Pop’gląd. Szybki przegląd kulturalnych nowości

4 minuty czytania
193
0
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
21 lutego 2018
nonstopcomics.com

Co przeczytać, zobaczyć, czego posłuchać? W każdym tygodniu na rynku pojawia się mnóstwo nowości wydawniczych i niełatwo się wśród nich odnaleźć. Oto kilka wybranych propozycji: od najnowszego Kinga pod debiutujący po polsku klasyczny komiks “Tank Girl”.

Każdego miesiąca w polskiej dystrybucji ukazują się – bez zbędnej przesady – setki książek, płyt z filmami i muzyką czy komiksów. Po które z nich sięgnąć? Które lepiej pominąć? Od dzisiaj, co tydzień, postaram się odpowiedzieć na to pytanie, wgryzając się w najlepiej rokujące z bieżących premier wydawniczych.

Książka

Debiutancka „Ziemia przeklęta” udanie czerpie z tradycji prawdopodobnie najdumniejszego z nurtów literatury amerykańskiej – southern gothic. Ojcowie o skażonych duszach i ich przeklęte dzieci, domostwa strzegące sekretów z przeszłości i zapomniane przez Boga południowe mieściny, piętno przeszłości i widmo przyszłości, żal, niemoc i przeznaczenie zapełniają kolejne strony autotematycznej powieści Phillipa Lewisa. Wolfe, Faulkner i Poe są tu stałymi gośćmi, obecnymi duchem i ciałem, a składając im ten wymowny hołd, jako tym, którzy najsilniej przewiercili się przez niespokojną duszę Ameryki, autor nie próbuje uaktualniać ich spuścizny. Może się wydawać, że czyni to „Ziemię…” jedynie schludnym, odpowiednio spreparowanym ćwiczeniem stylistycznym, dodatkowo spętanym miłością do wielkiej literatury, z którą nie potrafi polemizować. Tymczasem to zmyślna pułapka, bo właśnie o niewoli wobec czyjejś spuścizny, a zatem także o swego rodzaju twórczej inercji, powieść Lewisa – dodajmy: mająca swój nienachalny, ale określony styl – mówi w pierwszej kolejności.

„Pudełko z guzikami Gwendy”

W „Pudełku z guzikami Gwendy” Stephen King łączy wysiłki z Richardem Chizmarem, nieznanym u nas, ale cieszącym się uznaniem w Stanach wydawcą i autorem wyspecjalizowanym w krótkich formach literackich. Efekt ich pracy wypadałoby nazwać wspólnym, ale w „Pudełku…” aż za wiele jest elementów czyniących tę historię typowo Kingowską. W treści i formie to udane nawiązanie do czasów, kiedy tego rodzaju krótkie, ilustrowane historie („Pudełko…” to 174 strony, kilkanaście grafik i sporo pustej przestrzeni pomiędzy) zapełniały dziesiątki tematycznych magazynów literackich, zapraszając do świata z pogranicza grozy i baśni w cenie dwóch puszek coli lub innej „groszowej” słodkości. Nowela Kinga i Chizmara w pierwszej kolejności trafi do czytelnika podatnego na nostalgię, ale sprawdza się także jako utwór samodzielny: bądź co bądź, to jedna z tych oddziałujących na wyobraźnię przypowieści o trudnych wyborach i definiujących życie powinnościach, ale także o mroku zakradającym się do niego z miejsc, w których nie spodziewalibyśmy się go znaleźć.

„Kryptonim Frankenstein” Przemysława Semczuka, swoisty suplement do wydanego dwa lata wcześniej „Wampira z Zagłębia”, przybiera kształt beletrystyki z rzadka przetykanej reportażowymi wtrętami. To zaskoczenie, bo przecież „Wampir…”, opus magnum Semczuka, był wzorcowym przykładem angażującego reportażu kryminalnego, a jego sukces zasadzał się także na formie – surowej, faktograficznej, nieoglądającej się na czytelnika. W „Kryptonimie…”, opowiadającym o Joachimie Knychale, kolejnym ze śląskich Wampirów, jest inaczej: Semczuk rzetelnie oddaje folklor Śląska epoki środkowego PRL-u, ale beletrystą okazuje się już tylko przeciętnym – bez ucha do dialogów, serca do inscenizacji i, co w kontekście „Wampira…” szczególnie dyskwalifikujące, bez wystarczającej ilości materiału do stworzenia przekonującego portretu psychologicznego.

Amy Elizabeth Thorpe aka Betty Pack, kobieta-szpieg, która w czasach II wojny światowej przez łóżko zdobywała dla amerykańskiego rządu pilnie strzeżone tajemnice, zostaje ocalona od zapomnienia w „Dobranoc, Betty Pack” Howarda Bluma. Jej życiorys to, sięgając do wytartego sformułowania, gotowy materiał na film, a Blum aż do przesady stara się o tym przekonywać, wpychając swój reportaż w ramę sensacyjnego love story. Dywagacje na temat stanu emocjonalnego bohaterki zajmują tu często więcej miejsca od kontekstu sytuacyjnego, a sama opowieść wydaje się skonstruowana na wzór typowego harlekina – tak, by sztucznie wymuszać napięcie i manipulować niewiadomą. Szkoda, bo gdzieś pod spodem drzemie nie w pełni wykorzystana, domagająca się stricte reportażowego zacięcia opowieść o seksualnej emancypacji z czasów, kiedy była ona piętnem i/lub abstrakcją.

Film

Craig Zahler bywa nazywany nowym Tarantino, ale w rzeczywistości jest twórcą bardziej konserwatywnym i anachronicznym. Jego rodowodu należy szukać w kinie Forda i Peckinpaha – surowych, bezceremonialnych opowieściach o Ameryce w odwrocie, peanach na część męczeństwa i poświęcenia, cierpienie utożsamiających z odkupieniem. W Bloku 99″, brutalnym więziennym thrillerze po inspirowanym estetyką grindhouse, widać to szczególnie. Bohater filmu, grany przez odmienionego do tej roli Vince’a Vaughna, na czaszce ma wytatuowany krzyż, a w jego sercu powiewa gwiaździsty sztandar, i są to jedyne wartości, jakimi kieruje się w życiu. Choć zbłądził, dając się uwieść wygodnemu kompromisowi, jest człowiekiem o wyjątkowo silnych przekonaniach. Wiemy to już po jednej z pierwszych scen: gdy po udanym dealu narkotykowym stoi na światłach w drogiej furze, w drodze do drogiego domu, na ławce zauważa zniszczonego crackiem narkomana. Przeżywając to swoiste objawienie, jest gotowy odkupić winy za najwyższą możliwą cenę.

Komiks

Na odwrocie okładki pierwszego tomu „Giant Days” polski wydawca nazywa scenarzystę Johna Allisona… „znaną autorką”. To zrozumiałe: jego komiks jest tak przekonująco osadzony w „dziewczyńskich” realiach, tak swobodny w feministycznej wymowie, że trudno oczekiwać, by jego autorem był facet. W jednym z wywiadów Allison tłumaczył to tak: „Chciałem pisać o tych dziewczynach, których brakowało w znanych mi filmach i serialach o tematyce uniwersyteckiej. O dziewczynach, które nie mają magicznie uporządkowanego życia, a złych decyzji podejmują tyle samo, co dobrych”. W skrócie: o takich, które nie wpadają w stereotyp suki, kujonicy lub seksownej lesbijki; o dziewczynach, których głównym określnikiem jest nie uroda, a ich emocjonalna inteligencja. I faktycznie: „Jesteśmy chodzącą reklamą testu Bechdel” – kpią bohaterki, świeżo upieczone studentki i współlokatorki z akademika. Są interesujące, samodzielne i świadome siebie. Facetom poświęcają tyle samo uwagi, co przeziębieniu, a z seksizmem i uprzedmiotowieniem, będącymi niechcianą, ale nieodzowną częścią ich studenckiego (i nie tylko) życia, nauczyły się radzić, każda po swojemu.

„Tank Girl” – wydanie polskie

„Tank Girl”, kontrkulturowa pulpa postapo z przełomu lat 80. i 90., mówi coś o współczesnym, pozornie nasyconym rynku. Komiks jest dziś rozrywką, bywa sztuką, ale rzadko staje się hałaśliwym buntem, zapalczywym w formie i treści, wykrzyczanym w twarz kadr po kadrze. A „Tank Girl” jest właśnie czymś takim: formalnie wywodzi się z surowej estetyki zinowskiej, a treściowo pozostaje komiksem dosadnym i bezczelnym. To oczywiście produkt swojej epoki – suma wszystkich frustracji popkulturalno-politycznych spod znaku Spielberga, MTV, Reagana i Thatcher, jakie u schyłku lat 80. mógł przeżywać reprezentant tzw. pokolenia X. Jamie Hewlett, rysownik i główny scenarzysta serii, buntuje się jak na brytyjskiego X-a przystało – piąchą, punkiem i cierpką ironią. Sama bohaterka stoi zaś w opozycji do klasycznie pojmowanej seksualności, jest wolna od powodowanych kulturą i obyczajowością stereotypów płciowych, a materialnie i uczuciowo pozostaje niezależna. Ale nie jest tylko stojakiem na idee. Popełnia błędy, bywa zachłanna i ulega nagłym popędom, słowem: jest wiarygodna.

Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
Krytyk filmowy i publicysta popkulturowy. Prowadzi stronę Pop Glitch
AUTOR

Polecamy

Zobacz też

Najlepszy włoski wynalazek obok spaghetti. Rozmowa z Claudią Cardinale

Była muzą mistrzów – Felliniego, Viscontiego, Herzoga; wychowaną w Tunezji włoską pięknością o oliwkowej skórze i orzechowych oczach, kobietą pożądaną i adorowaną. Dzisiaj pozostaje ikoną światowego kina, rok po roku odbierającą nagrody za całokształt twórczości.
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
15 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ