Podróże są tylko dla odważnych? Nic podobnego!

5 minut czytania
670
0
Izabela Tomella
Izabela Tomella
12 marca 2018

„Zazdrościmy wam odwagi” – to jedna z najczęstszych rzeczy, jakie słyszymy od ludzi śledzących naszą podróż. Odpowiedź, że nie czujemy się specjalnie odważni jest zazwyczaj odbierana jako kokieteria. A przecież decyzji o wyruszeniu w wielomiesięczną podróż z biletem w jedną stronę, nie podejmuje się w ciągu pół godziny.

Najczęściej jest ona wynikiem narastającej potrzeby – spełnienia marzeń, przeżycia przygody, zaspokojenia ciekawości albo przekonania, że jeśli się tego nie zrobi, może nas ominąć w życiu coś ważnego. Jak każda większa życiowa decyzja, wiąże się ze stresem i znaczącymi konsekwencjami – w naszym przypadku rezygnacją ze stabilizacji, rozłąką z najbliższymi i niepewnością, co przyniesie przyszłość.

Wszystkie życiowe decyzje wymagają odwagi

Ale przecież dokładnie tak samo jest w przypadku innych ważnych zmian – decyzji o urodzeniu dziecka czy wzięciu kredytu na mieszkanie! W sumie oba te przypadki  wymagają znacznie większej determinacji, bo łatwiej jest wrócić z podróży niż wyplątać się z umowy z bankiem, nie mówiąc już o rodzicielstwie. A jakoś nie słyszy się powszechnych okrzyków zachwytu nad odwagą młodych rodziców czy świeżych beneficjentów kredytu na 30 lat.

Decyzji o wyruszeniu w wielomiesięczną podróż z biletem w jedną stronę, nie podejmuje się w ciągu pół godziny

Więc – według tych kryteriów –  jeśli masz dziecko lub kredyt na mieszkanie (a statystycznie zapewne jest duża szansa, że masz jedno i drugie), jesteś przynajmniej dwa razy bardziej odważny niż większość podróżników, których zdjęcia wyświetlają ci się na fejsie.

Wydaje mi się, że część  odpowiedzialności za przekonanie o wyjątkowej odwadze potrzebnej do podróżowania ponoszą te dziesiątki podróżniczych poradników typu „10 sposobów na przejechanie Alaski psim zaprzęgiem”, „8 rzeczy, które musisz wiedzieć, zanim kupisz bilet na Borneo” i tym podobne. Takie tytuły zazwyczaj dobrze się klikają (wiem, bo sama kilka ich napisałam) i często są kopalnią wartościowych, sprawdzonych informacji z pierwszej ręki. Ale z drugiej strony, mogą powodować wrażenie, że podróżowanie wymaga jakichś niezwykłych umiejętności i specjalistycznej wiedzy, skoro aż tyle na ten temat napisano.

Podróżowanie jest prostsze, niż myślisz

Tymczasem przemieszczanie się po świecie jest dzisiaj prawdopodobnie najprostsze w historii. Tak naprawdę, choć nazwy brzmią egzotycznie,  dotarcie z Antigui w Gwatemali do, na przykład, San Pedro nad jeziorem Atitlan, jest tak samo łatwe jak podróż z Radomia do Wejherowa – zakładając nawet, że nigdy nie byliście w Radomiu ani Wejherowie. W obu wypadkach najpierw trzeba się zorientować, czym tam dojechać, potem trafić na właściwy dworzec, kupić bilety i postarać się nie przegapić końcowego przystanku.

W każdym przypadkach zaczniesz prawdopodobnie od w wpisania w wyszukiwarkę „jak dojechać do…?”, a potem wyjdziesz na ulicę i odpalisz w telefonie którąkolwiek z popularnych aplikacji mapowych, albo zwyczajnie zapytasz kogoś, jak trafić na właściwy terminal/przystanek/port, czy czego tam będziesz potrzebować. Ostatecznie – po prostu weźmiesz taksówkę. W wielu miejscach ich ceny wcale nie są rujnujące, a wbrew powszechnej opinii, nie wszyscy taksówkarze na świecie to członkowie mafii, próbującej tylko jak najbardziej oskubać turystę. Poproś o włączenie taksometru albo dogadaj się na cenę, która ci pasuje – historie, jak ta, często ostatnio opisywana, z warszawskim taksówkarzem z lotniska, który za parokilometrowy kurs życzy sobie koło sześciu stówek, są naprawdę wyjątkiem, a nie regułą.

Jasne, oszustów, naciągaczy czy pospolitych złodziei można spotkać wszędzie i – jak widać na powyższym przykładzie – wcale nie trzeba w tym celu wyjeżdżać w daleką podróż. Mnie samą najbardziej naciągnął taksówkarz w mojej rodzinnej Gdyni.

Przemieszczanie się po świecie jest dzisiaj prawdopodobnie najprostsze w historii

Bariera językowa nie istnieje

Nawet jeśli nie mówisz w języku kraju, w jakim się znalazłeś – zawsze się jakoś dogadasz. Skorzystasz z Google Translatora albo zapiszesz na kartce nazwę miejsca, do którego chcesz dotrzeć.  Jeśli poprosisz o pomoc – na pewno ją dostaniesz, a często nawet nie zdążysz poprosić. Widok zagubionego cudzoziemca z plecakiem wywołuje w ludziach najlepsze instynkty – nie policzę nawet, ile razy przypadkowi przechodnie zostawiali dla nas swoje zajęcia – żeby pokazać drogę, podprowadzić, pomóc kupić najtańszy bilet i podpowiedzieć, co jeszcze warto zobaczyć w okolicy. Bariera językowa nigdy nie była problemem – czasami tylko wszystko trwało nieco dłużej.

Najmocniej tej zaangażowanej życzliwości obcych ludzi doświadczyliśmy w Iranie – kiedy okazało się, że siedzimy w autobusie, który jedzie w stronę zupełnie przeciwną do naszego celu i zaczęliśmy wyglądać na zaniepokojonych i zdezorientowanych, zupełnie spontanicznie utworzyła się pasażerska grupa wsparcia. Ktoś zadzwonił do kuzyna, który mówi po angielsku i podał nam telefon, żeby wybadać w czym jest problem. Kierowca skontaktował się z bazą, żeby ustalić, skąd odjeżdża właściwy autobus i jak najsprawniej nas przekazać.

Kiedy wysiedliśmy na stacji benzynowej, żeby zaczekać na ten kolejny bus, natychmiast wyszedł do nas właściciel sklepu, żeby zapytać, czy wszystko w porządku i czy nie potrzebujemy pomocy. A kiedy ostatecznie wsiedliśmy do właściwego pojazdu, po chwili gdzieś obok zadzwonił telefon – to któryś z pasażerów pierwszego autobusu dzwonił do konduktora, żeby upewnić się, czy cała operacja się udała i zostawić kontakt do siebie, na wypadek, gdybyśmy czegokolwiek potrzebowali.  Irańczycy ze swoją legendarną uczynnością wobec podróżujących to przykład skrajny, ale z życzliwością, bezinteresownością i uprzejmością spotykaliśmy się wszędzie – w Brukseli, na Jukatanie czy w Ekwadorze było tak samo.

Jeśli potrafisz ogarnąć wyjazd do Wejherowa, to pod palmę też trafisz

Nawet na końcu świata jest infrastruktura

Prostą konsekwencją faktu,  że przemieszczanie się po świecie jest dzisiaj jest tak łatwe, jest to, że niewiele zostało miejsc, do których niewielu wcześniej dotarło. Przeciwnie – większość  turystów, podróżników i backapackerów przemierza te same trasy. A to oznacza, że na zdążyła się na nich wytworzyć lepsza lub gorsza, ale zazwyczaj całkiem sprawna infrastruktura turystyczna. Więc nawet podróż na drugi koniec świata nie jest równoznaczna z tym, że musisz korzystać z lokalnego transportu czy jeść tylko miejscowego jedzenia.

Warto – bo dzięki temu masz szansę uczestniczyć choćby w pewnym stopniu, w codziennej rzeczywistości kraju, który odwiedzasz (nie wspominając, że jest to zazwyczaj najtańsza opcja) – ale jeśli dla wygody i oszczędności czasu wybierzesz turystycznego busa, który odbierze cię prosto z hotelu albo pójdziesz na pizzę zamiast na tacos, to nie robi z ciebie gorszego rodzaju podróżnika. Jak długo traktujesz miejsca i ludzi, których spotykasz w drodze, tak, jak sam chciałbyś zostać potraktowany – wszystko jest OK.

Więc jeśli dziś rano zobaczyłeś gdzieś zdjęcie kogoś wylegującego się pod palmą albo zjeżdżającego na desce z wulkanu i pomyślałeś, że też byś tak chciał, ale nie wiedziałeś jak się do tego zabrać, bo to za trudne, to już wiesz, że tak nie jest. Jeśli potrafisz ogarnąć wyjazd do Wejherowa, to pod palmę też trafisz.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Izabela Tomella
Izabela Tomella
Kiedyś chciała być bibliotekarką, bo wyobrażała sobie, że dzięki temu cały dzień będzie mogła czytać książki. Ostatecznie książki czyta na własnej kanapie, na lotniskach, dworcach i w autobusach, albo –
najprzyjemniej w hamaku, na jakiejś odludnej plaży. Do bibliotek i księgarń ma jednak ciągle słabość.
Jedzenie jest jej pasją i wpada w entuzjazm, kiedy trafi w miejsce, które karmi dobrze i z zaangażowaniem, w przeciwnym wypadku jest jej bardzo smutno. Skończyła filologię polską, współpracowała z radiem i telewizją. Razem z mężem prowadzi podróżniczego bloga „Państwo na Walizkach”. Obydwoje właśnie porzucili wygodne życie, aby wyruszyć w świat, z biletem w jedną stronę.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Wywiad

„Ziemia jest tylko jedna, nie zgubię się”. Podróże na emeryturze

Gdy mówiła, że po przejściu na emeryturę będzie podróżować, znajomi unosili brwi i tylko się uśmiechali. No bo za co? Nie znając angielskiego? Bez biura podróży? Zupełnie sama? Teraz mogą poczytać na jej blogu relacje ze Sri Lanki, Kambodży, Meksyku, Gwatemali, Panamy, Australii…
Beata Turska
Beata Turska
23 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ