Rosną góry elektronicznych śmieci, oni chcą to zmienić

4 minuty czytania
1895
0
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
24 marca 2018
#RethinkRecycleRevive © VONWONG/vonwong.com

Co ma wspólnego twój stary smartfon, pęknięty blender i zepsuta lokówka? To część z 16,6 kilogramów e-śmieci, które co roku wyrzuca przeciętny Europejczyk. Spokojnie, o ile nie wylądują w lesie, jest szansa, że trafią na wysypiska w Afryce lub w Azji. No, i problem z głowy!

Elektrośmieci to nie temat na interesującą konwersację przy obiedzie. Chciałem to zmienić – tłumaczy fotograf, artysta Benjamin von Wong. Dlatego w swoim najnowszym projekcie we współpracy z firmą Dell, pokazał jak każdy z nas dokłada cegiełkę do kolosalnej góry e-śmieci, zwanych również elektrośmieciami. Doprecyzujmy: właściwie to nie śmieci, a niepotrzebne, przestarzałe urządzenia z uśpionym potencjałem, bo jak zwraca uwagę Wong, w ich wnętrzach tkwią przecież cenne tworzywa i części do odzyskania. Nie są więc całkiem bezużyteczne.

1800 kilogramów śmieci

Zespół 50 wolontariuszy pod okiem Wonga przez 10 dni pracował nad niezwykłą futurystyczną sesją fotograficzną – układał kręgi z setek laptopów, sterty klawiatur, ściany z plątaniny kabli i portale z podzespołów. W instalacjach użyto ponad 1800 kilogramów części komputerowych przekazanych przez Dell. Liczba nie jest przypadkowa – to masa śmieci, którą przeciętny Amerykanin wyrzuci w ciągu całego swojego życia. Efekt jest porażający, ale Ben von Wong po prostu zwizualizował dane, o których wiemy od dawna.

Gazeta Wyborcza podawała w ubiegłym roku, że na każdy metr kwadratowy powierzchni Ziemi przypada średnio  ok. 50 kilogramów produktów wytworzonych przez człowieka. A im więcej posiadamy, tym szybciej rosną hałdy produkowanych przez nas śmieci.

Jak policzył Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) działający przy ONZ, do końca tego roku ilość generowanych przez nas elektronicznych odpadów – sprzętu RTV-AGD, komputerów, telefonów i akcesoriów – przekroczy 50 milionów ton, a w latach 2014-2016 wzrosła już o 8 proc.. W raporcie Global E-Waste Monitor 2017 czytamy, że masa elektronicznych śmieci wytworzonych w samym tylko 2016 r. wystarczyłaby do zbudowania dziewięciu piramid w Gizie i 4500 Wież Eiffla. Do 2021 r. będą to już ponad 52 mln ton.

Majątek w śmieciach

Rekord w produkcji e-śmieci należy do mieszkańców Australii, Nowej Zelandii i Oceanii. Prawie jedna piąta odpadów pochodzi z Azji, ale Europa nie jest wiele lepsza – tu roczna produkcja e-śmieci per capita osiąga średnio 16,6 kg.

Co się właściwie z nimi dzieje? Według polskiego ustawodawstwa teoretycznie nie możesz ot tak pozbyć się starej lodówki czy monitora. Naszymi opadami zainteresowane są za to kraje rozwijające się, gdzie na olbrzymich wysypiskach śmieci mają być utylizowane – tamtejsze firmy liczą na odzyskanie cennych surowców.

Jak szacują eksperci ITU, pokłady cennych minerałów, materiałów i komponentów w składowanych e-śmieciach są warte 200-250 mld zł. Ale jak donoszą organizacje ekologiczne na wysypiskach dochodzi do wypadków i licznych uchybień, a do pracy tam zatrudniane są dzieci, narażone na długotrwały kontakt ze rtęcią, kadmem czy ołowiem. Poza tym zaledwie 20 proc. elektrośmieci rzeczywiście udaje się poddać recyklingowi, a to dla środowiska podwójna strata. Najlepiej na tym tle wypadają Norwegia, Szwecja i Szwajcaria gdzie odzyskuje się aż 70 proc. części, średnia dla Europy i Rosji jest o połowę mniejsza.

©Von Wong/blog.vonwong.com/dell/

Na przekór kulturze wyrzucania

Jak temu przeciwdziałać? Nawet jeśli nie chcesz co dwa lata wymieniać smartfona na najnowszy model, w pewnym momencie zmusi cię do tego zaprogramowana użyteczność tych urządzeń. Producenci się z tym nie kryją – np. Apple przyznał w grudniu, że spowalnia starsze modele iPhone’ów.Można kupować mniej i nie ulegać modom. Ale co zrobić z urządzeniami, które po prostu przestały działać? Oficjalne statystyki nie uwzględniają wszystkich słuchawek z przetartym kablem, starych ładowarek, zepsutych lokówek których nie opłaca się naprawiać, a często zalegają w naszych szufladach i piwnicach. Bo szkoda wyrzucać.

Z drugiej strony, w Polsce łatwiej dziś znaleźć kości mamuta niż punkt naprawy drobnej elektroniki po gwarancji (czynny dłużej niż do 17). We wszystkich krajach gdzie automatyzacja i tania produkcja wypierają naprawę, te usługi się zamykają, lub przenoszą na peryferia. W Polsce nowe pokolenie rzemieślników po prostu nie weszło na rynek pracy.

Tymczasem – choć dla laika wygląda to inaczej – naprawa lampek choinkowych czy czajnika to żaden problem i z reguły nie wymaga nawet technicznego wykształcenia. W Wielkiej Brytanii furorę robią społeczne kawiarenki Repair Cafe do których możesz przynieść takie urządzenie a przy okazji napić się kawy, poplotkować czy odpocząć. Wolontariusze – na co dzień pracujący w różnych zawodach – naprawią je dla ciebie bezpłatnie. Niektórych sprzętów nie da się naprawić od ręki, innych w ogóle. Ale w większości przypadków właściciele są zaskoczeni jak łatwo odzyskali swoją własność. 24 kilogramy urządzeń ocalonych w ten sposób od wysypiska to 284 kilogramów dwutlenku węgla, który nie trafił do atmosfery.

©Von Wong/blog.vonwong.com/dell/

Recykling kontra konsumpcjonizm

Kiedy do naprawy urządzeń zniechęcają sami producenci, recycling staje się aktem politycznymmówią wolontariusze. I podkreślają, że to fundamentalne prawo każdego właściciela nie może być ograniczane przez nikogo. W niektórych stanach USA to wcale nie takie oczywiste, bo z „prawem do naprawy” swoich urządzeń przez klientów walczą tam największe firmy jak John Deere, Apple i AT&T.

Komercyjna wersja kafejek – brytyjska sieć punktów naprawy Remakery – poszła o krok dalej. Urządzenia są naprawiane na oczach klienta, a nie gdzieś na zapleczu, właśnie po to. by przekazać mu podstawowy know how. Sam biznes, choć korzysta z dotacji, jest dochodowy, a jej pracownicy od 2012 r. przerobili lub naprawili już 205 ton śmieci. Jak niedawno opisywał The Guardian, Sophie Unwin, współzałożycielka firmy ma już 53 zapytania z innych krajów, w tym z USA, Kanady, Nowej Zelandii, Niemiec i Korei Południowej o możliwość rozwijania tam sieci.

Ale dla Sophie Unwin projekt ma przede wszystkim wymiar społeczny. – To nasz sposób by ograniczyć szaleństwo konsumpcjonizmu – mówiła. Benjamin von Wong również chce by o jego instalacji zrobiło się głośno. Jak tłumaczy, ten projekt kosztował wszystkich wiele pracy, ale być może zmieni czyjeś myślenie. W końcu od tego się wszystko zaczyna.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody

Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
Śledzi trendy i fenomeny zza zawodowych, marketingowych okularów. Ogląda bloki reklamowe i zdarza jej się przy tym pochlipywać. Lubi czytać historie brandów, które poniosły porażkę, a szczególnie jeśli się po tym podniosły. Inspirują ją ludzie, którzy przy śniadaniu wpadli na pomysł, o którym rok później mówił już cały świat. Obecnie pełnoetatowa Matka-Polka.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Świat bez śmieci jest możliwy?

To dobre dla ekoświrów albo ludzi, którzy nie mają co zrobić z czasem? Takie komentarze często pojawiają się w kontekście zwolenników „bezodpadowego” stylu życia. Tymczasem małymi kroczkami wielu z nas zbliża się do ich idei, nawet specjalnie się nad tym nie zastanawiając.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
18 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ