Rodzicielskie współzawodnictwo – pora z tym skończyć!

5 minut czytania
8620
8
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
30 marca 2018

Jest pewna prawda o rodzicielstwie – znana dobrze wszystkim rodzicom, ale rzadko wypowiadana na głos. Nikt nie wkurzy cię tak, jak inny rodzic. Kto siedział godzinami na jałowym szkolnym zebraniu, ten wie. Kto pozwolił dziecku zrobić samodzielnie pracę na konkurs plastyczny, ten wie jeszcze lepiej.

Czemu? Bo gdy twoje dziecko przyniesie swą krzywą i wątpliwej urody, ale samodzielnie wykonaną, wypocinę okaże się, że rywalizować musi z dziełami, które tata architekt albo mama graficzka wykonali w zastępstwie swych (zapewne też utalentowanych, to się zazwyczaj dziedziczy) dzieci.

Szopka z makaronu i aluminiowa rakieta

Przesadzam? Nigdy nie zapomnę miny moje córki, gdy na przedszkolny konkurs przyniosłyśmy coś na kształt szopki, a tam powitały nas dzieła w pełni profesjonalne (w tym jedno wykonane misternie z suchego makaronu powleczonego złotą farbą) – równiutkie, estetyczne, jak spod sznurka. Znam kilkoro naprawdę wybitnie utalentowanych plastycznie dzieci, ale żadne z nich w wieku lat czterech czy pięciu nie stworzyłoby tak imponujących i perfekcyjnych w każdym detalu prac.

Wiem, że nie jestem w tym poczuciu porażki (mojej i dziecka) odosobniona. Oto anegdota koleżanki Anny: “Syn mój w czasach szkolnych na jakiś Dzień Kosmity miał się pomalować na zielono i dostarczyć statek kosmiczny, Miesiąc zbierali z jeszcze dwoma kolegami rolki po papierze toaletowym, żeby zbudować. Stworzyli pojazd z rolek, kartonu i zielonej krepiny. We trzech, samodzielnie. Byli strasznie dumni, ale wygrała dwumetrowa rakieta zespawana z aluminium”.

Krzywy, ale własny!

„To matki matkom zgotowały ten los”

Takich anegdot całe dziesiątki można znaleźć pod niedawnym wpisem na Facebooku u Bloga Ojca. Bloger przytacza opowieść swojej znajomej, pozwolę sobie ją zaczerpnąć i ja, bo urody jest wybitnej:

“To matki matkom zgotowały ten los.

Kiedy na drzwiach przedszkola zawisł kawałek brystolu z wypisaną nań informacją, że do 16.03 dzieci mogą składać kartki wielkanocne na KONKURS, któren to rozstrzygnięty będzie w poniedziałkowy poranek, przyjęłam to ze spokojem. Jestem wszak matką- weteranką, przeżyłam przygotowania moich latorośli do niezliczonych odmian współzawodnictwa w świecie krasnali. Najbardziej hardkorowy był konkurs piosenki dziecięcej, gdy nagle okazało się, że tylko Małgośka śpiewała puszka-okruszka, reszta rodziców uznała bowiem, że „miłość miłość w Zakopanem, polewamy się szampanem, nanana” jest równie niewinna, jak dziewica Orleańska i opowiada o wyjeździe na ferie z rodziną, a „ja uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie” to współczesna historia miłości Dziadka do Orzechów i baletnicy. Także ten. Kartka świąteczna.

W sobotę wyjęłam z tajnej skrytki, jaką posiada każdy rodzic dzieci w wieku 5 wzwyż ( w której to skrytce jest zazwyczaj wszystko, tylko, klasycznie, nie to, co o 22 dziecko przekazuje, że potrzebne jest na jutro) wszelkiej maści arkusze pianek, filców, tekturek, piórek, rurek i innych przydasiów, posadziłam młodzież przy stole i zakrzyknęłam- róbta co chceta, byle zawierało jajko, kurczaka bądź inny element skojarzeniowy.

Radosna TFUrczość pięciolatki wyewoluowała w baranka, któremu z dupy wystają żonkile w fazie kwitnięcia. Podpisałyśmy dzieło inicjałem i zaniosłyśmy do przedszkola, gdzie powitały nas między innymi:

– naturalnej wielkości baranek zrobiony metodą quilingu, podpisany: Jaś, 4 lata, grupa Gwiazdek,

– ręcznie pleciony kosz wiklinowy 2 d z pełnym wyposażeniem wyszytym włóczką Zuzia, 5 lat, Słoneczka,

– wydzierganą szydełkiem białą serwetkę z zadziornie różowym napisem „Alleluja”- Kasia, Planetki, lat 3.

No kurfa”.

Przekazuję dalej za pozwoleniem autorki (Monika Treska), bo jest to treść z którą każdy rodzic powinien się zapoznać :)…

Opublikowany przez Blog Ojciec 25 marca 2018

Podcinanie skrzydeł

Założę się o podwójne karmelowe lody Magnum, że co najmniej połowa czytających ten tekst rodziców ma w zanadrzu podobną mrożącą krew w żyłach historyjkę i swój prywatny rachunek krzywd i upokorzeń. Gdyż albowiem w każdej grupie przedszkolaków i w każdej klasie są rodzice z niepokojącym przerostem ambicji względem osiągnięć dziecięcia, że “zesram się, ale wygra ten konkurs, gówniarz jeden!”.

Jest to postawa, która absolutnie rujnuje ducha szlachetnej rywalizacji (córka po porażce z szopką długo miała uraz do wszelkich konkursów) oraz podcina skrzydła autentycznej dziecięcej twórczości. Takiej, że tu koślawo, tam nierówno, ale za to z wyobraźnią, pomysłem – i co z tego, że dziwnym albo nie na temat? Ale tak właśnie ćwiczy się jakże cenioną w naszych czasach (przynajmniej w teorii) kreatywność i umiejętność tworzenia niesztampowych rozwiązań.

Świetnie ujęła to jedna z komentujących u Bloga Ojca:

“To prawda, mówię to jako nauczycielka i matka. Jest to bardzo przykre doświadczenie dla innych dzieci, które włożyły w swój proces twórczy wiele pracy, pomysłów i wyobraźni – to dzięki temu te prace są wyjątkowe. Nierówne, wychodzące za linię, jedno oko większe od drugiego, krzywe, kolorowe itd. Ale przynajmniej to dziecka praca. Poza tym przez takie zachowania uczymy dzieci, że:

– pracę za nie w każdej chwili odbębni mama, tata, babcia, dziadek… i wpiszcie jeszcze kogo tam chcecie,

– dziecko nie nadaje się, bo wykonana pracę brzydko, a przecież za wszelką cenę trzeba pokazać się i wygrać (takie dzieci później są niedowartościowane i szybko rezygnują z motywacji i osiągnięcia celów),

-to jest chory wyścig szczurów, a przecież w sztuce w ogóle nie o to chodzi.

I masa innych psychologicznych pierdół, które odegrają wielką rolę w życiu dorosłym takiego dziecka. A później lamenty i płacz rodziców, co z tego dziecka wyrosło. Po prostu nie popadajmy w paranoję i nie zabierajmy dzieciom dzieciństwa, ale też nauki i tego czasu, kiedy mogą pokazać przez swoją twórczość jakie są, co myślą, o czym marzą…”.

Radość tworzenia jest wielka, nie trzeba pimpować prac na siłę!

Wykluczać niesamodzielne prace

Podpisuje się pod oboma przytoczonymi wyżej tekstami wszystkimi moimi czterema. I dodam jeszcze, że osobiście żywię do nadambitnych rodziców głęboką niechęć. Jeśli uparli się krzywdzić własne dziecko i rujnować jego poczucie wartości, ich sprawa, ale czy przy okazji muszą zaspokajać swoja potrzebę zwycięstwa kosztem mojego dziecka?

A tak się składa, że przynajmniej jedna z moich córek jest bardziej niż przeciętnie uzdolniona plastycznie. Jednak, aby uwierzyła w swoje zdolności trzeba było, po kilku fatalnych doświadczeniach w przedszkolu (ta szopka to nie była jedyna tego typu sytuacja), dobrych paru lat i wsparcia ze strony mądrych nauczycieli, którzy zachęcali ją do rozwijania talentu. Oraz jednej jeszcze bardziej uzdolnionej przyjaciółki, z którą razem sobie malują i rysują – dla przyjemności, wygłupu, bo taki mają pomysł czy kaprys, a nie bo to konkurs, praca domowa i trzeba “się wykazać”.

Choć koniec końców wykazywać też się nauczyły i jak razem robią prace konkursowe to mucha nie siada i oko bieleje. Choć tak, bywa trochę krzywo albo trochę nieprzemyślanie – ale to 9-, 10-latki, a nie dorosłe pracownice studia graficznego. Mają czas na osiągnięcie bezwzględnej doskonałości. Teraz niech po prostu robią, najlepiej jak potrafią – i to powinno być doceniane przez system edukacji. Zwłaszcza u tych dzieci, które nie mają szczególnych zdolności, ale włożyły w coś wysiłek i serce. Zaś prace rodziców powinny z konkursów wylatywać. Bezwzględnie.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody

Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
Od ponad dziesięciu lat "robi w słowie" jako dziennikarka, blogerka, felietonistka. Była redaktor naczelną internetowego serwisu dla kobiet Foch.pl i współzałożycielką BACHORA, humorystycznego magazynu dla sfrustrowanych rodziców. Ma za sobą pracę w prasie papierowej (m.in. Dziennik, Przekrój, Machina), ale bez trudu przeniosła się do internetu i tu czuje się u siebie. Nałogowo ogląda seriale, tłumaczy gry i komiksy, uwielbia przeprowadzać wywiady (i nienawidzi ich potem spisywać). Zwierzę miejskie, matka dzieciom (sztuk dwie) i fanka Davida Bowiego.
Put on your red shoes and dance the blues.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Przystanek dla bezdomnych kobiet – dom, w którym uprawia się sztukę

Mieszkają w jednym domu. Czasem trwa to kilka miesięcy, kiedy indziej nawet rok. Spotykają się w kuchni, gromadzą wokół dużego stołu i rysują. Razem z francuską artystką bezdomne kobiety tworzą przestrzeń, w której mogą się po prostu dobrze czuć i bawić, ale też stworzyć coś z niczego, np. dom, w którym chciałyby zamieszkać.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
16 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ