Więcej żywności ekologicznej w supermarketach – troska o nasze zdrowie czy sprytny marketing?

4 minuty czytania
32817
1

Jak wiadomo w Polsce wszystko musi być od razu rewolucją. Powolne i stopniowe zmiany dobre są dla Niemców czy innych Francuzów. U nas, niezależnie czy chodzi o politykę, czy o jedzenie – wszystko musi być od razu kopernikańskim przewrotem, ostatecznym końcem starego i wielkim początkiem nowego. Kolejną rewolucją, o której doniosły media jest… coraz więcej żywności ekologicznej w polskich hipermarketach, w tym w dyskontach.

Według badań Imas International Polak chętnie sięga po zdrową żywność, za którą w dodatku jest gotów zapłacić więcej niż za zwykły produkt. Ten trend, choć wciąż marginalny, rośnie od lat i to w wysokim tempie – około 20 proc. rocznie. Mimo to twarde dane nie prezentują się okazale. Wartość rynku BIO w 2017 roku wyniosła 1 mld zł (dla porównania: całkowita wartość rynku żywności w 2012 roku to ponad 200 mld zł). Zdrowa żywność wynosi zaledwie 0,5 proc. polskiego rynku spożywczego (dane za rok 2016). Dla porównania – w krajach starej Unii ten odsetek wynosi od 2 do 8 proc. Siłą Polski nie jest zatem wielkość zainteresowania żywnością ekologiczną, ale raczej jego wzrost. Kowalski w 2015 roku wydał zaledwie 22 zł na eko żywność, ale w 2017 było to już 68 zł.

Z badań Nielsena wynika, że Polacy coraz częściej czytają etykiety oraz sprawdzają skład kupowanych produktów. Mówi się o rosnącej świadomości konsumenckiej i rodzącym się „szale” na produkty ekologiczne.

Więcej żywności ekologicznej w supermarketach – troska o nasze zdrowie?

Na tym da się zarobić?

Sklepy wielkopowierzchniowe nie chcą pozostać w tyle. Stąd nie tylko dedykowane półki i własne marki ekologiczne, ale również zmiana składów produktów. Jest też specjalny termin, który opisuje ową rewolucję. To „refomulacja”, czyli prace nad usuwaniem z produktów pewnych składników czy zmniejszaniem ich ilości, bez pogorszenia przy tym smaku. Okazuje się, że niektóre z sieci prowadzą „działania refomulacyjne” od 2014 roku, inne dopiero zaczynają. Rzeczpospolita, opierając się na danych dostarczonych przez sieci wielkopowierzchniowe, szacuje, że tylko w 2017 roku, dzięki optymalizacji składów produktów, na rynek nie trafiło dodatkowe 713 ton tłuszczu, 81 ton cukru oraz 48 ton soli.

„W celu podniesienia jakości żywieniowej produktów spożywczych, sieć przyjęła zobowiązanie o redukcji zawartości soli, cukru oraz tłuszczów w produktach marki własnej” – informuje Biedronka w raporcie rocznym z 28 lutego. Podobnie Lidl: „Przyjęliśmy zobowiązanie o redukcji dodanych zawartości soli oraz cukru w produktach marek własnych o 20 proc. do 2025 roku” – informuje rzeczniczka sieci. Hipermarkety zamierzają również wycofać jaja z chowu klatkowego oraz wprowadzić produkty rybne z certyfikatem MSC, gwarantującym ich pochodzenie ze zrównoważonych połowów.

Jakby tego było mało przedstawiciele branży zdecydowali się podpisać porozumienie na rzecz propagowania racjonalnego żywienia oraz promocji zdrowego stylu życia. Odbyło się to pod patronatem Instytutu Żywności i Żywienia, a sygnatariuszami są m.in.: Polska Federacja Producentów Żywności, Związek Pracodawców (?!), Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji itd. „Idąc za trendami światowymi chcemy inicjatywą branżową zmodernizować zasady przygotowywania produktów żywnościowych” – tłumaczy Renata Juszkiewicz, prezes POHiD, w rozmowie z Rzeczpospolitą. Z kolei prof. Mirosław Jarosz, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia dodaje w tym samym materiale, że „Współpraca nauki i przemysłu w tej dziedzinie niewątpliwie może przyczynić się do poprawy jakości żywności w Polsce oraz korzystnych zmian w obszarze zdrowia publicznego”.

Cała sprawa, co oczywiste, ma również wsparcie Unii Europejskiej.

Zdrowie, marketing i wyniki sprzedażowe

Niby to dobrze, że nagle producenci żywności i inne Tesca czy Piotry i Pawły postanowiły dbać o nasze zdrowie i zredukują niedobre tłuszcze, cukry i dodatki chemiczne w swoich produktach. Aż się człowiek robi wdzięczny, że wszyscy oni tak bardzo dbają o nasze zdrowie…

A teraz na poważnie. Co to w ogóle jest żywność ekologiczna? Zgodnie z zasadami zawartymi w rozporządzeniu Unii Europejskiej to żywność wyprodukowana przynajmniej w 95 proc. w sposób ekologiczny, a więc bez użycia nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin, przy zachowaniu żyzności gleby, różnorodności biologicznej oraz poszanowania środowiska naturalnego. Zwierzęta z gospodarstw ekologicznych mają zapewnione zdrowe warunki i są karmione ekologicznymi paszami. Nie może być też mowy o GMO.

Tylko tyle i aż tyle. Nie trzeba geniusza, aby zrozumieć, że redukcja cukru w płatkach śniadaniowych o 12 proc. w ciągu roku (czy za to nie powinien być przyznany medal przodownika pracy?) nie czyni z tych płatków produktu ekologicznego. Podobnie Coca Cola, zmniejszająca ilość cukru z 20 łyżeczek do 18, do 2022 roku, nigdy nie będzie zdrowa. Zwłaszcza z uwagi na podatek od cukru, który we Francji z początkowych 2,5 centa od puszki wzrósł już do 7,5 centów.

Czy hipermarkety postanowiły nagle zadbać o nasze zdrowie?

 

Czy hipermarkety postanowiły nagle zadbać o nasze zdrowie? Oczywiście, że nie. Ich celem jest marginalizacja powstających jak grzyby po deszczu ekosklepów i przejęcie ich klienteli.

Nie ma żadnej rewolucji

Z punktu widzenia sieci produkt ma się przede wszystkim sprzedać – to, czy jest smaczny, zdrowy lub świeci to kwestia drugorzędna. Ludziom wmówiono, że gluten zabija? Nie ma problemu. U nas mamy piwo bez glutenu. Co prawda zawsze takie było, ale teraz podniesiemy cenę o złotówkę, damy baner „bez glutenu” i już zabiegany człowiek gotów złapać się w pułapkę. W końcu idzie o zdrowie!

„Kopernikański przewrót”, jak to określiła Rzeczpospolita nie jest ani kopernikański, ani nawet nie jest przewrotem. Po prostu sieci postanowiły sprzedawać żywność o trochę lepszej jakości. Tu trochę mniej cukru, tam mniej barwniku, jeszcze w innym produkcie mniej tłuszczy – i bach! Mamy cały regał „żywności ekologicznej”. Trudno uznać działania sieci za walkę o zdrową żywność – to raczej czysty marketing. Kto chce zjeść prawdziwą ekożywność ten wie gdzie ją znaleźć. To oczywiście dobrze, że sieci chcą się włączyć w ten trend, że być może będą zamawiać więcej towaru u rolników ekologicznych i sprzedawać produkty naprawdę zdrowe.

Pozostaje jednak zadać pytanie: co w takim razie robiły do tej pory?

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Ekorodzicielstwo – nowa moda czy powrót do korzeni?

Używają pieluch wielorazowych, choć pokolenie ich rodziców puka się w głowę. Noszą dzieci w chustach, a ich babcie wspominają jak w dawnych czasach nosiło się dzieci w kocach i prześcieradłach. Starają się żyć w zgodzie ze sobą, naturą, kierują się intuicją, podążają za potrzebami swoich dzieci. Ekorodzice w XXI wieku.
Asja Michnicka
Asja Michnicka
18 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ