1500 złotych za to, że możesz być swoim dzieckiem w szpitalu? Na szczęście będą zmiany w przepisach

8 minut czytania
1655
3

Odsłuchaj

Kończą się rozmowy z rządem na temat opłat pobieranych przez szpitale od rodziców chorych dzieci. Obiecano zmiany i jasne rozwiązania prawne. Może się wydawać, że to sprawa marginalna, bo co to za problem zapłacić w nagłym wypadku kilkadziesiąt złotych? Okazuje się, że to nie zawsze takie proste.

Opłata za możliwość przebywania przy chorym dziecku całą dobę to dość niejasna sprawa. Szpitale nie muszą jej pobierać, najczęściej zresztą określają ją jako opłatę „za pościel”, „za media” czy „za łóżko”. Waha się ona od kilku do kilkudziesięciu złotych za dobę, zależnie od szpitala. Placówki mogą, ale nie muszą, zwolnić z opłat niektóre grupy osób, na przykład matki karmiące piersią lub rodziców dzieci niepełnosprawnych. Wszystko zależy od regulaminu szpitala, a nawet oddziału, tak więc sytuacja może się różnić nawet w ramach oddziałów tej samej placówki medycznej.

Do czego jest potrzebny rodzic?

Ustawa określa konkretnie, za co szpital może, a za co nie może pobierać opłat – tłumaczy Marta Spyrczak, aktywistka walcząca między innymi o tę sprawę, a także mama niepełnosprawnego, często hospitalizowanego dziecka. – Nie może ich pobierać za pobyt rodzica, ale może za inne rzeczy, na przykład za zużycie prądu czy łóżko. Zależy to od zapisów w regulaminie szpitala.

To dość zabawne – oczekują, że opiekun będzie przy dziecku cały czas, będzie odpowiedzialny za zadania pielęgnacyjno-opiekuńcze, a w zamian może liczyć tylko na drewniane krzesełko, zapewne starsze ode mnie – zauważa Monika.

Rzeczywiście, rodzic będący przy dziecku w szpitalu pomaga również personelowi. Dla wszystkich wydaje się oczywiste, że mały pacjent będzie umyty, nakarmiony, przewinięty, przebrany i uspokojony przez rodzica czy opiekuna. Równie jasne jest, że pielęgniarki nie miałyby na to czasu – niedobór i przemęczenie personelu w polskich szpitalach jest powszechnie znanym, smutnym faktem. Podobnie jak problemy finansowe szpitali, które próbuje się łatać różnymi sposobami. Tymczasem Europejska Karta Praw Dziecka w Szpitalu mówi wprost:

„–[Dzieci] powinny mieć prawo do tego, aby cały czas przebywali razem z nimi w szpitalu rodzice lub opiekunowie. Nie powinno być żadnych ograniczeń dla osób odwiedzających – bez względu na wiek dziecka.

– Rodzicom należy stwarzać warunki pobytu w szpitalu razem z dzieckiem, należy ich zachęcać i pomagać im w pozostawaniu przy dziecku. Pobyt rodziców nie powinien narażać ich na dodatkowe koszty lub utratę zarobków”.

Kwoty i warunki to zawsze niespodzianka

W jednym z warszawskich szpitali, gdzie dwukrotnie lądowałam z którymś z dzieci, dla rodziców przygotowane były rozkładane leżanki, choć bez pościeli. Łazienki w pokojach lub w pobliżu. Nie żądano od nas żadnej opłaty. Ale w innym już na izbie przyjęć musiałam podpisać zobowiązanie do opłaty za przebywanie z dzieckiem. Czekając z ledwo przytomnym trzylatkiem w gigantycznej kolejce (święta, niestety) podpisałabym nawet zobowiązanie natychmiastowego oddania nerki i oczywiście nie spytałam, czy jeżeli odmówię parafki, to moje dziecko z zapaleniem płuc i skierowaniem do szpitala zostanie odesłane, czy może wydarte z moich rąk i zabrane solo. Ostatecznie nie miałam okazji porozmawiać o tym z kimś ze szpitala, bo zanim nad ranem nadeszła nasza kolej, mój syn poczuł się na tyle dobrze, że mogliśmy leczyć się w domu. Zapytałam innych rodziców, jak wyglądała kwestia opłat w ich przypadku:

25 złotych za łóżko z dostępem do łazienki. Bez opłacenia nie wolno mi było zostać na noc z dzieckiem – napisała Magda. – Płaciłam za łóżko chyba 20 złotych za dobę, prawie 2 lata temu – potwierdza Kasia, a Iza dodaje: – Ja płaciłam 20 złotych za łóżko i 20 za jedzenie. Miałam swoje łóżko, pościel, niezłe posiłki. W pokoju była też łazienka.

Aleksandra płaciła 3,40 złotych za dobę:
Dostałyśmy dwuosobowy pokój, dla mnie normalne łóżko z pościelą. Nie miałam możliwości nic sobie ugotować, wykupić posiłku ani kupić blisko – musiałabym zostawić małą na kilkadziesiąt minut samą i lecieć na inny blok. Przez dwa dni nikt nie mógł do mnie dojechać, więc jadłam resztki smacznych i obfitych posiłków po dziecku, które jedzenie miało w pięcie. Poinformowano mnie, że nie wolno mi korzystać z łazienek na oddziale, ale pielęgniarki litościwie przymykały oko na fakt, że się w nich kąpię. Za to za ścianą sala na osiem osób i tam było piekło – wspomina.

Nocka pod łóżeczkiem dziecka gratis!

Anna trafiła na dobre warunki, choć bez łóżka:
Laryngologia w Warszawie rok temu, dziecko dwa i pół roku, już nie na piersi. Ani grosza. Przez większość czasu był też mąż; na pytanie, kiedy powinien wyjść, usłyszeliśmy, że no tak na noc to jednak niech wyjdzie. Miałyśmy pojedynczy pokój z łazienką i rozkładanym fotelem dla mnie, z pościelą – jakość leżanki i pościeli dyskusyjne, ale to mały problem. Był dostęp do kuchenki.

Basia w Poznaniu nie miała tak tak dobrze. Wprawdzie bez opłat, ale i bez materaca czy leżanki:
Nocka na podłodze i prawie pod łóżeczkiem dziecka gratis. Dla rodziców dostępna kuchnia, lodówka i sanitariaty z prysznicem. Za zostawanie przy dziecku nic nigdy od nas nie żądano, niezależnie od tego, czy karmiłam piersią, czy nie. Na oddziale był niby pokój z łóżkiem dla rodzica, płatny między 15 a 20 złotych za dobę, ale zawsze zajęty i były na niego zapisy.

W stolicy też nie zawsze jest kolorowo. Lidka opowiada, jak jej córka leżała w szpitalu tydzień jako niespełna roczne dziecko.
Nikt nie chciał od nas pieniędzy, ale nie było też możliwości rozstawienia polówki, więc spałam przez tydzień na podłodze, regularnie ochrzaniana przez pielęgniarki, ponieważ to niehigieniczne. Personel medyczny w zasadzie nie zajmował się dzieckiem (które było w dość poważnym stanie i po punkcji), więc ze szpitala nie mogłam wyjść, ale póki tam siedziałam, wszyscy byli protekcjonalni i bardzo nieuprzejmi. Jedzenie dla siebie i dziecka należało zorganizować we własnym zakresie, ale w szpitalnym sklepiku nie dało się kupić nic poza słodyczami. To był ciężki tydzień – mówi.

Monika, także z Warszawy, dodaje, że w jednym ze szpitali trzeba płacić „za samo przebywanie”.
Komercyjnie dodatkowo można wypożyczyć polówkę albo leżak. Nie korzystałam, miałam karimatę. Ale to dobrze, bo 3 polówki na sali by się nie zmieściły.

Jak widać, zarówno kwoty, jak i warunki bardzo się od siebie różnią. Najwyższa opłata, o jakiej słyszałam, to 65 złotych za dobę, najniższa to 3,40 za dobę.

Płacisz tysiąc pięćset złotych za to, że opiekujesz się swoim dzieckiem

Jeśli jesteś w szpitalu trzy dni czy tydzień, to powiedzmy pół biedy – mówi Marta Spyrczak – ale rozmawiamy też o rodzicach, którzy są ze swoimi dziećmi w szpitalu dwa i pół miesiąca. I za te dwa i pół miesiąca każe im się zapłacić.

Przemnożyłam średnią opłatę równą 20 złotych za dobę przez 75 dni. To jest 1500 złotych do zapłaty szpitalowi za to, że rodzicom wolno było towarzyszyć choremu dziecku nocą i zajmować się nim. Zdarza się, że jeżeli rodzice nie zapłacą od ręki, odmawia się im wydania wypisu.

Dzieci niepełnosprawne i wcześniaki – bo o takie walczę najbardziej – chorują częściej, bardziej i poważniej – mówi Marta. – Problemem jest to, że ich rodzice muszą na co dzień starać się o finanse na rehabilitację, wydają ponad możliwości, zostają w domu, gdy dziecko wymaga ciągłej opieki, i otrzymują od państwa 1460 złotych przy jednoczesnym zakazie dorabiania. 1460 złotych wystarcza na przykład na dwie wizyty u specjalisty, który jest dziecku bardzo potrzebny. Jeśli w tym momencie dojdzie wydatek rzędu dwóch tysięcy złotych za pobyt w szpitalu, robi się naprawdę ciężko. To są ogromne pieniądze.

Dzieci niepełnosprawne i wcześniaki chorują częściej, bardziej i poważniej

Marta przeprowadziła ankietę wśród kilku tysięcy rodziców dzieci niepełnosprawnych. Jest to grupa, która może (ale nie musi) być zwolniona z opłat związanych z pobytem rodzica przy dziecku w szpitalu. Okazało się, że 85 procent tych rodziców musiało zapłacić. Dodajmy, że w przypadku dzieci z niepełnosprawnościami czy chorobami przewlekłymi to nie jest kwestia jednego dłuższego pobytu na kilka lat. To są dzieci, które czasem pół życia spędzają w szpitalach, mają regularne zabiegi, częste ataki chorób i nie da się tego ani przewidzieć, ani odwołać. Dosłownie w każdej chwili mogą wylądować na oddziale na kilka tygodni. A koszt jest, jak już wspomniano, ogromny.

Rzecznik Praw Pacjenta: Zgłosiliśmy pomysł zwolnienia z opłaty

Napisałam w tej sprawie do Rzecznika Praw Pacjenta, który analizuje sprawę od dłuższego czasu.

Nie ulega wątpliwości, że wsparcie osób najbliższych pozytywnie wpływa na komfort hospitalizowanych pacjentów, w szczególności jeśli chodzi o tych najmłodszych, których poczucie bezpieczeństwa jest najbardziej zagrożone. Obecność rodzica z dzieckiem w szpitalu jest korzystna również dla podmiotu leczniczego. W szpitalach ze względu na ograniczoną liczbę personelu pielęgniarskiego pomoc oraz wsparcie rodziców mogą być niezbędne. Obecność rodziców może również przyspieszyć proces leczenia i rekonwalescencji – przyznaje Rzecznik, zauważa jednak, że korzystanie z prawa do dodatkowej opieki generuje koszty dla szpitala i pacjent (a właściwie rodzic) jest zobowiązany je szpitalowi zrekompensować.

Opłata ta ma charakter rekompensaty, czyli odszkodowania za poniesione koszty. W sytuacji kiedy pacjent nie uiści ww. opłaty, powyższy przepis stanowi podstawę do żądania zwrotu poniesionych kosztów na drodze postępowania sądowego. Nie pozbawia to pacjenta możliwości kwestionowania wysokości ustalonej przez kierownika podmiotu leczniczego opłaty rekompensującej wspomniane koszty. W każdym razie odmowa zapłaty nie może też wpływać na realizację prawa do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej – wyjaśnia rzecznik.

Innymi słowy rodzic może dyskutować o wysokości opłaty, a, powiedzmy sobie szczerze, raczej nikt nie zużywa wody i prądu za 30 złotych dziennie, zwłaszcza, gdy nie bardzo jest się nawet gdzie i kiedy wykąpać. Może też odmówić opłaty i wówczas szpital mógłby wstąpić na drogę sądową, ale – co kluczowe – nawet wtedy nie może odmawiać opiekunom pobytu przy dziecku.

Rzecznik Praw Pacjenta poinformował mnie też, że od lat stara się o rozwiązania, które umożliwią zwolnienie z opłat jednego rodzica, co byłoby dużym wsparciem dla rodzin, zmniejszało stres i odciążało szczególnie te rodziny, w których dzieci muszą długo przebywać w szpitalu. Stara się też o przepisy, które ujednolicą opłaty rekompensacyjne.

Będę optować za takim pomysłem, żeby nie pobierać opłat, ale żeby lepiej sytuowani rodzice mogli uiścić opłatę dobrowolną. Nie jako furtkę do wystawiania rachunku przez szpital, tylko jako możliwość dla rodziców – powiedziała Marta Spyrczak w czasie, gdy trwały rozmowy z Ministerstwem Zdrowia. – Natomiast jeśli te opłaty już muszą być, to niech będą jednolite w całym kraju i adekwatne do kosztów poniesionych przez szpital.

19 kwietnia 2018 roku Minister Zdrowia poinformował, iż w nowelizacji ustawy o prawach pacjenta znajdzie się wyraźny zapis, że dyrektorzy szpitali nie będą mogli pobierać dodatkowych opłat za sam pobyt rodziców w szpitalu. Opłaty będą mogły być pobierane tylko za korzystanie z dodatkowych usług (na przykład wymiana pościeli na łóżku, wyżywienie), a ich wysokość będzie musiała uwzględniać rzeczywiste koszty.

Gdy pytałam Rzecznika Praw Pacjenta o zaawansowanie prac odesłał mnie do Ministerstwa Zdrowia, na razie powiem więc tylko tyle: Panie Ministrze – czekamy na efekty.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Zdrowie

Szpitalny obiadek? Ratuj się, kto może!

W szpitalu pacjent powinien odzyskiwać zdrowie, siły i chęć do życia. Ale często jest to niemożliwe, bo już na sam widok szpitalnego jedzenia ma ochotę palnąć sobie w łeb.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
28 kwietnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ