Serial „Botoks” Vegi jest jeszcze gorszy, niż się spodziewałam

Widziałam, wy sobie darujcie
4 minuty czytania
4384
10
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
1 lutego 2018
©Showmax

Kinowego „Botoksu” nie oglądałam, a do serialu podeszłam całkiem optymistycznie, bo może jednak się tego Vegi czepiają, może nie jest taki zły, może to spisek recenzentów. Jestem prostą dziewczyną, nie żadną amatorką artystycznego kina, w którym jedynym bohaterem jest drzewo, a wniosków z tego drzewa wypływa milion. Niestety, „Botoks” przegrywa nawet z drzewem.

Macie tak czasem, gdy ktoś powie coś głupiego i niby nie powinno wam być niezręcznie, bo przecież to nie wy, ale mimo wszystko chcecie zapaść się pod ziemię? Mi się zdarza, a przy pierwszym odcinku „Botoksu” miałam to uczucie przez całe 45 minut. Zakrywałam twarz poduszką, licząc, że jak zakryję, to nikt tego nie zobaczy. A przynajmniej chłop, bo go namówiłam na wspólne oglądanie, przez co prawie mnie tą poduszką udusił. Po dziesięciu minutach. Ale do rzeczy!

Pod jednym dachem

Serial rozpoczyna scena, w której kilkuletnia dziewczynka bawi się dwiema lalkami, ale to nie jest zwykła zabawa, to jest zabawa w stylu Vegi, więc jedna lalka mówi: „Kurwa, wypierdalaj”, a druga jej na to, żeby poszła się jebać i że srał ją pies. No taka to teraz młodzież. Pogaduszki lalek przerywa matka, wołając Gosię na obiad, na to ta mówi, że nie jest Gosią, tylko Markiem.

Koniec sceny, akcja skacze o 15 lat i znów mamy Gosię (Sebastian Fabijański w tej roli), która pracuje jako pielęgniarka na SOR-ze. Wygląda i zachowuje się bardziej jak facet niż kobieta, nosi uniseks ciuchy, tymczasem jej starzy są totalnie zdziwieni gdy Gosia wyznaje, że idzie na randkę z dziewczyną. Zdruzgotani przetrzepują jej pokój i nie mogą uwierzyć, że ich córka ma męskie kosmetyki i takie same ubrania! No żesz. Dziecko 15 lat temu kazało mówić do siebie Marek, wygląda jak chłop, a rodzice, z którymi dzieli mieszkanie, są w szoku, że znaleźli w jej szafie marynarki i – trzymajcie się krzeseł – bokserki. Ja nie pytam, kto w tej rodzinie robił pranie.

Patologia na zakupach

Poza transseksualnym bohaterem, mamy też rodzinę patologiczną. Ale taką konkret. Mieszkanie melina, matka umiera, spadając ze schodów, ojciec nawalony wpada pod samochód i też umiera, a dzieci (Olga Bołądź i Tomasz Oświeciński) piją spirytus jak wodę i wyglądają jakby to robili przez całe życie.

W wyniku przekrętu pogrzebowego (wątek chowania rodziców straszny i żenujący tak bardzo, że wstyd mi pisać. Dość powiedzieć, że nasze patologiczne rodzeństwo chce prochy matki dać do garnka, a ojca do termosu, bo ich nie stać na urny) zdobywają trochę kasy, którą postanawiają wydać na… świadectwa maturalne. No powiem szczerze, że Vega jest mistrzem nieoczekiwanych zwrotów akcji. Bo to nie było tak, że śmierć starych otworzyła im oczy, że coś się w nich zmieniło, że pomyśleli: nie chcemy takiego życia. Nie, oni kupili sobie świadectwa tak nagle i niespodziewanie.

Bez większego sensu wybrali się też na kurs dla ratowników pogotowia. I tu Vega postanowił, że będzie przez chwilę śmiesznie i uznał, że o to śmiesznie zadba Oświeciński, który rzuca żartami takimi, że lepiej spędzić dzień z Ibiszem. Najlepszy z nich to ten, kiedy mówi do ludzi „jeb się”, więc naprawdę jest słabo. Finalnie zostaje wywalony z kursu, ale za kasę z zasiłku pogrzebowego kupuje sobie… dyplom ukończenia tegoż! Tak się bawi patologia.

Nawet nie „dla beki”

Wróćmy jeszcze na chwilę do Gosi, która po tym, jak opuściła rodzinny dom, nie ma gdzie się podziać. Światełko w tunelu pojawia się, gdy pomaga zatuszować śmierć pacjenta w karetce. Wówczas jeden z ratowników w podzięce proponuje jej nocleg. Oraz wódkę. Gosia, jak na damę przystało, zażądała popitki, do której nasz ratownik coś dosypał. W efekcie bohaterka traci przytomność, a kolegą ją gwałci. W tle leci program o kopulujących zwierzętach.

„Botoksu”, reż. Patryk Vega

Zakrwawiona Gosia pałęta się po mieście, by finalnie wylądować u dziewczyny, z którą była na randce. Ta, po naprawdę rozpaczliwej scenie, w której nasza bohaterka przyznaje się do tego, co ją spotkało, wykrzykuje: „Kurwa, puściłaś się z facetem?!?!?!”. SERIO.

Długo zastanawiałam się nad tym, co w „Botoksie” było dobre i już wiem! Zwykle w polskich filmach i serialach mam problem z dźwiękiem. Umykają mi niektóre kwestie i strasznie mnie to wkurza. Tu też tak było i to dość często, ale za każdym razem bardzo mnie to radowało.

Więcej plusów nie znajdę, bo może i nawet Fabijański grał całkiem spoko, może i Bołądź była niezła, no ale jakoś nie umiem tego docenić. Nie polecam oglądania serialu nawet „dla beki”, bo on bardziej męczy niż bawi. Właściwie nie bawi wcale.

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Film

Love story w rzeźni. Rozmowa z reżyserką “Duszy i ciała”

Zwycięzca zeszłorocznego festiwalu filmowego w Berlinie i nieoczekiwany kandydat do Oscara w kategorii film nieanglojęzyczny, czyli węgierskie “Dusza i ciało” w reżyserii Ildikó Enyedi. O swojej wizji romansu dwojga neurotyków i outsiderów rozgrywającej się na pograniczu jawy i snu opowiedziała nam twórczyni obrazu.
Robert Skowroński
Robert Skowroński
26 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ