Pop’gląd #3. Szybki przegląd kulturalnych nowości

5 minut czytania
182
0
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
7 marca 2018

Co czytać? Co oglądać? Co z wydawniczych nowości warte jest uwagi? Co tydzień staramy się wybrać kilka pozycji, dbając o różnorodność: od dzienników Osieckiej, przez “Dunkierkę” Nolana, po jednego z najbardziej nietypowych superbohaterów: Hawkeye.

Czas szybko pędzi i znowu uzbierała się pula krótkich recenzji, które mogą przydać się poszukiwaczom rynkowych nowości.

Książka

„Niebo jest nasze. Miłość i terror w złotym wieku piractwa powietrznego” to powrót do czasów, kiedy na pokład samolotu można było wejść właściwie z ulicy, a ich uprowadzanie było konceptem tak niedorzecznym, że długo nikt nie widział w nim realnego zagrożenia dla awiacji. Wertując archiwalia, Brendan I. Koerner cofa się do przełomu lat 60. i 70., kiedy w Stanach Zjednoczonych porywano średnio… jeden samolot tygodniowo, a jego opowieść szybko staje się pocztówką ze zmierzchu epoki – czasów, kiedy zaufanie społeczne stało się towarem deficytowym, ustępując wzbierającej paranoi, a polityczna destabilizacja spychała ludzi w otchłań desperacji.

Ze śmietnika historii Koerner odzyskuje dziesiątki zapomnianych incydentów – na zmianę sensacyjnych, tragicznych i zwyczajnie kuriozalnych – a całość spaja historią Williama Holdera i Catherine Kerkow, mieszanej pary, która w 1972 uprowadziła samolot lecący do Seattle. Trudno mu się dziwić, bo to solidny materiał: co zaczęło się od szczeniackiego romansu, skończyło się półmilionowym okupem, skomplikowaną relacją z ruchem Czarnych Panter i wieloletnią tułaczką po świecie – od Algieru, po Francję. Snując tę opowieść, Koerner nieoczekiwanie sięga prawdy o XX-wiecznej Ameryce, złamanej i niedorzecznej, wybrukowanej urazą i uprzedzeniami.

„Niebo jest nasze. Miłość i terror w złotym wieku piractwa powietrznego”

Nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazał się kolejny tom „Dzienników” Agnieszki Osieckiej, tym razem obejmujący okres od roku 1954 do 1955. „Dochodzę do wniosku, że gdybym miała ciut większy temperament, to byłaby ze mnie nie lada kurwa” – pisze osiemnastoletnia Osiecka, wówczas będąca na chwilę przed prasowym debiutem, jeszcze formująca swoją osobowość, ale już wyrastająca ponad wiek i epokę. „Dzienniki” są pasjonującym, popartym wszelkiej maści załącznikami (od zdjęć, po odręczne notatki) zapisem jej twórczego i emocjonalnego dojrzewania, wzbierającej ambicji i wewnętrznego rozedrgania, każących jej szukać inspiracji w negatywnych emocjach. Ale to także dość zaskakujące, oparte na kontrze spojrzenie na czasy powojennej odwilży i, co już bardziej oczywiste, ale wcale nie infantylne, cenzurka wystawiona dekadzie wielkiego skonfliktowania.

Zupełnie innym rodzajem szkicu biograficznego jest „Kurtyka. Sztuka wolności” pióra Bernadette McDonald, niestrudzonej tropicielki sztuki, historii i filozofii wspinaczkowej. Bohaterem najnowszej biografii uczyniła Wojciecha Kurtykę, jednego z najwybitniejszych polskich i światowych wspinaczy, człowieka-legendę, który w sporcie tym od zawsze szukał wymiaru duchowego, etycznego i transcendentalnego. 72-letni dziś Kurtyka ta prawdziwa osobowość: człowiek zamknięty i poukładany, o krytycznym stosunku do sławy i odznaczeń, wstrzemięźliwy w ocenie własnych osiągnięć, wiecznie głodny doznań i – tytuł mówi to jasno – wolności.

A przynajmniej taki jego obraz rysuje się w książce McDonald – niesensacyjnej, pełnej wycofanych dygresji, będącej dopiero pierwszą (!) próbą obszernej publikacji o Kurtyce. „Sztuka…” trafia, dość przewrotnie, w swój moment – czytana świeżo po tragedii na Nanga Parbat, pozwala zdystansować się od napędzanej przez media histerii i spojrzeć na wspinaczkę górską przez pryzmat towarzyszących jej, ale też często nierozumianych i nieuchwytnych, idei.

Film

„Dunkierka”, jeden z najbardziej opętanych stylem blockbusterów ubiegłego roku, wydany niedawno na nośnikach DVD, Blu-ray i 4K Ultra HD Blu-ray, to… kino sci-fi. Porównań powinno się dokonywać nie z „Szeregowcem Ryanem”, a z Lemem: mamy tu rozbitków na obcej, nieprzyjaznej planecie, zderzenie z budzącą lęk cywilizacją, księżycowe krajobrazy ciągną się po horyzont, czas traci zastosowanie, stając się halucynogenem, pułapką i maglem powtarzalnych zdarzeń, a woda, niczym potężna siła, mami kolejnych śmiałków. „Stąd prawie widać dom” – mówią żołnierze, gotowi przebyć La Manche wpław, byle wydostać się z piekła.

„Dunkierka” ma swoje ambicje, dowodząc kunsztu autora, a jego niedawny krótki metraż o braciach Quay wydaje się stosowną tego zapowiedzią. Narracji Christophera Nolana bliżej do Quayowskiej aberracji niż klasycznego Hollywood: jego koszmar wojny nie potrzebuje R-ki; jest opowiedziany czasem i perspektywą, klaustrofobią i strachem. Wróg pozostaje odległy, nieobecny, wydarzenia są zapętlone, a polem bitwy staje się umysł. Świadomość końca, tu, na księżycowej plaży, pośrodku niczego, jest kluczem do przetrwania – albo pozwoli się stąd wydostać, albo nigdy nie wypuści. Nastrój, potęgowany przez chłodne pejzaże Hoyte’a Van Hoytemy i świdrujące uwertury Hansa Zimmera, jest tak potężny, że gdy w finale wagony z ocalałymi przetaczają się przez brytyjską wieś, wydaje się, że to tylko kolejna warstwa Nolanowskiego horroru.

Komiks

Jedną z ciekawszych i bardziej osobnych superbohaterskich serii komiksowych na polskim rynku pozostaje „Ms Marvel” (w sprzedaży są już trzy tomy) autorstwa G. Willow Wilson. Kiedy w publikowanym równolegle „The Amazing Spider-Man” Peter Parker próbuje pogodzić role szefa korporacji, celebryty i playboya, a wszystkie kobiety z jego otoczenia wyglądają jak wyuzdane nastki, bohaterka „Ms Marvel” ma dylematy bardziej przyziemne. Jak pogodzić rolę dzielnej heroiny z konserwatywnymi wartościami rodziców? Jak spełnić ich uzasadnione oczekiwania, wyrastając przy tym na kobietę silną i niezależną?

Kamala, muzułmańska nastolatka z Jersey, to zdecydowanie najbardziej odrębna postać Marvela od lat. Realistycznie skonfliktowana, empatyczna, łącząca w sobie emancypacyjne wpływy kultury zachodu z poczuciem obowiązku i lojalności wynikającymi ze „wschodniego” wychowania, urozmaica superbohaterski beton, pozostając jednocześnie postacią nieuformowaną – wyautowaną, tkwiącą w kulturowym klinczu, szukającą siebie. Skłócenie wewnętrzne jest zresztą jej największą siłą: gdy Spider-Man zastanawia się jak w dobie pokolenia smartfona chronić swoją tożsamość, Kamala myśli, jak nie pozwolić mu pożreć własnej indywidualności.

„Ms Marvel”

Oryginalne podejście do estetyki superbohaterskiej oferuje także „Hawkeye” (w sprzedaży dwa tomy, premiera kolejnego za miesiąc). „Najzwyklejszy” – mówi o Hawkeye’u jedna z bohaterek. I faktycznie: Clint Barton nie jest superżołnierzem, laboratoryjnym stworem ani obcym bóstwem; nie ma żadnej supermocy, wielkiej fortuny ani nawet szczególnie ciekawej genezy. Na tle pozostałych Avengers może wydawać się nieinteresujący, ale Matt Fraction i David Aja zamieniają tę pozorną słabość w wielką siłę: montując swoją serię na wzór ulicznego komiksu (nie)superbohaterskiego – „Alias”, „Gotham Central”, „Catwoman” – dają nam jeszcze jednego „normalsa”, zwykłego gościa ze zwykłymi problemami, trzymającego się na uboczu, wtłoczonego do świata superbohaterów i kontestującego panujące w nim zasady.

Podobieństwa są ewidentne: Fraction naśladuje neo-noirową manierę Eda Brubakera, Aja rozbija akcję na dziesiątki kadrów, jak zrobiłby to Darwyn Cooke, a wrażenia dopełnia wytłumiona paleta kolorów Matta Holingswortha, który pracował przy każdej z tych serii. Całość jest bardziej postmodernistyczna – sporo tu zabawy chronologią, stylizacji na retro, przeplatania akcji pulpowymi okładkami, nawiązań do estetyk niekomiksowych. Ale w gruncie rzeczy to ta sama, co dotąd, obyczajowo-sensacyjna opowieść w urbanistycznych dekoracjach, z kryzysem tożsamości i rozterkami serca na pierwszym planie i strzępami tradycyjnej akcji pomiędzy.

Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
Krytyk filmowy i publicysta popkulturowy. Prowadzi stronę Pop Glitch
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Pop’gląd #2. Szybki przegląd kulturalnych nowości

Kolejny tydzień minął i znów uzbierało się kilka książek, płyt i komiksów, którym warto poświęcić chwilę. Od ostatnich dni Martina Luthera Kinga przez filmowe brzmienie Nicka Cave’a po siostrzany mikrokosmos First Aid Kit.
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
28 lutego 2018
CZYTAJ WIĘCEJ