Polska psychiatria: wszyscy są zgodni, że tak źle jeszcze nie było

5 minut czytania
22283
3
Nika Brassel
Nika Brassel
13 marca 2018

Podejście do polskiej psychiatrii przypomina podejście do samych chorych – problem przemilczeć, zamieść pod dywan, a jak znów wypełza, to rzucić krótko: “zmobilizuj się”.

“Kryzys w psychiatrii to eufemizm. Nie ma przecież psychiatrii ogólnodostępnej, nie realizujemy żadnych standardów, które gwarantują wysoką jakość terapii, nie ma planów rozwoju specjalistycznych ośrodków, centrów, klinik…” – tak Bartosz Łoza podsumowuje stan polskiej psychiatrii w pierwszych zdaniach rozmowy z Magdaleną Rigamonti. Wywiad z kierownikiem Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz prezesem Polskiego Towarzystwa Neuropsychiatrycznego, opublikowany na łamach Magazynu Dziennika Gazety Prawnej, odbił się sporym echem.

Wywiad mocny i przygnębiający. W trakcie jego lektury miałam ochotę przede wszystkim przytakiwać, bo na zdenerwowanie nie mam sił.

Kryzys? Ten stan trwa od lat

Już sam widok tego szpitala przyprawia o ciarki. Gdy pierwszy raz wkraczałam na jego teren, czułam się tak, jakbym wnikała do świata wykreowanego przez Edgara Allana Poe. Neogotyckie gmaszysko z czerwonej cegły odcinało się ostrymi krawędziami od sunących nisko, wieczornych, jesiennych chmur. Gołe kikuty drzew pozbawionych liści wyciągały szpony gałęzi ku niebu. No pięknie, gdybym była w nawrocie  swojej depresji, usiadłabym na ławeczce i mimo panującego na dworze mrozu, napawałabym się tym widokiem, pozwalając mrokowi całkowicie zawładnąć moimi myślami. I tak bym sobie tkwiła. Na szczęście nie tym razem, teraz jestem tu z konkretnym zadaniem. Dostarczam aprowizację dla bliskiej osoby. To, co się dzieje w środku budzi sprzeciw. Jak?! Jak osoby, które mają problem ze sobą, swoim mózgiem, emocjami, życiem, wszechświatem i całą resztą, mają dojść do siebie w takim miejscu? Nie chodzi o opiekę. Przemęczony, zdziesiątkowany personel robi, co może w tych spartańskich warunkach, a protest pacjentów odmawiających jedzenia na kolację chleba z makaronem to akurat najmniejszy problem.

Stare, niewygodne łóżka, ciasnota i zaduch na salach, na których tynk odłazi liszajami z sufitów, zimno i smród na korytarzach? Norma, którą trudno zmienić, bo bez finansów pewne rzeczy trzeba robić po kawałku. Weźmy na przykład taki remont. Trwają właśnie zajęcia indywidualne z terapeutą, a za ścianą wiercenie i borowanie. Zdrowy człowiek dostałby szału, próbując w takich warunkach poradzić sobie z problemem, który go przerasta.

Jakie są alternatywy? Można nie remontować, albo zamknąć szpital na czas generalnej renowacji. Z tym, że ta mogłaby potrwać trochę dłużej. Raz jest kilka skromnych groszy na wymianę starych drzwi, które często są w gorszym stanie, niż niejedne sklejkowe wrota w opustoszałych budowlach ukochanych przez miłośników urbeksu. Innym razem wpadną fundusze na odnowienie toalet, z tym, że to też trzeba robić etapami, bo inaczej pacjenci będą musieli się załatwiać do umywalek.

W wyremontowanej miesiąc wcześniej łazience syf. “No dać im coś i już zepsują!”. Niby tak. Niektórzy pacjenci potrafią się umówić na dyżury sprzątające, ktoś “jeździ na mopie”, ktoś dba o kible, ale jak masz akurat epizod, jak nie możesz wstać z łóżka, bo dostałeś trzy “klony” (clonazepam), no to raczej nie posprzątasz. Są i tacy, co się buntują, albo mają to w dupie. A jak się skończył papier toaletowy, to co? Nie każdego odwiedza rodzina i przynosi zapasy.

Ostatnia w szeregu

To tylko takie namacalne rzeczy, które rzucają się w oczy od razu. Stanowią ledwie czubek góry lodowej zwanej psychiatrią w Polsce. I na to właśnie zwraca uwagę Bartosz Łoza w pierwszej kolejności. Polska psychiatria jest skrajnie niedofinansowana. O tym mówi się na terenach wielu szpitali. Warto też podnosić tę kwestię głośniej poza nimi. Czy to się dzieje tylko teraz? Niestety nie. Przegląd prasy z ostatnich lat to prawdziwy zjazd po równi pochyłej wprost do bagna rozpaczy. Nie wierzycie? To posłuchajcie.

Rok 2013: “Psychiatria jest wciąż traktowana jako ostatnia z dziedzin medycyny w którą należy inwestować. Tymczasem jest to trzecia bądź czwarta grupa schorzeń pod względem częstości występowania” (Rynek Zdrowia).

Rok 2014: “Celem publikacji jest zwrócenie uwagi na dysfunkcyjny stan ochrony zdrowia psychicznego w Polsce, w tym zwłaszcza: przytoczenie podstawowych informacji o jego aktualnym funkcjonowaniu, zasobach i brakach oraz wskazanie pilnych potrzeb”  (Raport Rzecznika Praw Obywatelskich).

Także rok 2014: “Jeżeli pacjenci będą w porę i dobrze leczeni, to więcej osób będzie wracało do społeczeństwa i do pracy. Niestety, ciągłe niedostrzeganie psychiatrii w ochronie zdrowia, ciągłe niedofinansowanie tego obszaru medycyny, jest udręką dla osób prowadzących szpitale i inne podmioty zajmujące się leczeniem psychiatrycznym. Powoduje to obniżenie poziomu leczenia, a to oczywiście przekłada się na jego efektywność” (MedExpress).

Rok 2016: “Reforma zakończyła się spektakularną porażką, a niemal wszystkie z założeń programu pozostały jedynie na papierze. W ocenie NIK nie udało się poprawić jakości życia pacjentów, ułatwić im dostępu do świadczeń ani ograniczyć zagrożeń dla zdrowia psychicznego Polaków” (Dziennik Polski).

Rok 2017: “Opieka nad chorymi psychicznie miała być bardziej efektywna i lepiej zorganizowana. Skończyło się na obietnicach. Problem dużych szpitali, ulokowanych w starych budynkach, w których panują fatalne warunki, jest aktualny” (Rzeczpospolita).

Rok 2018: “Liczba dzieci z problemami psychicznymi rośnie w zastraszającym tempie. Tak źle jeszcze nie było. Eksperci przy resorcie zdrowia pracują nad planem ratunkowym, który może zacząć działać od stycznia 2019 r.” (Dziennika Gazeta Prawna).

Prawdziwy miód na serce, prawda? Katastrofalnego obrazu dopełnia stosunek społeczeństwa do chorych psychicznie. Tu mamy prawdziwe perpetuum mobile. Choroby psychiczne często stają się tematem tabu, a sami chorzy ze swoimi problemami są lekceważeni przez najbliższych. W skrajnych przypadkach bywają też skazywani na ostracyzm. O ile choremu na nowotwór nikt nie powie “weź się w garść!”, to osobom, które doświadczają chorób psychicznych na własnym ciele i umyśle, skłonni jesteśmy powtarzać frazesy o tym, by przestały jojczeć, “każdemu jest ciężko, weź przestań…

Gdy choruje mózg i emocje – których nie sposób zastąpić, mamy proste recepty “weź się w garść”

„Mamusia idzie na pogaduchy o duperelach”

Taki tekst padł z ust matki jednej z kobiet cierpiących na depresję kliniczną, gdy po długotrwałej zamkniętej terapii wróciła do funkcjonowania i zaczęła regularne zajęcia indywidualne. Oczywiście prywatnie. Tekst ten adresowany był trochę do dzieci chorej, a trochę do niej samej. No głupio sobie wymyśliła. Zabrałaby się za sprzątanie, to by jej pewnie przeszło. Kiedyś nikt nie chorował na depresję.

Psychiatria jako gałąź medycyny też jest traktowana po macoszemu, tak jakby osoby decyzyjne specjalnie zasłaniały sobie oczy, patrząc w stronę wszystkich tych podupadających szpitali, niezałożonych ośrodków terapeutycznych, niewdrożonych rozwiązań systemowych.

Od tego wszystkiego chorzy cudownie nie ozdrowieją. Powiem więcej – problem będzie narastał, dlatego warto przestać udawać, że nie ma schizofrenii, depresji, chorób dwubiegunowych, bulimii, nie ma czegoś takiego jak podlegające pod zaburzenia psychiczne uzależnienia, nie ma wokoło ludzi z zespołem lęku napadowego. Nie da się dłużej udawać, że to nie dotyczy twojej własnej bańki społecznej.

Wiem dobrze, że wiele osób chętnie powiedziałoby, że przecież cały polski system opieki zdrowotnej jest równie chory. I może jeszcze wyciągnie argument o tym, że finanse w pierwszej kolejności powinny trafić na umierające dzieci. Cóż, o stanie polskiej psychiatrii dziecięcej należałby się odrębny  artykuł. To jest prawdziwy Rów Mariański rozpaczy.

Wiem też, że cisną się niektórym na usta okrzyki, że “Z jakiej racji moje pieniądze mają być wydawane na świrów?”. Cóż. Z tej samej racji, z której zgodziłeś się na bycie członkiem polskiego społeczeństwa i funkcjonujesz w systemie, który gospodaruje częścią twoich finansów tak, by zaspokajać potrzeby infrastrukturalne, prawne, penitencjarne, zdrowotne i edukacyjne twoje, ale i innych osób funkcjonujących w tym społeczeństwie.

Okrutne i to i gorzkie, że gdy choruje serce, płuca czy nerki – organy, które do pewnego stopnia można jakoś wspierać maszynowo, przeszczepiać i stymulować, opór nie jest tak stanowczy. Gdy choruje mózg i emocje – których nie sposób zastąpić, mamy proste recepty “weź się w garść”, “nie histeryzuj”. Żadna z nich nie sprawi, że polskie społeczeństwo, w którym rośnie liczba chorych psychicznie objętych już opieką, po prostu “przestanie schizować i nie będzie się tak dołować”. Zanim coś zmieni się “na górze”, warto budować świadomość wokół siebie.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Nika Brassel
Nika Brassel
W poprzednim życiu dziennikarka i pisarka, podróżniczka i matka dzieciom, teraz po prostu autorka, hobbystycznie podejmująca intrygujące tematy.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Zdrowie

Leczenie depresji czekoladą, czyli szamanizm mediów społecznościowych

Depresja to choroba i nieleczona pod okiem lekarzy i psychologów może doprowadzić do śmierci. Nawet kontener czekolady tutaj nie pomoże, niestety. Ale pozbawieni skrupułów naciągacze nabierają zdesperowanych ludzi na swoje “rewolucyjne metody”, które reklamują w internecie.
Olga Olczak
Olga Olczak
29 sierpnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ