Bezkrwawe korzenie wojny. Historia ludzkich konfliktów

7 minut czytania
4943
0
Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
11 marca 2018

Skąd wzięły się wojny? Czy ich istotą jest zabijanie? Przez większość dziejów ludzkości, a zwłaszcza u ich zarania, ludzi było zbyt mało, aby nierozważnie szafować życiem, jednak wraz z rozwojem cywilizacji wojna stawała się coraz okrutniejsza i nastawiona na biologiczne wyniszczenie. Czy można od wojny uciec czy jesteśmy na nią skazani?

Według słynnego cytatu z popkultury, wypowiadanego zachrypniętym głosem Rona Perlmana: „wojna nigdy się nie zmienia”.  Te słowa, tak dobrze znane wielbicielom gry „Fallout”, są szczególne, bo jednocześnie całkowicie błędne i całkowicie prawdziwe, a co więcej, prawda i fałsz dotyczą zupełnie innych spraw, niż mogłoby się zdawać. Zmienność wojny nie skupia się na modernizacji wojennych narzędzi, a jej niezmienność wcale nie opiera się na stałej obecności zabijania.

Korzenie wojny

Agresja wewnątrzgatunkowa towarzyszy ludzkości od samego początku, odziedziczona ze świata zwierząt. Jednak wojna, czyli zorganizowane starcia większych grup po to, aby przemocą osiągnąć jakiś cel, to wynalazek cywilizacji rolniczej. Prymitywne formy uprawy, mało wydajne i powodujące szybkie jałowienie gruntów, wymuszały zajmowanie coraz to nowych terytoriów. Jednocześnie zaniechano długich wędrówek, typowych dla myśliwych. Stałe osadnictwo prowadziło do skupiania ludzi na mniejszych obszarach, co zawęziło wybór wolnych terytoriów. Zdecydowanie trudniejsze stało się więc unikanie konfliktu poprzez szukanie sobie nowego miejsca. Przy uprawie zużywano nieporównywalnie więcej wody niż polując, a ograniczona ilość wody w połączeniu z jej niezbędnością, uczyniła ją kolejnym punktem spornym.

W sytuacji, gdy łowiectwo odeszło do lamusa, a wraz z nim pewne umiejętności, brak żyznej, nawodnionej ziemi oznaczał biologiczną zagładę. A gdy gra idzie o najwyższa stawkę, sięga się po naprawdę ostre środki. Społeczeństwa rolnicze, chociaż kojarzone z bukoliczną sielanką, należą do najbardziej agresywnych. Nie bez powodu mówi się, że „chłop żywemu nie przepuści”. Dlatego właśnie zjawisko wojny narodziło się w rejonie Mezopotamii, w dorzeczu Eufratu i Tygrysu, w czasach cywilizacji sumeryjskiej (ok. IV-II tysiąclecie p.n.e.). Na stosunkowo niewielkiej przestrzeni nawodnionych pól żyło tam dużo ludzi, a brak trudnych przeszkód naturalnych oraz rozwój środków transportu czynił wyprawy w celu przejęcia dóbr całkiem opłacalnymi. Zresztą do dziś jest to jeden z najbardziej zapalnych rejonów świata (tam właśnie leży Irak, częściowo Syria i Iran). Otaczające Mezopotamię inne kultury rolnicze, myśliwskie i zbierackie były bardzo prymitywne, miały wolnych terenów pod dostatkiem, nie potrzebowały więc wojny – rzec można, że toczenie wojen wymuszone zostało rozwojem cywilizacji.

Wraz z rozwojem cywilizacji wojna stawała się coraz okrutniejsza i nastawiona na biologiczne wyniszczenie

Wojna się zmienia

To truizm, jednak najczęściej kojarzony z postępem technicznym. A tymczasem największa zmiana dotyczyła  sprawy uznawanej za istotę wojny, czyli zabijania. Wspominana wcześniej agresja wewnątrzgatunkowa świata zwierząt objawia się w starciach o terytoria łowieckie, o miejsce w stadzie oraz dobra ruchome, reprezentowane w tym wypadku przez samice. Jak można zauważyć, takie są również cele ludzkich wojen. Zwierzęce walki nie mają jednak na celu śmierci jednego z przeciwników, nawet jeśli czasem się ona zdarzy. Podobnie działo się z  pierwszymi wojnami. Z założenia były bezkrwawe, stanowiąc coś bliższego kibicowskiej ustawce (zresztą, przypuszczalnie reliktowi zwierzęcych walk) niż masowej rzezi. Zagrożenia ze strony środowiska naturalnego były tak duże, populacja ta niska, że zmniejszanie jej w ramach wyjaśniania sporów, stanowiło rzecz co najmniej nierozsądną. Wyłoniły się zatem rozmaite reguły, naturalne i obmyślone, służące temu, aby starcie nie stanowiło dzikiej napaści, lecz swoisty rytuał wyłaniania zwycięzcy sporu.

Pierwsi wojownicy, podobnie jak ich pierwowzór, czyli walczące zwierzęta, nie mieli osłon przed ciosami, zatem każde nieprzemyślane uderzenie mogło zakończyć się śmiercią lub poważna raną. Jeśli celem starcia jest coś innego niż fizyczna eliminacja, to zrozumiałe, że żaden z walczących woli się na nią narażać. Przed opracowaniem skutecznych osłon materialnych, jedyną osłoną była wzajemna umowa. Zaczęto więc się umawiać na takie a nie inne sposoby zadawania ciosów, wykorzystywanie określonej broni, określone traktowanie pokonanych, czasowe  przerywanie walki… Opracowano też reguły taktyki i strategii, wprowadzające ład do działań zbrojnych i pozwalające przez to zmniejszać straty. Wszystko po to, aby wygranej nie okupić własnym wyniszczeniem.

Jedną z reguł „ograniczających śmiertelność”, które przetrwały najdłużej, było skupianie się w wojnie nie na walce całych armii, ale pojedynkach ich przywódców. Wojska stanowiły przede wszystkich oznakę prestiżu, zagrzewały do walki, a także gwarantowały uczciwy pojedynek. Tak na przykład wygląda oblężenie Troi przedstawione w Iliadzie. Podobnie wyglądała typowa bitwa rycerska, stanowiąca zbiór pojedynków najdzielniejszych wojowników, gdzie śmierć przeciwnika nie stanowiła  konieczności. Przy okazji – bitwa pod Grunwaldem, w której doszło do masakry przeciwnika to już zapowiedź, nowych ponurych czasów, o czym mowa poniżej.

Przez większość dziejów ludzkości, a zwłaszcza u ich zarania, ludzi było po prostu zbyt mało, aby nierozważnie szafować życiem. Cóż po wygranej wojnie, kiedy brakuje rąk do pracy, ojców dla dzieci, kiedy przetrzebiona ludność wytwarza niej dób i odprowadza mniejsze podatki? Nieprzypadkowo określenie „pyrrusowe zwycięstwo” powstało w starożytności. Zasoby ludzkie stanowiły (i wciąż stanowią) jeden z ważniejszych łupów. Podając wojenne korzyści brańców wymieniano jednym tchem wraz z bogactwami i ziemią.

Czasy nowożytne i czasy rewolucji przemysłowej przyniosły jednak nieznane wcześniej tempo przyrostu ludności. Opanowanie chorób oraz łatwiejszy dostęp do jedzenia pomnożyły ludzi, a maszyny zastąpiły człowieka w wielu sytuacjach, w których wcześniej pozostawał niezbędny. Tak oto, pomimo rozkwitu idei humanistycznych, życie ludzkie w praktyce bardzo staniało. Można więc było sobie pozwolić na rzucanie na siebie od razu całych wielkich mas z zadaniem po prostu wzajemnego wycięcia się. Doprowadziło to w końcu do upiornej wojny na biologiczne wyniszczenie, gdzie masowe rzezie stały się po prostu wpisane w formułę prowadzenia działań zbrojnych. Apogeum tego stanowiły wojny światowe. W samej bitwie pod Verdun toczonej w 1916 roku (i nierozstrzygniętej) przez 10 miesięcy zginęło prawie 700 000 ludzi. Pod Stalingradem w ciągu kilku miesięcy na przełomie 1942 i 1943u zginęło grubo ponad milion żołnierzy. Takie hekatomby stanowiły ogromną traumę i poważnie zachwiały równowagą demograficzną (do dziś w Europie jest więcej kobiet niż mężczyzn) – w toczonych obecnie wojnach widać stałą tendencję do zmniejszania się liczby bezpośrednich ofiar starć.

Wojna w ogóle się nie zmienia

U swojego zarania, wojna z założenia nie była śmiercionośna, co starano się utrzymać krępując ją wieloma regułami. I właśnie obecność takich reguł, stanowi od zawsze wyróżnik wojny, odróżniając od bezrozumnej bijatyki, nawet jeśli śmiertelność walczących znacząco wzrosła. Wojna to w zasadzie jeden wielki rytuał a zarazem niezwykle skomplikowane rzemiosło, pełne szczegółowych zasad. To również ceremoniał, pełen obrzędów  (wypowiedzenie wojny, wywieszanie flag, używanie odpowiednich formuł językowych). Prowadzenie wojny wymaga nawet założenia rytualnego ubioru! Mimo różnych wyjątków zwykle utrzymują się różne tabu, na przykład  nietykalność bezbronnych (kobiet, dzieci, jeńców, rannych, czasem wręcz wszystkich cywili) albo świętość czasu zawieszenia broni, lub po prostu odpoczynku. Z walką tylko w  określonych godzinach mamy do czynienia zarówno podczas średniowiecznych bitew rycerskich, jak i powstania warszawskiego!

Przez większość dziejów ludzkości, a zwłaszcza u ich zarania, ludzi było zbyt mało, aby nierozważnie szafować życiem

Detale zasad zmieniają się, jednak idea uporządkowywania trwa niezmiennie, mimo obiegowej opinii o tym, że wojna jest chaosem. Wojna jest swoistym połączeniem konkursu oraz improwizowanego spektaklu, gdzie każda ze stron rywalizuje zgodnie z regulaminem. Improwizując swoją część przedstawienia, trzyma się jednocześnie wytycznych swojej roli. Można zatem przewidzieć posunięcia przeciwnika, odpowiednio się na nie przygotować, wiedzieć też, jak on zareaguje na posunięcia drugiej strony. Wiadomo też, czego na pewno nie zrobi, jako rzeczy sprzecznych z przestrzeganymi w danej kulturze regułami. Co zresztą bywa zgubne, bo jedną z głównych przyczyn klęsk europejskiego rycerstwa w starciach z Mongołami w XIII wieku, stanowiło właśnie to, że obie strony przestrzegały zupełnie innych reguł, typowych dla swoich rodzimych kultur. Mongołowie po prostu robili rzeczy, które rycerstwu nie mieściły się w głowie i na które kompletnie nie umiano reagować. Europejczycy, przywykli do honorowych starć, byli bezbronni wobec ataków prowadzonych całymi oddziałami, pozorowanych ucieczek i innych podstępów.

Przykładem stałej zasady wojennej, chociaż innego rodzaju jest to, że działania prowadzone są przede wszystkim wzdłuż szlaków komunikacyjnych. Wynika to z konieczności przemieszczania dużych mas ludzkich oraz  sprzętu, wojny, bez których nie sposób prowadzić prowadzić konfliktu. Zablokowanie jakiejś trasy albo całkowite jej przejęcie, to więc klucz do zwycięstwa. Przez to niektórych rejonów wojna prawie nie dotyka, a inne regularnie pustoszy. Na przykład Warszawę położoną nad jednym z dogodniejszych do przeprawy miejsc Wisły, pośrodku głównego szlaku Wschód-Zachód, w samej tylko pierwszej połowie XX wieku pięciokrotnie usiłowano opanować zbrojnie, przy okazji niemal znosząc ją z powierzchni Ziemi.

Chcesz pokoju, szykuj się do wojny

Wojna, jak widać, stanowi nieodłączny element cywilizacji, jest wręcz z nią przesycona. W dodatku przewrotnie, chociaż często używa się wobec niej określeń „barbarzyńska”, dzika” rządzi się mnóstwem reguł, pomagających zachować jej elementy najbliższe światu zwierzęcemu, i to, paradoksalnie, wraz z rozwojem cywilizacji stawała się coraz okrutniejsza. Co zaś szokujące, powstała wśród rolników, z racji swych zajęć kojarzonych raczej z szerzeniem życia, niż jego odbieraniem… Czy można od niej uciec? Nawet odrzucenie cywilizacji nic da, poza wystawieniem się na żer cywilizowanych wojowników. Chyba najlepiej po prostu na wszelki wypadek uzbroić się po zęby, przy jednoczesnym założeniu, że przemoc to najbardziej ostateczna ostateczność. Wszak na świecie niewiele jest tak sielsko spokojnych krain, jak najeżona orężem Szwajcaria…

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Maciej Nowak-Kreyer
Maciej Nowak-Kreyer
Z zamiłowania i wykształcenia historyk, z zawodu człowiek pracujący
słowem, z chęci popularyzator historii. Lubi poznawać ją empirycznie
oraz od podszewki, dlatego często wyrusza na prywatne podróże w
czasie. Przy okazji nabył kilka umiejętności nietypowych dla
humanisty, jak strzelanie, walka bronią białą i jazda konna. Miłujący
pokój fascynat wojskowości, zakochany po uszy w międzywojennej Polsce. Jednak mimo wszystko stara się żyć tu i teraz. W wolnych
chwilach miłośnik dobrego kina, mocnego rocka i fantastyki.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

„Oni są martwi, ja dostałem medal”. Supersprawne maszyny zagłady

Rozważania na temat tego, czy to wojna tworzy z człowieka supermaszynę do przetrwania i zabijania, czy tylko wydobywa z niego coś, co było uwięzione w gorsecie moralności, przyzwoitości i cywilizacji, pozostawiam psychologom z tytułami. Nie mam narzędzi ani wiedzy, żeby stawiać takie diagnozy. I chociaż ten rys jest bardzo interesujący, skupię się jednak na czymś bardziej przyziemnym. Na rzeczach niemożliwych, których na polu walki dokonywali bohaterowie mojego cyklu. Jakkolwiek interesuje mnie, co się podczas tych historii działo w ich głowach, tak przecież nigdy się tego nie dowiem, ani nie domyślę. Sami zainteresowani są zazwyczaj w swoich wspomnieniach z tamtych dni…
Radek Teklak
Radek Teklak
23 marca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ