“Anihilacja”: ekologiczny kicz w stylu New Age czy spadkobierca Lema i Strugackich?

5 minut czytania
573
1
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
15 marca 2018
©Netflix

W nowym hicie Netfliksa,”Anihilacji” Alexa Garlanda, mniej znaczy więcej. To umiejętność snucia odpowiedzi na otwarte pytania decyduje o tym, jak będziecie bawić się w trakcie seansu.

Do tej zabawy nie potrzeba pasów bezpieczeństwa ani kuloodpornej kamizelki. Przydaje się za to szkiełko i oko. Gdy pięć bohaterek wyruszy w niepierwszą już ekspedycję po tajemniczej Strefie X na południowym wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, z której – z jednym wyjątkiem – nikt jeszcze nie wrócił, to raczej siła argumentu niż argument siły zagra pierwsze skrzypce. Nie bez kozery każda z kobiet jest specjalistką w swojej dziedzinie; rozumienie flory i fauny przyda się nie mniej niż talent do opróżniania magazynków. Skupisko mutującej energii nieznanego pochodzenia wyzwala przyrodę z jej naturalnych ograniczeń i każe się zastanowić: ki diabeł odwrócił tutejszy ekosystem do góry nogami? Albo raczej: czemu mieszkająca tu matka natura posiada o jedną parę nóg za dużo?

Minimalistyczne sci-fi

Zdradzanie szczegółów na temat rzeczonej Strefy X mijałoby się z celem. To na jej odkrywaniu opiera się cała intryga. Dość powiedzieć, że w tej luźnej adaptacji powieści Jeffa VanderMeera Tarkowski jeszcze raz zwiera się w uchwycie z braćmi Strugackimi, a oddająca głębie ludzkiej psychiki Zona ze „Stalkera” łączy wizualne cechy z Lemowskim oceanem z „Solaris” i błękitno-zieloną Pandorą z „Avatara”. Gatunkowo „Anihilacja” przypomina jednak slasher z „Obcego”… nakręcony przy dźwiękach metronomu pożyczonego z planu „Nowego początku”. Coś niby czyha za rogiem, coś warczy w oddali i przygląda się z ciemności, lecz największy stwór niespiesznie przyczaja się zupełnie gdzie indziej. Wspomnicie „Coś” Johna Carpentera – gdzie zanim nacieszyliśmy oczy krwawymi rzeźbieniami z ludzkich ciał, jakiś obcy głos zaczynał dobiegać z wnętrza samych bohaterów.

Film wpisuje się do grona reprezentantów minimalistycznego sci-fi, w którym spotkanie człowieka z nieznanym (Nieznanym) odbywa się na psychologicznym ringu, w walce na egzystencjalne lęki i słabości. Odwiedziny obcych, złośliwość Boga projektującego krzywozwierciadlany Eden czy zemsta Matki Natury? Nie wiemy, kto za tym wszystkim stoi. Szereg niewiadomych nie wyklucza jednak dyscypliny u Garlanda, który na rozmaitych skalach i płaszczyznach próbuje zrozumieć ludzką potrzebę samozniszczenia. Oto przodujący temat filmu. Łączący funkcję scenarzysty reżyser przechodzi od symbolicznej diagnozy ludzkości z jej niewiele wartymi nauką i technologią, przez interakcje i biografie poszczególnych, wystarczająco żywych i udramatyzowanych postaci, aż do – to nie żart – poziomu niszczejących i odradzających na nowo komórek. Nadobecność kobiet wpisuje się zresztą w ten ironiczny krąg: jako dawczynie życia, Ewy, które trafiły do odwróconego Edenu, muszą mimo wszystko ustąpić sile potężniejszej od siebie.

Ekologiczny kicz?

Ekologiczny kicz New Age? Całkiem być może. W „Anihilacji” przyroda wchłania w siebie niewiele znaczącego człowieka, tak pogrążonego w indywidualnych dramatach i traumach, że życzeniowo dążącego do autodestrukcji. Czy ludzka rasa jest gotowym do wycięcia wrzodem na ciele świetnie radzącego sobie ekosystemu? Wspomnijcie „Ex Machinę” w reżyserii tego samego Alexa Garlanda, w której człowiek przypominał pozujące na mądralę dziecko, a uświadomicie sobie, ile wiary pokłada filmowiec w możliwościach człowieka i w celowości jego dążeń.

Natalie Portman w „Anihilacji” (©Netflix)

U Garlanda ludzie zwyczajowo skazywani są na uległość wobec tego, co sami próbują posiąść i zrozumieć. Nauka z technologią wcale im nie pomaga. Przeciwnie, homo sapiens wydaje się zabawką technologii i parodiującej go przyrody, środkiem do osiągnięcia celu, którego póki co człowiek sam nie potrafi zrozumieć. Gdy zderza się z nieznanym, okazuje się intruzem we własnym domu.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Jedna odpowiedź do ““Anihilacja”: ekologiczny kicz w stylu New Age czy spadkobierca Lema i Strugackich?”

  1. Netflix (a z nim autor) przesadził przypisując sobie produkcję tego pseudo hi-sci-fi gniota w postaci hydrocefalii ukrywanej pod rastaczapką. Pieniążki na film wyłożyło studio Paramount, jednak po kiepskim odbiorze na testowych pokazach zdecydowali się odsprzedać prawa do międzynarodowej dystrybucji Netflixowi. W USA film można obejrzeć w wybranych kinach.

    Zgodzę się natomiast z określeniem ‚ekologiczny kicz New Age’, bo tym właśnie jest ten film: kiepsko osadzony (Natalie Portman jest okropnie drewniana, Jennifer Jason Lee również bez polotu, a Oscar Isaac rozmienia talent na drobne godząc się na udział w czymś tak płytkim), kiepsko poprowadzony, kiepsko udźwiękowiony i kiepsko opowiadający historię wydumaną przez studentów pierwszego roku biologii podczas upalonego maratonu horrorów i Star Treków. ‚Trippy shit’, jak raczył się wyrazić jeden z recenzentów, niepodzielających ogólnego zachwytu nad tym dziełem, niby offowym, bo ani o przygodach superbohaterów ani o Jedi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Opłakujecie niedźwiedzie polarne? Zapłaczcie nad sobą. O „Upadku cywilizacji zachodniej”

Książka "Upadek cywilizacji zachodniej" Erika Conwaya i prof. Naomi Oreskes przypomina rozszerzony prolog do filmowej postapokalipsy w rodzaju "Mad Maksa". Prolog do historii, która – jak twierdzą naukowcy – rzeczywiście może się zdarzyć.
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
2 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ