VHS Hell – ocalić zapomniany nośnik i filmy, których nikt nie wznawia

6 minut czytania
2419
0
Kajetan Kusina
Kajetan Kusina
31 marca 2018

“Organizujemy pokazy z lektorami, którzy na żywo improwizują ścieżki dialogowe, zdarza się nam odtworzyć wnętrze wypożyczalni kaset wideo z początku lat 90.” – opowiada o działalności VHS HELL Krystian Kujda, który zgromadził imponującą kolekcję dwóch i pół tysiąca kaset VHS. Jakie ma na nich filmy?

Kajetan Kusina: Czy jesteś w stanie oszacować ile kaset VHS pojawiło się na polskim rynku? Zarówno tych z oficjalnej dystrybucji, jak i wydawanych własnym sumptem? Ile z nich udało się zebrać w kolekcji VHS HELL?

Krystian Kujda: Chyba nikt tego nie jest w stanie oszacować. Polski rynek był bardzo specyficzny – nie rozwijał się liniowo, a eksplodował wraz ze zmianą ustroju. Pierwsze polskie firmy dystrybucyjne miały niełatwe zadanie. Przepisy, w tym te, które dotyczyły prawa autorskiego, dopiero się kształtowały. Piracka konkurencja mocno dawała się we znaki. Kolejne firmy powstawały i równie szybko ginęły gdzieś w odmętach raczkującego kapitalizmu. Dopiero w 1994 r. video boom stracił nieco impetu, a sytuacja na rynku zaczęła się normalizować. Większe firmy wyparły mniejsze, przetrzebiły się szeregi piratów. Początkowy okres ekspansji video przyniósł jednak tysiące tytułów, których nie sposób teraz policzyć. Natomiast moja kolekcja to ok. 2500 kaset, ale nigdy nie miałem ambicji zebrać wszystkich filmów, które ukazały się w Polsce na VHS-ach. Wręcz przeciwnie, interesuje mnie tylko ich niewielka część.

©Video Rondo

Możesz przybliżyć o jaką część chodzi? To kolekcja, która rosła od zawsze?

Poszukuję kaset wydanych właśnie przed tą stabilizacją, o której wspominałem. Bardzo rzadko zdarza mi się kupić film wydany po 1994 roku. Początek video boomu jest dla mnie najbardziej interesujący – choćby ze względu na malowane okładki Video Rondo, pokraczne tłumaczenia Silesii Film czy fakt, że pojawiały się wówczas pirackie wydania takich firm, jak Videotronic czy Video Pajac. To były pionierskie, nieprzewidywalne czasy, jednocześnie przaśne i fascynujące. W drugiej połowie lat 90. nasz rynek już tak się nie wyróżniał. Do tego, jak się pewnie domyślasz, nie interesują mnie melodramaty, francuskie komedie czy większość kreskówek. Celuję głównie w kino akcji, horrory, sci-fi, zarówno to mainstreamowe, jak i zupełnie niskobudżetowe. Muszę się na czymś skupić, chociażby przez brak miejsca na kolejne kasety.

Pojawił się moment w Twoim życiu, w którym stwierdziłeś, że trzeba ratować wspomnienia o nośniku skazanym przez większość ludzi na zapomnienie?

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz pomyślałem o swojej kolekcji, jako ratowaniu analogowych nośników, których zawartość może zniknąć wraz z nimi. Myślę, że moja świadomość rosła razem z kolekcją i pewnego dnia zdałem sobie sprawę – przecież jak VHS-y odejdą do lamusa, to stracimy wraz z nimi mnóstwo filmów, które nigdy nie zostały wznowione na żadnym innym nośniku, mnóstwo świetnych wersji lektorskich i w ogóle kawał pięknej historii polskiej dystrybucji filmowej.

To właściwy moment, abyś przybliżył ideę stojącą za VHS HELL, bo z tego co pamiętam, początki były związane właśnie z masowym wyzbywaniem się towaru przez upadające wypożyczalnie.

Rzeczywiście, miałem to szczęście, że zacząłem kolekcjonować kasety jeszcze w czasach, kiedy działały wypożyczalnie. Odwiedziłem ich mnóstwo w różnych rejonach Polski i w miarę możliwości skupowałem ich zbiory. Bardzo żałuję, że nie pomyślałem wówczas o dokumentacji tych poszukiwań. Spędziłem wtedy sporo czasu rozmawiając z właścicielami, którzy bardzo często ciągnęli ten średnio opłacalny biznes z czystej miłości do kina. Ale skoro pytasz o ideę, to ta nie ogranicza się tylko do kolekcjonowania. VHS HELL to projekt, który wciąż się rozwija. Badamy polski rynek wideo, organizujemy pokazy (również z lektorami, którzy na żywo improwizują ścieżki dialogowe), zdarza się nam odtworzyć wnętrze wypożyczalni kaset video z początku lat 90. na potrzebny jakiegoś festiwalu albo zorganizować wystawę okładek video. Same pokazy też są bardzo zróżnicowane. Na jeden z nich reaktywowaliśmy nieczynne od lat kino Zawisza w Gdańsku, na inny przypłynęliśmy pirackim statkiem do stoczni, zrobiliśmy też pokaz w jednym z sopockim pensjonatów przy okazji festiwalu Artloop. Byliśmy z naszymi filmami na festiwalu Nowe Horyzonty, ale i robiliśmy eskapady do Mielca, Białegostoku czy Cieszyna. No i nigdy bym nie pomyślał, że będziemy współpracować z Tomaszem Knapikiem czy Samem Firstenbergiem, reżyserem „Amerykańskiego ninja”. Myślę, że nasza idea to wciąż robić nowe rzeczy jednocześnie nie odchodząc od meritum, czyli filmu i kaset VHS.

Pokaz VHS Hell (fot. Michał Szymończyk)

Wasze pokazy stały się chyba już stałym elementem na kulturalnym krajobrazie Trójmiasta (i nie tylko). Mimo wielu lat obecności nadal przyciągają tłumy widzów. Jesteś w stanie wskazać, w czym tkwi sekret ich sukcesu?

Wydaje mi się, że widzowie doceniają, że VHS HELL ma swój charakter. Pokazy organizujemy już blisko osiem lat i od początku staram się, aby repertuar był spójny i atrakcyjny, nieco podszyty nostalgią. Na pewno słyszałeś o innym popularnym evencie, a mianowicie o Najgorszych Filmach Świata Jacka Rokosza. Ten cykl funkcjonuje na podobnych zasadach, jego kołem zamachowym jest pasja i niezwykła wiedza Jacka. On skupia się na filmach klasy B z lat 50. i 60., my odnajdujemy się w epoce VHS-ów.

Moda na takie pokazy rozlała się chyba po całym kraju.

W ostatnich latach obserwuję wysyp inicjatyw typu najlepsze z najgorszych, które są jednak pozbawione tego czegoś i często sprowadzają się do randomowej prezentacji filmowych gniotów. To nie oznacza oczywiście, że z tych projektów nie powstanie coś fajnego. Kino klasy B i filmy eksploatacji to naprawdę bardzo pojemna kategoria i cieszy mnie, że coraz więcej widzów potrafi docenić taką rozrywkę. Umówmy się, to przecież nie jest złe kino. Ono wciąż zaskakuje rozwiązaniami formalnymi i dostarcza mnóstwo frajdy. Złe kino nudzi i zostawia widza obojętnym.

Wydaje mi się, że Wasze pokazy przywracają pewne zbiorowe wspomnienia związane z wspólnym przeżywaniem filmów. W końcu VHS to chyba ostatni symbol czasów, kiedy ludzie rzeczywiście odwiedzali się wzajemnie na seanse, bo ktoś posiadał odtwarzacz.  

Dokładnie tak. Kiedy planowałem pierwsze pokazy VHS HELL to jednym z punktów odniesienia były video świetlice, które funkcjonowały w Polsce w latach 80. To były czasy, kiedy jeszcze magnetowid był dobrem luksusowym i nie każdego było na niego stać. W video świetlicy można było obejrzeć za niewielką opłatą filmowe nowości, czasami również z lektorem na żywo. Inną inspiracją były grindhousowe kina, w końcu nasz repertuar nie nadaje się dla każdego odbiorcy. Generalnie stawiamy na kolektywne przeżycie seansu filmowego, wspólną rozrywkę. Kiedyś wyjście do kina generowało zdecydowanie więcej emocji, teraz żyjemy w czasach przesytu. Chciałbym, aby każdy pokaz VHS HELL był unikalnym doświadczeniem – dlatego też zabieramy widzów w miejsca nieoczywiste, jak np. klub w stoczniowej hali czy ostatnie kino studyjne na półwyspie helskim.

rys. Tomasz Kaczkowski

Innym wspomnieniem, które pielęgnujecie są małe wypożyczalnie video, te pochodzące jeszcze sprzed epoki wielkich sieci. To kolejny fenomen charakterystyczny dla początku lat 90., który potem już nie miał u nas swojego odpowiednika.   

To się łączy trochę z tym, o czym opowiadałem wcześniej. Wraz z rozwojem technologii i filmami dostępnymi na dwa kliknięcia myszką, zagubiliśmy gdzieś ekscytację tworami kultury. W latach 90. już sama wyprawa do wypożyczalni i wybór filmu to była prawdziwa przygoda. Oglądanie setek kolorowych okładek, rozmowa z właścicielem wypożyczalni, procedura wypożyczania i oddawania kaset – cały ten rytuał jest moim zdaniem godny zapamiętania, ponieważ dostarczał sporych emocji i dużo frajdy. Oczywiście ta frajda wynikała z wielu czynników. W Polsce lat 90. była spotęgowana tym, że chwilę wcześniej mieliśmy jeszcze komunizm i dwa programy w telewizji, a cena magnetowidu potrafiła przewyższać całoroczne zarobki. I żeby była jasność – nie twierdzę, że kiedyś było lepiej. Było po prostu inaczej. Mam świadomość jak wielu możliwości dostarczają nam nowe technologie, nie wyobrażam sobie życia bez Internetu, a nostalgię staram się trzymać w ryzach.

W tej sposób stajesz się strażnikiem wrót do jej krainy. Pozostaje życzyć dalszych sukcesów w tym zadaniu

Dzięki i do zobaczenia na pokazach!

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrod

Kajetan Kusina
Kajetan Kusina
Rocznik 1989. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. Nałogowo pochłania kulturę, opisują ją, a także tworzy. Prowadzi bloga kusinakulture.pl i pisze komiksową serię "Niesłychane Losy Ivana Kotowicza".
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Kasety w złotej dekadzie lat 90.: kradzione zdjęcia, koszmarne fonty, szalone kolory

To były czasy wolnej amerykanki: rodzimi wydawcy kaset tworzyli absolutne perełki graficzne, nie przejmując się zbytnio czymś takim jak prawa autorskie. Korzystali ze zdjęć z zachodnich gazet, robili amatorskie grafiki, zmieniali oryginalne okładki. Grafik płakał jak projektował?
Wojciech Przylipiak
Wojciech Przylipiak
17 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ