Niedojrzali mężczyźni, zakapturzona młodzież, gotyk i folk – czego boją się Brytyjczycy?

9 minut czytania
636
0
Rafał Christ
Rafał Christ
12 marca 2018
©Momentum Pictures

XXI wiek okazał się bardzo łaskawy dla brytyjskiego kina grozy. Nowe millenium przyniosło ze sobą odważnych, niebojących się eksperymentów twórców, a co za tym idzie, pojawiły się nowe formuły i nurty, dzięki którym horrory z Wielkiej Brytanii ponownie zyskały uwagę fanów z całego świata.

Ambiwalentna? Niejednoznaczna? Pełna wzlotów i upadków? Trudna miłość? Żadne z tych określeń nawet w połowie nie oddaje skomplikowania relacji Brytyjczyków z horrorem. To oni wyznaczyli drogę literatury gotyckiej, dającej początek grozie. Na polu kina przodowali jednak Amerykanie. I kiedy potwory Universalu znudziły się publiczności, a Hollywood zwróciło się w stronę science-fiction i kosmitów, fani gatunku z nadzieją spojrzeli na wyspy i wytwórnię Hammer Film Production, odpowiadającą za wskrzeszenie monstrów pokroju Draculi.

Horror, twój wróg

Hammer odcisnął piętno na kinie grozy, ale żywot wytwórni nie trwał długo. Skończył się w latach 70. ubiegłego stulecia. Ostatnim wyprodukowanym przez firmę przedstawicielem gatunku (przed ich powrotem na rynek w 2008 roku) była „Córka dla diabła” z 1976 roku. A niedługo później, bo w pierwszej połowie kolejnej dekady, wybuchła panika związana z tzw. video nasties, czyli dreszczowcami z różnych krajów wydanymi w Wielkiej Brytanii na kasetach wideo, które za sprawą prezentowanej w nich przemocy i nagości stały się celem krytyki zarówno prasy, jak i organizacji religijnych i polityków. Kino grozy zyskało status wroga publicznego numer 1 i było obwiniane o deprawację młodzieży. W 1984 roku zakazano prawnie dystrybucji kilkudziesięciu filmów.

Krajowe produkcje należące do gatunku zostały zesłane do niszy. Poza kilkoma wyjątkami sprowadzały się do koprodukcji bądź amatorskich i niskobudżetowych filmów. Lata 90. nie przyniosły znaczących zmian. Sprawę pogorszyło popełnione w 1993 roku przez dwóch dziesięciolatków morderstwo. Ich ofiarą padł dwuletni James Bulger. Sprawcy rzekomo inspirowali się „Laleczką Chucky 3”. Krucjata przeciwko horrorom rozpoczęła się na nowo.

Nowe millenium, nowa groza

Pod koniec 2001 roku ukazała się monografia „British Horror Cinema” pod redakcją Steve’a Chibnalla i Juliana Petleya, w której reżyser Richard Stanley zapowiadał całkowitą śmierć angielskiego kina grozy. Nieodżałowany twórca twierdził, że wszyscy parający się gatunkiem posiadający jakikolwiek talent, wyemigrowali do Hollywood. Na szczęście jego przewidywania okazały się dalekie od prawdy, bo wraz z końcem XX wieku pojawiła się nowa nadzieja dla brytyjskiego horroru.

Niedługo po publikacji„British Horror Cinema”, już w 2002 roku, na ekrany kin wszedł jeden z najpopularniejszych angielskich horrorów XXI wieku, czyli „28 dni później” Danny’ego Boyle’a, a także „Dog Soldiers”, które zapoczątkowało karierę reżysera Neila Marshalla. Produkcje te sygnalizowały nadejście renesansu brytyjskiego kina grozy i dały początek najbardziej płodnych pod tym względem lat tamtejszej kinematografii od czasów złotej ery Hammer Films Production.

Jak policzył MJ Simpson, w samym 2017 roku Brytyjczycy mogli zobaczyć łącznie z krótkimi metrażami ponad sto rodzimych filmów grozy. Brał on pod uwagę produkcje dystrybuowane w kinach, na DVD, platformach VOD czy po prostu wrzucone na YouTube. Osiągnięcie tak imponującego wyniku było możliwe za sprawą twórców, którzy znaleźli sposób, aby opowiadać o rzeczywistości Zjednoczonego Królestwa, biorąc ją w horrorowy nawias, a nieraz korzystając również z innych gatunków. W nowym millenium wykrystalizowały się formuły przystępne dla zagranicznego widza, choć jednocześnie na wskroś brytyjskie.

Zombie, homoseksualne wampirzyce i wkurzone kanibalki

Kierunek jednemu z cyklów nadał popularny „Wysyp żywych trupów” z 2004 roku, który przy budżecie przekraczającym nieco sześć milionów dolarów, zarobił ich na całym świecie ponad 30. Jak wynika z danych UK Film Council (UKFC) w latach 2004–2010, większą część widzów filmów grozy stanowili mężczyźni. Edgar Wright swoim horrorem komediowym zaproponował nowe spojrzenie na męskość, które było inne niż w produkcjach głównego nurtu i sfeminizowanych komediach romantycznych pokroju „Bridget Jones”.

Fabułę „Wysypu żywych trupów” można opisać jako przygody dwóch bohaterów, którzy nagle muszą zmierzyć się z apokalipsą zombie. Żarty są proste, a nieraz nawet prostackie. Nie brakuje też brutalnych scen z pogranicza gore. Wszystko to składa się na zaprezentowanie ziszczonych chłopięcych fantazji pragnących uciec od odpowiedzialności dorosłych.

Jednakże w tym wypadku twórcy nie zapomnieli o wabiku na kobiety. Film reklamowany był jako „Komedia romantyczna. Z zombie”. Główny bohater w miarę rozwoju akcji pozbywa się atrybutów niedojrzałości (chociażby rzucając winylami w żywe trupy) i dorasta, odzyskując utraconą przez brak odpowiedzialności kobietę. Tajemnica komercyjnego sukcesu „Wysypu żywych trupów” leżała więc w krytykowaniu zdziecinniałej męskości.

O wiele bardziej na samej ucieczce od dorosłości skupione są filmy, które pojawiały się na fali popularności produkcji Edgara Wrighta. Mowa przede wszystkim o „Doghouse” czy skierowanym od razu na DVD „Lesbian Vampire Killers, czyli noc krwawej żądzy”. W pierwszym z nich grupa przyjaciół wybiera się na wycieczkę za miasto, do wioski, w której chcąc uciec od codziennych problemów, mają zamiar jedynie pić i podrywać dziewczyny. Na miejscu okazuje się jednak, że na tej prowincji nie ma już mężczyzn, a same kobiety zostały zamienione w, jak nazywa je jeden z bohaterów, „wkurzone, nienawidzące facetów feministyczne kanibalki”.

Główni bohaterowie reprezentują różne grupy. Mamy tutaj fana komiksów Matta, rozwodzącego się Vince’a, mięczakowatego Mikeya, homoseksualistę Grahama i przechodzącego kryzys wieku średniego Patricka. Dowodzi nimi Neil – obrońca męskich wartości. Moodley, czyli miejscowość, do której się udają, sprawia wrażenie ziemi obiecanej, gdzie nie obowiązują zasady progresywnego społeczeństwa, dzięki czemu mężczyźni nie są marginalizowani. Prawda okazuje się inna i w trakcie swego pobytu panowie będą musieli znaleźć sposób, aby zabić albo kontrolować chcące ich pożreć kobiety.

Te krwiożercze panie mają symbolizować radykalne feministki. W „Doghouse” parodiowane są genderowe stereotypy, w czym przejawia się jego samoświadomość. Jest to kino rozrywkowe z mocną autorską pieczęcią Jake’a Westa, reżysera stającego w obronie mężczyzn próbujących odnaleźć się w świecie rządzonym przez kobiety. Siła tego horroru komediowego tkwi w zniuansowanej, ironicznej i brutalnej fantazji na temat męskości.

I chociaż „Doghouse” pełny jest świńskich żartów, a z ekranu bije wszechobecny seksizm, to na tym polu przoduje jednak „Lesbian Vampire Killers”. Grający Fletcha James Corden określił ten film mianem „Wysypu żywych trupów z cycykami”. Reżyser czerpie ze spuścizny Hammer Film, wykorzystując motywy z produkcji pokroju „Lust for a Vampire”, aby serwować coraz bardziej niewybredne żarty. Uwaga jaką zyskała produkcja zrealizowana z myślą o rynku DVD przerosła najśmielsze oczekiwania twórców, w pewnych kręgach zyskując status kultowej. Twórcom nieraz zarzucano mizoginizm i wulgarne poczucie humoru. Jednakże należy oddać im sprawiedliwość, że prezentując niedojrzałych bohaterów męskich, wyśmiewają ich postawę.

Zakapturzone niebezpieczeństwo

Od lat 90. XX wieku brytyjskie media notorycznie podejmowały temat bezrobocia, społecznej deprawacji, młodzieńczych gangów i przemocy domowej. Znalazło to swoje odbicie w kinie różnych gatunków. W grozie wskazuje się na połowę pierwszej dekady nowego millenium, kiedy to rozpoczął się cykl hoodie horrors, skupiających się na przestępstwach popełnianych przez młodych ludzi pochodzących z niższych sfer. Za pierwszy film nurtu uznaje się „Wielką ekstazę Roberta Carmichaela” z 2005 roku. Głównie ze względu na statyczną, kilkunastominutową scenę finałową, gdzie pokazano gwałt i morderstwo dokonane przez trójkę nieletnich z rodzin robotniczych.

Ikoną nurtu są zakapturzeni młodzi ludzie. Hoodie to nazwa bluz z kapturami, które na początku XXI wieku w Wielkiej Brytanii były uznawane za atrybut odróżniający noszące je osoby od większości społeczeństwa. Stały się znakiem agresywnego nastawienia młodzieży i poddania stereotypom dotyczących młodocianych przestępców oraz upadku moralności. W wielu filmach należących do cyklu już w pierwszych scenach zapowiadane jest nadchodzące z ich strony niebezpieczeństwo. W „F” z 2010 roku za sprawą starcia nauczyciela z uczniem, a w „Heartless – W świecie demonów” z 2009 roku poprzez wiadomości oglądane przez bohatera.

W obu przywołanych filmach młodzi zakapturzeni ludzie portretowani są jako pozbawieni wartości moralnych. Pojawia się w nich pierwiastek nadprzyrodzony. W „F” posiadają nadnaturalne zdolności i sprowadzeni są do stanowiącej zagrożenie masy. W „Heartlessprzedstawieni zostali jako demony. Często jednak przyjmują o wiele bardziej realne formy i być może wtedy wzbudzają największy strach.

W filmach pokroju „Eden Lake” z 2008 roku i „Cherry Tree Lane” z 2010 roku młodociane gangi napadają na dorosłych w najmniej spodziewanych momentach. W pierwszym z nich para zostaje zaatakowana podczas wyjazdu na prowincję, w drugim – w trakcie spokojnej kolacji. Pokazuje to, że nie ma miejsca wolnego od zagrożenia. W hoodie horrors podkreślono, że niebezpieczeństwo czeka na Brytyjczyków wszędzie – w mieście, w szkole czy na wsi.

Nieco bardziej pozytywne spojrzenie na młodych ludzi zaproponował Joe Cornish w 2011 roku za sprawą „Ataku na dzielnicę”. Film zaczyna się od zaznaczenia czyhającego niebezpieczeństwa. Gang nieletnich chłopców atakuje spacerującą kobietę. Jednak to nie oni będą stanowić zagrożenie, a przybyli na naszą planetę kosmici, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. Blok, w jakim mieszkają bohaterowie, staje się polem walki o Ziemię, a młodociani przestępcy zyskują szacunek w oczach dorosłych.

Reanimacja królestwa horroru

Jak zaznaczyłem na początku tekstu, w 2008 roku powróciła na rynek najbardziej rozpoznawalna marka związana z brytyjskim horrorem. Po wielu latach przerwy pojawił się pierwszy film Hammer Film Production. „Beyond the Rave” był pierwotnie dystrybuowany online w formie serialu na platformie MySpace. Akcja rozgrywa się na przestrzeni jednej nocy, a widzowie dostają przepustkę na narkotykową imprezę zorganizowaną przez wampiry. Mamy więc połączenie nowoczesności (rave) z rozpoznawalnymi monstrami. Pokazuje to, w jaki sposób wytwórnia próbowała wpasować się w nowe standardy kina grozy, a jednocześnie hołdować własnej przeszłości.

Rozdarcie osób pragnących reaktywować firmę i ich brak wiedzy, w jakim kierunku powinni zmierzać, objawia się również w drugiej produkcji, w której Hammer brał udział. Mowa o amerykańskim remake’u uznanego szwedzkiego horroru. „Pozwól mi wejść” z 2010 roku zarobił na całym świecie 24 miliony dolarów przy budżecie wynoszącym 20 milionów. Nie jest to imponujący wynik i wytwórnia wciąż poszukiwała własnej formy.

W rok po premierze „Pozwól mi wejść” z myślą o rynku DVD wydane zostały dwa inne filmy – „Wake Wood” i „The Resident”. W przypadku pierwszego z nich mamy do czynienia z historią młodego małżeństwa, które po stracie córki przeprowadza się na wieś, a mieszkańcy prowincji znają sposób na wskrzeszenie umarłych. Reżyser David Keating nawiązuje do tradycji brytyjskich folk horrorów z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego stulecia. W podobnym kierunku (nie pod szyldem Hammera) pójdzie Ben Wheatley w „Liście płatnych zleceń” z 2011 roku i „A Field in England” z 2013 roku, dając ludowemu kinu grozy w Wielkiej Brytanii drugie życie.

Największy sukces Hammera nadszedł w 2012 roku wraz z premierą „Kobiety w czerni” z Danielem Radcliffem w roli głównej. Już w czasie pierwszego weekendu dystrybucji w Stanach Zjednoczonych film zarobił 20 milionów dolarów, co w całej historii firmy jest najwyższym wynikiem. Wpływy z produkcji na całym świecie sięgnęły niemal 130 milionów dolarów. Wytwórnia skorzystała tym razem z własnej, wyrobionej dekady wcześniej formuły, czyli gotyckiego horroru.

Coraz większy punkt na mapie światowego horroru

Brakuje tutaj miejsca, aby przedstawić współczesne brytyjskie kino grozy z całą jego złożonością i wszystkimi nurtami, jakie wykształciły się w nowym millenium. Powyżej przybliżyłem najsłynniejsze cykle, które w jakiś sposób komentują współczesną rzeczywistość, korzystając z charakterystycznego dla wyspiarzy poczucia humoru (horrory komediowe), poruszają ważkie tematy społeczne (hoodie horrors) bądź korzystają z własnej spuścizny gatunkowej (produkcje Hammera).

Brytyjskie kino grozy wciąż się rozwija. I nawet jeśli poszczególnym filmom brakuje artystycznych walorów, ich wartość można znaleźć w innych aspektach. Przez swoje bogactwo z pewnością warte jest uwagi ze strony fanów gatunku. Bo chociaż na wiele lat Wielka Brytania zniknęła z horrorowej mapy świata, w XXI wieku powróciła z wielką mocą. I zdaje się, że będzie rosnąć w siłę.

Materiał powstał w oparciu o książkę Johnnyego Walkera „Contemporary British Horror Cinema” (Edinburgh University Press, 2016).  

Rafał Christ
Rafał Christ
Filmoznawca, który zamiast z kinem artystycznym, woli spędzać wieczory z horrorami i blockbusterami. Kiedy akurat czegoś nie ogląda, to pewnie czyta komiks albo książkę. Jego przemyślenia na temat popkultury można znaleźć w różnych miejscach w internecie, ale nie zdziwcie się jeśli natkniecie się na nie również w prasie.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Czas na maraton filmowy – dziś horrory

Maratony filmowe to fajna sprawa. Miesiąc temu napisałem pierwszą część mojego rankingu od czapy, w którym bawiłem się w średnie z IMDB oraz wyliczanie wartości minuty waszego czasu. Teraz zrobię to samo, ale w ramach kina gatunkowego. Dzisiaj na tapecie horrory.
Radek Teklak
Radek Teklak
17 czerwca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ