Jak nie wrzeszczeć na (własne) dzieci

Wszyscy wiemy, że to złe. I wszyscy czasem podnosimy głos
6 minut czytania
2932
0

Sytuacji, w których najświętszy człowiek wyszedłby z siebie, jest przy dzieciach mnóstwo, niezależnie od ich wieku. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że dzieci są wymagające, ale także dlatego, że są takie cały czas. Podniesienie głosu jest jednak często kompletnie niekonstruktywne, a może być destrukcyjne. Jak można zapobiec własnemu wybuchowi?

Właśnie przez godzinę sprzątałeś, rodzicu, pokój swoich dzieci, choć już samo wejście tam było sporym sukcesem. W tym czasie twoje potomstwo bawiło się w pozostałych pomieszczeniach. Kiedy już więc zatarłeś z grubsza ślady w kuchni, salonie i przedpokoju, twój trzylatek, patrząc ci w oczy, wysypał na podłogę w kuchni pół torby płatków. A potem poprawił soczkiem. Zakład, że dziewięć razy na dziesięć powiesz wkurzonym głosem: „Następnym razem nie dam ci płatków”, i będzie to w tym momencie najłagodniejsza wersja ciebie?

Sytuacji, w których najświętszy człowiek wyszedłby z siebie, jest przy dzieciach mnóstwo, niezależnie od ich wieku. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że dzieci są wymagające, ale także dlatego, że są takie cały czas. Kiedy masz wyjątkowo męczącą pracę lub uciążliwego szefa, na szczęście nie spędzasz z nimi całej doby. Z uroczymi pociechami – zwłaszcza, gdy są małe – przebywa się bardzo dużo, a do rozmaitych czynności, które trzeba przy nich wykonywać praktycznie ciągle, dochodzi stała odpowiedzialność za ich zdrowie, życie i dobrostan. Nikt by tego nie wytrzymał bez przerwy, nic więc dziwnego, że troszkę nam przepala styki.

Nie dokładaj sobie wyrzutów sumienia

Trzylatek skarcony za rozsypanie płatków oczywiście nie za wiele pojmuje; wykonał właśnie eksperyment, związany być może z dźwiękiem, jaki wydają płatki sypiąc się na podłogę, a może z samodzielnością, tak dla niego ważną na tym etapie życia. A może zwyczajnie wołał o uwagę. I naturalnie podniesienie głosu oraz groźba w tym momencie są kompletnie niekonstruktywne, a mogą być destrukcyjne. Może właśnie niebezpiecznie naginasz łączącą was więź lub podcinasz skrzydła młodemu człowiekowi w jego – na razie niepohamowanym – pędzie do rozwoju. Oczywiście ty to wszystko wiesz i nie chodzi o to, żeby się teraz biczować. Przeciwnie: patrz punkt pierwszy, czyli poprzedni akapit, i przyznaj sobie prawo do słabości. A teraz pogadajmy o tym, jak można zapobiec własnemu wybuchowi.

Pierwsza propozycja, którą zwykle dają sobie rodzice, brzmi: oddychaj. I nawet, jeśli to się wydaje banalne, to często działa. Skupienie uwagi na własnym oddechu sprawia, że, wyszedłszy z siebie, zaraz wracamy z powrotem. Ma to wyjaśnienie naukowe: w stresie nasz mózg traci połączenie z korą nową, czyli tą częścią, która pomaga nam myśleć racjonalnie i zachowywać się po ludzku. Chwila koncentracji pozwala nawiązać to połączenie na nowo. Oddychanie, albo po prostu samo obserwowanie swojego oddechu, to także najprostsza forma medytacji.

Sytuacji, w których najświętszy człowiek wyszedłby z siebie, jest przy dzieciach mnóstwo, niezależnie od ich wieku

Podobny efekt może mieć słynne liczenie do dziesięciu, choć zdarza się, że dziesięć to za mało, szczególnie, gdy we wzburzeniu przelecimy przez tych kilka liczebników jak burza, a wcale nie zdążymy się uspokoić. Według niektórych może to nawet zwiększać naszą koncentrację na przyczynie gniewu, lepiej więc liczyć na przykład trójkami albo setkami wstecz. Autorki bloga mataja.pl proponują w jednym ze swoich postów, żeby zamiast tego zadać sobie jakieś skomplikowane zadanie matematyczne, w rodzaju 254 razy 63. Mnie to co prawda wkurza, ale może komuś pomoże.

Nie otwieraj ust

Monika Szczepanik, trenerka Porozumienia Bez Przemocy, w jednym ze swoich wykładów o złości mówiła, że kiedy ma ochotę krzyknąć albo powiedzieć coś przykrego… po prostu zamyka usta. To proste, genialne i dość często skuteczne. Fajnie, jak nie dokładasz do tego autoagresywnego komunikatu, czyli zamiast: „zamknij się” raczej powtarzaj sobie w myślach: „nie otwieraj buzi”. Z dwojga złego lepiej, żeby rodzic na pół godzinki stał się nieco milczący, niż żeby nadawał komunikaty nieakceptowalne.

Moja ulubiona metoda na wkurzające sytuacje to wyjście z pokoju. Gdy czuję, że zaraz wybuchnę, po prostu opuszczam pomieszczenie. Jeśli mam jeszcze odrobinę zasobów, to idę zrobić sobie kawę, a jeśli nie mam – zamykam się w łazience. Dzieci zwykle wtedy wrzeszczą pod drzwiami, ale mam chwilkę na ochłonięcie i mogę wrócić do nich trochę bardziej opanowana. Oczywiście to działa, gdy nie dzieje się nic niebezpiecznego, nikt nikomu nie urywa głowy, a trzylatek aktualnie nie łapie garnka z wrzątkiem. Jeżeli masz zupełnego malucha, najpierw odłóż go w bezpieczne miejsce. I jeszcze jedno: kiedy czuję, że zaraz zrobię coś głupiego, staram się nie robić nic. Czasem fizycznie cofam się o jeden krok i daję sobie kilka sekund, zamiast ruszać do akcji jak rozjuszona lwica.

Warto też zadać sobie pytanie, czy właściwie jest o co się wściekać. W życiu rodzica jest mnóstwo sytuacji, w których czujemy, że powinniśmy zareagować, bo inni tego od nas oczekują. Tymczasem być może rozrzucanie płatków akurat dla ciebie nie jest problemem i w zasadzie nie ma co się spinać? Może gdzieś w środku masz zgodę na taplanie się w błocie, rzucanie piłką w domu albo jedzenie rękami, albo po prostu chcesz odpuścić w imię uniknięcia awantury? To jest okej. Pomaga też pamiętanie, że za każdym zachowaniem dziecka kryje się jakaś prawdziwa potrzeba, a nie złośliwość czy upór (na przykład jedzenie rękami to ważne ćwiczenie sensoryczne i z motoryki małej, ale może berbeć zgodzi się zamienić makaron na ciastolinę).

Akcja regeneracja

Każda sytuacja stresowa zjada trochę naszej energii, a im ich więcej, tym bardziej kolejne będą męczące i tym trudniej utrzymać nerwy na wodzy. A spinanie pośladów i cedzenie przez zęby też jest męczące. Oczywiście wiele razy uda się znaleźć w sobie prawdziwy spokój i wyluzować, ale, nie oszukujmy się, często jesteśmy jak napięta lina, która tylko cudem nie pęka. Dlatego ważne, żeby w pierwszym możliwym momencie dać sobie trochę psychicznego i fizycznego odpoczynku. To może być kwadrans z ulubioną herbatą, muzyka w słuchawkach albo spacer. Wersja minimum – fajny kawałek muzyczny (trzy minuty), wersja maksimum – duże wieczorne wyjście lub wolny weekend (dużo, dużo minut!). Dopieszczanie się pomaga naładować baterie. A naładowane baterie to większa szansa na łagodność zamiast gniewu, gdy kolejnym razem zdarzy się coś irytującego.

Jest kilka metod pozwalających zapobiec eksplozji

Lawrence Cohen, autor książki „Rodzicielstwo przez zabawę”, w jednym z wykładów mówił też o tym, jak ważne jest wsparcie innego dorosłego. Kiedy masz naprawdę dość, dobrze jest móc zadzwonić do przyjaciółki lub przyjaciela, niebędącego rodzicem twojego dziecka, i po prostu mieć komu powiedzieć, że nie wytrzymujesz. Wygadanie się, wysłuchanie kilku słów wsparcia i zrozumienie życzliwej osoby to rzeczy bezcenne i bardzo kojące.

Pisałam już o tym, jak ważne jest dbanie o siebie, gdy jesteś rodzicem, a zwłaszcza matką (bo to wciąż matki spędzają z dziećmi najwięcej czasu). Wiadomo jednak, że odpoczynek nie zawsze jest możliwy. Dlatego tych kilka prostych technik – skupienie na oddechu, nieotwieranie buzi, krok w tył – może pomóc w zachowaniu spokoju, zwłaszcza, kiedy już wejdą w codzienny nawyk. Na początku to jest trudne, ale z czasem zaczyna być odruchem, a każdy dzień, który uda nam się spędzić w fajnej, nienapiętej atmosferze, napędza do następnego. Oczywiście nikt nie jest idealny i ty także nie musisz. Bycie rodzicem idealnym jest niemożliwe. Bądźmy po prostu wystarczająco dobrymi rodzicami, a przy tym dbajmy tak o nasze relacje z dziećmi, jak i o własny spokój ducha.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Jak nie postępować z nastolatką

Napisałam “nastolatką”, ale zdecydowana większość moich światłych i nabrzmiałych doświadczeniem porad znajdzie zastosowanie również przy próbie nawiązania poprawnych stosunków dyplomatycznych z pozaziemską cywilizacją nastolatków płci męskiej. Po prostu, mimo zaawansowanego wieku i szronu na skroni, całkiem nieźle jeszcze pamiętam jak to jest BYĆ nastolatką. Jest najgorzej.
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
22 czerwca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ