi chwalić. Amerykańska tenisistka zbulwersowała publiczność w 1949 roku, gdy podczas turnieju wimbledońskiego pokazała swoje majtki, a jej występek został określony  jako “wniesienie wulgarności i grzechu na korty”. Odbyła się na ten temat nawet debata w brytyjskim parlamencie (to musiało być przedstawienie!). Blisko dekadę później Triumph zorganizował pierwszy publiczny pokaz majtek, który (tak, zgadliście) również wywołał kontrowersje.

Wolność dla piersi i włosów łonowych!

Rudi Gernreich z premedytacją wykorzystywał modę jako narzędzie pobudzania zmian społecznych czy przełamywania milczenia na tematy tabu. Swoimi projektami rozjuszał skostniałe i konserwatywne środowiska (szczególnie te kościelne), deklarując potrzebę zwiększenia swobody seksualnej. Często dosłowne uwolnienie piersi było dla niego symbolem emancypacji kobiet. Produkował ubrania, które podążały za naturalną formą kobiecego ciała, wyzwalając je od ograniczeń mody i konwenansów.

Przykłady? Na początek zuchwały kostium kąpielowy topless z 1962 roku. Rudi nazwał go monokini. Chciał w ten sposób upowszechnić pojęcie ubioru uniseks i przełamać bariery pomiędzy płciami w społeczeństwie. Monokini był nowoczesnym kostiumem odsłaniającym biust w całej, nieskromnej okazałości, choć miał również pewne elementy staroświeckie: krótkie nogawki, których brzegi są podwinięte i obrębione, a także  wysoką talię. Wąski pasek dzianiny przymocowany na środku z przodu kostiumu zapinany był z tyłu na szyi. Omijał piersi, eksponując je dodatkowo i utrzymywał kraniec monokini nad linią talii. Przewrotna prawda jest też taka, że ten ekstrawagancki strój kąpielowy z założenia nie był przeznaczony do pływania. Wykonany został z chętnie pochłaniającej wodę bawełny. A chociaż dygnitarze kościelni wyklinali projekt pod niebiosa, a prasa modowa miała mieszane uczucia, to kobiety i tak miały to w nosie i wykupiły rekordową liczbę trzech tysięcy egzemplarzy.

W tym samym czasie Austriak stworzył No-Bra Bra, czyli biustonosz uszyty z przezroczystych materiałów, w neutralnym kolorze, miękki, bez usztywnień, drutów, watowania czy fiszbinów, pozostawiający piersi w ich naturalnym kształcie. Jego ostatnim projektem przed śmiercią, a zarazem kreatywnym głosem za wyzwoleniem ciała z okowów konwenansów, tym razem poniżej pępka, było pubikini (1982). Mówiąc krótko, jest to dół bikini wycięty w taki sposób, tak że odsłania włosy łonowe, które są… zafarbowane.

Zakaz tańczenia bez majtek!

Rudi Gernreich przyczynił się również do reaktywacji stringów. Z okazji ślubu zaprojektował w prezencie dla swojej przyjaciółki bikini w kształcie listka figowego. Majtki zyskały popularność, gdy zaczął je sprzedawać jako kostium kąpielowy.

A jak powstały współczesne stringi? Plotka dość popularna wśród historyków głosi, że z okazji Światowej Wystawy w Nowym Jorku w 1939 burmistrz miasta zakazał tancerkom występowania klubach nocnych bez bielizny, by nie siały zgorszenia wśród cnych gości wydarzenia. Tancerki, jak się okazało cwane bestie, w odpowiedzi zaczęły nosić stringi, które niby były, ale tak właściwie to niewiele zasłaniały.

Nieco nowocześniejsza krynolina – 1926 rok (@NAC)

Seksowne trzy paski przypadły do gustu mężczyznom nie tylko na kobietach, ale również na kulturystach. Stało się tak za sprawą Boba Mizera, wydawcy czasopisma o kulturystyce, którego głównymi czytelnikami byli homoseksualiści. Modele prezentowani na łamach magazynu nosili właśnie stringi, co też było obejściem pewnego zakazu. Funkcjonowały wtedy surowe kary za pokazywanie nagich mężczyzn w gazetach. Gdyby ktoś miał wątpliwości, to kobiety rozebrane do rosołu nikogo nie raziły, żodyn nie miał ale! Tak czy inaczej skorelowanie kusych majtek ze środowiskiem homoseksualnym sprawiło, że stringi nie zyskały na początku popularności. Wróciły w latach 70., kiedy to były wykorzystywane przez wyzwolone kobiety jako narzędzie prowokacji i oczywiście za sprawą “thong bikini” Rudy’ego Gernreicha.

Sterczące guziki i seksowne sweterki

W hollywoodzkich filmach lat 50. niezwykle silne było dążenie do sylwetki klepsydry, która była symbolem i wyznacznikiem stuprocentowej seksualności. Taki trend wymagał stworzenia odpowiedniej bielizny. Howard Hughes (tak, ten miliarder, co go zagrał Leonardo DiCaprio) już w 1943  zaprojektował usztywniony, przedzielony z przodu biustonosz dla Jane Russel na potrzeby filmu “Wyjęty spod prawa” (1943), by lepiej wyeksponować piersi aktorki. Russel w sekrecie nosiła swój własny biustonosz, bo projekt Hughesa okazał się masakrycznie niewygodny. Kilka lat później, w 1948, firma Frederick’s of Hollywood, reklamująca się hasłem “Nie tylko ubieramy legendy Hollywood, my je tworzymy”, wprowadziła na rynek pierwszy stanik push-up pod nazwą “The Rising Star”. Jak się szybko okazało produkt mógł się przydać niejednej kobiecie i faktycznie pomóc w karierze filmowej. W napisanej przez Davida Chierichettiego biografii projektantki Edith Head czytamy podsumowanie jej asystentki: “Jeśli dziewczyna ma 40 cali w biuście, może być gwiazdą w RKO (studio filmowe RKO Pictures), 38 – grać role drugoplanowe. Poniżej 36 – nie może być nawet statystką”.

Zasady eksponowania biustu na ekranie w tamtych czasach nie były łatwe. Rowek między piersiami mógł być pokazany tylko w filmach historycznych, więc zaczęto poszukiwać innych dróg. Tak powstał archetyp sweater girl, czyli młodej kobiety z dużym biustem, ubranej w przylegający do ciała sweterek i stanik o stożkowatych jak pociski miseczkach. Czy muszę dodawać, że modelową sweterkową kocicą była Marylin Monroe? Aktorka podobno wszywała sobie dodatkowo guziki w ubranie, by stworzyć wrażenie sterczących sutków. Modne stały się specjalne „pociskowe” staniki (bullet bra) o sztywnej konstrukcji z miseczkami mającymi formę sterczących w górę stożków, wzmocnionych rzędami okrągłych, koncentrycznych szwów, które rozchodziły się od czubków i na zewnątrz. Równocześnie talie kobiet były wcięte dzięki pasom wyszczuplającym i nowoczesnym wersjom gorsetów (nowoczesnych w rozumieniu – nie deformujących narządów wewnętrznych, nie łamiących żeber etc.). W 1942 Christian Dior stworzył rodzaj elastycznego gorsetu, który ściskał talię, jednocześnie zaokrąglając piersi i biodra. Był wygodny, a jednocześnie formował ciało.

Gorszący pępek

W 1946 roku projektant Louis Reard na zawsze zmienił oblicze plaż prezentując rewolucyjny, dwuczęściowy kostium kąpielowy: stanik złożony z dwóch trójkątnych kawałków materiału i sznureczka w entourage kusych majtek. Bikini, bo o nim mowa, otrzymało nazwę od wyspy znajdującej się w Archipelagu Wysp Marshalla, gdzie Amerykanie w latach 40. testowali broń jądrową. Nie dajcie się zwieść, to nie dlatego że Reard lubił tam spędzać wakacje. Francuz spodziewał się wybuchu ogromnych emocji w związku z premierą stroju, więc przewrotnie nawiązał jego nazwą do wybuchu… bomby. Pikanterii dodaje fakt, że żadna modelka nie chciała podjąć się zadania, więc kostium zaprezentowała publiczności tancerka erotyczna Micheline Bernardini.

Hasłem reklamowym bikini było „jeszcze mniejsze niż najmniejszy kostium kąpielowy świata” nic więc dziwnego, że spotkało się ono z silną dezaprobatą środowisk kościelnych i konserwatywnych, a przede wszystkim Katolickiej Ligi Przyzwoitości (tak, istniała taka instytucja i powstała, by wyszukiwać w filmach amoralne i niestosowne zdaniem Kościoła treści, tu więcej klik). Oburzenie wzbudzało bezecne pokazywanie sfer erogennych, w tym pleców, dekoltu i jakże sprośnego pępka. Skąpy kostium kąpielowy szybko zadomowił się w Europie, ale amerykańskie społeczeństwo zaczęło zerkać na bikini bardziej przychylnym oczkiem dopiero za sprawą Brigitte Bardot, która pokazała się w nim w kontrowersyjnym filmie “I Bóg stworzył kobietę” (1956). Nie sposób też zapomnieć o Ursuli Andress jako Honey Ryder i jej bikini w filmie “Doktor No” z 1962. (Bond farciarz!)

Bikini nie miałoby jednak szansy bezczelnie panoszyć się na złość Lidze Przyzwoitości po plażach i kurortach, gdyby nie takie postaci jak pływaczka Annette Kellerman. Australijka, w wieku 19 lat, jako jedna z pierwszych kobiet próbowała przepłynąć kanał La Manche. Była aktorką, pływaczką, twórczynią własnej linii strojów kąpielowych i gwiazda wodewilu, ale pomimo wielu osiągnięć za swój największy sukces postrzegała spopularyzowanie nowoczesnego i wygodnego kostiumu, który odkrywa ramiona, nogi oraz szyję. W 1907 roku została nawet aresztowana za pokazanie się w takim stroju na bostońskiej plaży.

„Wstydliwa historia majtek dla prawie dorosłych”, Iwona Wierzba, ilustracje: Marianna Szyma – wyd. Albus

Rekonstrukcja gorsetu

Nowoczesny gorset w drugiej połowie XX wieku przekształcił się w symbol kobiecej tożsamości. Stało się tak za sprawą jego reinterpretacji przez takich projektantów jak Vivienne Westwood i Jean Paul Gaultier. Vivienne Westwood, czerpiąca w swoich projektach pełnymi garściami z erotycznego dziedzictwa gorsetów zainicjowała noszenie bielizny jako części wierzchniej garderoby. W jej kolekcji z 1982 można znaleźć między innymi kontrowersyjne i negujące zasady stosowności brązowe staniki z atłasu, nałożone na sfilcowaną wełnę lub topy o asymetrycznych kształtach. Trzy lata później Vivienne włączyła do swojej kolekcji pomniejszoną wersję krynoliny, a jeszcze później stworzyła gorsety z nadrukowanym obrazem Bouchera, inspirując się malarstwem XVIII-wiecznym.

Jean Paul Gaultier wskrzesił natomiast gorset jako sposób na uniezależnienie i oderwania kobiety od jej własnej seksualności. Kojarzycie na pewno Madonnę w kultowej stylizacji: blond loki, mocna szminka, jasnoróżowy top w formie gorsetu ze stożkowatymi miseczkami i paskiem w wojskowym stylu? To właśnie Gaultier. Pierwsza suknia projektanta ze stożkami miała swoją premierę na wybiegu w 1984 roku. Brązowo-pomarańczowy aksamit w zestawieniu z piersiami sterczącymi bojowo i ukośnie na boki był absolutnym przeciwieństwem miłego dla oka rowka między piersiami, który powstawał przy historycznych gorsetach.

Te ostre w kształtach, stożkowe miseczki były znakiem firmowym Gaultiera. Chodzą słuchy, że pierwszy raz zaprojektował je w wieku sześciu lat dla swojego misia. Misie generalnie nie mają łatwo. Kubuś Puchatek nie został na przykład patronem placu zabaw w Tuszynie, bo nie ma majtek ani przyrodzenia…

Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
Zawodowo siedzi w marketingu od 2010 roku. W wolnych chwilach konfabuluje, czyta i zwiedza zamki. Wielbicielka tatara, wciąż szuka tego idealnego. Słoń nadepnął jej na ucho, nie ufa gołębiom, lubi pociągi i jeść śniadania na mieście. Przed każdą podróżą samolotem spisuje testament. Żałuje, że nigdy nie pozna Tove Jansson i nie pójdzie na koncert The Beatles.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Kupa gołębia, miód i jelito owcy, czyli historia antykoncepcji

Arystoteles jako skuteczny środek antykoncepcyjny zalecał mieszankę oliwy z oliwek, olejku cedrowego, gumy arabskiej i pasty ołowiowej, którą kobieta musiała “umieścić w łonie, w miejscu, gdzie gromadzi się nasienie”. Historia antykoncepcji jest pełna fascynujących pomysłów.
Ania Ciężkowska
Ania Ciężkowska
7 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ