Tonya Harding. Dziewczyna, która została na lodzie

8 minut czytania
3308
0
Robert Skowroński
Robert Skowroński
2 marca 2018

Była pierwszą Amerykanką, która skoczyła potrójnego axla, jednak sławna stała się nie dzięki sportowym sukcesom, a skandalowi. Sprawą złamania nogi rywalce, Nancy Kerrigan, żył przez chwilę cały świat. A potem całkowicie zapomniał o negatywnej bohaterce tej historii. Przypomina o niej Craig Gillespie we wchodzącym na ekrany “Jestem najlepsza. Ja, Tonya” z rolą Margot Robbie.

Na lodzie po raz pierwszy stanęła w wieku trzech lat, potem zaliczyła nań wiele upadków, zawsze się jednak podnosząc. To ją zaprowadziło na łyżwiarski szczyt, jednak nie zdołała się na nim utrzymać. Czy dlatego, że faktycznie zrobiła coś niewybaczalnego, czy była “biedną wieśniarą”, którą po prostu zostawiono na lodzie, gdy powinęła jej się noga?

To nie był materiał na idolkę?

Amerykański Związek Łyżwiarstwa Figurowego to dość konserwatywna instytucja, która nie mogła pozwolić na to, aby organizacja, a nawet cały kraj, były reprezentowane przez “białego śmiecia”. Cóż, Tonya Harding faktycznie wywodziła się z nizin społecznych. Małżeństwo jej matki LaVony i ojca Ala nie przetrwało próby czasu, zaś w domu się nie przelewało, bo pensja pracującej w Portland jako kelnerka i nadużywającej alkoholu rodzicielki nie pozwalała na zbytnie luksusy. Stąd wieczne spychanie łyżwiarki przez Związek na drugi tor i faworyzowanie Nancy Kerrigan, dziewczyny dużo bardziej ułożonej, idolki Ameryki. Może gdyby sympatie decydentów rozłoży się inaczej, to i historia z 6 stycznia 1994 roku w ogóle nie miałaby miejsca?

Detroit. Na lodowisku Nancy Kerrigan ćwiczy przed nadchodzącymi mistrzostwami Stanów Zjednoczonych w łyżwiarstwie figurowym. Plany ma zresztą ambitniejsze, bo kolejnym krokiem ma być udział w zimowych igrzyskach olimpijskich w norweskim Lillehammer (to samo marzenie ma Harding). Towarzyszy jej kamera telewizyjna, która rejestrują jej zejście z tafli lodu. Na dostępnym w sieci nagraniu, które zresztą obiegło swego czasu świat, następuję cięcie, a potem już pełen rozpaczy płacz siedzącej na podłodze za kulisami, trzymającej się za kolano łyżwiarki, otoczonej wianuszkiem ludzi. Z jej ust, jak mantra wydobywa się zapętlone: “dlaczego?”. Być może jej kariera dobiegła właśnie końca po tym, jak została uderzona teleskopową pałką w prawą nogę. Nancy po szybkiej rekonwalescencji wróciła jednak do gry, zaś Harding za pewien czas miała już na zawsze zniknąć z lodowej tafli.

To jest materiał na film

W Polsce, gdzie łyżwiarstwo figurowe cieszy się niszowym zainteresowaniem, historia Tonyi nie należy do tych, które recytuje się z pamięci ze względu na to, jak szerokim echem się odbiły tamte wydarzenia. Inaczej sprawa ma się ze Stanami. Już w 1994 roku powstał film telewizyjny Larry’ego Shawa “Tonya & Nancy: The Inside Story”. Nic dziwnego, że temat został podjęty tak szybko. To przecież istny samograj i dowód na potwierdzenie słów o tym, że “życie pisze najlepsze scenariusze”. Kwadratowe aktorstwo, rozczulająca praca kamery i ścieżka dźwiękową sprawiającą wrażenie wyjętej z innej produkcji… Jednak nawet w tym nieudanym filmie opowiedziano mocną historię. Od pierwszych kroków Harding, mających ją zbliżyć do sportowych osiągnięć, aż do przykrych konsekwencji ataku na Kerrigan, o którego zaplanowanie Tonya została oskarżona. Pojawił się też wątek przemocy matki wobec małej Harding (sama LaVona przyznała się tylko do jednokrotnego pobicia dziewczynki szczotką) i tej stosowanej w późniejszych latach przez męża łyżwiarki, Jeffa Gilloolya.

Bardzo podobnymi torami podąża “Jestem najlepsza. Ja, Tonya” Craiga Gillespiego, choć całość stoi o kilka klas wyżej pod względem realizacyjnym. W nieco innej wersji niż w “Tonya & Nancy: The Inside Story” pojawia się tu motyw burzenia czwartej ściany, poprzez wprowadzenie, zainscenizowanych na podstawie autentycznych rozmów, wywiadów z głównymi bohaterami, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami na temat wydarzeń z ekranu. Są też wątki mające nam przybliżyć prywatne życie dziewczyny, która jako pierwsza Amerykanka wykonała potrójnego axla, jeden z najtrudniejszych skoków w łyżwiarstwie figurowym. Są więc kulisy życia z despotyczną matką nie rezygnującą z rządów twardej i ciężkiej ręki, mieszkanie pod jednym dachem z damskim bokserem, ale i próba ukazania ambiwalencji bohaterki. Bo i ona sama nie była ucieleśnieniem cnót. Mimo to trudno nie polubić tej niewylewającej za kołnierz prowincjonalnej chłopczycy, która zamiast mizdrzyć się przed lustrem, woli udać się ze strzelbą na polowanie, a zamiast stać przy garach w kuchni, pójdzie pogrzebać przy silniku samochodowym. Nie jest to jednak sympatia jednoznaczna i bezwarunkowa.

Zbrodnia i kara

Obraz z Margot Robbie w roli głównej nie stara się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy bohaterka współuczestniczyła w planowanym ataku na jej koleżankę czy też nie. To już musi rozstrzygnąć widz w świetle podanych mu faktów. Przypomnijmy, że oficjalnie przyjęta wersja mówi o tym, że za napaścią na Kerrigan stał Jeff Gillooly i ochroniarz Tonyi, Shawn Eckhardt. To oni mieli wynająć Shane’a Stanta, który wraz z Derrickem Smithem jako kierowcą podjechał pod halę Cobo Arena w Detroit, by wykluczyć Kerrigan z nadchodzących igrzysk. Akcja miała polegać na zastraszaniu rywalki listami z pogróżkami, ale wszystko wymknęło się spod kontroli. Za sprawę szybko wzięło się FBI. Nie trzeba było długo czekać na obciążające zeznania, bo Stant wyznał z czyjego polecenia działał.

Wkrótce zatrzymany został Gillooly, który poszedł na układ z wymiarem sprawiedliwości i w zamian za obietnicę niższego wymiaru kary zeznał, że Harding aktywnie uczestniczyła w przygotowaniu ataku. Mężczyzna został skazany na dwa lata więzienia, z kolei Stant, Eckhardt oraz Smith wylądowali za kratkami na 18 miesięcy. W tym czasie Tonya znajdowała się na celowniku mediów. Przyparta do ściany wydała oświadczenie, w którym wyznała, że rozwodzi się z mężem. Z kolei Amerykański Komitet Olimpijski postanowił o wykluczeniu Tonyi z igrzysk, ale decyzja uległa zmianie, gdy łyżwiarka zagroziła pozwem opiewającum na sumę 25 milionów dolarów odszkodowania.

I tak dziewczyna, która w filmie Gillespiego sama określa siebie jako “biedną wieśniarę”, poleciała na igrzyska do norweskiego Lillehammer, gdzie konkurowała m.in. z już w pełni sprawną Kerrigan. Występ Tonyi nie trwał długo. Wjechała na lód spóźniona i już pierwszy skok wykonała błędnie, by następnie ze łzami w oczach i pełnią rezygnacji tłumaczyć się przed jury z pękniętej sznurówki łyżew. Zawodniczka dostała jednak drugą szansę i wykonała swój program przy kolejnym podejściu z wtórującą jej muzyką z “Parku Jurajskiego”. Werdykt? Złoto zdobyła Oksana Bajuł z Ukrainy, srebro zaś powędrowało do… Nancy Kerrigan. Tonya zajęła dopiero 10. miejsce, ale prawdziwa porażka miała dopiero nadejść.

Po powrocie do kraju z pełnym impetem uderzyła w Harding sprawa ataku sprzed igrzysk. Tak silnych ciosów nie wyprowadzał nawet Jeff czy jej matka przy codziennej kindersztubie. Tonya  przyznała się do krycia męża i pozostałych sprawców, za co uznano ją winną utrudniania śledztwa. Karą było przyznanie jej trzyletniego dozoru kuratora, 500 godzin prac społecznych oraz grzywny w wysokości 160 tysięcy dolarów. To jednak nic w porównaniu z nakazem zrzeczenia się członkostwa w Amerykańskim Związku Łyżwiarstwa Figurowego oraz tym, że pozbawiono ją mistrzostwa Stanów Zjednoczonych z 1994 roku, jak i dożywotnio zakazano udziału w wydarzeniach organizowanych przez Związek w roli zawodniczki czy trenerki. Cała kariera Harding została wymazana.

Z lodowiska na ring

Zerowe wykształcenie, przekreślone perspektywy. Tonya musiała znaleźć nowy pomysł na siebie. W 2002 roku dziennik Chicago Tribune spytał ją o najdziwniejszą propozycję zawodową, którą dostała po zakończeniu kariery na lodzie. Tą miał być łyżwiarski występ w negliżu. Nie doszło to do skutku, ale kroki Harding po 1994 roku były równie zaskakujące. Miała wystąpić u samego Woody’ego Allena – to się nie udało, ale doszło do jej aktorskiego debiutu w “Breakaway” Seana Dasha z 1996. Próbowała też sił na scenie muzycznej, powołując do życia zespół The Golden Blades.

Sukcesy przyniósł dopiero powrót do sportu, tyle że nie z łyżwami na nogach, a z pięściami wciśniętymi w rękawice bokserskie. Z czym, jak z czym, ale z przyjmowaniem ciosów oraz ich wyprowadzaniem Tonya była za pan brat już od dawna. W 2002 roku pojawiła się na ringu w programie „Celebrity Boxing”, jej rywalką była wówczas Paula Jones, ta sama, która kilka lat wcześniej oskarżyła Billa Clintona o molestowanie seksualne.

Z przydomkiem “America’s Bad Girl” Tonya trafiła do świata boksu. Zatrudniła niejakiego Paula Browna jako managera i podpisała czteroletni kontrakt zapewniający jej wynagrodzenie rzędu 10-15 tysięcy dolarów za walkę. Później stanęła w ringu jeszcze sześć razy, co zakończyło się trzema wygranymi i taką samą liczbą przegranych. Tonya wycofała się z boksu nie tylko przez porażki i brak doświadczenia ale też dającą o sobie znać astmę. Cóż, przynajmniej zaczęło jej się układać w życiu osobistym, bo w 2010 roku wyszła po raz trzeci za mąż, tym razem za Josepha Jensa Price’a (po Jeffie była przez rok żoną Michaela Smitha) i urodziła rok później syna Gordona. Z obecnym małżonkiem poznała się w Waszyngtonie w barze z karaoke. Pamięta, że tego wieczoru wykonywał “Great Balls of Fire” Jerry’ego Lee Lewisa.

“Czy to zrobiłaś?”

Choć wciąż ma ona swoich wielbicieli, to w dużej mierze świat odwrócił się od Tonyi Harding. Po fali incydentów z pogróżkami i wrzucaniu zdechłych szczurów do jej skrzynki pocztowej, zapomniano o niej. Ona sama, przyjmując nazwisko Price, odcięła się od swojego dawnego “ja” (nie utrzymuje kontaktów z matką oraz byłym mężem). Bo Tonya Harding to tylko skandal z 1994 roku. Nawet jeśli jest zapraszana do programów telewizyjnych, jak ten prowadzony przez Oprah Winfrey, aby opowiedzieć o sobie, to wszystko kręci się wokół niesławnego wydarzenia. To co działo się przed i po jest tylko dodatkiem, bo i tak najważniejsze jest pytanie: “czy to zrobiłaś?”.

Tonya wydaje się jednak szczęśliwa, wciąż też jeździ na łyżwach, choć jak sama twierdzi rzadziej, niż by chciała. Dostała też szansę na to, aby jej historia została opowiedziana z jej perspektywy. O “Jestem najlepsza. Ja, Tonya” mówi w samych superlatywach, choć widzi w nim kilka nieścisłości – podobno nigdy nie wypluwała z siebie takiej ilości przekleństw, ani nie była obsceniczna wobec sędziów. I choć film nie bierze niczyjej strony, a do głosu dochodzą też inni bohaterowie, to Tonya cieszy się, że widzowie będą mogli zobaczyć jej ciężkie życie wypełnione fizycznymi i psychicznymi nadużyciami ze strony innych, wytykaniem atletycznej postury, byciem dźgniętą nożem przez własną matkę i postrzeloną przez byłego męża. Życie, w którym długo brakowało miłości i zrozumienia. Zresztą jak śpiewa Sufjan Stevens w poświęconej jej piosence: “Well this world is a bitch, girl. Don’t end up in a ditch, girl”. Mimo przeciwności, chyba udało się jej uniknąć wylądowania w owym “rowie”.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Robert Skowroński
Robert Skowroński
Krytyk filmowy i muzyczny związany niegdyś lub wciąż związany z... długo by wymieniać. Ponadto amator kawy i urban exploringu, który już chyba na zawsze pozostanie niespełnionym perkusistą. Prowadzi profil Trochę kultury.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Wywiad

Jerzy Górski: „Najpierw byłem szmatą, potem zostałem mistrzem”

Jerzy Górski jest żywym przykładem na to, że nie ma takiego dna, od którego nie można się odbić. Ponad 14 lat żył na haju, a lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. On jednak zaczął uprawiać sport i został mistrzem świata w podwójnym triatlonie.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
11 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ