Kasety w złotej dekadzie lat 90.: kradzione zdjęcia, koszmarne fonty, szalone kolory

8 minut czytania
4983
1
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
17 marca 2018

To były czasy wolnej amerykanki: rodzimi wydawcy kaset tworzyli absolutne perełki graficzne, nie przejmując się zbytnio czymś takim jak prawa autorskie. Korzystali ze zdjęć z zachodnich gazet, robili amatorskie grafiki, zmieniali oryginalne okładki. Grafik płakał jak projektował?

Cóż to był za koszmarno-kreatywny czas. Ci, którzy pamiętają lata 90. na pewno sami bawili się w projektowanie swoich kasetowych składanek. Oto krótki autorski przewodnik po wybranych kasetowych kuriozach sprzed lat, z czasów, kiedy na naszych półkach dopiero szykowaliśmy miejsce na płyty CD, a winylami bawili się nasi dziadkowie.

DJ J. Nowak zaprasza do tańca i na bazar

„Minęła dwudziesta pierwsza, hotel Tychy, przed nami kolejna porcja muzyki do tańca, zapraszam na parkiet, na początek techno house. To, co gra się dzisiaj najczęściej i najchętniej w zachodnich dyskotekach: 2 Unlimited ‘Twilight Zone’, strefa mroku, na dobry początek… porcja znakomitej muzyki do tańca, gwarancja dobrej zabawy ze znakiem jakości” – takimi słowami król konsoli podpisany jako DJ J. Nowak rozpoczyna pierwszą część składanki „Disco Torino”. Ta seria kaset z lat 90. jest kwintesencją szalonej kasetowej dekady w Polsce.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Mimo że na świecie za sprawą firmy Philips kasety pojawiły się w obiegu już w latach 60., to w Polsce bum na nie przypadł dopiero na przełom lat 80/90. Zachwycaliśmy się wtedy walkmanem na kasety Marty’ego McFly’a z „Powrotu do przyszłości” albo Julii Roberts z „Pretty Woman”. No, może niektórzy zachwycali się walkmanem Marty (Jowita Budnik) z serialu „W labiryncie”. Kiedy po upadku komuny otworzyliśmy się szerokimi drzwiami na zachód, setki kaset zalało rynki, bazary i łóżka polowe czy tzw. szczęki.

W Gdańsku można było kupić kasety z budki przy dworcu PKP, we Wrocławiu na placu Solnym, a w Warszawie w Dziupli na Ząbkowskiej albo na stadionie dzisiaj nazywanym PGE Narodowym. Oczywiście zdarzały się oryginały, ale prym wiodły kuriozalne wydawnictwa pirackie firm o zagranicznie brzmiących nazwach: Brawo, As, Top Music albo Europa. Czasami na kasecie w ogóle nie można było znaleźć nazwy wydawcy.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Sandomierz czyli San Remo

Zacząłem od serii „Disco Torino”, bo to kultowa, przynajmniej dla fanów italo disco, seria kaset. Dla firmy o kosmicznej nazwie Laser Music z Chorzowa przygotowywał ją DJ Janusz Nowak. Może nie był wtedy tak popularny, jak na przykład Bogdan Fabiański, ale na południu Polski i wśród fanów italo disco DJ Nowak był ważną postacią. Na jednym forum znalazłem informacje, że był rezydentem gliwickiego klubu Brawo, prowadził również kącik muzyki dance podczas listy przebojów Radia Katowice i różne programy muzyczne, m.in. dla TVP Katowice.

Dla Laser Music zrobił niemal sto kompilacji. Najsłynniejsza to właśnie „Disco Torino”. Warto od razu powiedzieć, że prezentował na niej nie tylko przeboje italo disco, bo można było tam usłyszeć również hity Metalliki czy Michaela Jacksona.

Użyłem tu słowa „prezentował” nie bez przyczyny. DJ J. Nowak faktycznie prezentował kolejne utwory, jakby stał za konsolą w dyskotece przed tłumem tancerzy. Zapowiadał kolejne numery, tłumaczył nawet ich tytuły (mój ulubiony przykład: „Metallica i ‘Nothing Else Matters’, czyli nic nie jest ważne”). Mało tego, żartował między nimi, sam podśpiewywał, dodawał dźwięki. Uwielbiam go! Oto kilka próbek mistrza dyskotek:

„Szczęśliwa piosenka dla szczęśliwych ludzi, krótko mówiąc Ken Laszlo”.

„I dalej proste melodyjne piosenki, łatwe do nucenia i śpiewania, czyli italo disco. I jeszcze jedna nowość z Włoch, Cherry i ‘Baby, baby’, to już wiem dlaczego nazywa się Cherry, jest bardzo słodka”.

„Al Bano & Romina Power, cichutko, cichutko, piano more mio… numer jeden festiwalu w Sandomierzu, czyli San Remo”.

„Mili państwo, no cóż, przywitałem dziś państwa bardzo romantycznie, wiosennie i tak też państwa pożegnam, romantycznie i wiosennie. Dokładnie tak samo jak pół godziny temu. Ty i tylko ty, piosenka w sam raz na wiosnę”. A w tle polska wersja przeboju Savage „Only You”.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Zdjęcie ładnej pani i (cztery) litery

Ale ok, miało być przede wszystkim o okładkach. Niestety twórcy wielu perełek graficznych z dekady lat 90 się nie podpisali. Z serią „Disco Torino” jest inaczej. Na kasetach można przeczytać, że za „opracowanie graficzne i montaż komputerowy” odpowiada krakowskie studio grafiki komputerowej Olechowski. No, ten montaż komputerowy nie był jakiś skomplikowany, ot zdjęcia ładnej pani i litery. Chociaż fakt, takie liternictwo wymagało odwagi.

Przegląd okładek dobrze pokazuje modę tamtych lat, czy raczej co królowało w niemieckich katalogach wysyłkowych. Zdarzało się, że panie występowały na zdjęciach w bikini, ale zasadniczo były całkiem ubrane. Tak jak panowie, tak, tak, oni również pojawiali się na okładkach „Disco Torino”.

Niektóre z części miały określoną charakterystykę. Z okładki można się było dowiedzieć, że jest to część poświęcona techno, reggae albo erotic songs. Zdarzało się, że serię podrabiali inni wydawcy, dlatego Laser Music umieszczał na swoich kasetach notkę informującą, że tylko oni posiadają wyłączność na dystrybucję serii z prezenterem J. Nowakiem, a za wskazanie osób nielegalnie rozpowszechniających kasety firma przeznacza nagrodę pieniężną. Niestety nie napisali ile według nich znaczy „wysoka”.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Mam wiele podróbek lub innych „autorskich” serii z przebojami, które powalają graficzną pomysłowością. Najczęściej zdarzało się, że na okładce wzrok przyciągała goła pani albo jakiś luksusowy samochód, ewentualnie efektowna grafika. Chociaż może efektowna to nie jest najlepsze słowo do tego, co widać na zdjęciach. Jest tu również podrobiona wersja „Disco Torino” z dopiskiem „erotic”. Nie wiem skąd wydawcy brali te roznegliżowane zdjęcia, ale chyba musiały się dobrze sprzedawać, skoro pasowały do przeróżnych składanek od „Euro Disco”, przez „The Best Of Italo Disco”, po „Disco 89/90”.

Kiedy jednak trzeba było sprzedać składankę „Romantic Hits Classic” wydawca na okładkę wrzucał zdjęcie zamyślonej pani siedzącej w atłasowej pościeli. Inny wydawca do kasety „Przeboje lat 80-tych, romantic hits” dodał zdjęcie pani widzianej od tyłu, w zasadzie zdjęcie jej pośladków. A kiedy wychodziła składanka „Best Of Italo Dance” szalone laserowe napisy umieszczał na fladze Włoch.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Samoróbki, złote logotypy i walka z piractwem

Najbardziej jednak podobają mi się samoróbki oparte na zdjęciach wyciętych z niemieckich gazet. Czasami jest na nich nawet kawałek jakiegoś tekstu albo autografy członków zespołu. Na fotografii zobaczycie również projekty „własne” wydawców ze zdjęciami w ogóle nie powiązanymi z płytą. Do muzyki ze znakomitego serialu „Crime Story” niepodpisany wydawca dołączył okładkę ze zdjęciem piersi tuż nad szykownym drinkiem z parasolką. Nie za bardzo rozumiem również zdjęcie na okładce soundtracku do „Miasteczka Twin Peaks”, ale widocznie w twarzy pani w okularach słonecznych autor widział więcej niż ja.

Bardzo lubię okładki wydawcy o dostojnej nazwie Times Records. Mają bowiem charakterystyczny znaczek, który chyba miał pokazywać, że to kasety legalne. A obok złotego, a jakże logo, wydawca szaloną czcionką umieszczał nazwę wykonawcy i tytuł płyty.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Właśnie, a propos legalności. Takie kasety też się pojawiały, ale ich wydawcy często również byli na bakier z grafiką i logotypami. Cała odnoga disco polo była chyba na bakier z grafiką, ale jak można zobaczyć na załączonym obrazku nie tylko. Wydawca Digiton niespecjalnie powalił okładką kasety do muzyki z filmu „Uprowadzenie Agaty”. Tak jak Wifon wydając piosenki Piccolo Coro Dell’ Antoniano. Na tej okładce górę wzięli sponsorzy: Pewex, Express Wieczorny, Orbis, Lego czy Mars. Oj grafik, jeżeli taki w ogóle był, chyba bardzo płakał.

Na kilku kasetach widać charakterystyczne hologramy z logo ZPAV, które miały pomóc w walce z piractwem. Chyba taki Kazik Staszewski może najlepiej powiedzieć, jak się to nie udawało.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Zabawy z grafiką

Kreatywność graficzną w narodzie najlepiej widać po zestawieniu tych samych albumów jednego wykonawcy, ale wydanych przez różne wydawnictwa. Na przykład Depeche Mode i ich znakomity album „Music For The Masses” z połowy lat 80. Mam oryginał z hologramem, książeczką z tekstami i wszystkim co potrzeba. Ale mam też dwie inne wersje. Jedną wydaną przez tajemniczą firmę AS. Tutaj okładka z grubsza odpowiada oryginałowi. Jest jednak jeden szkopuł, zabrakło dwóch piosenek z albumu.

To jednak i tak nic, w porównaniu z tym, co przygotował wydawca Europa. Tu, nie dość, że pobawił się grafiką, to jeszcze walnął tyle byków w tytułach piosenek, że chyba angielski poznawał dopiego przygotowując tę okładkę. Piosenkę „Pleasure, Little Treasure” podzielił na dwie, „Pleasure” i „Little Treasure”. Z kolei z dwóch, „Sacred” i „Little 15”, zrobił jedną: „Sacred Little 15”. Do tego jedną piosenkę wpisał na innej stronie, niż jest w rzeczywistości. Chyba ktoś tam się bardzo spieszył z wydaniem, ale w końcu na kasecie widnieje napis „Europe-Music-Express” więc nie ma się co dziwić.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Drugi przykład, soundtrack z kinowego przeboju „Dirty Dancing”, który każdy wychowany w tamtej dekadzie widział pewnie ze 20 razy. Mam wersję popularnego wydawcy Takt Music, w zasadzie odpowiadającą oryginałowi. Swoją wersję przygotowała również firma Audio Max. Do oryginalnej okładki dołożyła ramkę, bardzo częste w tamtej dekadzie, oraz dodatkowy napis, żeby nie było wątpliwości: Dirty Dancing. Ale mam też kasetę, której okładkę stanowi wycięty kawałek z okładką z jakiejś gazety.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Żeby było jasne. Zabawy grafiką dotyczyły nie tylko wydawców kaset z muzyką. Zobaczcie dwa przykłady gier komputerowych wydanych przez LK Avalon. To oryginalne gry na komputer Atari Xl/Xe. Na okładce wykorzystano jakieś kuriozalne, nieostre zdjęcia.

Na kasetach ukazywały się również przeróżne kabarety, bajki, ale także przemowy i wystąpienia. Tak, jak na załączonych podziemnych kasetach Solidarności. Tutaj brak inwencji graficznej i powielaczowa estetyka nie dziwi.

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Śmieję się tu trochę, ale przecież sam również „projektowałem” okładki swoich kaset. Zresztą kto tego nie robił. Dzieliłem je na własne autorskie projekty do oryginalnych kaset oraz własne składanki. Okładki przygotowywałem z tego, co było pod ręką. Widoczny na zdjęciu Phil Collins powstał ze zdjęcia z gazety Bravo i liter z szablonu. W środku książeczki tytuły pisałem na maszynie pożyczonej od babci. Ta, maszyna, nie babcia, posłużyła mi też do opisania wielu własnych składanek. Eh, cóż to była za kolekcja…

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

A takie piękne kasety lądowały na specjalnych stojakach z naklejoną taśmą (gęsią skórką) i opisem, jak te na zdjęciu. Albo alfabetycznie układało się je na półce czy w szufladzie. No, kto tak nie robił?

Kasety z kolekcji autora (fot. Wojciech Przylipiak)

Dziś, o dziwo, mimo że kasety nie doczekały się takiego come backu jak winyle to wciąż są wydawane. Najczęściej przez niszowe labele. Tu już z grafiką jest dużo lepiej. Ale w sumie wszystko po latach 90. w kasetowej grafice jest lepsze.

***

Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl

Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
Dziennikarz, przede wszystkim muzyczny. Zbieracz zabawek, komiksów i innych przedmiotów z epoki Commodore i Składnic harcerskich. Wszystko trzyma w domu - nie jest łatwo. Prowadzi bloga Bufet PRL.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Powiew kolorowego Zachodu i przedwczesny wytrysk, czyli gazety dla młodzieży, które kiedyś czytaliśmy

Sylwetki gwiazd, listy od czytelniczek i czytelników, teksty piosenek, komiks lub fotostory – gazety młodzieżowe od dekad mają podobny układ. Tak było z czasopismami popkulturowymi w PRL-u i tak było z magazynem "Bravo", który właśnie zniknął z kiosków.
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
8 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ