Jare Święto i Wielkanoc. Co z obyczajów dawnych Słowian przetrwało do dziś?

7 minut czytania
5301
0

Od prawieków przełom zimy oraz wiosny był świętowany jako narodziny nowego i śmierć starego. Lunarne święto i początek okresu wegetacyjnego świętowały prawie wszystkie kultury na świecie, w tym również i dawni Słowianie. Nasi przodkowie uroczystość określali mianem Jarego Święta.

Za nami już równonoc wiosenna i początek kalendarzowej wiosny. Nasi dziadowie mają już za sobą Jare Gody, czyli kilkudniowy cykl obrzędowy związany z żegnaniem zimy oraz powitaniem wiosny.

Światło pokonuje ciemność

Nie tylko dawni Słowianie hucznie świętowali wiosenną równonoc. Pora równonocy wiosennej była bardzo ważna dla większości przedchrześcijańskich religii. Jest to moment, w którym dzień ponownie staje się dłuższy od nocy, a światło triumfuje nad ciemnością, co jest niewątpliwie ważnym powodem do świętowania. Podobnie jak w religiach nieobjawionych, tak i w chrześcijaństwie Chrystus, światło, pokonuje ciemność i śmierć poprzez zmartwychwstanie – tak jak symboliczna śmierć Marzanny, bogini śmierci, tworzy miejsce dla Dziewanny, bogini urodzaju i płodności. Choć treść jest inna, daty oraz zasady wydają się takie same lub co najmniej podobne.

Germanie dzień równonocy wiosennej określali mianem Ostary, germańskiej bogini wiosny i płodności. Tą samą boginię Anglosasi określali mianem Ēostre i stąd właśnie językoznawcy wyprowadzają wyraz Easter, angielskie miano Wielkiej Nocy. Podobnych przykładów jest pełno – od staroasyryjskiej Isztar (później zwaną Asztarte) po „współczesnego” nam Jezusa Chrystusa. W końcu podobnie jak przyroda, Chrystus zmartwychwstaje na wiosnę.

 

Wielkanoc a Jare Święto

Pomimo tego, że od tysiąca lat w Polsce rządzi religia chrześcijańska, wiele rytuałów naszych przodków przetrwało do dziś. Podobnie jak Szczodre Gody miały spory wpływ na święto narodzin Jezusa Chrystusa, tak ślady Jarego Święta możemy odnaleźć w tradycji Wielkiejnocy. Nie ma w tym niczego zaskakującego. Szczodre i Jare Gody były najważniejszymi świętami naszych dziadów, ponieważ wiązały się ściśle z odnową, nadejściem nowego roku i cyklu wegetacyjnego, który decydował o życiu i śmierci.

Prasłowiański rdzeń Jarego Święta, „jar”, jest obecny również w imieniu boga Jaryły, który wiązał się krzepkością, surowością oraz siłą i młodzieńczym zapałem. Mianem „jar” określano również porę roku następującą po zimie, zatem wiosnę – budzenie się nowego życia, siła witalna, odrodzenie świata przyrody. Gody oznaczają po prostu rok, w tym przypadku wegetacyjny. Innymi słowy, dawni Słowianie obchodzili nowy rok dwukrotnie.

Choć w Polsce często bardziej hucznie obchodzi się Boże Narodzenie, to właśnie Zmartwychwstanie jest centralnym i najważniejszym wydarzeniem chrześcijaństwa (zainteresowani mogą to sprawdzić w Katechizmie Kościoła Katolickiego). W 325 roku na soborze w Nicei, zwołanym przez Konstantyna Wielkiego, zdefiniowano kwestie doktrynalne Kościoła (jak choćby relacja między Jezusem Chrystusem a Bogiem), potępiono arianizm, ustalono kanon Pisma Świętego, ogłoszono symbole wiary (krzyż i rybę) oraz wiele innych ważnych spraw. Jedną z nich okazała się również data Wielkiej Nocy, którą wyznaczono na pierwszą niedzielę po pierwszej pełni Księżyca. Uczyniono tak w zgodzie z zasadami kalendarza lunarnego, na którym oparty był ówczesny kalendarz juliański. Wielkanoc jest świętem ruchomym i przypada między 22 marca a 25 kwietnia. Po wprowadzeniu kalendarza gregoriańskiego doszło do pewnych zmian, ale zasada ruchomego święta wypadającego zaraz po równonocy wiosennej pozostała do dziś.

Rozwój chrześcijaństwa w Polsce miał charakter inkluzywny i synkretyczny, przynajmniej po upadku reakcji pogańskiej i powstania Macława. Polegało to na przyjmowaniu zwyczajów ludów „zdobytych dla Chrystusa” oraz ich chrystianizacji przy wciąż aktywnej roli folkloru i dawnych wierzeń. Tak stało się również z Wielkanocą, która jak wskazuje powyższy akapit, podobnie jak Jare Gody, jest świętej lunarnym.

Jare Święto w kulturze słowiańskiej

„Jare Święto poświęcone głównie Matce Ziemi w kulturze słowiańskiej stanowi kulminację przypadającego w okresie równonocny wiosennej, kilkudniowego cyklu obrzędowego, związanego z zakończeniem zimy i powitaniem wiosny. Towarzyszące mu obrzędy magiczne miały wnieść do domostw energię i radość życia oraz zapewnić urodzaj i powodzenie na cały rozpoczynający się wiosną rok wegetacyjny. Najbardziej powszechnym i znanym zwyczajem było (symbolizujące przepędzenie zimy) topienie lub spalenie słomianej kukły, zwanej marzanną. Zazwyczaj czyniono to przy szczególnym wszczynaniu hałasu – trzaskaniu z batów, terkocie i klekocie grzechotek, śpiewie i grze na wszelkiego rodzaju instrumentach” – czytamy w broszurze Rodzimego Kościoła Polskiego.

W wierzeniach słowiańskich rytuał witania wiosny dotyczył konkretnych bóstw. Byli to Jaryło oraz Marzanna, oboje związani ze słowiańskim mitem płodności. Jary bóg, Jaryło, Jarowit czy Jarun – takie imiona nosił Jaryło i był czczony w całej Słowiańszczyźnie. Źródła etnograficzne mówią, że atrybutami Jarowita są wianek i kłosy żyt. Boga wyobrażano sobie jako bosego młodzieńca z bujną czupryną w towarzystwie białego rumaka. Jary bóg personifikował cykl wegetacyjny, o czym świadczy jego kolejny atrybut – głowa starego mężczyzny. Według wierzeń należała ona do jego ustępującego poprzednich, starego Jaryły. Tego żegnano symbolicznym pogrzebem latem, po okresie zbiorów, kiedy noc zrównywała się z dniem.

Marzanna i Dziewanna

Każdy z nas z pewnością kojarzy topienie Marzanny. Pamiętam, że w moim przedszkolu również chodziliśmy topić jej kukłę. Podobne pochody organizowane są zresztą do dziś i to nie tylko przez rodzimowierców. To wszystko, co powyżej napisałem o Jarym bogu można swobodnie przypisać również Marzannie. Podobnie jak on, bogini była opiekunem cyklu wegetacyjnego – choć na boku należy odnotować, że patronowała również wyprawom wojennym. Marzanna była utożsamiana ze śmiercią, zimą oraz (być może) całą przyrodą – to trudne do określenia, bo podobnie jak większość słowiańskich bóstw Marzanna ma wiele wcieleń oraz ról. W każdym razie jej symboliczna śmierć, podpalenie i utopienie, tworzy miejsce dla Dziewanny, bogini płodności, rodzącej się przyrody oraz wiosny. Według innej teorii obumieranie Marzanny sprawia, że podobnie jak Jaryło, przemienia się ona w Dziewannę – swoje młodzieńcze i pełne energii wcielenie czczone głównie o tej porze roku.

Gdy udało się już pozbyć Marzanny, nadchodził czas powitania Dziewanny. Mężczyźni rozpalali ogromne ogniska na wzgórzach, których celem miało być przyśpieszenie przyjścia wiosny i słonecznych dni. Zadaniem młodych było zdobycie wierzbowych i leszczynowych witek pokrytych pąkami bazi. Z tego materiału budowano wiechy, które przytwierdzano do dachów domostw. W ten sposób zapewniały ochronę przed rodzącymi się do życia potworami i demonami, a także urokami.

Okres przedświąteczny nasi przodkowie spędzali podobnie do nas. Wietrzono i okadzano domostwa, sprzątano wewnątrz oraz na „obejściu”, prano pościele, szykowano czyste odzienie oraz pieczono wiosenne kołacze. W tej kwestii nic się od tysiąca lat nie zmieniło.

Co ciekawe jeszcze do XIX wieku na ziemiach polskich obchodzono dwa dni zmarłych. Pierwszy był oczywiście w listopadzie, jak nakazywała tradycja katolicka. Drugi przypadał na początek wiosny, a jego celem było oddanie czci duchom przodków, wkupienie się w ich łaski i zyskanie pomyślności na przyszłość.

Ostatni rytuał, o którym warto wspomnieć mówiąc o Jarym Święcie, to zwyczaj sadzenia młodych drzewek, w których korzeniach zakopywano kawałki świątecznego kołacza. Niektóre plemiona urządzały również barwne pochody zwierząt i ludzi za nie przebranych. Szli w nich również młodzieńcy niosący przystrojone gałązki oraz dziewczęta w brzozowych wiankach. Na końcu byli muzykanci, których zadaniem było hałasowanie ze wszystkich sił. Ten hałas miał spowodować pierwszą wiosenną burzę. Wierzono, że ta pierwsza burza to akt miłosny Peruna z Ziemią. Dopiero po pierwszym grzmocie, jakkolwiek by to nie brzmiało, zaczynano prace związane z uprawą roli.

Co z obyczajów dawnych Słowian pozostało w naszej kulturze?

Co nam, współczesnym Słowianom, pozostało po naszych dziadach? Wbrew pozorom – całkiem sporo. Oprócz podobieństw kalendarzowych i topienia Marzanny, najważniejsze są z pewnością pisanki. Jajko to słowiański symbol życia, płodności oraz magicznej siły witalnej (podobnie jak zając). Pisanka, czyli jajko pisane, zapewniała zdrowie i inne błogosławieństwa nie tylko ludziom, ale również zwierzętom. „W tym celu zwykło się np. pocierać nimi chore miejsca lub toczyć po grzbietach zwierząt” – podpowiada cytowane już wydawnictwo RKP. Malowanymi jajkami, zwanymi pisankami lub kraszankami, Słowianie obdarowywali się w czasie obchodów Jarych Godów. Te zwyczaje przejęło chrześcijaństwo i stąd pisanka jest wciąż obecna na naszych stołach.

Kolejnym zwyczajem, który pochodzi z pogańskiej przeszłości, jest składanie sobie wizyt, bardzo często zakrapianych różnej maści alkoholami. W interesie odwiedzanego było obdarowanie wizytujących nie tylko pięknymi pisankami, ale również dobrym (to ważne, zwłaszcza w Wielkopolsce) jedzeniem oraz napojami. Kto nie dochował staranności podczas wizyty, mógł się spodziewać nieurodzaju, chorób oraz odwiedzin słowiańskich demonów – z przerażającymi Biedą i Morową Dziewicą na czele – najbardziej straszliwymi bytami w słowiańskim świecie.

Na koniec należy jeszcze wspomnieć o Śmigusie Dyngusie – również ten zwyczaj to relikt czasów naszych dziadów. Rytuał początkowo polegał na uderzaniu się nawzajem witkami wierzbowymi lub baziami. Mężczyzn biczowano witkami dębu (słowiańskiego symbolu siły), co miało dać im siłę. Kobiety uderzano witkami brzozowymi lub wierzbowymi, które postrzegano jako delikatniejsze, zatem kobiece. W ten sposób wyganiano złe moce, oczyszczano duszę i dodawano siły na cały przyszły rok. Polewano się również wodą, co symbolizowało przypływ płodności związany z wiosną.

Wielkanoc – pogańskie święto?

Co pozostało z tradycji związanych z Jarymi Świętami do dziś? „Równie dobrze można by spytać, które z wielkanocnych tradycji nie mają przedchrześcijańskiej genezy. Większość z nich ma bowiem nasze etniczne, słowiańskie pochodzenie: malowanie jajek będących symbolem odradzającego się życia albo śmigus-dyngus, czyli polewanie się wodą dla oczyszczenia i smaganie wierzbowymi witkami dla pobudzenia sił witalnych. Nie należy również zapominać o symbolicznym przepędzeniu zimy, polegającym na utopieniu w rzece lub spaleniu słomianej kukły zwanej marzanną. Wiele z tradycji tego kilkudniowego cyklu obrzędowego jakim były Jare Gody znalazło odbicie jeszcze w innym wiosennym świecie zaadaptowanym przez chrześcijaństwo, znanym potocznie jako Zielone Świątki. Uroczyste sprzątanie obejść i domostw, dekorowanie ich zielonymi gałązkami, oczyszczanie dymem z ziół, wygaszanie domowych palenisk i rytualne rozpalanie nowego ognia ma również tzw. pogańskie pochodzenie. Zasadniczo, gdyby katolicy w Polsce kiedykolwiek zechcieli zrezygnować z rodzimych, etnicznych, słowiańskich tradycji, to najpewniej zostałoby im tylko szabas świętować” – podpowiada Ratomir Wilkowski, żerca Rodzimego Kościoła Polskiego.

Mówi się, że Wielkanoc jest najbardziej pogańskim ze wszystkich chrześcijańskich świąt i chyba nic w tym dziwnego.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Ratomir Wilkowski: “Rodzime wierzenia nie przestały istnieć 1000 lat temu, jakby ktoś światło zgasił”

Ratomir Wilkowski, żerca Rodzimego Kościoła Polskiego, opowiada na czym polega jego kapłańska funkcja, czym rodzimowierstwo różni się od pogaństwa oraz jak wyglądają współczesne słowiańskie obrzędy.
Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
11 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ