Zostań post-turystą. Dlaczego warto skomplikować sobie wakacje?

7 minut czytania
853
1
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
1 marca 2018

Każdy bywa czasem turystą. Wakacje to czas beztroski, ale też czas, kiedy bardzo znacząco wpływamy na życie innych ludzi – wybierając nocleg, restaurację, sposób poruszania się, czy nawet kupując pamiątki. – Podróżowanie nie jest niewinne – mówi Paweł Cywiński, orientalista, kulturoznawca, redaktor i jeden z autorów bloga post-turysta.pl.

Zamiast dawać gotowe odpowiedzi, stawiają kolejne pytania. Zastanawiają się, co oznacza słowo egzotyka i czy zdjęcie może ukraść duszę. Mówią, że nie istnieje uniwersalnie etyczne podróżowanie, ale zachęcają, by próbować zbliżać się do ideału. Rozpracowują turystyczną wyobraźnię i zastanawiają się, kto za nią stoi. Są badaczami, dziennikarzami, filozofami. Dodają do turysty przedrostek „post”, chcąc w nim zawrzeć pewną świadomość – świadomość wpływu podróżowania na życie innych ludzi, środowisko, ekonomię. O to, jak poruszać się po świecie odpowiedzialnie, pytamy jednego z twórców inicjatywy post-turysta.pl.

Małgorzata Bożek: Powstaliście, żeby skomplikować ludziom myślenie o wakacjach. Dlaczego? 

Paweł Cywiński: Wakacje są trochę takim czasem karnawału, czasem w którym pozbywamy się trosk dnia codziennego i pozwalamy sobie na więcej. Robiąc to, zapominamy o bardzo wielu kwestiach, często w ogóle nie myślimy o drugim człowieku i o miejscu, do którego przyjeżdżamy. Liczy się tylko nasz czas wolny, nasz wypoczynek i komfort. Więc skomplikowanie myślenia na ten temat jest poniekąd wyjściem z traktowania wakacji jako czasu specjalnego, wyjętego z codziennych norm.

W swoich tekstach zaznacza pan, że podróżowanie nie jest niewinne. Jaką odpowiedzialność ponosi więc turysta?

Często wydaje się mu, że nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Jest na wakacjach, więc odpoczywa właśnie od tej odpowiedzialności. Tymczasem to jest mit. Turysta na wakacjach być może ponosi jeszcze większą odpowiedzialność niż na co dzień – za to, jak się zachowuje, gdzie wydaje pieniądze, z jakich usług korzysta. Wynika to z tego, że bardzo często ma o wiele mniejszą niż zwykle wiedzę i świadomość na temat miejsca, w którym się znajduje. Przez to o wiele łatwiej może zaszkodzić temu miejscu i jego mieszkańcom, na różne sposoby, począwszy od kupna pamiątek, które wiążą się cudzą krzywdą, po kwestie symboliczne. Te ostatnie mogą dotyczyć z jednej strony np. obrażania miejscowych swoim zachowaniem lub strojem. Z drugiej strony mogą to być takie zagadnienia, na które jako jednostki często nie mamy zbyt wielkiego wpływu, np. kwestie uzależniania lokalnej gospodarki od bardzo niepewnego ekonomicznie ruchu turystycznego czy wręcz kolonizowania całych przestrzeni w danych miastach, krajach czy regionach.

Wakacje to czas beztroski, ale też czas, kiedy bardzo znacząco wpływamy na życie innych ludzi

Jak wygląda to kolonizowanie w praktyce?

Robiłem jakiś czas temu badania w Indonezji, w miejscowości Yogyakarta i tam jest dzielnica turystyczna, cały fragment miasta, który został skolonizowany przez przemysł turystyczny. To jest miejsce, w którym, przykładowo, w ogóle nie ma języka indonezyjskiego. W zasadzie wszędzie jest obecny język angielski – od menu w restauracjach, po rozmowy, które słychać na ulicach. Skutkiem tego jest poczucie wykluczenia ludzi, którzy żyją w tej części miasta. Mają wrażenie, że to nie jest tylko ich miejsce, wręcz nazywają wspomnianą dzielnicę „kampung turis” – w języku polskim możemy to przetłumaczyć jako „wioskę turystyczną”. Zresztą można przeczytać o bardzo podobnych efektach badań dotyczących Barcelony czy wielu innych miast.

Co szczególnie doskwiera mieszkańcom takich miejsc?

Barcelończycy czy wenecjanie odczuwają gigantyczne problemy związane z masową turystyką, od tak prozaicznych rzeczy jak zakorkowane wielkimi autokarami miasta czy w Wenecji uprzykrzające życie gigantyczne statki turystyczne. Rosną czynsze, znikają lokalne sklepiki, a w okolicznych restauracjach ceny szybują. W Wenecji dużym problemem jest też to, że gdy po tamtejszych chodnikach ciągnie się walizki, w okolicy roznosi się niesłychane echo. Są całe części miasta, w których nie wolno w ogóle używać walizek. Pojawiają się też kwestie o wiele bardziej skomplikowane. Dotyczą np. tego, że w momencie, kiedy dwadzieścia procent lokalnej gospodarki pochodzi z sektora turystycznego, możemy mówić o ekonomicznym uzależnieniu danego państwa od turystyki. W konsekwencji tego można postawić tezę, że jego sytuacja jest o wiele mniej stabilna ekonomicznie. Wiadomo przecież, że rynek turystyczny jest chwiejny, zależy od bardzo wielu czynników, jak choćby od występowania niebezpieczeństw. Przykładem mogą być zamachy terrorystyczne w Tunezji czy katastrofy naturalne, jak tsunami w Tajlandii. Wpływ na tę niestabilność mają też oczywiście wahania kursów walut.

Podróżujący wybierają najczęściej miejsca, które w jakiś sposób zapewnią im odpowiednią dawkę przygody, ale i bezpieczeństwa. Spojrzenie turysty – jak pisał John Urry – jest społecznie uporządkowane, a przecież na wakacjach wydaje nam się, że jesteśmy wolni, że od nikogo i od niczego nie zależymy. Tak naprawdę patrzymy na odwiedzane miejsca przez pryzmat wypracowanych przez kogoś schematów?

Niezwykle ważnym terminem jest turystyczna wyobraźnia. To nasz zaprogramowany sposób oglądania i interpretowania świata. Gdzie się go programuje? Programują go reklamy turystyczne, magazyny, kanały i filmy związane z podróżowaniem, ale również szkoła, to czego uczymy się tam o świecie i jakimi pojęciami w związku z tym operujemy. Kiedy mówię „my”, mam na myśli globalną klasę średnią, obojętnie, czy w Japonii, Polsce, czy w Argentynie. Patrzymy w podobny sposób i w podobny sposób interpretujemy wiele rzeczy oraz zjawisk. A ponieważ za nami idą też gigantyczne pieniądze, to bardzo często świat, który interpretujemy w taki, a nie inny sposób, zmienia się właśnie odpowiednio do naszych oczekiwań. Słowem kluczem w turystyce są właśnie „oczekiwania”. W zależności od tego, jakie turyści mają oczekiwania i ile są w stanie zapłacić za ich spełnienie – np. za to, żeby zobaczyć dzikusa z dzidą – znajdą się ludzie, którzy będą chcieli spełnić te życzenia. I normalny Masaj, który żyje sobie swoim normalnym życiem w Kenii, będzie chodził na siłownię, ćwiczył mięśnie skokowe nóg i przebierał się wieczorem za wyobrażonego dzikusa z dzidą, żeby zarabiać na tym pieniądze. Ofiarą tego będzie jego własna kultura i tożsamość.

Barcelończycy czy wenecjanie odczuwają gigantyczne problemy związane z masową turystyką

W takich przypadkach pojawia się często argument, że turyści dają też jednak zarobić miejscowej ludności.

Tak. To jest trudna rzecz, bo dziesięć centów z każdego dolara na świecie oscyluje wokół sektora turystycznego, czyli dziesięć procent globalnego produktu brutto wytwarza właśnie turystyka. To są gigantyczne pieniądze, ale one nie są równomiernie rozłożone na świecie. Takim wielkim globalnym zjawiskiem jest efekt leakage, czyli efekt wycieku, charakteryzujący się tym, że nie wszystkie pieniądze, które turyści wydają w danym kraju, zostają w nim. Są takie państwa, jak np. Tajlandia czy Kenia, gdzie ten wyciek pieniędzy, które wydaje się nam, że wydajemy na wakacje w danym kraju, więc tam zostają, wynosi siedemdziesiąt procent. W Europie tak jest np. z Hiszpanią, z której następuje olbrzymi wyciek środków z turystki do Wielkiej Brytanii. Natomiast jakieś kwoty oczywiście zostają i pomnożone przez miliony turystów okazują się często bardzo ważnym elementem budżetu. Jest jednak druga strona medalu, o której wcześniej mówiłem. Jeżeli to jest powyżej dwudziestu procent lokalnego budżetu, to mamy do czynienia z uzależnieniem gospodarki od turystyki, które też może być ekonomicznie katastrofalne. Tak więc opowieść o tym, że turyści zostawiają pieniądze tam, dokąd przyjeżdżają, jest zbyt prosta i trzeba ją skomplikować, wytłumaczyć, że po pierwsze to, że zostawiają, nie znaczy, że te pieniądze tam zostają, a po drugie, jak za dużo zostawiają, to wcale nie jest tak dobrze.

Czy więc biznes turystyczny może być w jakiś sposób zrównoważony i odpowiedzialny społecznie, czy to raczej utopia?

Zrównoważona turystyka jest turystyką, w której nikt nie traci. Ani turyści, ani mieszkańcy, ani biznes. Aby osiągnąć taki balans potrzebny jest konsensus pomiędzy tymi wszystkimi aktorami, co często łatwe nie jest. Jeżeli już jednak do niego dojdzie, to jest wielka szansa na to, że turystyka będzie czymś co łączy, a nie dzieli. I jest mnóstwo przypadków na świecie, głównie na bardzo małą skalę, gdzie to się udaje!

Czyli etyczne podróżowanie jest możliwe?  

Najprostsza odpowiedź brzmiałaby, że nie, nie jest możliwe w pełnym, idealnym etycznym wymiarze. Możemy jednak próbować zbliżać się do ideału i poszukiwać takich sposobów podróżowania, które są zgodne z naszym własnym systemem etycznym. Bo trzeba też zaznaczyć, że nie ma czegoś takiego jak uniwersalnie etyczne podróżowanie. Są różne systemy etyczne i różni ludzie, różnie interpretujący zachowania oraz zjawiska. Musimy się więc zastanowić, co jest dla nas ważne – np. czy ważniejsza jest kwestia ekologiczna, czy to, żeby pieniądze docierały do mieszkańców odwiedzanych przez nas miejsc. I tutaj dam dobry przykład: jeżeli ważne jest to, żeby pieniądze docierały do lokalnej społeczności, to powinniśmy spać w małych, lokalnych hostelach, a nie w wielkich resortach z zagranicznym kapitałem. Natomiast jeżeli ważna jest kwestia ekologiczna, to powinniśmy raczej wybrać wielkie kurorty. One zazwyczaj lepiej zabezpieczają sprawy związane ze środowiskiem. Mają specjalnie zaprojektowane do przyjęcia określonej liczby turystów, zbudowane już w dwudziestym pierwszym wieku gigantyczne i dobrze prosperujące systemy zarządzania śmieciami czy wodą. A małe punkty noclegowe bardzo często wypuszczają ścieki do najbliższej rzeki, nie mają kompleksowych mechanizmów segregacji śmieci itd. To zestawienie dobrze pokazuje, że nie da się być etycznym w stu procentach.

Czy więc biznes turystyczny może być w jakiś sposób zrównoważony i odpowiedzialny społecznie

Nie ma złotego środka.

Właśnie. Musimy się zastanowić, na czym bardziej nam zależy. Co więc należy zrobić? Po pierwsze zastanowić się nad swoim własnym systemem etycznym, po drugie zgodnie z tym podejmować kolejne decyzje. Każdy z nas, zwłaszcza na wakacjach, podejmuje setki mikrodecyzji. Dotyczą np. tego, gdzie zjem, co zjem, gdzie kupię pamiątki, co będę zwiedzał. Trzeba też zastanawiać się, czy pracownicy, którzy obsługują daną atrakcję turystyczną, są dobrze traktowani, czy źle traktowani, czy w związku z tym polecać dane miejsce na przyszłość swoim znajomym, czy raczej nie. W zależności od tego, co postanowimy w przypadku każdej kolejnej drobnej sprawy, w całościowym ujęciu nasza podróż będzie bardziej lub mniej etyczna. Natomiast, żeby to robić, musimy operować gigantyczną wiedzą, czyli musimy odrobić pracę domową przed wyjazdem.

Skąd czerpać wiedzę na temat krajów, które chcemy odwiedzić, tak aby nie patrzeć na nie wyłącznie przez pryzmat swojego kręgu kulturowego i wspominanej gotowej narracji?

To jest następny problem. Dlatego że możemy oczywiście próbować się przygotowywać i czerpać wiedzę wyprodukowaną przez mieszkańców danego kraju, do którego się wybieramy. Natomiast im ten kraj jest bardziej odległy, tym jest to trudniejsze. Bez problemu możemy np. jadąc do Rosji, spróbować znaleźć rosyjskie przewodniki, materiały czy filmy o miejscu, do którego się wybieramy. Kiedy jednak jedziemy do Kambodży czy Laosu, to jest nam już o wiele trudniej. Turystyka w jakiś sposób obcina język lokalnym mieszkańcom. Zazwyczaj kupowane przewodniki są produkowane na zachodzie, przez zachodnie korporacje i pisane przez zachodnich autorów. Podobnie jest z filmami turystycznymi, artykułami w magazynach czy blogami. W związku z tym pierwszym naszym krokiem powinna być próba poszukania jakiegoś lokalnego źródła informacji. Jeśli to się uda, to jest wielka szansa, że przy okazji naszej podróży mieszkańcy będą mogli cokolwiek powiedzieć nam o tym, jaki jest ich kraj, co warto w nim zobaczyć i jak się w nim zachowywać.

Post-turystę, próbującego etycznie podróżować, wyróżnia więc świadomość. Można ją pogłębiać również na waszych warsztatach.

Tak. Prowadzimy je od pięciu lat. Zrobiliśmy ich już około dwustu w całej Polsce. Cały czas się odbywają, organizujemy je w ramach projektu, mniej więcej, dwadzieścia razy w roku.

Post-turystę, próbującego etycznie podróżować, wyróżnia świadomość

Kogo przyciągają tego rodzaju zajęcia?

Bardzo różne grupy. Mamy duże grono półzawodowych podróżników, z którymi spotykamy się na różnych festiwalach turystycznych. Prowadzimy też często warsztaty w liceach, w klasach humanistycznych albo geograficznych. Wiele zajęć odbywa się w różnych domach kultury w miastach i miasteczkach w całej Polsce. Przychodzą na nie ludzie, którzy trochę podróżują i są tym w jakiś sposób zainteresowani. Robimy też warsztaty na uniwersytetach, na wydziałach antropologicznych i czasem także geograficznych, chociaż tych drugich jest dużo mniej. Zdarzało się nam organizować zajęcia również w Akademii Trzeciego Wieku, więc nie ma właściwie żadnych ograniczeń. W zależności od tego, na ile wymagający są nasi odbiorcy na warsztatach, odpowiednio pogłębiamy tematykę, dostosowujemy poziom do grupy. Inaczej się rozmawia z doktorantami antropologii, a inaczej z licealistami.

Jak wyglądają zazwyczaj Wasze warsztaty?

W takim standardowym wymiarze trwają osiem godzin i dotyczą wielu różnych kwestii. Nigdy nie mówimy, jak jest. Raczej komplikujemy myślenie i staramy się bazować na ludzkich doświadczeniach, bo wierzymy, że razem najskuteczniej buduje się wiedzę. Tak więc razem z osobami, które przychodzą na zajęcia, staramy się odpowiedzieć na różne pytania, zaczynając od kwestii powiązanej z wiedzą, w jaką wyposażeni jedziemy na wakacje. Zastanawiamy się, jak jest skonstruowana nasza turystyczna wyobraźnia i kto tak naprawdę ją konstruuje, bo przecież ma ona – jak mówiliśmy wcześniej – swoich narratorów. Dużo miejsca poświęcamy też fotografii turystycznej, temu, co to znaczy robić zdjęcia ludziom i czy w ogóle da się to robić w sposób etyczny. Zajmujemy się też kwestiami bardziej socjologicznymi. Dotyczą z jednej strony tego, dlaczego podróżujemy, a z drugiej także zagadnienia, jak my, tacy, jacy jesteśmy, nasz wizerunek, stereotypy wytwarzane wokół nas, turystów, wpływają na świat lokalny. Omawiamy też kwestie ekonomiczne, zagadnienia wpływu ekonomicznego, na końcu zajmujemy się przestrzenią turystyczną. Pytamy, jak miejsce, do którego jedziemy, zmienia się przez naszą obecność. Są więc różne wątki, o których w ciągu ośmiu godzin rozmawiamy. Robimy też ćwiczenia, czytamy teksty i oglądamy filmy.

Ale nie dajecie gotowych odpowiedzi na temat tego, jak podróżować?

Mam nadzieję, że po takich warsztatach każdy wychodzi z dużą liczbą pytań, a nie odpowiedzi. Bo tak, jak powiedziałem, etyczny turysta to nie jest turysta, który pozjadał wszystkie rozumy i zna odpowiedzi na wszystkie trudne pytania. To jest człowiek, który ma jeszcze więcej pytań, jeszcze trudniej jest mu znaleźć na nie odpowiedzi, ale ich poszukuje i stara się zgodnie z tym, jak pewne rzeczy w życiu definiuje, postępować tak, żeby jak najbardziej być odpowiedzialnym względem siebie samego, swojego świata, ale również tego, który odwiedza, i jego mieszkańców.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
Wolny strzelec krążący wokół dziedzin takich jak media, sztuka i reklama. Pracuje ze słowami i odpoczywa ze słowami. Kiedy nie pisze, czyta, ogląda, słucha – jest uzależniona od opowieści. Lubi zmiany, podróże i sny.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Dlaczego odmawiam stania w kolejce do Kaplicy Sykstyńskiej

Rzym. Plac Świętego Piotra wypełniony jest słońcem. Oraz ludźmi, którzy stoją w długaśnej kolejce, by za dwie-trzy godziny (minimum) wejść do bazyliki i spoza pleców tych, którzy weszli wcześniej podziwiać arcydzieła Berniniego. Potem ten sam numer (kolejka trochę krótsza, góra dwie godziny) przy Kaplicy Sykstyńskiej i już można - posuwając się jednokierunkowo w karnym tłumie - popatrzeć na freski Michała Anioła. A ja dziękuję, nie chcę. Nie interesuje mnie zwiedzanie w kolejce.
Kasia Nowakowska
Kasia Nowakowska
11 kwietnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ