Uczuciowy potwór, porywczy wegetarianin. Frankenstein ma już 200 lat!

It’s alive!
4 minuty czytania
4917
0
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
26 lutego 2018

Dziś dla większości „monstrum” ma twarz Borisa Karloffa i jest symbolem eksperymentu, który wymknął się spod kontroli. Ale oryginalna wizja autorki była nieco inna: okrutny jest nie tyle bohater, co świat na który siłą go sprowadzono.

Gdyby urodziła się 200 lat później, pewnie okrzyknięto by ją literackim odkryciem i nową Masłowską. Możemy sobie to łatwo wyobrazić: jej książka staje się bestsellerem, ona sama odbiera „Paszport Polityki”, a jej profile społecznościowe śledzą tysiące fanów. W końcu w chwili wydania swojej najsłynniejszej powieści ma zaledwie dwadzieścia lat, a zaczyna ją pisać mając osiemnaście.

Boris Karloff – najsłynniejsza twarz Potwora

Nastolatka obok F.S. Fitzgeralda

Ale Mary Shelley, bo o niej mowa, przyszła na świat w 30 sierpnia 1797 r. w Londynie. Swojej najbardziej znanej książki „Frankenstein, lub współczesny Prometeusz” nie napisała przecież na Macu w kawiarni, ani na maszynie do pisania w ośrodku pracy twórczej. Napisała ją odręcznie, w miarę równym, pochylonym w prawo pismem, 200 lat temu, a rękopis zachował się do dziś w niezłym stanie.

Widywałam już trudniejsze do rozszyfrowania teksty – Jessica Nellsen z wydawnictwa SP Books, pytana czy trudno pracuje się z takim rękopisem spogląda znacząco w kierunku Prousta. W połowie marca wydawnictwo opublikuje oryginalne manuskrypty Mary Shelley, w limitowanym nakładzie 1000 egz. W ten sposób zamierza uczcić dwusetną rocznicę ukazania się powieści o Victorze Frankensteinie – tragicznej historii genialnego naukowca, który bawi się w boga i igra ze śmiercią.  – Czytelnik ma mieć poczucie, że autor dał mu do przeczytania swoje notatki – mówi Nellsen i przywołuje inne znane rękopisy, które SP Books tak wydało, jak „Wielkiego Gatsby’ego” i „Jane Eyre”.

Mary Shelley

Kobieta, która stworzyła potwora

Nie wiemy, czy autorkę cały ten rozgłos by ucieszył. Mimo, że nie odebrała żadnej formalnej edukacji, wyrosła wśród otwartych umysłów i w umiłowaniu dla nauki. Jak na młodą kobietę w tamtych czasach była niebywale oczytana, obeznana z osiągnięciami chemii i fizyki. Z pewnością zawdzięczała to swoim postępowym rodzicom – matce, Mary Shelley Wollstonecraft, znanej feministce i pisarce, a także ojcu, filozofowi Williamowi Goodwinowi.

Na jej późniejszym życiu wiele rzeczy kładło się cieniem: kiedy w 1812 r. związała się z Percym Bysshe Shelleyem, poetą, dramaturgiem, wolnomyślicielem, który zostawił dla Mary ciężarną żonę, ojciec wyrzekł się jej i zerwał kontakty. Zaakceptował związek dopiero znacznie później. Droga do małżeństwa kochanków otworzyła się po samobójstwie żony Percy’ego (on sam zresztą zginął kilka lat później podobną, choć niezamierzoną śmiercią – przez utonięcie). Z trojga dzieci Shelleyów, dwoje zmarło wkrótce po urodzeniu. Mary Shelley przez całe życie była zapatrzona w swojego męża, nawet wtedy gdy ten oddawał się licznym romansom. Po jego śmierci zaczęła pracę nad biografią Percy’ego, podobno nawet do śmierci zachowała jego serce.

Ale to wcale nie Percy Shelley, a Lord George Byron jest ojcem chrzestnym Frankensteina. Shelleyowie poznali Byrona w 1816 r. podczas podróży nad Jezioro Genewskie. Grupa intelektualistów zaczytywała się wtedy francuskim zbiorem niemieckich legend i opowiadań o duchach, znanych jako “Fantasmagoriana”. Zainspirowani przez Byrona młodzi pisarze i poeci zaczęli pisać własne opowiadania. Jedno z nich – “Vampyre” Johna Polidori – miał się stać później inspiracją dla motywu Draculi. Pisząc “Frankensteina” – i wydając go w końcu po dwóch latach, w 1818 r. – Mary Shelley nie przypuszczała, że zapoczątkuje nurt powieści gotyckiej i przejdzie do historii kultury grozy.

Ilustracja z frontyspisu „Frankensteina” – autorem był Theodor von Holst

Od greckich mitów do Rodziny Adamsów

Dziwne, bo “Frankenstein” to przecież powieść bez fajerwerków. Co więcej – co wytknął autorce Stephen King w “Danse Macabre” – jest naiwna i pełna logicznych sprzeczności. Nawet Guillermo del Toro, reżyser i wielki fan gatunku, przyznaje, że “Frankenstein” to książka znakomita, ale dla nastolatków. Rękopis powieści jest upstrzony poprawkami Percy’ego Shelleya, który miał duży wpływ na ostateczną wersję – pomagał Mary znaleźć właściwe słowa, unikać powtórzeń, ubarwiać opisy. – To jednocześnie dowód, że nigdy nie traktował swojej żony poważnie jako pisarki, a raczej jak słodką, kochaną uczennicędodaje Anne K. Mellor, profesor literatury angielskiej na Uniwersytecie Kalifornijskim.

Ale to właśnie dzięki poprawkom i notatkom obojga widać, jak postać monstrum stopniowo nabierała ludzkich cech. I tak “twór” staje się “istotą”, a kły, które miały zaciskać się na szyi Victora ostatecznie są palcami. Według autorki miał być nieco zagubiony, myślący, a do tego podobnie jak – Mary i Percy – wegetarianinem.

Dlatego późniejsze ekranizacje, szczególnie te w stylistyce kategorii B, prawdopodobnie nie spodobałyby się Shelley. Jej nieco naiwna, młodzieńcza wizja, nie miałaby szans w zderzeniu z pamiętną kreacją Borisa Karloffa – a to właśnie film z 1931 r. przez wielu jest uważany za kultowy. Do tego stopnia, że monstrum z twarzą Karloffa weszło na stałe do popkultury od Rodziny Adamsów, przez Scooby-Doo po Rocky Music Horror Show. Gdyby nie popularność całej historii, Ząbkowice Śląskie prawdopodobnie nie chwaliłyby się swoją dawną niemiecką nazwą Frankenstein i legendą o grabarzach z XVII w., która miała ponoć zainspirować Shelley.

Sprzedaż manuskryptów Shelley rusza w połowie marca. Z upolowaniem jednego z 1000 egz. może być trudno, ale przecież z okazji 200-lecia powieści, możemy spodziewać się więcej skarbów. Jak choćby książka z ilustracjami Davida Plunkerta – artysty grafika, autora m.in. niedawnych okładek dla New Yorkera i The Economist, na których Trump ma wiele wspólnego z Ku Klux Klanem. Z kolei wydawnictwo Wren&Rook wydaje biografię Mary Shelley “Mary’s Monster” opartą na jej pamiętnikach. Cały czas możecie też śledzić eksperyment Shelley AI i sprawdzić czy sztuczna inteligencja radzi sobie z literaturą grozy lepiej niż człowiek.

A więc jeśli jeszcze nie czytaliście “Frankensteina”, to jest ten moment. Nie czekajcie kolejnych 200 lat!

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
Śledzi trendy i fenomeny zza zawodowych, marketingowych okularów. Ogląda bloki reklamowe i zdarza jej się przy tym pochlipywać. Lubi czytać historie brandów, które poniosły porażkę, a szczególnie jeśli się po tym podniosły. Inspirują ją ludzie, którzy przy śniadaniu wpadli na pomysł, o którym rok później mówił już cały świat. Obecnie pełnoetatowa Matka-Polka.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Sztuczna inteligencja budzi grozę? Na razie pisze krótkie opowieści z dreszczykiem

Pomysł, że dzięki sztucznej inteligencji maszyny okażą się sprytniejsze od ludzi, jest sam w sobie świetnym tematem na opowieść grozy i wystarczająco pobudza wyobraźnię współczesnych. Twórcy projektu o nazwie Shelley AI postanowili jednak dość przekornie powierzyć rolę autora niesamowitej opowieści właśnie komputerowemu programowi.
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
7 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ