„Warszawiacy się nie boją” – zarządzanie strachem przed uchodźcami zyskało nowy kontekst

6 minut czytania
339
0
centrumwielokulturowe.waw.pl

Przez ostatnie dwa tygodnie w Warszawie można było zobaczyć plakaty i wideo z hasłem: „Warszawiacy się nie boją”, promujące otwartość wobec uchodźców. Czy kampania przekona nieprzekonanych – wątpliwe. Ważne, że próbuje zmienić wrogie nastawienie Polaków, będące skutkiem tzw. “zarządzania strachem”, konsekwentnie stosowanego przez polityków.

Kampania to spot i cztery plakaty z udziałem prawdziwych postaci, mieszkańców Warszawy: motorniczego, studenta, małżeństwa z dziećmi i powstańczyni. Deklarują oni, że nie boją się pomagać uchodźcom, zakumplować z nimi i że nie będą wychowywać dzieci w strachu przed cudzoziemcami. Mamy więc przegląd ludności Warszawy od najmłodszych do najstarszych, ich autentyczne postawy oraz zdanie: „Na ulicach Warszawy wszyscy są mile widziani”. „Wszyscy” – powtarza mała córeczka pary z Targówka. Proste, ładne, przemyślane.

Inicjatywy na rzecz cudzoziemców

Czy skuteczne? Oczywiście reakcje na kampanię są bardzo różne, a na forach i w portalach społecznościowych można przeczytać mniej więcej te same komentarze, co zwykle. Pełen przekrój, od „fajna kampania” do „wszystkich nas zaleje fala ze wschodu” (tylko nie tak elegancko napisane). To nic zaskakującego, że głęboko zakorzenionego lęku i nienawiści nie da się zmienić jedną, dwutygodniową kampanią społeczną, i, jak rozumiem, nikt tego nie oczekiwał. Pomysł zakrojony jest jednak szerzej, niż filmik i kilka plakatów w metrze, a założenia kampanii wypracowano z ekspertami zajmującymi się pracą na rzecz cudzoziemców.

Nie jest to pierwsza polska inicjatywa na rzecz cudzoziemców, choć jedna z niewielu promowanych przez ratusz (poprzednia akcja ratusza to Warszawa dla Aleppo). Stowarzyszenie Interwencji Prawnej od kilku lat prowadzi działania na rzecz równości imigrantów i autochtonów, zapewniając m.in. pomoc prawną, szkolenia dla przedsiębiorców zatrudniających obcokrajowców i monitoring antydyskryminacyjny. Z kolei strona Uchodźcy.info zbiera dane o organizacjach wspierających imigrantów i na terenie samej Warszawy pokazuje ich blisko 30. Ten portal jest szczególnie dopracowany także pod kątem narzędzi do udzielenia pomocy poprzez dużą sekcję „Działaj”, dzięki której każdy może włączyć się w pomoc na wybrany przez siebie sposób. Centrum Edukacji Obywatelskiej pomaga nauczycielom w przygotowaniu lekcji podejmujących temat imigrantów, a Fundacja „Ocalenie” prowadzi darmowe kursy polskiego dla cudzoziemców oraz zrzesza wolontariuszy przy takich pracach jak malowanie mieszkań lub właśnie nauka języka.

W Warszawie na Wilczej funkcjonuje też bar „Kuchnia konfliktu”, w którym codziennie jest inne regionalne menu, zależnie od tego, kto ze współpracujących z Kuchnią obcokrajowców gotuje danego dnia. Na profilu facebookowym Fundacji „Chlebem i solą” można dowiedzieć się, jakie konkretne rzeczy są potrzebne uchodźcom i pomóc oddając ubrania czy meble. Oddolnych inicjatyw jest wiele i niosą realne wsparcie.

Warszawiacy się nie boją (fot. centrumwielokulturowe.waw.pl)

Rosnąca niechęć

Jednocześnie badania CBOS wskazują na to, że większość Polaków nie chce przyjmować uchodźców. „Ponad połowa badanych (52 proc.) wyraża sprzeciw wobec ich przyjmowania. 40 proc. zgadza się, by udzielić im tymczasowego schronienia (do czasu, gdy będą mogli bezpiecznie wrócić do kraju, z którego przybyli). Jedynie mniej niż co dwudziesty badany (4 proc.) twierdzi, że powinniśmy pozwolić im osiedlić się w Polsce na stałe” – mówią dane z grudnia 2016 r. Znacznie więcej Polaków (58 proc.) zgodziłoby się na przyjęcie Ukraińców niż uchodźców z krajów Bliskiego Wchodu i Afryki (28 proc.). Ci, którzy zgadzają się na udzielenie schronienia, to przeważnie osoby powyżej 35 r. ż. i raczej o sympatiach lewicowych, z dużych miast, z wyższym wykształceniem i o niezłych zarobkach. Wśród tych grup większy odsetek badanych deklaruje, że Polska powinna przyjmować uchodźców. Badania przeprowadzane są regularnie od 2015 roku i wskazują, że poparcie Polaków dla uchodźców systematycznie spada: w czerwcu 2015 ponad 70 proc. badanych było za przyjmowaniem ich do naszego kraju.

Czy warszawiacy rzeczywiście się nie boją – cóż, to zależy. CBU przeprowadziło w 2015 r. badanie dotyczące lęku przez muzułmanami. 66 proc. badanych przyznało, że odczuwa strach przed kontaktem z tą grupą, 55 proc. uważało, że islam stanowi zagrożenie dla polskich wartości, ponad 50 proc. – że muzułmanie zagrażają ekonomicznemu bezpieczeństwu Polski, a 49 proc. obawiało się terroryzmu. Jednocześnie 78 proc. badanych nie znało osobiście żadnego muzułmanina. Z poprzedniego badania wiemy, że Polacy chętniej widzą w swoim kraju uchodźców z Ukrainy, niż z Bliskiego Wschodu i że niechęć do imigrantów jest mniejsza wśród mieszkańców dużych miast. Można zaryzykować wniosek, że akurat warszawiacy boją się statystycznie mniej, niż reszta kraju, zatem mogą świecić przykładem, w tej kampanii mniej chyba jednak chodzi o fakty, a bardziej o kształtowanie postaw.

Warszawiacy się nie boją (fot. centrumwielokulturowe.waw.pl)

Zarządzanie strachem

Problem z postawami wobec imigrantów, a jednocześnie z kampaniami wspieranymi przez rządzących, jest jednak przede wszystkim taki, że wrogie nastawienie Polaków jest skutkiem działań prowadzonych przez samych polityków. „Kolejne sondaże, przeprowadzane co miesiąc, pokazywały, że wraz z narastającą negatywną kampanią części mediów i partii politycznych, akceptacja dla przyjmowania uchodźców w Polsce stopniowo zmniejszała się” – czytamy na stronie uchodzcy.info, i trudno się z tą oceną nie zgodzić. Zwłaszcza, że z sondaży CBOS nie wynika, żeby to konkretne akty terroryzmu skutkowały trwałą zmianą opinii badanych.

„Od dwóch i pół roku spada liczba zwolenników przyjęcia uchodźców; rośnie odsetek odpowiedzi negatywnych. W maju 2015 r. ich przyjęcia nie chciało 21 proc. pytanych. Obecnie (ostatni sondaż, z października) – dokładnie trzy razy więcej. W ciągu półtora roku postawę zmieniło od 8 do 11 mln Polaków. Coś takiego nie udało się żadnej kampanii marketingowej, dysponującej olbrzymim budżetem”pisze Marcin Żyła w bardzo ciekawym tekście dla Tygodnika Powszechnego. Wraz z twórcami portalu Uchodźcy.info analizuje zjawisko „zarządzania strachem”. Wniosek przedstawiony w tekście jest taki, że temat uchodźców, islamu i otwierania lub zamykania granic był przez ostatnie lata tematem politycznym, związanym ze wzbudzaniem wrogości wobec Unii Europejskiej lub opozycji. I bardzo przemyślanym.

W tym kontekście kampania „Warszawiacy się nie boją” prezentuje się szczególnie. Nie podejmuję się domysłów, czy jest wynikiem odwilży propagandowej, przynależności władz ratusza do (trochę) mniej radykalnej partii, troski o bezpieczeństwo na ulicach Warszawy, czy też czegoś jeszcze innego – to temat dla bardziej wnikliwego znawcy polityki. Wyizolowana z szerszego kontekstu wygląda ładnie i budująco, a resztę, cóż, czas pokaże.

Warszawiacy się nie boją (fot. centrumwielokulturowe.waw.pl)

Praca u podstaw

Plakaty „Warszawiacy się nie boją” zawisły nie tylko w komunikacji miejskiej, ale także w szkołach, centrach sportowych i na uczelniach, a na stronie internetowej Centrum Wielokulturowego pojawiły się scenariusze lekcji dla nauczycieli chcących przeprowadzić zajęcia na temat różnorodności i tolerancji. Na tej samej stronie można znaleźć informacje o uchodźcach i dowiedzieć się na przykład, czym różnią się oni od imigrantów. Te działania dają możliwość modyfikowania postaw dzieci i młodzieży przez informację i oswojenie z tematem. Z pewnością przeprowadzenie w szkole mądrych zajęć o tolerancji daje większe szanse na sukces, niż pokazywanie plakatów dorosłym. Oczywiście zakładając, że z tych materiałów nauczyciele rzeczywiście skorzystają, i bardzo chętnie zobaczyłabym w czerwcu jakiś raport na ten temat.

Wśród działań pozaszkolnych na szczególną uwagę w tej kampanii zasługuje postać pani Haliny, bohaterki Powstania Warszawskiego, która we wspomnianym spocie pyta znacząco: „Mam się bać sąsiada, bo jest muzułmaninem?” Ciężaru przekazowi dodają dwa Krzyże Walecznych na piersi pani Haliny i powstańcza opaska na ręku. Wiadomość jest prosta: powstańcy nie boją się uchodźców, są im przychylni. To mocny komunikat dla młodych ludzi, czczących historię i jej bohaterów, a jednocześnie często opacznie pojmujących patriotyzm. Być może niejeden gniewny młodzieniec ze znakiem Polski Walczącej wytatuowanym na ramieniu zastanowi się chwilę nad kwestiami lęku, odwagi, obcości i człowieczeństwa.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Jest ich w Polsce zaledwie kilka. Meczety – suma naszych narodowych strachów

To, że organizują spotkania i wykłady o islamie, drażni nas chyba najbardziej. Wiadomo, szkolą fundamentalistów pod przykrywką. Tłumy zwiedzających? Niedługo się na tym multi-kulti przejedziemy. I jeszcze te kopuły i minarety! Dla osób przestrzegających świat zerojedynkowo świątynie innej wiary są solą w oku.
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
7 października 2017
CZYTAJ WIĘCEJ