„Wiesz ile osób umrze, jeśli nie stanę do walki?” O grach, dzieciach, uzależnieniach i podobieństwie klawiatury do flaszki z wódką

15 minut czytania
1501
0
Michał Piasecki
Michał Piasecki
3 lutego 2018

Alkoholik, gdy nie ma dostępu do alkoholu, myśli głównie o tym, jak go sobie zorganizować. Gracz ma tak samo. Gdy musi zająć się czymś innym, i tak nieustannie myśli o powrocie do klawiatury czy konsoli. O nałogowym graniu, krwawych „strzelankach” i kontrowersjach wokół wpisania gier wideo na listę uzależnień, opowiada psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego, dr Marcin Szulc.

Michał Piasecki: Podobno ludzie są w stanie uzależnić się od wszystkiego.

Dr Marcin Szulc*: Niektórzy twierdzą, że istnieje nawet uzależnienie od nauki, choć ja akurat przez 21 lat pracy na uczelni nie spotkałem ani jednego takiego studenta (śmiech). A odpowiadając już zupełnie poważnie – tak, uzależnić można się od wszystkiego. Począwszy od narkotyków czy alkoholu, a skończywszy na drugim człowieku.

… i grach komputerowych.

Wiele badań wskazuje, że u osób nadużywających Internetu czy grających nałogowo w gry, rejestruje się nieprawidłowe procesy neurobiologiczne w pewnych obszarach mózgu np. w  korze przedczołowej, ciele prążkowanym, obszarach związanych z kontrolą impulsów i układem nagrody. Neurotransmiterem, który odgrywa tutaj kluczową rolę jest dopamina. Gry uzależniają, jak wszystko co działa na jeden z trzech wielkich układów mózgu, czyli właśnie na układ nagrody. Podobnie jak internet tak i gry spełniają wszystkie cechy silnego uzależniacza: są interaktywne, mają atrakcyjną formę, zachęcają do bicia rekordów, uzależniają wygraną od pokonania kolejnych etapów, wywołują stan emocjonalnego pobudzenia, dają poczucie kontroli nad światem wirtualnym, nieregularnie nagradzają i wciągają w kontekst. Wiele wskazuje na to, że od gier typu MMORPG (MassivelyMultiplayer Online Role-Playing Game), można uzależnić się podobnie jak od tzw. „strzelanek”. Te drugie dają wielką przyjemność udziału w grze, ale nie wymagają spędzania przy komputerze tyle czasu, co gry MMORPG. Ich scenariusze są często bardzo rozbudowane i znacznie silniej angażują graczy. Są atrakcyjne, bo tworzą drugą rzeczywistość. Coś w rodzaju „Second Life”, nawiązując do tytułu jednej z takich gier.

Gry uzależniają, jak wszystko co działa na jeden z trzech wielkich układów mózgu

Więc dlaczego wstępna decyzja Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) o wpisaniu uzależnienia od gier na listę chorób budzi takie kontrowersje?

Takie decyzje zawsze wywołują dyskusję. Część środowiska psychologów uważa, że ta zmiana jest potrzebna. Dlaczego? Ponieważ pozwoli ustalić jasne kryteria oceny zjawiska, metody badania i określić jego skalę. Zwolenniczką jest m.in. jedna z najwybitniejszych badaczek uzależnienia od komputera, internetu i gier, Kimberly Young. Inni uważają, że jest to „mnożenie bytów”.

Nad decyzją WHO debatują nie tylko psycholodzy. W temacie wypowiedział się już chyba każdy gracz komputerowy na tej planecie.

Przyglądając się tej dyskusji zauważam, że o sprawie często wypowiadają się ludzie, którzy na temat mechanizmu uzależnień nie posiadają profesjonalnej wiedzy. Czasem jestem  zażenowany, gdy czytam  na Facebooku aroganckie recenzje kierowane pod adresem ekspertów. Nikt nie jest wolny od błędów, ale dla WHO naprawdę pracują tęgie umysły, z których głosem na temat ludzkiego zdrowia warto się liczyć. Tymczasem w kwestii internetu, komputerów i gier, u nas każdy ma poczucie, że jest ekspertem.

Czym właściwie jest lista chorób WHO?

International Classification of Diseases, czyli ICD to ujednolicony w opisie wykaz wszystkich jednostek chorobowych, objawów i sposobów leczenia. To nie jedyny taki indeks. W Europie  korzystamy z kodyfikacji IDC-10, ale już Amerykanie podczas diagnozowania zaburzeń psychicznych odwołują się do DSM-5 (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders), systemu stworzonego przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne. Ostatnia wersja DSM także wzbudziła w środowisku psychologów kontrowersje, m.in. ze względu na przyjęty podział zaburzeń.

Długi cień uzależnienia

Może problem uzależnienie od gier jest zwyczajnie nadmuchany?

Nie, problem jest realny. Pytaniem otwartym pozostaje jednak, czy użyteczne jest tworzenie nowej kategorii uzależnienia? Decydujący głos powinni mieć w tej kwestii praktycy, czyli psycholodzy prowadzący diagnozy i terapie. Wielu z nich sygnalizuje, że rośnie liczba osób uzależnionych od zjawisk takich jak hazard internetowy czy właśnie gry komputerowe. Także wielu z nich postuluje, że konieczna jest weryfikacja dotychczasowego systemu diagnozy podążająca za zmianami cywilizacyjnymi. Dotychczas klasyfikowaliśmy uzależnienie od seksu, hazardu czy gier jako zaburzenie nawyków i popędów.

Czy do badania i leczenia uzależnienia od gier są potrzebne nowe kategorie?

Cóż, wiele zależy od tego, jak miałyby one wyglądać i czy te stworzone przez WHO będą przydatne psychologom w praktyce. Przykładowo: w XIX w. niezwykle popularne było czytanie książek. Czy zatem osoby siedzące na ławkach w parku z książkami pod pachą były zagrożone uzależnieniem od czytania? Wchodzimy tu jednak w bardzo delikatną materię granicy między normą a patologią, która bywa nieostra i zależna kulturowo. W psychologii klinicznej wyróżnia się np. trzy rodzaje normy, ilościową, społeczno-kulturową i teoretyczną. Każda z nich jest na swój sposób użyteczna.

A często spotyka się Pan z uzależnieniem od gier w Polsce?

Tak, choć problem jest nieporównywalnie mniejszy niż w Chinach, Korei Płd. czy Stanach, gdzie odsetek uzależnionych od gier komputerowych jest najwyższy na świecie. Gry wideo są znane od ponad 50 lat. Pierwszą była prawdopodobnie „Spacewar”, wydana w 1962 r. Od tego czasu rośnie liczba osób grających. W 2009 r. dzieci w USA grywały średnio 8h tygodniowo, a to wzrost o 400 proc. w skali dekady.

Więc może miejsce dla uzależnień od gier na liście WHO jest jednak konieczne.  

Lista WHO na pewno uporządkowałaby diagnostykę tego zjawiska. Z drugiej strony, o takim uzależnieniu mówiono od lat i nie pojawiało się ono w żadnym takim zestawieniu aż do teraz. To też o czymś świadczy. Być może to skala zjawiska przekonała autorów, że taka decyzja będzie słuszna i potrzebna.

Czy do badania i leczenia uzależnienia od gier są potrzebne nowe kategorie?

Ilu graczy jest uzależnionych?

Trudno to oszacować dokładnie i właśnie dlatego potrzebne jest precyzyjne kryterium diagnostyczne. Musimy pamiętać, że czym innym jest ryzykowne używanie gier a czym innym uzależnienie, choć jedno do drugiego może prowadzić. To tak jak z narkotykami, większość eksperymentuje, ale tylko pewna część się uzależni lub będzie miała z tego powodu inne problemy zdrowotne. Szacuje się, że w Polsce jest 16 milionów graczy. Gdyby przyjąć wyniki badań światowych np. przeprowadzonych w Ameryce, Niemczech, Norwegii czy Wielkiej Brytanii, to liczba osób grających patologicznie będzie oscylować pomiędzy 10-20% .

Dużo.

Na pewno można powiedzieć, że liczba osób grających w sposób patologiczny rośnie. To oczywiste, że skoro rośnie liczba graczy, to równie szybko będzie przybywać problemów związanych z grami, m.in. uzależnień. Z moich obserwacji najwięcej publikacji badawczych na temat uzależnienia od gier jest autorstwa chińskich i koreańskich. Tam ten problem jest już bardzo wyraźny.

Klawiatura, flaszka i kompletna inercja

Jak przebiega uzależnienie od gier?

Istnieje wspólny wszystkim uzależnieniom zestaw objawów. To sześć markerów, które są wspólnym mianownikiem każdego uzależnienia. Po pierwsze: zmiany nastroju. Optymalizacja samopoczucia następuje tylko wtedy, gdy mogę uprawiać zachowania nałogowe, nic innego mnie nie cieszy. Po drugie: tolerancja dawkowania. Z czasem dawki jakie przyjmuję przestają wystarczać. Pojawia się znieczulenie, więc muszę zwiększać te dawki. Po trzecie: objawy abstynencyjne. Chodzi o uczucia anhedonii, dysforii, kompletnej inercji, rozbicia, złości, gniewu, gdy odstawiam na dłużej zachowanie nałogowe. Te same uczucia pojawiają się u osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych i nałogowych graczy. Po czwarte: wyrazistość emocjonalnego podporządkowania. Wszystkie inne czynności w moim życiu są podporządkowane nałogowi. Po piąte: konflikt. Zawsze, prędzej czy później, nałóg wchodzi w konflikt z innymi aspektami życia. Burzy moje więzi z otoczeniem, zmienia plany życiowe, sprawia, że kompletnie nie dbam o codzienność i wchodzę w relację tylko z tym, od czego jestem uzależniony. Wreszcie po szóste: nawrót i przymus powtarzania. Każda osoba uzależniona ma w swoim życiorysie próby rzucenia nałogu czy kontrolowania go. Najczęściej nieudane.

Jak wyczuć, że już przekracza się granicę?

Dobre pytanie. Uzależniony gracz zazwyczaj nie wie, kiedy to się dzieje. Nie spotkałem jeszcze osoby uzależnionej, która byłaby w stanie wskazać ten moment.

Jak to?

Po dłuższej terapii zazwyczaj  identyfikują takie momenty, w których zaczęli zawalać jakieś ważne sprawy w życiu. Wybitny amerykański badacz czeskiego pochodzenia Elvin Morton Jellinek zajmujący się uzależnieniem od alkoholu wskazuje, że kluczowym symptomem uzależnienia jest utrata kontroli nad częstością i ilością wypijanego alkoholu. Zdarza się, że taki alkoholik/gracz może nie pić/nie grać nawet miesiącami, ale gdy usiądzie przy flaszce/Warcrafcie to popłynie… Natomiast samo przekraczanie granicy uzależnienia jest niewyraźne. Dzieje się tak, m.in. przez system iluzji i zaprzeczeń, który ma kompensować wstyd wynikający z nieradzenia sobie z nałogiem. To ten mechanizm, który każe np. lekarzowi alkoholikowi pić z kimś dużo poniżej swojego statusu.

Liczba osób grających w sposób patologiczny rośnie

Więc o tym, że coś jest nie tak, sam zorientuję się, gdy będzie już za późno?

Tak jest w większości przypadków. Często powtarzam studentom: Jeśli rodzice czy koledzy zwracają ci uwagę, że grasz dużo, może za dużo, to przyjmij to i przemyśl. Chęć gwałtownego zaprzeczania będzie już oznaczała, że ich refleksje są w pewnym stopniu trafne. To osoby trzecie najlepiej widzą, że coś jest nie tak. Nałogowy gracz naprawdę potrafi nie zauważyć, że przez niewypełnianie swoich obowiązków – parafrazując Jamesa Jonesa –  przekracza cienką czerwoną linię. Nie widzi tego, bo nie ma na to czasu, a nie ma czasu, bo gra. Poza tym dzięki byciu dobrym w grze kompensuje niedostatki w innych wymiarach życia.

Czyli jak trzecia osoba mówi ci, że jesteś pijany, to choć się nie czujesz, wróć do domu i się połóż?

Ja bym tak zrobił. Ludzie bywają naszym lustrem, warto się w nich przeglądać, choć nie zawsze będzie to przyjemne.

Konflikt jest kwestią czasu

To jak odróżnić gracza, który już się uzależnił od tego, który po prostu czasowo popłynął?

Wspomniana Kimberly Young przygotowała kilka wersji testu, który pozwala określić stopień uzależnienia od internetu czy gier. Osoba badana odpowiada na pytania: Jak często zdarza ci się, że nie możesz przestać myśleć o grach? Czy zdarza ci się grać dłużej niż zamierzałeś? Czy kiedy nie masz dostępu do gier, odczuwasz niepokój? Czy podejmowałeś nieskuteczne próby ograniczenia grania? Czy częste granie wpędziło cię w problemy finansowe? etc.

A ile to jest „często”?

W nomenklaturze dzielimy graczy na dwie grupy: social i raid. Ci pierwsi, to typ graczy, którzy grają niezbyt często, ok. 2 h na dobę. Raidersi grają bardzo często, 7-8 h na dobę, ponad 50 h w tygodniu. Dla nich często świat gry staje się społecznością odzwierciedlającą a nawet zastępującą realną rzeczywistość społeczną. Często doświadczają skrajnych uczuć. Euforii z powodu grania i poczucia winy – także z powodu grania.

Obraz paranoika…

Nałogowi gracze są ciągle rozbici. Poza tym często udają kogoś, kim nie są. Nie chodzi o avatary, ale o takie utożsamianie się z postacią, w którą się wcielają, że zatracają kontakt z własną osobowością. Aktor rozumie różnicę pomiędzy sobą a graną przez niego postacią. Nałogowy gracz już nie zawsze. Zanika u niego różnica pomiędzy światem realnym i wirtualnym. Kłamiąc, zaczyna tworzyć zupełnie nową osobę, którą wcale nie jest.

Trochę jak alkoholik.

Bardzo podobnie.

Mechanika tych dwóch uzależnień jest podobna?

Tak, pojawiają się analogiczne objawy i sytuacje. Granie dla osoby uzależnionej jest jedyną atrakcją – nic innego jej nie cieszy. Tak samo alkoholik – impreza bez alkoholu nie stanowi dla niego żadnej atrakcji. Jedni jak i drudzy nie potrafią się kontrolować. Gracz ma posiedzieć przy komputerze godzinkę wieczorem i nagle orientuje się, że jest godz. 4 nad ranem. Alkoholik ma wypić z kolegą dwa drinki, a kończy się na 0,7 na głowę. Alkoholik, gdy nie ma dostępu do alkoholu, myśli głównie o tym, jak go sobie zorganizować. Gracz ma tak samo, gdy musi zająć sie czymś innym, i tak nieustannie myśli o powrocie do klawiatury czy konsoli. Bywa, że w szkole szkicuje postacie z gier, projektuje poziomy. I podkreślam, że nie ma w tym nic złego, jeśli nie odbywa się kosztem zobowiązań wynikających z codzienności.

Na odstawienie reagują tak samo?

Zespół odstawienny, czyli abstynencyjny, jest u nich bardzo podobny. Czują się markotni, podirytowani, źli, rozdrażnieni… Wszyscy uzależnieni także oszukują otoczenie oraz siebie samych. Ktoś mówi, że nie pije od miesiąca, ale w rzeczywistości to 3,5 tygodnia. Gracz mówi rodzicom, że wieczorem posiedział przy komputerze do godz. 11, a w rzeczywistości grał do godz. 2.30. I to kłamstwo staje się drugą naturą, jest wpisane w codzienność.

Stąd późniejszy konflikt?

Konflikt pojawi się zawsze, bo uzależnienie szybko zaczyna kolidować z innymi aktywnościami, relacjami czy choćby regułami zdrowego życia. Wie Pan, że w skrajnych przypadkach uzależnieni gracze nawet nie wychodzą do toalety, przestają jeść i pić. W Korei Płd. powtarzają się przypadki śmierci przed komputerem z powodu wycieńczenia. To oczywiście skrajne przypadki,

Raidersi po czterdziestce

I nie przychodzi otrzeźwienie?

Różnica między pijakiem a alkoholikiem jest trafnie ujęta w powiedzeniu, że pijak mógłby przestać pić gdyby chciał, a alkoholik chciałby przestać pić gdyby mógł. Podobnie z osobami nałogowo grającymi. Bywa, że osoba nadużywająca nagle się zatrzyma i powie „kurcze, przeginam”. Znam takie przypadki, gdzie osoby powiedziały: „dość, dzieje się coś niedobrego”. W pewnym momencie nałogowy gracz wpada w panikę, coraz więcej rzeczy się w jego życiu rozsypuje. Uświadamia sobie, że traci kontrolę. Wtedy za wszelką cenę stara się wrócić do bezpiecznego korzystania z gier. Czasem te próby powrotu do normalności są po prostu nieudane.

Czy nałogowego gracza da się kontrolować z zewnątrz?

W mojej opinii szanse są niewielkie . U dzieci można to jeszcze w jakiś sposób kontrolować. To rola rodzica. Ale u osób dorosłych nie ma już takiej drogi. Są pełnoletni i sami o sobie decydują. Równia pochyła, dopóki nie osiągną dna, albo sami nie zaczną odruchowo szukać pomocy u specjalisty.

Uzależnieni gracze nawet nie wychodzą do toalety, przestają jeść i pić

Dorośli potrafią przeginać z grami tak jak nastolatki?

Odpowiem anegdotą: Mąż jednej z moich studentek ze studiów niestacjonarnych, dorosłej już kobiety potrafił wstawać w środku nocy, włączać komputer i grać. Dorosły, 40-letni człowiek, mający pracę i rodzinę. Gdy ona mówi mu, by skończył, bo się nie wyśpi do pracy, on odpowiada jej: „Wiesz ile osób umrze, jeśli nie stanę teraz do walki?”. I mówi to całkiem poważnie.

Wiele badań sugeruje związek poszukiwania poczucia bezpieczeństwa z uzależnieniem.

Tak, schowanie się za ekran daje swoiste poczucie bezpieczeństwa i bezkarności. Można trochę poopowiadać bajek na swój temat, o swoim wyglądzie, umiejętnościach, doświadczeniach etc. Chińskie badania ujawniły zależność pomiędzy nałogowym graniem, a nieśmiałością. Osoby nieśmiałe częściej korzystają z komunikacji wirtualnej. Jest im łatwiej ukryć się i regulować dystans. Oczywiście nie znaczy to, że każda niepewna siebie osoba uzależni się od internetu czy gier.

Braun czy ekran monitora

Jak wygląda terapia osób uzależnionych od gier?

W praktyce nie ma jednej metody pracy. Terapeuta stara się dobrać indywidualne środki dla każdego pacjenta. Z mojej perspektywy najskuteczniejsza jest terapia poznawczo – behawioralna mająca także swoją specyficzną odmianę w społecznościach terapeutycznych. Metoda społeczności ma przewagę nad innymi formami terapii w przypadku leczenia uzależnień od substancji psychoaktywnych. Grupa ma potężną siłę oddziaływania, kontroli i udzielania wsparcia. Uzależnienia behawioralne mają jednak nico inny charakter.

Lżejszy?

Na pewno tego typu uzależnienia nie są tak bezpośrednio śmiertelnie destrukcyjne. Owszem, prowadzą do bardzo poważnych zaburzeń. Ale nie udawajmy, że nie ma różnicy pomiędzy zażywaniem narkotyków opiatopodobnych, które mogą łatwo zabić nawet za pierwszym razem, a nadużywaniem gier komputerowych. Czym innym jest spalenie brauna, a czym innym granie pół nocy w grę.

Jak przebiega terapia?

Najoględniej mówiąc, ustala się stopień zależności i plan terapii, a potem szuka podłoża co ów narkotyk zastępuje w zdrowym życiu. Bo zawsze coś zastępuje, to historia stara jak świat. Zastępuje zawiedzioną miłość, nieosiągnięty sukces, bycie nie dość dobrym, generalnie pomaga tworzyć różne iluzje na swój temat…

No właśnie, skąd właściwie biorą się uzależnienia?

Jak wspomniałem wcześniej posiadamy układ nagrody, który zachęca nas do powtarzania jakichś czynności. I jest OK, jeśli nie następuje przegięcie. Osoby na drodze do uzależnienia często traktują taki alkohol jako świetny czynnik odstresowujący, dzięki niemu osiągają wręcz błogostan. W ten sposób rezygnują z innych form radzenia sobie ze stresem. Poza tym wchodzenie w uzależnienie jest zazwyczaj związane z pewnymi deficytami, które mają charakter społeczny. Natura nie znosi pustki. Badania pokazują, że w uzależnienia rzadziej popadają osoby o poukładanych relacjach rodzinnych, kochane, mające doby kontakt z rodzicami, realizujące jakieś swoje pasje.

Kto winien i dlaczego rodzic?

A propos rodziców. Co ma zrobić matka, która widzi, że jej dziecko gra po kilka godzin dziennie i nie reaguje na monity?

Zawsze należy patrzeć w szerszej perspektywie, czy mamy do czynienia także z innymi zrachowaniami, o których mówiłem wcześniej. Gdy jednak odniesiemy się tylko to wspomnianej przez Pana sytuacji to znaczy, że rodzice nie dostrzegli pewnych symptomów ucieczkowych, a to bardzo niedobrze, bo mamy w takiej sytuacji do czynienia już z zaawansowanym procesem. Powinni skontaktować się z placówkami profilaktyki uzależnień i przedstawić problem. Specjaliści terapii uzależnień analizując ten konkretny przypadek i podpowiedzą co robić. To mądrzy, dyskretni i bardzo doświadczeni ludzie. W przypadku każdej osoby nieco inaczej dobiera się środki terapii i pomocy oraz strategię leczenia zgodnie z postulatem matchingu, czyli krojenia garnituru na miarę pacjenta.

wchodzenie w uzależnienie jest zazwyczaj związane z pewnymi deficytami, które mają charakter społeczny

No to matki z mojego pytania Pan nie pocieszył…

Z mojego, nie tylko akademickiego doświadczenia, wynika, że rodzic przyjmie każdą perspektywę wyjaśnienia problemu swojego dziecka z wyjątkiem tej, z której wynika, że to on jest za problem odpowiedzialny. To co teraz powiem zabrzmi brutalnie i jest mało popularne, ale mimo wszystko chcę, by wybrzmiało: dzieci są emanacją tego, co rodzice zamiatają pod dywan. To się tyczy zresztą nie tylko uzależnienia od gier czy internetu. Wiele problemów wychowawczych, ma ten sam wspólny mianownik.

Czyli?

Brak relacji z dzieckiem opartej o godność i szacunek, brak czasu dla dziecka, niepoważne traktowanie jego problemów, uczucia niedozwolone, problemy, o których nikt nie może mówić… Mógłbym wymieniać długo. Wychowywanie jest podobne do wyrobu ciasta. Chcąc zrobić konkretne ciasto dobieramy odpowiednie produkty i metody do jego wytworzenia. Nie spodziewamy się, że robiąc tort wyjdzie nam drożdżówka, prawda? Dlaczego nie zastanawiamy się za pomocą jakich środków, jaki par excellence „produkt” wychowania chcemy osiągnąć? Warto zadać sobie pytanie: co chcemy osiągnąć oprócz tego co oczywiste, czyli aby nasze dzieci były zdrowe i szczęśliwe. Wiem, brzmi jak truizm, ale tak jest.

Więc co mają robić rodzice?

Konieczna jest profilaktyka. Taniej jest zapobiegać niż leczyć. Straszenie jest najgorszą z możliwych opcji. Od 50 lat straszono narkotykami i efekty były odwrotne do zamierzonych. Dzieci głupie nie są, np. biorą narkotyki, bo widzą, że ich koledzy mają dobre „loty”, oczywiście nie dostrzegają tych, którzy z ich powodu mają kłopoty zdrowotne, bo to nie jest wygodne i przyjemne. Dobra profilaktyka to bycie pozytywnym dorosłym, otwartość na dialog z nastolatkiem, szacunek dla jego poglądów, przy czym nie ma obowiązku by się zgadzać.

Takim „rodzicem-kumplem” swojego dziecka?

Inaczej: Ja mogę rozumieć argumenty nastolatka, ale ich nie podzielać, prawda? Ważna jest przestrzeń na debatę. To jest także stawianie pytań o to,  jakie młodzi ludzie mają plany, co według nich jest ważne w życiu, czego oczekują a czego się obawiają. To także nasza własna spójność w tym co mówimy i robimy, z którą świat dorosłych sobie zupełnie nie radzi. Jest takie powiedzenie, że przez 18 miesięcy uczymy dziecko stać i mówić, a przez następne 18 lat próbujemy je zmuszać do siedzenia i słuchania. Dzieci uczą się z tego co mówimy, ale też z tego jak postępujemy. I wypunktują nam każdy fałsz, potknięcie i brak konsekwencji. Nam wcale lekko nie jest, Peter Ustinov mówił, że rodzice są kośćmi na których dzieci ostrzą sobie zęby. Dzieci są naszymi najsurowszymi sędziami, bo widzą nas nie tylko na scenie, ale przede wszystkim na backstage’u. A kuluary bywają dramatyczne i nawet słuchawki komputera nie pomagają odizolować się od dialogów pomiędzy mamą a tatą…

Maksimum autonomii i maksimum wymagań

Dla części rodziców gry ich dzieci są czarną magią na równi z fizyka cząstek elementarnych…

Być może, ale czasu nie da się zatrzymać. Rodzic nie może narzekać na to, że są gry komputerowe, a kiedyś ich nie było. Ale teraz są i nie ma sensu walczyć z technologią. Jej rozwój jest nieunikniony i negowanie tego faktu prowadzi w najlepszym razie do absurdu. A gry można świetnie wykorzystywać do układania, rozwijania i pogłębiania relacji pomiędzy dziećmi i rodzicami.

Pan tak robi?

Owszem. Gram z synem, który ma 8 lat, w „Wormsy”, „Plant vs Zombie”, a ostatnio też w starszą wersję „Heroesów”. Testujemy różne strategie. To jeden z naszych sposobów na wspólne spędzanie czasu. Grając dużo rozmawiamy i nie tylko o grach. Ja mu pokazuje moje stare gry, na których się wychowałem, a on mi opowiada o tych, które fascynują jego, np. o „Minecrafcie”. Gry dają mi okazję nie tylko do wspólnego spędzania czasu, ale także bym słuchał tego, co mówi moje dziecko. Czasu nie da się zatrzymać, trzeba z niego korzystać.

Jak rozmawiać z dzieckiem o grach?

Przede wszystkim słuchajmy i pytajmy. Niech dziecko opowie, co mu się w tej konkretnej grze podoba, dlaczego uważa ją za fajną. To nam powie tyle samo o danym tytule, co i o naszym dziecku. Pokazujmy im jednocześnie plusy i minusy korzystania z komputera, gier czy internetu. Mówmy dziecku jasno, co nas niepokoi, czym się martwimy, co nam się nie podoba, czego oczekujemy. Równie jasno i konsekwentnie musimy określić progi czasowe – ile dziecko może grać w tygodniu, a ile w weekend i do której godziny. Dziecko musi wiedzieć, jakie są konsekwencje zachowań w sieci albo skutki długotrwałego grania. O tym wszystkim trzeba z nim rozmawiać. To najlepsza profilaktyka. Najlepiej też sprawić by ono czuło się odpowiedzialne za czas który spędza. Maksimum autonomii i maksimum wymagań. I zawsze komunikat odnoszący się do własnych odczuć. Nie: „Bo ty jesteś taki!”, „Jesteś uzależniony!”. Tak: „Martwię się o ciebie”, „Jest mi przykro, gdy…”.

Jednym słowem, w domu muszą obowiązywać konkretne zasady dotyczące komputera.

Tak. Trzeba jasno wyrażać wobec dziecka oczekiwania, obowiązki i ustalić z nim proste i przejrzyste zasady korzystania z mediów cyfrowych. I jednocześnie nie możemy wymagać od dzieci więcej niż od samych siebie. Traktujmy dzieci poważnie i z szacunkiem, to i one będą nas tak traktować.

Dla nastolatków to często świat ważniejszy od tego realnego – ze szkołą, rodzicami i całą resztą „grajdoła”

Dobra strona krwawej rzeźni

Zrobiłem sondę wśród znajomych. Większość nie grających osób kojarzy gry głównie z przemocą i to jej się obawiają w kontekście wpływu na dzieci. Słusznie?

Badaniami potwierdzono wzrost agresji tak u dzieci jak i dorosłych, którzy grywają w silnie nasycone przemocą gry, szczególnie te z gatunku FPS (First Person Shooter). Co więcej, bez względu na płeć. Brutalne gry powodują też czasowy spadek zachowań prospołecznych, jak zdolność do niesienia pomocy w realnym świecie.

Może więc lepiej zabronić dziecku niektórych gier, np. krwawych „strzelanek”?

Proponujmy dziecku inne gry, ale nie zabraniajmy mu tych reaktywnych, w które wymuszają dostosowanie się do sytuacji poprzez zabijanie, choć wspomniane „strzelanki” rzeczywiście często są grami wysoce przemocowymi.

Dlaczego?

Jeśli wymusimy na naszym dziecku granie tylko w gry proaktywne, czyli kreatywne  (konstrukcyjne), to wśród rówieśników może stać się outsiderem.

A czy gry niosą jakieś konkretne korzyści dla rozwoju dziecka?

Tak! Mówiąc o grach zawsze trzeba pokazać także ich dobre strony. Jeśli będziemy je bagatelizować, sprawimy, że młodzież i rodzice będą wierzyć tylko w pejoratywne konsekwencje tego zjawiska. Profilaktyka musi być mądra, więc trzeba pokazać także walory gier, a jest ich nie mało.

Na przykład?

Gry pozwalają w sposób zupełnie realny zaznać smaku porażki bądź sukcesu. Stanowią tym samym dobre narzędzie samopoznania. Dają wiele mówiącą o nas możliwość świadomego wyboru ekspresji dobra lub zła. Pobudzają kreatywność osobistą i zbiorową, a także pozwalają na zbliżenie się do innych. Uczą jednocześnie zarządzania grupą, kierowania pracą innych, negocjacji, argumentowania. Dają cenne poczucie kontroli, a nawet mogą wyzwalać doświadczanie bycia potężnym, co często nie jest możliwe w świece realnym. Co więcej, konstrukcja gier wymusza na graczu konieczność eksperymentowania z rożnymi sposobami rozwiązywania problemów i strategiami. Uczą wcielania się w określone role, myślenia w różnych paradygmatach, szybkiej oceny sytuacji, analizowania różnych parametrów równocześnie czy wreszcie współpracy – w niektórych grach zwycięstwo jest możliwe tylko dzięki zaawansowanym działaniom zespołowym. U osób grających rozwija się intuicja, zdolności analityczne i psychomotoryczne, selektywność uwagi, kompetencje w zakresie obsługi programów komputerowych, a także wyobraźnia przestrzenna.

Spodziewałem się, że powie Pan, że pomagają w edukacji i wspomni o tytułach przygotowywanych na potrzeby szkoły, z których nauczyciele i tak nie korzystają…

To inna sprawa, ale owszem, gry są pomocne w edukacji szkolnej. Także w rehabilitacji ruchowej i koordynacji wzrokowo-ruchowej – myślę tu o grach z kontrolerem kinect. W USA wykorzystuje się gry do odwracania uwagi dzieci, które podczas przeprowadzanych bolesnych zabiegów medycznych nie mogą zostać poddane narkozie. W czasie terapii gry umożliwiają lepszy wgląd w pacjenta i zachodzące w nim procesy. Wiele gier ma wymiar prospołeczny i konstrukcyjny. Są też gry, które rozwijają bardzo specyficzne umiejętności, potrzebne np. pilotom

Symulatory lotów?

W jednym z badań kadetów Sił Powietrznych Izraela poddano treningowi w grze „Space Fortress II”. Podczas późniejszego wykonywaniu lotu ćwiczebnego uzyskali oni lepsze wyniki w niemal wszystkich jego aspektach w porównaniu z pilotami, którzy takiego treningu nie przeszli. Grę włączono do programu szkolenia izraelskich pilotów. Gry symulacyjne w szkoleniu wykorzystują także NASA, Siły Powietrzne USA oraz linie Quantas.

Ostatnie pytanie: Jak grać mądrze?

Jeśli ktoś jest Raidersem i gra dużo, warto, by pamiętał o pytaniach z testów Kimberly Young. Jeśli dzięki nim zapali się nam w głowie żółta lampka, to nie jest „rezerwa”, nie wolno ignorować tej intuicji. Jeśli zaczynam zaniedbywać obowiązki, rozpadają się moje relacje, zaczynam się wycofywać z życia lub ograniczać je głównie do grania – to są konkretne sygnały, że nie dzieje się dobrze.

* Dr Marcin Szulc pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego w Zakładzie Psychologii Osobowości i Psychologii Sądowej

Michał Piasecki
Michał Piasecki
Absolwent filozofii (UJ) oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej (UPJPII). Studiował trzy kierunki na czterech uczelniach w dwóch miastach. Animator, wychowawca, dziennikarz i redaktor. Pasjonat popkultury, książek, przemian kulturowych i zachowań młodzieży. Entuzjasta nowych mediów i wyznawca death metalu. Kolekcjoner wszystkiego co mieści się w domu i/lub głowie. Wydawca aplikacji Upday.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Gry i aplikacje

E-sport ma długą tradycję – czy już czas na olimpijską nobilitację?

W programie Igrzysk Azjatyckich w roku 2022 znajdzie się e-sport, jest też pomysł, by taka nowa dyscyplina zagościła na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Rzecz w tym, że poważna rywalizacja w gry komputerowe liczy już sobie niemal pół wieku, może więc czas faktycznie ją uznać za coś normalnego?
Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski
29 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ