Brakuje lekarzy, terapeutów, miejsc na oddziałach dla dzieci – psychiatria dziecięca w Polsce nie istnieje

9 minut czytania
31233
4

„Moja córka chorowała. Po wyjściu ze szpitala popełniła samobójstwo. Błagam o to, żeby zmienić te szpitale” – napisała do mnie kobieta, która mieszka na drugim końcu Polski. Tyle że nie bardzo jest co zmieniać. Psychiatria dziecięca to coś, czego w Polsce właściwie nie ma. Trzeba ją zbudować, stworzyć od podstaw.

Kilka stołów za gęstą siatką, trochę taką jak wybiegi w zoo – tak wygląda oddział dla dzieci i młodzieży w szpitalu psychiatrycznym na Sobieskiego w Warszawie. Ta jego część, którą widzi się podczas spaceru wokół głównego budynku z oddziałami całodobowymi dla dorosłych. Reszta to korytarz, kilka sal, w nich 28 miejsc, świetny personel.

Dzieci wozi się od szpitala do szpitala

Wiem, że świetny, bo znam ich z konferencji „Nie bój się psychiatry”. Leczy się tu dziewczynki z anoreksji, dzieci po próbach samobójczych, z depresją i innymi problemami psychicznymi. Z tej konferencji pamiętam wystąpienie pani doktor, która opowiadała o zaburzeniach jedzenia u dzieci. O tym jak się tu je karmi walcząc o każde kilka dekagramów. Mózg osób wygłodzonych nie pracuje. Trzeba dziecko podkarmić, żeby móc zacząć z nim rozmawiać, podjąć działania terapeutyczne, bardzo ważne w przypadku tej choroby, jednej z najtrudniejszych chorób psychicznych do leczenia.

Podobała mi się ta pani, podobał mi się lekarz mówiący o uzależnieniach u dzieci. Pomyślałam, że gdyby moje dziecko było chore, chciałabym, żeby trafiło do nich. Co z tego, że dzieci wychodzą na dwór za siatkę jak w zoo i że oddział jest mały i ciasny? We wracaniu do zdrowia najważniejsi są specjaliści, którzy mają doświadczenie w leczeniu, diagnozowaniu, dobieraniu leków i rozmawianiu z chorymi. Byłoby świetnie, gdyby oddział był duży, ładny, żeby dzieci miały tam bibliotekę, świetlicę, salę gimnastyczną, zajęcia z tańca, śpiewu, zajęcia plastyczne, mindfulness, żeby uczyły się gotować, by była taka możliwość, żeby mogła z dzieckiem przenocować mama, przynajmniej przez kilka pierwszych dni. No dobrze, to takie marzenia. Po pierwsze dobry lekarz, troskliwi pielęgniarza, dobrzy terapeuci. Na resztę na razie machnijmy ręką.

Prawda jest taka, że moje dziecko do tych dobrych specjalistów z Sobieskiego najprawdopodobniej by nie trafiło. W tej chwili na oddziale jest 40 dzieci czyli 12 więcej niż miejsc. Część z nich leży na korytarzu bo w salach się nie mieszczą łóżka dla wszystkich. Więcej przyjąć się nie da. Od roku nie zdarzyło się, by na tym oddziale było wolne miejsce. Jeśli coś się zwalnia, przyjmuje się dziecko, które na leczenie czekało w domu, czasem kilka miesięcy. Ostatnio widziałam jak z izby przyjęć odprawiono karetkę, która przywiozła 16-letniego chłopca i jak pół godziny później odesłano mamę, która przyszła z córką. Te dzieci trafiły do Józefowa. Kogo to obchodzi, że mamie będzie je tam trudniej odwiedzać, niż gdyby były bliżej domu?

W innych miejscach w Polsce jest podobnie, dzieci wozi się od szpitala do szpitala lub rodzice walczą o ich zdrowie w domu czekając aż coś się zwolni.

Choroba oznacza pustkę, samotność i brak nadziei

Na konsultację z psychiatrą w przychodni czeka się kilka miesięcy

Z danych podawanych przez dr hab. Barbarę Remberk, konsultant krajową w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, obłożenie w szpitalach wynosi 150–160 proc. W tym roku już na planowane leczenie dzieci nie przyjmuje już szpital Jonschera w Poznaniu. W wojewódzkim szpitalu psychiatrycznym w Gdańsku przyjęto dzieci na oddział dla dorosłych żeby tam czekały na miejsce na takim dla siebie. To wszystko pilne przypadki – przyjęte dzieci w sytuacji zagrożenia ich życia, głównie te, które próbowały się zabić lub w chorobie mają myśli samobójcze.

„Spotkałam panią na konferencji dla psychoterapeutów rok temu. Moja córka wtedy chorowała. Po wyjściu ze szpitala popełniła samobójstwo. Błagam o to, żeby zmienić te szpitale” – napisała do mnie rok temu kobieta, która mieszka na drugim końcu Polski. Niemal codziennie dostaję na Facebooku listy od znajomych i nieznajomych z prośbą o namiar na dobrego terapeutę dla dzieci, na przychodnię, gdzie można pójść na konsultację.

Tyle że nie bardzo mam co odpowiedzieć. Psychiatra dziecięca to coś czego właściwie nie ma – brakuje lekarzy, terapeutów, psychologów, pedagogów, brakuje miejsc na oddziałach dla dzieci, brakuje tych oddziałów. Na konsultację z psychiatrą w przychodni czeka się kilka miesięcy, czasem nawet pół roku. Pozostaje leczenie prywatnie, ale nie każdy może sobie na nie pozwolić.

Jedyne czego nie brakuje to dzieci potrzebujące pomocy

Aby spełnić standardy WHO – powinno być 10 psychiatrów na 100 tys. populacji dzieci i młodzieży. Obecnie jest czterech. Tych faktycznie leczących dzieci jest jeszcze mniej. Mamy w Polsce 400 psychiatrów specjalizujących się w leczeniu dzieci, a zapotrzebowanie to minimum 1500 takich lekarzy. Jedyne czego nie brakuje – to dzieci oczekujące na pomoc. Według policji przez trzy lata o jedną trzecią zwiększyła się liczba nastolatków próbujących odebrać sobie życie. Z badań przeprowadzonych wśród warszawskich gimnazjalistów wynika, że objawy depresyjne ma co piąta 15-latka. Ocena zadowolenia z życia polskich dziewczynek jest najgorsza ze wszystkich uczestników badania dotyczących tego problemu, które przeprowadzano w 42 krajach.

A ile dzieci nie trafia do lekarza choć tego potrzebuje? Mało wiemy o chorobach psychicznych. W większości z nas budzą jedynie paniczny lęk lub litość. Rodzice nie wiedzą, że kiedy dziecko na przykład przestaje spać lub chudnie w zastraszającym tempie to znak, że trzeba zgłosić się po pomoc. Ogromną rolą mediów jest uświadamianie czym choroby są i jak dbać o zdrowie psychiczne i dzieci i swoje.

To jak małą mamy wiedzę o chorowaniu psychicznym niech odda tekst, który ostatnio usłyszała w pracy mama chorego dziecka. – Pani się wykończy, jak pani tak codziennie będzie po wyjściu od nas jeździła do szpitala. Czy nie można oddać córki do jakiegoś zakładu?

Chore dzieci będą chorymi dorosłymi

Ludzie nie zdają sobie sprawy, że we wracaniu do zdrowia bardzo ważna jest obecność bliskich, to, żeby były z dzieckiem. Żeby rodzic siedział obok, podawał picie, czesał, kąpał. Gdy dziecko chore jest na coś innego dla ludzi taka potrzeba bliskości jest oczywista. Chorych psychicznie chcieliby izolować. Niech siedzą w jakimś zakładzie, niech gdzieś ich zamkną i leczą. Cóż, choroba psychiczna kojarzy się nam z tym, co najlepiej odesłać nie wiadomo gdzie, pozbyć się. Wykluczyć ze społeczeństwa chorujących ludzi już wtedy, kiedy są dziećmi. A przecież takie chore dzieci będą wkrótce chorymi dorosłymi. Gdyby leczenie dzieci nastolatków było lepsze ten scenariusz nie musiałby tak wyglądać.

W Budziku prowadzonym przez Ewę Błaszczyk rodzice mogą mieszkać nocować, być ze swoimi dziećmi wybudzającymi, się ze śpiączki. A wiele chorób psychicznych w jakiś sposób śpiączkę przypomina. Człowiek chory chowa się w sobie, swoim świecie i najłatwiej go przekonać do powrotu do nas przez miłość. Tylko jak tu tę miłość dać? To trudne nie tylko dlatego, że w szpitalach godziny odwiedzin zbiegają się z godzinami pracy większości z nas. To trudne także dlatego, że jeśli już dzieciom nawet uda się trafić do szpitala to ten szpital dzieli od domu 100 czy 200 kilometrów. Dużych szpitali jest mało, a nie wszyscy mieszkają w mieście.

Nie brakuje dzieci potrzebujących pomocy

Rodzice są bezradni, nie wiedzą jak rozmawiać z dzieckiem, jak się nim zająć – skoro brakuje lekarzy do leczenia dzieci, to tym bardziej brakuje ludzi, którzy mogliby ich wesprzeć, wytłumaczyć, co robić. A problem dzieci często tkwią w rodzinie. Dobre leczenie to takie, w którym terapią można byłoby objąć i dziecko, i jego bliskich. Chodzi o nauczenie rodziców, żeby pozytywnie motywowali dziecko, nie karmili go negatywnymi informacjami, nie krytykowali, lecz budowali pozytywny obraz. Bo pozytywne podejście wzmacnia dziecko. Ważniejsze od zdobywanej wiedzy jest zbudowanie w człowieku poczucia własnej wartości. A to pozytywne motywowanie w chorobie psychicznej jest bardzo ważne. Bo wzmocnionemu dziecku łatwiej będzie sobie poradzić z wrażliwością, poczuciem, że się do niczego nie nadaje, często towarzyszącemu chorobie.

Leczenie środowiskowe

Rozwiązaniem byłoby leczenie środowiskowe, czyli takie które nie wymagałoby oderwania dziecka od rodziny – na oddziałach, gdzie mogłyby spędzać tylko dzień i wracać do domu, przez lekarzy, którzy mogliby dziecko odwiedzać. Tak, żeby formę pomocy dostosować do potrzeb. Tak, by opanować kryzys nie doprowadzając do zaostrzenia choroby, co wymagałoby pomocy szpitala. Ale w Polsce opieka w środowiskowa dziecka właściwie nie istnieje. Czasem jest pedagog w szkole, czasem pomocy udzieli poradnia psychologiczno-pedagogiczna, działają też poradnie zdrowia psychicznego. W wielu miejscach jednak kolejki do specjalistów są wielomiesięczne.

W zeszłym roku w maju w Warszawie odbył się Pierwszy Kongres Zdrowia Psychicznego, na którym specjaliści, pacjenci, ich bliscy i osoby działające w fundacjach na rzecz osób chorujących psychicznie domagali się wspólnie zmian systemu opieki psychiatrycznej w Polsce, zgodnie z zasadą – nie izolować tylko leczyć. Chodzi o to, żeby pomoc była bardziej zróżnicowana i bardziej dostępna. To ogromnie ważna rzecz. Osoby chorujące psychicznie są najbardziej wykluczane ze społeczeństwa, ujawnienie się i walka o zmiany wymagała od nich ogromnej odwagi.

Wśród osób, które pomagały przy organizacji kongresu znalazła się 14-letnia dziewczynka, Amelia Gruszczyńska. Byłam rzecznikiem tego kongresu i pamiętam, że kiedy organizująca go pani dr Joanna Krzyżanowska–Zbucka powiedziała mi o niej, byłam bardzo poruszona tym, że dziecko chce też o te zmiany walczyć. Pani Amelia, bo tak ją nazywam chociaż jest nastolatką, była leczona na depresję. Prowadzi na Facebooku profil Porcelanowe aniołki, zorganizowała wystawę prac dzieci, ostatnio została zaproszona na spotkanie lekarzy z mediami u rzecznika Praw Dziecka. Jeżeli nawet nie chcemy słuchać specjalistów, że potrzebne są zmiany, posłuchajmy tego dziecka.

Chore dzieci będą chorymi dorosłymi

Plan ratunkowy

Po kongresie, w marszu o godność, pacjenci i ich lekarze zanieśli do ministra manifest zmian, listę problemów psychiatrii i sposobów na ich rozwiązanie. Politycy obiecali się tym zająć. Przy resorcie zdrowia pracuje zespół, który ma przedstawić projekt rozwiązań mający zmienić leczenie dzieci. Ma to być trójstopniowy model opieki: będzie się zaczynał od różnych, niemedycznych form pomocy w środowisku dziecka (dom rodzinny, szkoła), drugim stopniem będzie leczenie ambulatoryjne – w poradniach, a dopiero ostatnim – szpital.

Mają powstać zespoły terapeutyczne, oddziały dzienne, ośrodki dyżurujące całodobowo, które mają przyjmować wszystkich pacjentów w stanie zagrożenia życia. Plan zakłada też wprowadzenie nowego zawodu: terapeuty środowiskowego dzieci i młodzieży. Do jego zadań należeć będą m.in. koordynacja, wsparcie i współpraca ze specjalistami ze szkoły. Chodzi o to, żeby dzieci miały wsparcie także po wyjściu ze szpitala, żeby pacjenci mieli łatwiejszy dostęp do poradnictwa, a nie musieli od razu kierować się do poradni zdrowia psychicznego czy na izbę przyjęć do oddziału całodobowego psychiatrii dzieci i młodzieży. Ale to przyszłość, a kłopot mamy tu i teraz.

To są nadzieje na przyszłość, na tu i teraz – jako konsultant i jako lekarz prowadzący klinikę jestem przerażona tym, co się dziejemówiła dr hab. Barbara Remberk na spotkaniu lekarzy z mediami w biurze Rzecznika Praw Dziecka. To tych słów słuchała Amelia Gruszczyńska, czternastolatka, która walczy by inne dzieci miały łatwiej niż ona. Zbudujmy dobrze system leczenia psychiatrycznego dla niej, dla jej koleżanek, dla kolegów, dla naszych dzieci.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody

Katarzyna Szczerbowska
Katarzyna Szczerbowska
Dziennikarka, doświadczyła kryzysu psychicznego, ma zdiagnozowaną schizofrenię paranoidalną. Od kilku lat działa na rzecz osób chorujących psychicznie. Jest w radzie fundacji efKropka i jest rzecznikiem Kongresu Zdrowia Psychicznego, na którym lekarze i pacjenci walczą o transformację leczenia psychiatrycznego w Polsce z modelu izolacyjnego na środowiskowy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Zdrowie

Polska psychiatria: wszyscy są zgodni, że tak źle jeszcze nie było

Podejście do polskiej psychiatrii przypomina podejście do samych chorych - problem przemilczeć, zamieść pod dywan, a jak znów wypełza, to rzucić krótko: “zmobilizuj się”.
Nika Brassel
Nika Brassel
13 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ