Miłosierdzie kończy się na zarzyganej wycieraczce, czyli niełatwo jest pomagać bezdomnym

3 minuty czytania
1532
4
Nika Brassel
Nika Brassel
6 marca 2018

Ktoś wpuszcza bezdomnego na klatkę schodową, daje mu ciepłą herbatę i pozwala zostać na noc. Kto inny musi po nim sprzątać i dzieli się publicznie swoim niezadowoleniem z tego faktu. Jeszcze inni urządzają festiwal oburzenia, oskarżając autora ogłoszenia o brak empatii. Tak w kilku zdaniach można streścić aferę z bezdomnym, która zaczęła się na warszawskich Kabatach, ale rozmachu nabrała dopiero w internecie.

Fotografia przedstawia kartkę, jaką lokatorzy bloku wywiesili po tym, jak musieli posprzątać po wizycie bezdomnego pod ich drzwiami. Być może, gdyby darowali sobie trącący roszczeniowością ton, albo gdyby to nie zdarzyło się na warszawskich Kabatach, tylko na łódzkich Bałutach, nie byłoby tematu. Niestety, zdarzyło się to w okrutnej, nowobogackiej dzielnicy Warszawy, tam, gdzie kraina wściekłych SUV-ów, grodzonych osiedli, drogiego metrażu i korporacyjnych rozczarowań życiem i całą resztą. Czyli można linczować, bo się nuworysz nie wykazał empatią.

Zdjęcie pochodzi z postu Weroniki Kostyrko, zamieszczonego na Facebooku

Sprzątanie cudzych rzygów z własnej wycieraczki

Wiecie co wam powiem? Kiedy czytam pełne oburzenia komentarze moich znajomych, że jak tak można, że trzeba być bez serca, albo jak spotykam się z kipiącymi sarkazmem żarcikami, to odczuwam irytację. Dlaczego? Bo mam wrażenie, że miłosierdzie owych sarkastycznych oraz tych oburzonych skończyłoby się tam, gdzie zaczęłoby się sprzątanie cudzych rzygów z własnej wycieraczki.

Jestem dzieckiem z dość parszywej dzielnicy. Powiem tyle, nie ma tu szlabanów, w niektórych kamienicach po sąsiedzku nie ma nawet drzwi i okien. Nie mamy ładnych placyków zabaw, bo zamiast dzieci na podwórzu siedzą bezdomni. Czasami zagają “szefowo, a nie wyrzucacie jakichś puszek?”. Generalnie żyją w rytmie wyznaczanym przez skup złomu, sklep monopolowy, tramwaje (bo tam można odsapnąć, albo ogrzać się, spotkać kogoś znajomego, przespać się chwilę), oraz pory roku. Latem leżakują na starych kanapach, a zimą chodzą po klatkach schodowych.

Noclegownie? Owszem, po drugiej stronie ulicy jest schronisko Brata Alberta. Jego mieszkańcy to inna kasta bezdomnych. To jest wyższa kasta bezdomności. Ci z Alberta wychodzą do słabo płatnej pracy, próbują wrócić z pustyni społecznego wykluczenia. Nie wracają do schroniska będąc pod wpływem alkoholu.

Są jeszcze przytuliska. Jak bezdomni mają szczęście, to zimą się tam zmieszczą i przetrwają mroźną noc.

W schroniskach dla bezdomnych panują twarde zasady – nie bez powodu

Dziś wpuścisz pana, a jutro już nie?

Wracając do klatki schodowej. I tych biednych bezdomnych. Życie na Trójkącie leczy z empatii i wiary w rozwiązania systemowe. Pod drzwiami mojego rodzinnego mieszkania bezdomni sypiali nie raz i nie dwa. Zdarzało się, że gdy mój narzeczony wychodził do pracy o 4:00 rano na pierwszą zmianę, zastawaliśmy morze uryny, a w nim cuchnącego tanim winem pana bezdomnego, który był na tyle pijany, że nawet po półgodzinnym oczekiwaniu na interwencję policji, nie był w stanie jakkolwiek oprzytomnieć. Zdarzało się, że wracałam z dziećmi ze szkoły i już o godzinie 17:00 trzeba było przez takiego pana bezdomnego, biedaczka zmarzniętego, pachnącego niczym miejski szalet, przeskakiwać. Nasza klatka schodowa była zasikiwana i zarzygiwana. Zasada niewpuszczania nikogo po 22:00 nie sprawdzała się, bo zawsze czyjaś empatia była silniejsza.

Z tym, że zawsze brakowało chętnych do sprzątnięcia klatki schodowej. Nie mówię już o braku poczucia bezpieczeństwa.

Nie twierdzę, że każdy bezdomny to alkoholik, nie chcę też, byście myśleli schematem “wystarczy przestać pić i wziąć się do pracy”, bo to nie jest takie łatwe. Nie chcę jednak, byście tak żwawo i bezrefleksyjnie śmieszkowali z każdego, kto nie jest zachwycony obecnością pana bezdomnego na klatce schodowej. Pachnie to też zagłuszaniem sumienia. Co zrobisz, gdy ten sam bezdomny wróci jutro, pojutrze, za tydzień? To nie jest mały kotek, którego sobie weźmiesz do domu, odrobaczysz i przysposobisz. Dziś wpuścisz pana, a jutro już nie? Dziś mu nie dasz zamarznąć, a jutro, jak wróci wyczuwszy dobre serce, to już nie, bo jednak trochę to denerwujące? No właśnie. Pomaganie osobom wykluczonym jest znacznie trudniejsze. Empatia musi mieć tu wsparcie rozumu i, niestety, pomyślny układ systemowych rozwiązań. Ale to temat na dłuższą debatę. Jeśli macie doświadczenia i wiedzę, piszcie do redakcji, albo po prostu – komentujcie tutaj. Zapraszam.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Nika Brassel
Nika Brassel
W poprzednim życiu dziennikarka i pisarka, podróżniczka i matka dzieciom, teraz po prostu autorka, hobbystycznie podejmująca intrygujące tematy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Zupa na Plantach – nie karmią i nie stawiają warunków. Ciepły posiłek jest tylko pretekstem

Serwowali już meksykańską, kapuśniak, ale też bigos. W ich menu zdarzył się też Mickiewicz i jeszcze więcej mobilnej literatury. Wypuścili również instrukcje szycia czapek i zbierali buty – nie tylko dla krakowskich potrzebujących, ale też dla dzieci z Ukrainy. Co tydzień wspólnie kroją marchewkę i przygotowują ciepłe ubrania, buty czy kosmetyki. Potem jadą na Planty. Nikogo nie karmią. Nie o samo podanie zupy im chodzi, a o człowieka.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
14 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ