Skoki skokami, ale oglądajcie curling! To jeden z najbardziej pasjonujących sportów na zimowych igrzyskach

Po tym tekście poczujecie emocje, patrząc na zmagania curlingowców!
6 minut czytania
4628
3
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
10 lutego 2018

Pchanie „czajnika” po tafli lodu i zamiatanie miotłą może wyglądać zabawnie. Ale to sport, który ma ponad pół tysiąca lat historii – najstarsze zapisy dotyczące skoków narciarskich sięgają zaś zaledwie końca XVIII wieku. Dlatego namawiam: dajcie się porwać tej niepopularnej w Polsce dyscyplinie, a przynajmniej spójrzcie na nią ze zrozumieniem.

Kamil Stoch i pozostali skoczkowie to duma Polski, jak mówi nasz premier, i na pewno wielu z nas będzie się emocjonować ich występami. Justyna Kowalczyk, próbująca zdobyć medal na zakończenie swojej przygody z igrzyskami olimpijskimi też może liczyć na polskich fanów. Łyżwiarz Zbigniew Bródka, który chce powtórzyć medalowy sukces z poprzednich igrzysk, nasze biathlonistki w starcie drużynowym – wszyscy oni budzą mniejsze lub większe zainteresowanie.

Czy udział Polaków w XXIII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w południowokoreańskim Pjongczangu zakończy się wielkim sukcesem, dowiemy się dopiero po ponad dwóch tygodniach olimpijskich zmagań. Te zmagania na pewno skuszą do spędzenia czasu przed telewizorami miliony Polaków. Wszak, co nie jest specjalnie dziwne, chętnie oglądamy te sporty, w których jesteśmy naprawdę dobrzy.

Breugel malował curling! I lubi go George Clooney

Na podobną popularność nie mogą u nas liczyć inne sporty zimowe, w których Polacy – mówiąc wprost – nie istnieją. A przecież snowcross czy skoki akrobatyczne to fascynujące konkurencje! Tak jak to wyśmiewane pchanie czajnikiem kilkadziesiąt metrów po tafli lodu i zamiatanie jej miotłą. Tak, to też sport olimpijski. Jeden z tych, które chyba najczęściej powodują rechot u laików, ale jednocześnie jeden z najbardziej fascynujących. Założę się, że przynajmniej połowa z tych, którzy przeczytają ten krótki tekst, spojrzy na zawody w tej dyscyplinie w inny sposób, a może nawet poczuje emocje. Mam taką nadzieję.

Pchanie „czajnika” po tafli lodu i zamiatanie miotłą może wyglądać zabawnie. Ale to sport, który ma ponad pół tysiąca lat historii

Na rozgrzewkę kilka ciekawostek.

Najważniejszy przedmiot potrzebny do gry kosztuje nawet 1500 dolarów, jest zrobiony z granitu i wydobywa się go na jednej ze szkockich wysp.

Zwyczaj nakazuje nie okazywać radości po błędzie przeciwnika. Poza tym, zgodnie z tradycją zwycięzcy stawiają przegranym piwo.

Po raz pierwszy pojawił się już na I Zimowych Igrzyskach Olimpijskich we francuskim Chamonix w 1924 roku, jeszcze jako dyscyplina pokazowa.

To sport, w którym środki dopingujące są bez sensu, bo najważniejsza jest fizyka i precyzja, a przede wszystkim taktyka.

Na swoich obrazach osoby uprawiające coś, co przypomina ten sport, uwiecznił niderlandzki mistrz pędzla Pieter Bruegel.

To jedyna dyscyplina sportu, w której zawodnicy mogą zmieniać trajektorię rzuconego przedmiotu także po jego wyrzucie.

Fanem tego sportu jest aktor George Clooney, a w jednym z odcinków „Simpsonów” uprawiał go Homer z rodziną.

Graczy tej dyscypliny widać w Bondzie „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” z George’em Lazenby’m.

W Kanadzie jest zarejestrowanych niemal milion zawodników.

W 1719 roku powstał pierwszy klub na świecie, w miejscowości Kilsyth, w regionie Stiringshire w Szkocji. Przypomnę, że na przykład pierwszy klub piłkarski, Shieffield F.C., powstał w 1857 roku.

To jeden z niewielu sportów, w których o medale walczą mieszane, damsko-męskie, pary.

Jednocześnie jest to jedyna dyscyplina będąca w programie zimowych igrzysk, w której nigdy nie mieliśmy olimpijczyków. I w ogóle w Polsce jest w opłakanym stanie.

Krótka historia curlingu

Oto curling, sport, o którym możecie mówić, że jest absurdalny, bo polega na na puszczaniu kamienia i machaniu szczotkami, ale równie dobrze można napisać, że skoki narciarskie są nieatrakcyjne, bo oglądamy 50 gości skaczących w niemal to samo miejsce. Curling to sport równie fascynujący, co niezrozumiały.

Narodził się w Szkocji i samo słowo pochodzi od miejscowego „curr”, które określa dźwięk jaki wydaje puszczany po lodzie kamień. Jak już napisałem, po raz pierwszy pojawił się na igrzyskach w Chamonix. Później zniknął na 70 lat, by powrócić jako pełnoprawna dyscyplina na igrzyskach w Nagano w 1998 roku.

Najważniejszy przedmiot potrzebny do gry kosztuje nawet 1500 dolarów, jest zrobiony z granitu i wydobywa się go na jednej ze szkockich wysp

Fascynujący jest już sam kamień, który rzuca się po tafli lodu. Granit potrzebny do jego produkcji wydobywa się tylko w dwóch miejscach na świecie: szkockiej wyspie Ailsa Craig i walijskim miasteczku Trefor. Waży niecałe 20 kilogramów i jego budowa jest wyjątkowa, bo spód jest wklęsły. Zawodnik rzucający lekko kręci w lewą lub prawą stronę wystającą rączką (dlatego mówi się, że przypomina czajnik) i, co ciekawe, kamień wytracając pęd skręca w tym samym kierunku co nadany na początku rzutu obrót. Tymczasem zwyczajny przedmiot z wklęsłym spodem, na przykład szklanka, puszczony po stole skręci w przeciwnym kierunku. Wciąż trwają spory dlaczego tak się dzieje. Szwedzcy naukowcy twierdzą, że to zależy od lodu. A ten też jest wyjątkowy.

Otóż tor przygotowuje się tak, że polewa się go wodą, ta zamarza, tworząc minimalne kropelki. Później jest równana. Ale przez te krople wciąż powierzchnia pozostaje chropowata i to powoduje, że kamienie granitowe poruszają się szybciej. Prędkość zwiększa również szczotkowanie, które podgrzewa taflę lodu. Dlatego niby absurdalne szczotkowanie pomaga przyśpieszyć kamień i zmienić jego tor.
W skrócie: chodzi o to, by drużyna złożona z czterech, bądź dwóch osób umieściła swój granitowy kamień (mają do dyspozycji 8) najbliżej okrągłego pola zwanego „domem” po drugiej stronie toru. Drużyny są dwie. Rzuca się na przemian i chodzi o to by zdobyć jak najwięcej punktów w danej turze (endzie). Wygląda to z grubsza tak, że jeden zawodnik drużyny rzuca „czajnik” w stronę „domu” delikatnie zakręcając go w którąś stronę. Następnie drugi zawodnik, jak trzeba, macha szczotką po tafli „pomagając” kamieniowi objąć odpowiedni tor.

Charakterystyczne, że zawodnicy na bieżąco mówią, a w zasadzie krzyczą do siebie, co mają robić. Mogą biegać po całym torze, także między kamieniami przeciwników. Kamień dolatuje do środka „domu”, nie ocierając się o inne albo może rozbić kamienie przeciwnika i sam ustawić się w lepszej pozycji. To już zależy od taktyki. Zawodnicy poruszają się na torze de facto na jednej nodze, na jednym bucie mają warstwę teflonu, drugą się odpychają.

Fascynujące jak na odległość kilkudziesięciu metrów (tor ma ponad 45) zawodnicy potrafią precyzyjnie rzucić granitowym kamieniem. I to nie tylko do środka „domu”, ale też tak, by swój kamień ustawić bliżej celu odbijając jednocześnie dwa albo trzy kamienie przeciwników dalej – i to jednym rzutem. Trzeba umieć przewidywać kąty odbicia, trochę jak w bilardzie.

Podczas rywalizacji rzadko pojawia się na tafli sędzia. Kapitanowie sami decydują, kiedy jest koniec gry podając rękę rywalowi i uznając ich wyższość. Zdarza się, że robią to w momencie, kiedy wiedzą, że nie mają już szans na zwycięski punkt, a jeszcze przed końcem endu. Uwaga, po meczu zawodnicy dziękują sobie słowami: dobry mecz.

Curling w Pjongczangu

W Pjongczangu można je było usłyszeć już przed ceremonią otwarcia igrzysk. Curlingowcy, jako jedni z pierwszych, ruszyli do rywalizacji i można było zobaczyć jak wygląda debiut na igrzyskach turnieju par mieszanych. Oprócz gospodarzy występują w nim między innymi reprezentanci Kanady, gdzie ten sport ma największą rzesze fanów. Zresztą Kanadyjczycy są uważani za faworytów turnieju. A co dokładnie można było zobaczyć? Na przykład jak gospodarze wygrywają z Finlandią, a niespodziewanie Kanadyjczycy przegrywają z Norwegią. W Pjongczangu rozgrywane są też zawody drużyn męskich i kobiecych. Tutaj można znaleźć rozpiskę całych zawodów.

Niestety, po raz kolejny nie ma w turnieju polskich curlingowców. Nigdy ich na igrzyskach nie było i nie zanosi się na szybką zmianę. Od lat Polski Związek Curlingu przeżywa zapaść. Ministerstwo Sportu od dawna wskazuje na patologie w związku, związane m.in. z trwonieniem pieniędzy, ale niewiele udało się zrobić, by to zmienić. Co ciekawe, są u nas nawet klasy szkolne o specjalności curling (w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Łodzi), ale nie zmienia to faktu, że curling to w Polsce wciąż w zasadzie sport amatorski. Na zainteresowanie mediów, wielkie pieniądze i sukcesy nie ma szans.

Ale czy to znaczy, że nie warto oglądać zmagań mistrzów curlingu z innych krajów? Zobaczcie kilka najlepszych uderzeń z zeszłego roku, może to was zachęci.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

 

Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu - nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Hektolitry piwa, gwiazdy i testosteron. Za co Amerykanie kochają Super Bowl?

Na wiele dni przed wielkim finałem rozgrywek w futbolu amerykańskim trwają spekulacje na temat szans obu drużyn. Ale nie tylko sportowe emocje targają Amerykanami. Równie ważne są kwestie takie, jak choreografia Justina Timberlake’a, pytanie czy wykonanie hymnu przez Pink przejdzie do historii i najważniejsze: czym wtym roku zaskoczy Budweiser?
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
4 lutego 2018
CZYTAJ WIĘCEJ