Ze szczytów list przebojów w bezdomność. Historia Clarka Andersona

3 minuty czytania
607
0
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
15 lutego 2018

W 2003 roku nagrał z duńską grupą Safri Duo wielki przebój – „All The People In The World”. Dziś jest bezdomny i zarabia na życie śpiewając na ulicach jednego z miast w Karolinie Północnej.

Historia Clarka Andersona mogłaby stanowić materiał na film o młodym gwiazdorze popu, który po spektakularnym sukcesie przeżywa bolesny upadek. Artysta bowiem marzył o powtórzeniu sukcesu, jaki osiągnął w Europie, także w Stanach Zjednoczonych, z których pochodzi.  Nie udało się.

Narodziny gwiazdy

Egzotyczna uroda oraz ponadprzeciętna skala głosu (4,5 oktawy) – to właśnie wyróżniało charyzmatycznego wokalistę, który przyszedł na świat 41 lat temu w Seattle. Clark Anderson, bo o nim mowa, swoją karierę rozpoczynał już jako nastolatek. Mając bowiem 16 lat, opuścił rodzinne miasto na rzecz Los Angeles, gdzie chciał zaistnieć jako artysta. Swój oficjalny debiut zaliczył w 1998 roku, kiedy to na ekranach kin pojawił się film „Pełnia życia” z Queen Latifah, Dannym DeVito oraz Holly Hunter w rolach głównych. Zagrał tam postać Gary’ego – muzyka, który w jednej ze scen wykonuje utwór „Give Me Something Real”. Ponadto był współautorem wykonywanej przez Boyz II Men ballady „So Amazing”, która znalazła się na soundtracku do filmu „Huragan”, jak również kilku piosenek hip hopowej grupy P.M. Dawn.

Nic więc dziwnego, że utalentowanego Amerykanina do współpracy zaprosił duński duet perkusyjny Safri Duo, który przygotowywał właśnie materiał na swój kolejny krążek – płytę „3.0”. Dzięki charakterystycznemu wokalowi Clarka, brzmienie Duńczyków zyskało nowy wymiar, a promujące płytę single „All The People In The World” i „Rise (Leave Me Alone)” stały się wielkimi przebojami. Ich wspólna trasa koncertowa była dla Andersona wyjątkowym przeżyciem i pozwoliła mu odwiedzić 26 krajów, gdzie publiczność bardzo entuzjastycznie przyjmowała występy muzyków.

Moje życie było pełne pozytywnej energii, której źródłem były występy dla 75-tysięcznej publiczności, podróżowanie po całym świecie i robienie tego, co naprawdę kocham – mówił artysta.

Clark wydał także solowy singiel „Real Love” i EP-kę „29.99”.

Bolesna rzeczywistość

Po zakończeniu tournée, Anderson powrócił do Los Angeles z nadzieją na rozkręcenie kariery muzycznej w USA. Okazało się jednak, że nikt nie był zainteresowany współpracą z nim, więc musiał porzucić marzenia o występowaniu na scenie i skoncentrować się na znalezieniu normalnej pracy. Wysokie koszty życia sprawiły, że przeniósł się do Wilmington w Karolinie Północnej.

–  Jesteś tak dobry, jak twój ostatni przebój. Kiedy życie zaczyna zmierzać w inną stronę, musisz stać się zwyczajną osobą, znaleźć pracę, związać koniec z końcem, płacić rachunki, tak jak wszyscy inni – opowiadał muzyk.

Piosenkarz chwytał się różnych zawodów. Znalazł m.in. zatrudnienie w firmie Pier 1 Imports, co pozwalało mu na posiadanie własnego mieszkania. Kiedy jednak siedem miesięcy później stracił pracę i nie było go już stać na utrzymanie lokum, postanowił zarabiać na życie śpiewając na ulicy.

Choć artysta otwarcie przyznaje, że sytuacja, w której się znalazł jest dla niego w pewnym sensie upokarzająca, to jednocześnie stwierdza, że tak naprawdę ciągle robi to samo, co 15 lat temu.

Wciąż robię to, co kiedyś (…) To sprawianie, że ludzie się uśmiechają, dawanie im inspiracji do tego, by spróbowali swoich sił np. jako muzycy lub po prostu zrobili coś dobrego dla innych – wyjaśnia Clark.

Muzyk otrzymał pomoc od niejakiej Mel, która zgodziła się wynajmować mu jeden z pokoi pod warunkiem, że będzie płacić jej 25 dolarów za nocleg. Sam zainteresowany nie ukrywa, że marzy o powrocie do branży muzycznej, gdyż to właśnie tam zdobył największe doświadczenie zawodowe. Choć obecnie jego sytuacja życiowa nie należy do najłatwiejszych, to wciąż wierzy, że pewnego dnia uda mu się powrócić do Los Angeles lub wyjechać do Nowego Jorku, gdzie będzie pisać oraz produkować piosenki lub chociaż śpiewać w chórkach u innych artystów.

Gdybym otrzymał drugą szansę na bycie artystą, z pewnością bym z niej skorzystał. Nie wiem, na ile jest to teraz możliwe, gdyż byłem w tym biznesie i wiem, jak to wszystko wygląda, ale jeśli los będzie dla mnie łaskawy, to wejdę w to ponownie – wyznaje Anderson.

Oby jego marzenie spełniło się jak najszybciej.

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Pjus, twórca słów – rozmowa z autorem “ghostwriterskiego” albumu “Słowowtóry”

Zachwyca słowotwórstwem. Całe szczęście, że został raperem, bo wszyscy możemy poznać jego doskonałe neologizmy. Niestety choroba, w wyniku której stracił najpierw słuch, a teraz traci głos, nie pozwoliła mu na rapowanie własnych tekstów na nowej płycie. Robią to zaproszeni goście: Tymon Tymańki, Pablopavo, Eldo, Wdowa i wielu innych. Oto Pjus, muzyk wyjątkowy i jego “ghostwriterski” album “Słowowtóry”.
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
9 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ