Sekretne życie lalek (oraz tych, którzy je kolekcjonują)

5 minut czytania
776
0
Kaśka Dąbrowska
Kaśka Dąbrowska
23 lutego 2018

Za oryginalną, certyfikowaną podobiznę Nicole Kidman firmy Tonner trzeba zapłacić w serwisie OLX 650 zł. By skompletować ręcznie szyte ubranka dla wielkookiej Blythe, wydamy w butikach na Etsy kilkaset złotych. Świat kolekcjonerów i pasjonatów lalek jest skomplikowany, barwny i zupełnie niedziecinny.

Lalka lalce nierówna. Są filigranowe figurki, przeciętne Barbie i masywne “tonnerki”. Myli się ten, kto przypuszcza, że lalki są ulubionymi zabawkami małych dziewczynek. Na prawdziwe kolekcjonerskie rarytasy polują ludzie całkowicie dorośli. I wcale nie tylko dziewczyny.

Fakty, liczby i rekordy

Do znanych kolekcjonerów lalek należy m.in. Johnny Depp, przez całe życie zbierał je też wybitny polski choreograf i reżyser Henryk Tomaszewski, założyciel i dyrektor Wrocławskiego Teatru Pantomimy. No, ale to artyści i światowej klasy ekscentrycy, mogą mieć więc niecodzienne i “niemęskie” hobby.

Jednak posiadaczem jednej z największych na świecie kolekcji lalek Barbie także jest mężczyzna, pochodzący z Singapuru Jian Yang, który zgromadził ponad sześć tysięcy lalek Barbie i trzy tysiące innych. Najdroższa Barbie z jego zbiorów kosztowała 3600 dolarów i została wylicytowana przezeń na aukcji charytatywnej. Za pozostałe Yang nie zapłacił tak wiele, ale niewątpliwie ulokował w nich spory majątek. W 2006 roku prestiżowy dom aukcyjny Christie’s zorganizował aukcję holenderskiej kolekcji, złożonej z czterech tysięcy lalek, którą wyceniono wówczas na sto tysięcy funtów. Jeśli to nie jest całkiem przyzwoita lokata kapitału, to nie wiem co jest.

Nieco skromniejszy wynik uzyskała w 2016 roku aktorka Patrycja Hurlak, która wystawiła na aukcji charytatywnej sto różnych obiektów (lalek, mebli) ze swojej prywatnej kolekcji Barbie, by ratować podupadający ośrodek dla uzależnionej młodzieży Metanoia w Czarnej Białostockiej, prowadzony przez białostocką Caritas. Udało się wówczas zgromadzić blisko 10 tys. złotych, a najdroższą lalkę wylicytowano za półtora tysiąca. Nicole Kidman z aukcji na OLX (uwaga! to „tonnerka”, nie Barbie – nie mieszajmy systemów walutowych) wygląda na takim tle już nieco przystępniej…

Światowy rekord (wpisany nawet do Księgi Rekordów Guinnessa), jeśli chodzi o liczebność kolekcji, należy od kilku lat do Niemki Bettiny Dorfmann, która obecnie ma ponad 17 tysięcy Barbie, ale wciąż rozwija i uzupełnia swoje zbiory. Oprócz kolekcjonowania zajmuje się też naprawianiem uszkodzonych egzemplarzy.

Klinika lalek

Dokładnie tym zajmuje się polska blogerka z Kliniki lalek – ratuje uszkodzone lub zbyt mocno „wybawione” zabawki. I kolekcjonuje lalki. Jej blog jest zaś kopalnią informacji dla kolekcjonerów rozmaitych zabawek, nie tylko lalek, oraz skróconym kursem lalczynej samopomocy: jak przyszyć naderwane kończyny, czyścić umorusane twarze, uzupełniać braki wypełnienia. Pamiętacie może jak w „Toy Story 2” główny bohater tej wspaniałej serii, kowboj Chudy, zostaje uszkodzony – odpada mu ręka – i na ratunek przychodzi starszy pan, specjalista od kolekcjonerskich zabawek?

No to w Klinice lalek można przeczytać podobną historię uratowania Chudego z rąk jakiegoś młodego wandala i przywrócenia mu odpowiedniej świetności. Choć przypuszczam, że autorka nie jest rozbrajającym starszym panem, to jednak roniłam łzy wzruszenia podczas tej lektury – coś musi być ze mną nie tak!

Dobrą przewodniczką po świecie (a właściwie kilku równoległych światach) lalczynych kolekcji jest też Szara Sowa. Jej blog pozwala uporządkować wiedzę (dla laika takiego jak ja był bardzo pomocny!) o rozmaitych typach i rodzajach lalek. Naprawdę, im dalej w ten gąszcz plastikowych korpusów, kolorowych włosów, ubranek, limitowanych edycji i lalczynych osobowości, tym robi się ciekawiej. Słyszeliście kiedyś o lalkach Queens of Africa, które są nigeryjską odpowiedzią na Barbie? Ich projektant Taofick Okoya chciał po prostu kupić lalkę dla dziewczynki z rodziny i ze zdumieniem odkrył, że nie ma czarnoskórych Barbie (co trochę dziwi, bo Mattel produkuje czarnoskóre lalki od 1969 roku – być może nie były dostępne na nigeryjskim rynku), więc postanowił wyprodukować własne. Afrykańskie królowe mają swoich pasjonatów i kolekcjonerów, a jakże – zwłaszcza, że ubrania i fryzury wykonywane są ręcznie.

Potrzeby estetyczne

Ręcznie robione ubranka i dodatki to w świecie kolekcjonerów lalek wysoko cenione dobra i wielu utalentowanych pasjonatów zajmuje się wyrobem malutkich sukienek, bucików czy kapelutków. Tak uznanie zdobyła m.in. polska artystka Mirella von Chrupek, która na Blytheconach, czyli międzynarodowych zjazdach miłośników lalki Blythe (o której opowiem jeszcze kilka słów później, bo to bardzo interesująca istotka) prezentowała słomkowe palusze dla lalek, a dla ich właścicieli – piękne naszyjniki z podobizną lalki.

„Nie zbieram lalek, bo jestem zdziecinniała. W tym hobby realizuję swoje potrzeby estetyczne”mówiła artystka w materiale, który relacjonował przebieg berlińskiego Blytheconu. Przypuszczam, że pod tym zdaniem podpisałoby się wielu kolekcjonerów, których irytuje, że są podejrzewani o infantylizm albo – co gorsza – jakieś rzekome i niezaleczone traumy z dzieciństwa, które każą im kolekcjonować dziecięce artefakty. Tymczasem to specyficzny wygląd oraz fakt, że lalki są świetnymi obiektami do fotografowania (co również podkreśla wielu lalczynych miłośników), sprawia, że dla wrażliwych osób stają się ciekawym artystycznym tworzywem.

Mirella von Chrupek w całej swojej nietuzinkowej twórczości wykorzystuje lalki: fotografuje je w rozmaitych aranżacjach, tworzy instalacje (niezapomniana minigaleria Gablotka na Marszałkowskiej) z udziałem lalek, zabawek, sztucznych kwiatów, itp., a ostatnio nawet konstruuje własne lalki oraz inne wdzięczne stworzenia jak Dino Bambino. Jeśli ktoś chce w tym widzieć objaw zdziecinnienia – trudno, ja widzę konsekwencję artystycznych poszukiwań oraz inklinacji.

Lalki, które warto znać

Poza pielęgnowaniem wspomnień o o lalce Fleur z dzieciństwa (nie miałam Barbie, niestety – w moim pokoleniu to było największe marzenie, by mieć, jakże niefeministycznie!) nie byłam dotąd lalczyna pasjonatką. Muszę jednak przyznać, że świat lalek, czy w ogóle świat zabawek, jest niezwykle interesujący i zdecydowanie wart poznania. Bardzo bym chciała, aby czytelnicy tego tekstu zapamiętali dwie niezwykłe postaci – lalki Tonnera i lalki Blythe.

Tyler Wentworth. Tak nazywała się pierwsza lalka stworzona przez Roberta Tonnera. Zarówno ta, jak i wszystkie kolejne jej wcielenia imponują elegancją, wysmakowanym stylem i dopracowanymi szczegółami oraz pokaźnymi rozmiarami. I choć kosztują fortunę, kolekcjonerzy lalek nie ustają w poszukiwaniu unikatowych egzemplarzy. Za lalkę z kolekcji Roberta Tonnera trzeba zapłacić kilkaset złotych. Sam oryginalny element garderoby to wydatek od kilkudziesięciu do nawet 100 zł. Wszystkie ubranka są jednak wykonane ze szczególną starannością i dbałością o szczegóły, co absolutnie nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę, że autor lalek jest projektantem mody.

Lalki Blythe należą, podobnie jak Barbie czy tonnerki do kategorii tzw. fashion dolls, jednak spośród nich wyróżniają się nieproporcjonalnie wielką głową i ogromnymi oczami, których kolor zmienia się za pociągnięciem sznurka z tyłu głowy. Blythe została zaprojektowana w 1972 roku przez amerykańską designerkę Allison Katzman, a dystrybucją zajęła się kultowa (zwłaszcza dla fanów „Gwiezdnych wojen”) firma Kenner. Oryginalnym lalkom Blythe Kenner towarzyszyła seria 12 różnych stylizacji, zgodnych z trendami lat 70., a także rozmaite peruki, okulary i akcesoria oraz walizeczka do przechowywania całej kolekcji.

Ubieranie lalek Blythe w wymyślne i dopracowane pod każdym względem stroje wciąż pozostaje ulubionym zajęciem kolekcjonerów tej serii. Wielkookie, nieco dziwaczne lalki, zupełnie inne od hiperrealistycznych tonnerek czy wyidealizowanych Barbie okazują się bardzo wdzięcznymi modelkami!

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Kaśka Dąbrowska
Kaśka Dąbrowska
Z wykształcenia pedagożka, z zamiłowania obserwatorka. Lubi jeść, czytać, pisać i malować - w tej kolejności. Od niedawna odkrywa uroki życia #po30. Nigdy nie myślała, że pokocha dobre seriale równie mocno, jak dobre książki. Kiedyś wróci do wypalania gliny.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Sokół Millennium LEGO – zabawka nowej ery i genialna inwestycja

Najnowszy zestaw LEGO 75192, przedstawiający statek Hana Solo z "Gwiezdnych wojen", największy i najbardziej szczegółowy w historii, rozszedł się właśnie na pniu w przedsprzedaży dla VIP-ów.
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
29 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ