10 albumów, które wprowadziły elektronikę na listy przebojów

5 minut czytania
842
1
Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
1 marca 2018
fot. Andrea Raffin/Shutterstock

Po latach dominacji popu oraz rocka przyszedł czas na taneczną rewolucję. To ona sprawiła, że w ostatniej dekadzie XX wieku tak wiele osób zainteresowało się twórczością The Chemical Brothers czy Daft Punk. Powstało wówczas wiele interesujących płyt, związanych z nurtem tanecznej elektroniki. Oto dyszka, o której warto pamiętać!

Specjalnie dla czytelników IgiMaga postanowiłem zaprezentować 10 albumów, które w mojej ocenie odegrały ważną rolę w promowaniu elektronicznej muzyki tanecznej na świecie.

Od eksperymentu do mainstreamu

Choć początki muzyki elektronicznej sięgają 1876 roku, kiedy to amerykański inżynier elektryk Elisha Gray wynalazł muzyczny telegraf, to terminu Elektronische Musik po raz pierwszy oficjalnie użyto dopiero w 1951 roku, w kontekście artystów związanych z kolońskim studiem WDR. Początkowo traktowana głównie jako element awangardy, z czasem stała się motorem silnych przemian w popkulturze. Od eksperymentalnych kompozycji, po krautrock, ambient, industrial, nową falę czy acid house – elektronika na przestrzeni lat przybierała różne formy, by wreszcie zyskać uznanie równe rock’n’rollowi. Szczególnie słyszalne było to w latach 90., kiedy brzmienia wywodzące się z klubów i undergroundowych rave’ów przedostały się do mainstreamu.

Orbital – In Sides (1996)

Bracia Hartnoll byli jednymi z pierwszych, którzy przenieśli taneczną elektronikę na stadiony. Ich występy na Glastonbury Festival oraz Woodstock ’94 sprawiły, że miłośnicy gitar przekonali się do syntetycznych brzmień generowanych przez komputery. Post-industrialne dźwięki połączone z motoryką techno, połamanymi beatami i transowymi melodiami (nie mylić z trance!) stały się znakiem firmowym brytyjskiego duetu, którego 4-ty album „In Sides”, podobnie zresztą jak jego poprzednik „Snivilisation”, stanowił odejście od rave’owej tradycji dwóch pierwszych krążków grupy. Promowana przez singiel „The Box” (w teledysku do niego wystąpiła Tilda Swinton) płyta została uznana m.in. przez magazyny NME i Melody Maker za najlepsze dzieło Orbital.

Daft Punk – Homework (1997)

House od zawsze kojarzył się z czystym, zakorzenionym w muzyce disco brzmieniem, które miało idealnie sprawdzać się na parkietach klubów. Wraz z pojawieniem się dwójki młodych Francuzów w postaci Thomasa Bangaltera i Guya-Manuela de Homen-Christo, stał się on bardziej brudny i ostry. Potwierdza to ich pierwsza płyta, na której znajdziemy takie kawałki, jak chociażby „Revolution 909”, „Da Funk”, „Rollin’ & Scratchin'” czy „Burnin”. Mimo niezbyt szybkiego tempa, są to zadziorne numery, w których słychać pewną punkowość. Jednym z najpopularniejszych utworów promujących tę płytę jest „Around The World”, do którego powstał kultowy klip w reżyserii Michela Gondry’ego.

Moby – Play (1999)

Richard Melville Hall czyli naczelny filozof współczesnej muzyki elektronicznej to postać, która wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Podobnie jest zresztą z jego twórczością. Dla Moby’ego bowiem nie istnieją granice, jeśli chodzi o łączenie gatunków. Gospel, blues, dance, chillout, breakbeat i rock – taką mieszankę usłyszymy na 6-tym albumie artysty  promowanym przez aż osiem singli („Honey”, „Run On”, „Bodyrock”, „Why Does My Heart Feel So Bad”, „Natural Blues”, „Porcelain”, „Southside” oraz „Find My Baby”)! Praktycznie każdy z utworów, który pojawił na tym krążku, został wykorzystany w jakieś reklamie lub filmie. Nic więc dziwnego, że skromny Nowojorczyk stał się po jego premierze jednym z najbardziej cenionych artystów końca XX wieku.

The Chemical Brothers – Dig Your Own Hole (1997)

Obok m.in. The Prodigy i Fatboy Slima uznawani są za pionierów big beatu czyli gatunku łączącego muzykę elektroniczną, hip hop i rocka. Wystarczy tylko posłuchać ich drugiego krążka, który perfekcyjnie scala ze sobą dziką energię połamanej perkusji z psychodelicznymi wariacjami dźwiękowymi. Na płycie gościnnie wystąpili Beth Orton („Where Do I Begin”) oraz Noel Gallagher z Oasis („Setting Sun”). Album promowały również  znakomite numery – „Elektrobank”, „Block Rockin’ Beats” i „The Private Psychedelic Reel”.

Leftfield – Leftism (1995)

Debiutancki album duetu Leftfield  to wyjątkowe dzieło łączące w sobie dub, hipnotyczną elektronikę i progresywny house. Zmysłowy „Original” z Toni Halliday (The Curve) na wokalu, electro-rockowy „Open Up”, w którym słyszymy Johna Lydona (Sex Pistols, Public Image Ltd.), a także taneczny „Afro Left” i reggae’owy „Release the Pressure” – to promujące to eklektyczne wydawnictwo single, które pomimo upływu lat, nadal brzmią świeżo.

Fatboy Slim – „You’ve Come a Long Way, Baby” (1998)

Drugie dzieło Normana Cooka to przebojowa mieszanka big beatowych dźwięków, które nawet największego sztywniaka zaprowadzą na parkiet. Nic więc dziwnego, że promowany przez doskonałe single, takie jak „The Rockafeller Skank”, „Gangster Tripping”, „Praise You” czy „Right Here, Right Now” krążek stał się jednym z najpopularniejszych klubowych albumów lat 90., czyniąc urodzonego w 1963 roku producenta i DJ-a wielką gwiazdą muzyki dance.

Faithless – Reverence (1996)

Brytyjska grupa z charyzmatycznym Maxi Jazzem na czele wylansowała wiele tanecznych hitów, które na stałe zapisały się w historii muzyki klubowej. Można do nich zaliczyć m.in. kawałki „Insomnia” i „Salva Mea”. Oba znalazły się na pierwszym studyjnym albumie Faithless, który przypadł do gustu zarówno fanom muzyki dance, jak i miłośnikom bardziej klimatycznych kompozycji. Wystarczy tylko posłuchać romantycznego „Don’t Leave” z Jamie Catto na wokalu, ocierającego się o reggae „Dirty Ol’ Man” czy erotycznie jazzującego „If Lovin’ You Is Wrong”, a przekonacie się, że twórczość Faithless to coś, czego nie da się zamknąć w żadnej kategorii.

Underworld –  dubnobasswithmyheadman (1994)

Mimo, iż większość słuchaczy kojarzy muzyków z utworem „Born Slippy .NUXX”, który znalazł się na ścieżce dźwiękowej do filmu „Trainspotting”, to warto nadmienić, iż grupa zaczynała jeszcze w latach 80. jako zespół tworzący coś na styku synthpopu i rocka. Dopiero po dołączeniu do składu Darrena Emersona, Underworld całkowicie zmieniło swój styl, koncentrując się na tworzeniu specyficznej mieszanki progresywnego house i techno. Efektem końcowym tych muzycznych eksperymentów były takie utwory, jak „Dark & Long”, „Cowgirl”, „Dirty Epic” czy „Mmm… Skyscraper I Love You”, które promowały trzeci album zespołu zatytułowany „dubnobasswithmyheadman”.

Massive Attack – Blue Lines (1991)

Są trzy albumy, które według krytyków muzycznych zdefiniowały trip hop jako gatunek – „Maxinquaye” Tricky’ego, „Dummy” Portishead oraz „Blue Lines” Massive Attack. To właśnie ostatni z wymienionych krążków był pierwszym (ze względu na datę powstania), który zaczęto określać „hip hopem na kwasie”. Choć muzycy nie znosili tego określenia, to doskonale oddaje ono klimat ich dzieła, które stanowi perfekcyjną ilustrację tego, czym żyła ówczesna ulica Bristolu. Mamy tu elementy rapu, dubu, reggae, muzyki elektronicznej i soulu, a wszystko to okraszone specyficznym narkotycznym klimatem. Wśród gości na płycie znaleźli się m.in. wcześniej wspomniany Tricky, Horace Andy i Shara Nelson.

The Prodigy – The Fat Of The Land (1997)

Po mocnym krążku „Music For The Jilted Generation”, przyszedł czas na trzeci album Brytyjczyków, którzy od początku swojej muzycznej przygody konsekwentnie gardzili showbiznesem i wszystkim, co z nim związane. Odmawiali występów w Top Of The Pops, mieli ogromny dystans do prasy muzycznej oraz kultury klubowej. Wszystko, co robili miało służyć wyrażaniu siebie oraz tworzeniu numerów stanowiących idealny materiał do grania na żywo. Od raverów do electro punków – tę przemianę idealnie ukazuje „The Fat Of The Land”, na którym nie znajdziemy przeciętnych tanecznych utworów. To mocna mieszanka punka, połamanych beatów, hip hopu i ostrej elektroniki. Każdy, kto choć raz słyszał „Firestartera”, „Breathe”, „Smack My Bitch Up”, „Diesel Power” czy „Serial Thrilla” wie, o czym mowa.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Elvis Strzelecki
Elvis Strzelecki
W stałym związku ze słowem pisanym od 2011 roku. Domator, miłośnik muzyki, wieczorów przy czerwonym winie, poezji, szalonych lat 90. i kultury rave. Anty-gadżeciarz poszukujący normalności we współczesnym świecie. U innych ceni poczucie humoru oraz dystans do siebie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Jedna odpowiedź do “10 albumów, które wprowadziły elektronikę na listy przebojów”

Dodaj komentarz

Zobacz też

Muzyka

Rosalie: “Ludzie nie przychodzą na twój koncert, żeby powiedzieć ci, że jesteś do dupy”

Jest nadzieja w naszym narodzie. Nadzieja na porządne r’n’b. Gatunek, w którym, mówiąc delikatnie, nie byliśmy najmocniejsi, wreszcie doczekał się znakomitej artystki, która wokalem spokojnie może się mierzyć z Beyonce. Rosalie jeszcze przed wydaniem debiutu słyszała, że ten rok będzie należał do niej. “Flashback” to płyta, której trzeba posłuchać!
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
28 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ