Opłakujecie niedźwiedzie polarne? Zapłaczcie nad sobą. O „Upadku cywilizacji zachodniej”

4 minuty czytania
4576
3
Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
2 marca 2018

Książka „Upadek cywilizacji zachodniej”  Erika Conwaya i prof. Naomi Oreskes przypomina rozszerzony prolog do filmowej postapokalipsy w rodzaju „Mad Maksa”. Prolog do historii, która – jak twierdzą naukowcy – rzeczywiście może się zdarzyć.

Jak ludzkość doprowadziła do destabilizacji klimatu, którą z ledwością przetrwała? Odpowiedź na to pytanie zaprząta głowę fikcyjnego historyka, który żyje 300 lat po nas. Oto założenie Erika Conwaya i prof. Naomi Oreskes, historyków nauki wyspecjalizowanych w dziejach technologii i naukach o Ziemi – by korzystając z gatunkowej hybrydy książki historycznej i fabuły sci-fi, sięgnąć po scenariusz tym mocniej pesymistyczny, że z dzisiejszej perspektywy całkiem możliwy.

O jakim scenariuszu mowa? Duet Conway-Oreskes nie ujawnia wniosków z dotychczas nieznanych badań; nie sięga też po narzędzia teorii spiskowej. Zamiast tego korzysta z szerokiego konsensusu naukowego o globalnym ociepleniu i rekonstruuje mechanizm klimatycznego – a po nim: politycznego, gospodarczego i społeczno-kulturowego – kataklizmu, którego ekstremum plasuje w 2093 roku.

Scenariusz końca świata

Choć debata o szkodliwości postępującej produkcji paliw kopalnych toczy się już od lat 80. XX wieku, globalna emisja gazów cieplarnianych do wykorzystywanej w funkcji śmietnika atmosfery wciąż rośnie. I już powoduje wzrost jej temperatury. Za wzrostem temperatury idzie coraz mocniej buzująca w niej energia – która przecież musi ulec rozproszeniu.

Przedstawione w „Upadku…” kolejne klocki apokaliptycznego domina przypominają obrazki jak z  katastroficznego filmu – takiego amerykańskiego, za grube miliony, którego wydarzenia obejmują skalą cały glob. Potężne deszcze powodują wylewy w jednych (Australia) i powszechniejące susze i pożary (Rosja) w innych miejscach. Huragany, powodzie, coraz mocniej rozchwiane wyniki temperatur (USA) pociągają za sobą straty w hodowli i rolnictwie. W roku 2023 w Stanach trwa nieustanne lato, a śmierć (ludzi i zwierząt domowych) idzie w setki tysięcy. Niedożywione wsie Afryki i Azji wyludniają się. Pojawia się kategoria uchodźcy klimatycznego. Masy coraz częściej chorej i bezpłodnej ludności w panice migrujące na północ (do Kanady, Skandynawii i Wielkiej Brytanii) nie są w stanie uciec od mnożących się populacji insektów, które niszczą przy okazji coraz większe połacie lasów. Porządek publiczny? Znika. Rządy? Te, które nie zostały obalone, wprowadzają stan wojenny. Epidemie znanych chorób i nowe wirusy dawno potwierdzają, że destabilizacja systemu klimatycznego i kolejne wzrosty temperatur nie wpisują się już – jak twierdzili sceptycy – w naturalną zmienność klimatu.

Skutki zaczyna wreszcie odczuwać sama planeta – z kriosferą i wieczną zmarzliną na czele. Poziom mórz rośnie, pod wodą lądują m.in. Niderlandy, Floryda i Bangladesz. Skrajne upały zaburzają cyrkulację wody w oceanie. Podgrzewana od dołu pokrywa lodowa Antarktydy Zachodniej załamuje się. Jest rok 2093, a niedźwiedź polarny stał się metonimią hekatomby większości gatunków.

Oni temu winni

Rekonstruując koniec cywilizacji Zachodu – bez emocji, za pomocą liczb, w oparciu o badania podpisane współczesnymi nam nazwiskami – historyk z przyszłości zastanawia się, jak to się stało, że posiadając wiedzę o możliwych konsekwencjach, nie zamieniliśmy jej w odpowiednią politykę ekonomiczną i technologiczną. Winna ma być – to nie nowość w dyskusji o klimacie – ignorancja wolnorynkowych fundamentalistów u władzy, którzy wycofali państwo z gospodarki.

Ekonomia – pisze Oreskes z Conwayem – nie myśli o wytrzymałości środowiska naturalnego ani o etyce; rządy dbające o swoich obywateli powinny to robić. Tak jak w „To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat” pisała Naomi Klein, autorzy „Upadku…” – już bez lewicowego zacietrzewienia, a na usługach pesymistycznej fantastyki naukowej – dowodzą, że centralne zarządzanie jest dziś niezbędne, a stanowcze interwencje państw i globalny program redystrybucji dóbr to jedyny sposób na odwrócenie ponurego scenariusza. Istniejemy w stanie dla planety wyjątkowym, ingerencja w rynek – nawet jeśli okupiona naszą wolnością – jest konieczna do przetrwania. Wywierające presję, posługujące się wpływami finansowymi, propagandą i strachem korporacje czerpiące zyski z węglowego wydobycia stają się tutaj anonimowym szwarccharakterem – zachłannym bogaczem, sknerą i ignorantem w jednym. Naomi Klein pisała o „kulturze grabieży”; autor tzw. zielonej encykliki, papież Franciszek – o „kulturze odrzucenia” (odrzucenia ubogich przez bogaczy, słabszych przez silniejszych, natury przez ludzi). Wszyscy wspominają o węglu stanowiącym paliwo dla fanatycznych kapitalistów.

„Upadek cywilizacji zachodniej” to także diagnoza środowiska naukowców. I oni nie pozostają bez winy. O ile ten literacki eksperyment potrafi przerazić brakiem jaśniejszej alternatywy (o której bardziej lub mniej kompletnie mówią pełni wiary alterglobaliści), o tyle kwestia przejrzystego przekazania wiedzy przez naukowców u Oresket i Conwaya nabiera kształtu całkiem konstruktywnych propozycji. Może dlatego, że choć wiedza jest ogólnie dostępna, to dotychczasowe sposoby zamienienia jej w realne rozwiązania nie przynoszą skutku. Według autorów problemem są wygórowane standardy naukowe, redukowanie badań do jednej, zamkniętej dyscypliny, a co za tym idzie – brak perspektywy, która uwzględniałaby potrzeby całego globalnego systemu. „Upadek…” nie przemilcza problemu zależności ośrodków naukowych od lobby paliwowego lub/i rządów – propagandowego narzędzia, po które denialiści globalnego ocieplenia sięgają najczęściej.

Antropogeniczna zmiana klimatyczna nie podlega dyskusji. Katastrofa już się zaczęła. Skok w przyszłość, jaki wykonali autorzy „Upadku cywilizacji zachodniej”, to nie tylko intelektualna zabawa dla zainteresowanych wybrańców. To przede wszystkim wyraz potrzeby działania. Czasem warto popatrzeć w przyszłość, by przerazić się teraźniejszością.

fot. materiały prasowe (PWN)

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Gabriel Krawczyk
Gabriel Krawczyk
Jeśli wierzyć opiniodawcom, był już błaznem, kombinatorem, niedoszłym księdzem, przyszłym jazzmanem. Jeśli wierzyć faktom, bywa kurierem rowerowym, okazjonalnym redaktorem w Sejmie, a w internecie - recenzentem filmowym, publicystą kulturalnym i blogerem. Publikuje lub publikował m.in. w Korporacji Ha!art, Magazynie Gazety Wyborczej „Osiem Dziewięć”, Kulturze Liberalnej, Ekranach i na portalu Esensja.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Kup sobie (luksusowy) bunkier, bo zagłada już blisko

Katastrofa nadejdzie, to pewne – zdaniem niektórych, zdarzy się to już wkrótce. Ludzkość czeka zagłada, a przetrwają nieliczni. Czy zaliczają się do nich tylko najbogatsi? Przetrwanie kosztuje – i to całkiem sporo.
Agata Połajewska
Agata Połajewska
20 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ