Rozporządzenia o edukacji specjalnej – czy obietnice MEN zostały dotrzymane? SPRAWDZAMY

6 minut czytania
1196
0

„Żadne dziecko nie zostanie bez pomocy” – obiecywała wiceminister edukacji Marzena Machałek. Po pół roku od tej deklaracji pytamy rodziców dzieci, które korzystają z nauczania specjalnego, czy system rzeczywiście działa.

Gdy na początku września nowe rozporządzenia Ministerstwa Edukacji wzbudziły niepokój rodziców, pisaliśmy o tym, że wydają się dobrze przygotowane i dają szansę na wsparcie nawet tym dzieciom ze specjalnymi potrzebami, które nie mają odpowiedniego orzeczenia.

W praktyce to szarpanina i lekceważenie potrzeb. Ciężko o poprawne relacje i egzekwowanie praw – tak ocenia sytuację Karolina z niewielkiej miejscowości na Mazowszu. Nie jest to odosobniony pogląd: wielu rodziców mówi o tym, że trudno im wyegzekwować od szkół i przedszkoli potrzebne dziecku wsparcie. Wskazują przy tym, że sytuacja nie zmienia się od lat.

Nauczyciel wspierający? Jasne, ale tylko na papierze

Jeden z większych problemów to zatrudnianie nauczycieli wspierających, czyli odpowiednio wykwalifikowanych osób, które towarzyszą dzieciom i pomagają im w trudnych sytuacjach. Większość placówek ma kłopoty ze znalezieniem takiego nauczyciela, a gdy go znajdzie, zatrudnia np. jednego do kilku klas i tylko w niewielkim wymiarze godzin. W rezultacie dziecko, które spędza w szkole powiedzmy 20 godzin w tygodniu, ma nauczyciela wspierającego tylko na osiem godzin. Ponieważ specyfiką trudnych sytuacji jest ich nieprzewidywalność, to oczywiście bardzo często nauczyciela nie ma przy dziecku, gdy jest najbardziej potrzebny. Rodzice zauważają, że nie jest to winą szkół, lecz samorządów – dyrekcja bowiem niewiele zdziała, jeśli gmina dała pieniądze tylko na jeden etat dla kilku klas. Nie jest rzadkością także zatrudnianie w roli wspierającego – nauczyciela, który w tej samej placówce ma już etat, na przykład uczy WF-u. Oczywiście nie może pomóc podopiecznemu nawet w bardzo trudnej sytuacji, gdy jednocześnie prowadzi lekcję w innej klasie. Takich paradoksów jest wiele.

Nie wszystkie dzieci mogą cieszyć się samodzielnością w szkole

Drugi bardzo duży problem to poziom wiedzy nauczycieli, wychowawców i dyrekcji. We wrześniu MEN zapewniał, że nauczyciele zostaną przeszkoleni, żeby nie dopuszczać do sytuacji, w której dzieckiem z autyzmem czy zespołem Aspergera opiekuje się nauczyciel niemający wiedzy na ten temat. Nie wiadomo, jaki jest w praktyce dostęp do szkoleń i czy nauczyciele dzieci z diagnozami są rozliczani z aktualności swojej wiedzy. O możliwość kształcenia nauczycieli zapytałam dyrekcję jednego z mazowieckich przedszkoli niepublicznych:
Placówka niepubliczna ma w ogóle ograniczone możliwości, bo system dba przede wszystkim o placówki publiczne. Jako dyrektor niepublicznej placówki otrzymuję oferty szkoleń, ale innych, niż nauczanie dzieci np. z autyzmem. Oczywiście każdy nauczyciel ma obowiązek się szkolić, gdy awansuje, ale w praktyce najczęściej wybierane są szkolenia bardziej atrakcyjne, niż praca z uczniem o specjalnych potrzebach – na przykład takie z prowadzenia ciekawych zajęć muzycznych w przedszkolu. Wiem też, że niestety powszechny jest problem z uzyskaniem przez nauczycieli płatnego dnia wolnego na szkolenie, a w placówkach niepublicznych także ze zorganizowaniem zastępstwa na ten czas.

„To nie zespół Aspergera, tylko lenistwo”

Okazuje się jednak, że kłopotem niekoniecznie jest sam dostęp do szkoleń, ale… chęć nauczycieli do skorzystania z tej możliwości. Przykład? Agata ma dwóch synów ze specjalnymi potrzebami w różnych szkołach w tej samej dzielnicy Warszawy:
Gdy w zeszłym roku w szkole starszego wspomniałam, że skoro sobie nie radzą (sami tak mówili), to może konsultacja w szkole z jakimś psychologiem, to mnie mało nie zabili wzrokiem. „U nas pracują SPECJALIŚCI” – powiedziała pani dyrektor. Natomiast w szkole młodszego w pierwszych miesiącach roku szkolnego pedagog i logopeda poszli na szkolenie z zakresu trudności młodego, najpierw konsultując ze mną, gdzie warto iść… Płaciła szkoła, nie gmina. Tak działa tak zwany „czynnik ludzki”…

Czynnik ludzki to kluczowe wyrażenie, gdy chodzi o zapewnienie wsparcia dzieciom o szczególnych wymaganiach, a wielu nauczycieli wciąż zdaje się sądzić, że ADHD czy zespół Aspergera to jedynie puste etykietki, kryjące niekompetencje wychowawcze rodziców:
„on jest leniwy i nie uważa, dlatego ma słabe oceny”, „powinien brać leki”, ”pani jest niewydolna wychowawczo i stąd te problemy”, „on nas wszystkich oszukuje, nie ma żadnego zespołu Aspergera, tylko uczyć mu się nie chce” – to tylko niektóre cytaty ze szkół. Jest sporo placówek, które podchodzą do uczniów z sercem i odpowiednią wiedzą, wciąż jednak zbyt wiele osób pracujących z uczniami nie ma przeszkolenia odpowiedniego, by zrozumieć trudności podopiecznych. Zajrzałam więc na stronę www Ministerstwa Edukacji Narodowej. W zakładce „Kształcenie specjalne” znalazłam opublikowane 28 lutego materiały do nauczania dzieci niepełnosprawnych. To jedyna zmiana na tej podstronie od czasu upublicznionych we wrześniu obietnic pani wiceminister.

Samorządy nie dają pieniędzy

Poważnym problemem jest finansowanie edukacji przez samorządy. Wprawdzie MEN zapewniał, że znajdą się środki na wsparcie każdego dziecka, w praktyce jednak placówki często miesiącami walczą o pieniądze na terapię podopiecznych. Gminy zasłaniają się uchybieniami proceduralnymi, zmianą deklarowanej liczby dzieci z orzeczeniem lub finansują mniej etatów, niż wynosi rzeczywiste zapotrzebowanie szkoły. Nierzadkie są przypadki, gdy dopiero w październiku możliwe jest zatrudnienie nauczyciela wspierającego w szkole lub gdy przedszkolaki kilka miesięcy czekają na terapię, podczas gdy mogłyby w tym czasie zrobić realne postępy. Problemy te wynikają z długich i szczegółowych procedur, na które samorządy niechętnie przymykają oko, nie kwapiąc się do wypłacania środków (jeśli nawet fizycznie je posiadają).

W całej debacie o szkoleniu specjalnym umyka też często fakt, że nie wszystkie dzieci mieszkają w dużych miastach i mają w pobliżu wiele placówek do wyboru. Trzyletni Karol na przykład jest mieszkańcem wsi pod Warszawą. Jest dzieckiem niepełnosprawnym, wiele czasu spędza w domu lub szpitalu. Gmina powinna zapewnić mu nie tylko nauczanie indywidualne w domu, ale także dowóz na rehabilitację czy do przedszkola w okresach, gdy mógłby do niego uczęszczać.

Nikt nie pomyślał o tym, że takie dzieci mieszkają np. na wsiach, w środku lasu, jak my. Nikt tutaj nie dojedzie, nikomu się nie opłaca, a gmina nie ma na to środków. To, że coś jest zapisane w rozporządzeniu, nie znaczy że jest wykonywane, niestety – mówi mama Karola. W efekcie trzylatek z niepełnosprawnością ma szanse na rehabilitacje i naukę tylko w tych okresach, gdy jego stan pozwala na dojazd do specjalistów i do nauczycieli. Czy trzeba dodawać, jak ważna w terapii jest regularność i jak wspaniałe postępy mogłoby zrobić małe dziecko, gdyby rzeczywiście otrzymało obiecywaną pomoc?

Rodzice zgodnie wskazują na jedną korzystną zmianę od września: szkoły częściej i rzetelniej przedstawiają rodzicom tzw. IPET, czyli Indywidualny Program Edukacyjno-Terapeutyczny. Dokument ten powinna przygotowywać szkoła (lub przedszkole) we współpracy z rodzicami i przy udziale specjalistów, a określa on dokładny zakres terapii i nauki dziecka. Dotychczas wiele placówek nie przedstawiało IPET-u rodzicom, nie dawało im kopii (choć powinno) i nie dostosowywało programu wystarczająco często. Ta sytuacja w wielu miejscach uległa poprawie.

Piękne obietnice, żadnej poprawy

Wygląda więc na to, że szumnie zapowiadane zmiany nic nie zmieniły. Na papierze wszystko wygląda bardzo ładnie, ale prawda jest taka, że dzieci nadal nie otrzymują potrzebnej pomocy, a szczególnie trudno jest w małych miejscowościach. Z rozmów z rodzicami wyłania się niewesoły obraz, w którym nadal zdani są oni na życzliwość nauczycieli, dyrektorów szkół i decydentów samorządowych; często latami próbują wyprosić pełną terapię zapisaną w orzeczeniu o kształceniu specjalnym ich dziecka, otrzymując jedynie część potrzebnych zajęć i ryzykując relacje ze szkołą.

Zapisać można wszystko – mówią moi rozmówcy – ale nie sposób tego wyegzekwować.

Zapytaliśmy MEN o narzędzia kontroli placówek edukacyjnych i samorządów w zakresie udzielania wsparcia uczniom, o to, czy ministerstwo otrzymuje skargi od rodziców i w jaki sposób je rozwiązuje oraz o regulacje dotyczące nauczycieli wspierających. Do chwili ukończenia tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

W jednej ze szkół integracyjnych sytuacja poprawiła się, gdy rodzice wspólnie złożyli skargę do kuratora i choć poprawa zbiegła się z nowymi przepisami, wynikała jedynie z uporu i walki tych, którym najbardziej zależało na pokonaniu wszechobecnego „nie da się”. Rozporządzenia, które zostawiają największy ciężar decyzji na szkołach, są być może dobre przy założeniu, że wszystkim zależy na dobru dziecka: ministerstwu, samorządom, dyrektorom i nauczycielom. Niestety układanka ta ma same słabe punkty: nauczyciele nie chcą się szkolić, dyrektorzy męczyć, samorządy niechętnie wydają pieniądze, a MEN, jeśli nawet zapewnia środki – nie kontroluje wprowadzenia w życie własnych rozporządzeń i nie pomaga rodzicom zgłaszającym problemy. Krótko mówiąc – dziękujemy za piękne obietnice, wolelibyśmy jednak realne efekty.

***

Aktualizacja 12 marca 2018. Otrzymaliśmy odpowiedzi od Ministerstwa Edukacji Narodowej. Publikujmy je w całości.

Czy Ministerstwo kontroluje rzeczywiste udzielenie pomocy każdemu dziecku i jakie są narzędzia tej kontroli?

Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN: MEN monitoruje i kontroluje ­­wdrażanie nowych rozwiązań prawnych dotyczących kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Dzieje się to przez zlecenie kuratorom oświaty sprawującym bezpośredni nadzór pedagogiczny nad przedszkolami, szkołami i placówkami systemu oświaty:

a)      monitorowania organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej we wszystkich­­ publicznych i niepublicznych przedszkolach oraz publicznych i niepublicznych szkołach ogólnodostępnych;

b)      kontroli dotyczących:

–        Oceny prawidłowości zapewnienia warunków i organizacji kształcenia uczniów niepełnosprawnych w szkołach ogólnodostępnych;

–        Oceny prawidłowości współpracy publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych z przedszkolami i szkołami.

Zakłada się, że przeprowadzone kontrole wpłyną na poprawę sytuacji dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami w przedszkolach i szkołach, szczególnie w kontekście zapewnienia edukacji włączającej.

Natomiast w aspekcie współpracy publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych z przedszkolami i szkołami, przyczynią się do poprawy jakości wydawanych orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego i posłużą do efektywniejszego planowania wsparcia m.in. uczniów z niepełnosprawnościami.

Czy MEN otrzymuje sygnały od rodziców, że coś jest źle, i w jaki sposób tym rodzicom pomaga?

W przypadku zgłaszanych MEN na bieżąco udziela rodzicom odpowiedzi podczas rozmów telefonicznych, odpowiadając na e-maile i pisma, w tym za pośrednictwem dodatkowo uruchomionego adresu poczty elektronicznej: edukacjawlaczajaca@men.gov.pl

Oprócz tego MEN, w zależności od rodzaju zgłaszanych problemów, przekazuje e-maile i pisma od rodziców właściwym terytorialnie kuratorom oświaty, aby w ramach nadzoru pedagogicznego podejmowali na bieżąco interwencje w przedszkolach, szkołach i placówkach oświatowych na swoim terenie.

Dodatkowo za pośrednictwem Ośrodka Rozwoju Edukacji, MEN uruchomiło sieć współpracy i samokształcenia z wizytatorami ds. specjalnych potrzeb edukacyjnych wyznaczonymi ze wszystkich 16 kuratoriów oświaty.

Do zadań ww. wizytatorów należy m.in.:
– wspieranie dyrektorów przedszkoli, szkół i placówek oraz rodziców uczniów ze SPE,
– udzielanie informacji, konsultacji i porad w zakresie stosowania przepisów prawa oświatowego.

Więcej informacji pod linkiem: https://www.ore.edu.pl/2017/10/wizytatorzy-ds-specjalnych-potrzeb-edukacyjnych-spe-2/

Czy MEN ma rzeczywisty wpływ na wypłacenie środków przez samorządy i ich należyte wykorzystanie przez placówkę edukacyjną, jeśli samorząd w tej kontroli zawiedzie?

Zobowiązaliśmy jednostki samorządu terytorialnego do tego, aby w danym roku budżetowym na realizację zadań wymagających stosowania specjalnej organizacji nauki i metod pracy dla dzieci oraz młodzieży ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi przeznaczały środki w wysokości nie mniejszej niż wynikająca z podziału części na ten cel, oświatowej subwencji ogólnej dla jednostek samorządu terytorialnego w danym roku kalendarzowym (art. 8 ustawy z dnia 27 października 2017 r. o finansowaniu zadań oświatowych (Dz. U. poz. 2203).

Sposób podziału środków pomiędzy szkoły i placówki został pozostawiony decyzji samorządów, które muszą zapewnić odpowiedni poziom środków otrzymanych z budżetu państwa na zadanie wymagające szczególnej uwagi, edukację wymagającą stosowania specjalnej organizacji nauki i metod pracy. Prowadzenie przedszkoli, szkół i placówek jest zadaniem własnym jednostek samorządu terytorialnego wykonywanym w imieniu własnym i na własną odpowiedzialność w granicach obowiązującego prawa. W związku z tym samorządy same decydują o tym, w jaki sposób kształtuje się polityka oświatowa, w tym polityka kadrowa, na ich terenie.

Ministerstwo edukacji nie sprawuje nadzoru nad działalnością jednostek samorządu terytorialnego. Jednostki samorządu terytorialnego działają samodzielnie i na podstawie własnego budżetu. Nadzór nad działalnością jednostek samorządu terytorialnego z punktu widzenia legalności sprawuje wojewoda, a w zakresie gospodarki finansowej – regionalne izby obrachunkowe, zgodnie z przepisami ustawy z dnia 7 października 1992 r. o regionalnych izbach obrachunkowych (Dz. U. z 2016 r. poz. 561).

Czy istnieje jakiś plan regulacji zatrudniania nauczycieli wspomagających, którzy zwykle otrzymują pół etatu do podziału np. na kilka klas, więc nie są wstanie zapewnić rzeczywistego wsparcia każdemu dziecku?

Wskazaliśmy dyrektora jako osobę kierującą działalnością przedszkola, szkoły lub placówki oraz decydującą w sprawach m.in. zatrudniania i zwalniania nauczycieli oraz innych pracowników szkoły lub placówki (art. 68 ust. 1 i 5 ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe (Dz. U. z 2017 r. poz. 59, z późn. zm.). Zatem o sposobie zabezpieczenia potrzeb uczniów, w tym ze SPE decyduje właśnie dyrektor danej jednostki systemu oświaty. To on odpowiada również za podejmowanie decyzji dotyczących zatrudnienia nauczycieli (w tym tzw. wspomagających) i specjalistów, posiadających odpowiednie kwalifikacje do prowadzenia zajęć adekwatnie do rozpoznanych potrzeb uczniów w tym zakresie. W tym celu dyrektor przedszkola, szkoły i placówki współpracuje z organem prowadzącym.

Dodatkowo w przepisach prawa oświatowego wskazaliśmy m.in. tygodniowy obowiązkowy wymiar godzin zajęć dla nauczycieli posiadających kwalifikacje z zakresu pedagogiki specjalnej (20 godzin – zapis wprowadzony do ustawy z dnia 26 stycznia 1982 r. – Karta Nauczyciela przepisami ustawy z dnia 27 października 2017 r. o finansowaniu zadań oświatowych (Dz. U. poz. 2203). Mowa jest tu o nauczycielach zatrudnianych dodatkowo w celu współorganizowania kształcenia integracyjnego oraz współorganizowania kształcenia uczniów niepełnosprawnych, niedostosowanych społecznie oraz zagrożonych niedostosowaniem społecznym.

 

 

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Niepełnosprawne dzieci poza szkołami? Co zmienia nowe rozporządzenie MEN?

Ministerstwo Edukacji wydało w sierpniu nowe rozporządzenia dotyczące edukacji dzieci niepełnosprawnych, chorych lub potrzebujących szczególnych warunków do nauki. Jedno z nich wywołało wielki niepokój rodziców i opiekunów. Czy niepełnosprawne dzieci mają zakaz uczenia się razem ze zdrowymi? „Nauczyciele i psycholodzy nie mogą uwierzyć, że ktoś mógł wprowadzić tak nieludzki i szkodliwy przepis. Rząd wydał zakaz uczenia się dzieci zdrowych i chorych lub niepełnosprawnych na terenie tej samej placówki. Od września dzieci, które mają orzeczenie o konieczności nauczania indywidualnego nie mogą przyjeżdżać do szkoły i w niej się uczyć” – napisano pierwszego września na facebookowym profilu Ośrodka Monitorowania…
Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
13 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ