Pop’gląd #2. Szybki przegląd kulturalnych nowości

5 minut czytania
182
0
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
28 lutego 2018
fot. materiały prasowe (Egmont)

Kolejny tydzień minął i znów uzbierało się kilka książek, płyt i komiksów, którym warto poświęcić chwilę uwagi. Od ostatnich dni Martina Luthera Kinga przez filmowe brzmienie Nicka Cave’a po siostrzany mikrokosmos First Aid Kit.

Proponujemy szybki rzut oka na popkulturalne perełki, by wiedzieć, czego szukać na przepełnionych półkach księgarni czy sklepów muzycznych – albo czego na pewno unikać!

Książka

„Detoks” wydaje się wpisywać we wzmożone w ostatnich latach zainteresowanie Zdzisławem Beksińskim i jego synem Tomaszem (patrz: „Ostatnia rodzina”, „Beksińscy. Portret podwójny”, „Beksińscy. Album wideofoniczny”), ale tym razem wybitny malarz współdzieli przestrzeń nie z synem, a z „obcym” – artystą wizualnym Normanem Leto. Na blisko 900 stronach tego opasłego tomu zawarto kilkaset maili, jakie Beksiński i Leto wymienili w latach 2000-2005, prowadząc ożywione dyskusje o sztuce, filozofii czy życiu, ale także o sprawach bardziej przyziemnych i osobistych. To, nawiązując do tytułu słynnej biografii Beksińskich pióra Magdaleny Grzebałkowskiej, kolejny „portret podwójny” – z jednej strony wgląd w codzienność artysty spełnionego, z drugiej zaś zapis docierania się artysty początkującego. Trudno zdecydować, który z wyłaniających się z tej korespondencji szkiców biograficznych jest bardziej zajmujący – Beksińskiego u schyłku życia, żyjącego w pewnym oderwaniu od sławy i osiągnięć, ciągle głodnego nowych środków wyrazu, czy Leto u jego początku, pełnego wątpliwości, dążącego do osiągnięcia samodzielności artystycznej i wyzwolenia się spod wpływu mentora. Gdy rozmowa nagle się urywa („Ja tylko piszę kontrolnie – wszystko OK?”, niepokoi się na koniec Leto, nieświadomy, że Beksińskiego poprzedniej nocy zamordowano), trudno mówić o niedosycie – na tym etapie zapis ich pasjonującej przyjaźni wydaje się kompletny.

fot. materiały prasowe (Prószyński i S-ka)

Hampton Sides, autor reportażu „Ogar piekielny ściga mnie”, opowiadając o ostatnich dniach Martina Luthera Kinga i kulisach obławy na jego zabójcę, spycha popularną tezę o rządowym spisku w rejon miejskich legend, poświęcając jej jedynie kilka stron posłowia. Jego trzymający się faktów (a gdy to niemożliwe: intuicji) raport to swoista panorama czasów: wspomnienie epoki wielkiego niepokoju, kiedy ochrona interesu państwa była ważniejsza od swobód jego obywateli, a sprzeciw wobec wyrazistych poglądów wyrażało się kulą. Sides nie ma wątpliwości: King zginął, bo zachęcały do tego realia. Opór wobec zmian, o jakie postulował był olbrzymi: grożono mu, lekceważono, lżono i wyśmiewano, często bez konsekwencji, przed kamerami, przy pobłażliwości i/lub udziale rządu. Setki tysięcy przyglądających się temu Amerykanów zarażały się nienawiścią, znajdując ujście dla własnego, mającego różne źródła niezadowolenia. I to gdzieś tu relacja Sidesa z czasów minionych staje się opowieścią o teraźniejszości, podważającą pół wieku cywilizacyjnego postępu. Analogia jest czytelna: bierna agresja, która przyczyniła się do śmierci Kinga, dziś wciąż dominuje w mediach, polityce i popkulturze.

Film

Taylor Sheridan pojawił się znikąd i jako scenarzysta zagarnął dla siebie niszę rustykalnego noiru (czy może post-westernu). Otwarte przestrzenie, samotni desperaci, wątki etniczne, melancholia, przeprawa obrzeżami zapomnianej przez Boga Ameryki – to znaki rozpoznawcze jego ciężkich, smolistych fabuł. W „Wind River” (w polskiej dystrybucji nazwanym mało oryginalnie: „Na przeklętej ziemi”) po raz pierwszy sam przenosi jedną z nich na ekran. Punkt wyjścia – zwłoki znalezione w rezerwacie, FBI na tropie – może wydawać się banalny, ale jak to u Sheridana, to wstęp do czegoś więcej. W tym wypadku: do opowieści o potomkach rdzennych Amerykanów podglądanych przez systemową dziurę. Widząc ich jako mniejszość bezsilną, wyniszczoną, podatną na eksploatację i patologizację, Sheridan skupia się na trawiących ich żalu i niezgodzie. Szukając środka wyrazu dla tych trudnych, krańcowych emocji, po raz wtóry ucieka w otchłań przyrody – biel ciągnącą się po horyzont, słońce leniwie przetaczające się po górskich szczytach, wiatr kołyszący drzewami. Towarzyszące temu upiorne wokalizy Nicka Cave’a i melancholijne smyczki Warrena Ellisa zgrabnie uwypuklają elegijny charakter opowieści.

Muzyka

Jeśli po trzech płytach First Aid Kit nie było to oczywiste, najnowsza, „Ruins”, mówi już jednoznacznie: od czasu wrzucanych na YouTube coverów Fleet Foxes Klara i Johanna Söderberg przebyły długą drogę, dorabiając się określonego tematycznego emploi i w pełni własnego, rozpoznawalnego brzmienia. Najznamienitszym tego przejawem był dotąd poprzedni album sióstr, „Stay Gold” z 2014, na zmianę przepełniony goryczą i słodkością; swoista opowieść o emocjonalnym dojrzewaniu, rozpoczęta quasi-afirmacyjnym hitem, a zamknięta rozliczeniową balladą. Od tego czasu nie zmieniło się wiele, a zarazem zmieniło się wszystko: choć trzonem „Ruins” pozostaje mieszanina indie rocka, country i folku, stylistycznie rozpięta gdzieś pomiędzy skandynawskimi korzeniami i wpływami muzyki amerykańskiej, to już brzmienie wydaje się surowsze, bardziej hermetyczne, a teksty dryfują w stronę żalu i tęsknoty. Nie ma tu oczywistego przeboju, który – jak dotychczas – zapraszałby do siostrzanego mikrokosmosu, zaś w nich samych czuć pogodzenie z rzeczami, na które nie mają wpływu. „Jestem zdjęciem, o którym zapomniałeś, że je zrobiłeś / Ale ja pamiętam wiosnę / Pamiętam wszystko / Cóż, tak ma chyba być” – śpiewają.

Komiks

Polscy wydawcy wreszcie zainteresowali się bliżej jednym z najciekawszych i najbardziej osobnych twórców współczesnego komiksu amerykańskiego – Jeffem Lemire’em. Lemire, dotąd znany polskim czytelnikom tylko z wydanych w 2009 przez Timofa „Opowieści z hrabstwa Essex”, powraca na nasz rynek w dwóch niezależnych seriach. Pierwszą jest „Czarny Młot” od Egmontu (w sprzedaży są już dwa tomy), autorska seria superbohaterska nawiązująca do Złotej Ery lat 40., ale obarczająca bohaterów uczuciami i rozterkami typowymi dla rewizyjnej epoki końca lat 80. Wspomniane „Opowieści…” – indie-przebój Lemire’a sprzed dekady – są tu zresztą pewnym punktem odniesienia, a „…Młot”, saga o byłych herosach uwięzionych gdzieś na prowincji, jest pewnym rozwinięciem tamtej opowieści o tęsknocie, marzeniach i oddaleniu, nacechowanym wieloma podobnymi motywami. Farma, cichy symbol społeczeństwa założycielskiego, ponownie staje się pułapką bez wyjścia, a popkulturowy sentyment – gorzkim, eskapistycznym tłem. Kolejne zeszyty mądrej, emocjonalnie pogłębionej serii Lemire’a są dowodem na dojrzałość gatunku: bo czym jest ta historia o utrapionych byłych bogach, jeśli nie Steinbeckowską w duchu, głęboko uniwersalną przypowieścią o nowym, obcym świecie, o jego odrzuceniu i wrogości, i trudach przystosowania się do niego?

fot. materiały prasowe (Egmont)

Do podobnych (ale nie identycznych!) wniosków można dojść czytając „Descendera” od Mucha Comics, którego pierwszy tom ukazał się w lutym. Lemire raz jeszcze bierze się za opatrzoną konwencję – space operę – i zaludnia ją typowymi dla niego postaciami i emocjami. To jakby „A.I.: Sztuczna inteligencja” Spielberga pożeniona z uniwersum „Gwiezdnych wojen”, z tą różnicą, że o izolacji i samoświadomości Lemire mówi z większą niż Spielberg dojrzałością, a świat przedstawiony, pełen rozmaitych planet, ras i konfliktów, nie jest podkradzioną od Lucasa widokówką. Pytania, jakie Lemire zadaje, zaliczają się do gatunkowej klasyki, od zawsze skupionej na kwestiach tożsamości, determinizmu i lęku przed nieznanym, a w szukaniu odpowiedzi pozostaje subtelny i nieustraszony. Gatunkowa klasyka, tak często będąca ogranicznikiem współczesnych opowieści sci-fi, tu tylko nieznacznie pobrzmiewa w tle, przywołując skojarzenia z Dickiem, Kubrickiem czy Simmonsem, ale nie pozwalając im zawładnąć nad tonem i strukturą tej autorskiej historii. Jej charakter zresztą dość adekwatnie podkreśla warstwa wizualna autorstwa Dustina Nguyena i Steve’a Wandsa, oparta na kontraście wiotkich szkiców i wyrazistych akwareli – momentalnie wciągająca do swojego świata, ale nieprzytłaczająca jego dobrobytem.

 

 

Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
Krytyk filmowy i publicysta popkulturowy. Prowadzi stronę Pop Glitch
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Kultura

Pop’gląd. Szybki przegląd kulturalnych nowości

Co przeczytać, zobaczyć, czego posłuchać? W każdym tygodniu na rynku pojawia się mnóstwo nowości wydawniczych i niełatwo się wśród nich odnaleźć. Oto kilka wybranych propozycji: od najnowszego Kinga pod debiutujący po polsku klasyczny komiks “Tank Girl”.
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
21 lutego 2018
CZYTAJ WIĘCEJ