Ania ze smartfonem, czyli dlaczego dorastające dziewczynki wciąż czytają Lucy Maud Montgomery?

7 minut czytania
2388
4
Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
30 kwietnia 2018
@Sullivan Entertainment

Odsłuchaj

Pytanie to, w tytule postawione tak śmiało, nie wzięło się z powietrza. Zainspirowała mnie moja dziesięcioletnia siostrzenica, którą zastałam niedawno zatopioną po uszy w lekturze „Ani z Zielonego Wzgórza”. Jaką atrakcją dla dziewczynki urodzonej po 2000 roku mogą być książki skierowane co prawda do jej rówieśniczek, ale napisane u zarania XX wieku?

Przyznam, że odrobinę mnie to zaskoczyło. Sama jako dziewczynka zaczytywałam się w książkach Lucy Maud Montgomery (i w sumie nadal lubię do nich wracać, z sentymentu), ale to było bez mała ćwierć wieku temu. Moja siostrzenica reprezentuje już zupełnie inne pokolenie, żonglujące smartfonem, Snapchatem i Twitterem, pokolenie, dla którego internet jest oczywistością, technologicznie uświadomione niemal od pieluch – inny świat.

Zafrapowało mnie to i zaczęłam się zastanawiać. Wspomniana siostrzenica, osoba inteligentna i na poziomie, a przede wszystkim niesłychanie cierpliwa, zaoferowała się z pomocą. Wspólnie wyciągnęłyśmy więc kilka wniosków.

Lucy Maud dojrzewa

Lucy Maud Montgomery urodziła się w Clifton, na Wyspie Księcia Edwarda w Kanadzie, w 1874 roku. Była autorka niesłychanie płodną, oprócz książek opublikowała też opowiadania (ponad 500), wiersze (również w tych okolicach) i kilkadziesiąt esejów. Debiutowała jako pisarka w 1908 roku, a „Ania z Zielonego Wzgórza” zapewniła jej natychmiastowy sukces. W pewnym momencie wydawnictwo zaczęło na Montgomery wymuszać, wbrew jej chęci, kontynuację opowieści o Ani, w sumie ukazało się więc osiem powieści i dwa zbiory opowiadań, a po latach – w 2009 roku – jeszcze jeden zbiór, szeroko reklamowany jako „nowe, mroczne oblicze pisarki”.

Osobiście jednak Montgomery zawsze miała słabość do innej ze swoich bohaterek – Emilki, ponieważ ukształtowała ją na własny obraz i podobieństwo. Przygody dziewczynki opętanej pasją pisania były autorce szczególnie bliskie. Oprócz najsłynniejszych, czyli Ani i Emilki, Montgomery stworzyła jeszcze kilka wyrazistych i mniej wyrazistych protagonistek – jak Pat, Marigold, Valancy, Jana ze Wzgórza Latarni czy Sara Stanley, w polskich tłumaczeniach nazywana raz Historynką, raz Baśniową Dziewczynką.

Lucy Maud Montgomery

Pomimo zawodowych sukcesów, w życiu prywatnym pisarce wiodło się niezbyt szczęśliwie. Matka odumarła ją wcześnie, ojciec, nie radząc sobie z żałobą, oddał dziewczynkę na wychowanie dziadkom, którzy wpoili jej surowe purytańskie zasady, ale poza tym pozostawiali samej sobie. Jej dzieciństwo było więc raczej samotne i zaludnione wyobrażonymi przyjaciółmi, a ciężar sieroctwa opisała później w swojej opowieści o Ani Shirley. W dorosłym życiu trudniła się, jak jej bohaterka, nauczycielstwem, ale w odróżnieniu od niej nigdy nie miała do tego serca. Przechodziła też przez ciągłe zawirowania uczuciowe – jako atrakcyjnej kobiecie z dobrego domu Montgomery nie brakowało zalotników. Jednak nie poślubiła tego, którego darzyła prawdziwym uczuciem, Hermana Learda (to na nim jest oparta postać Petera Craiga z „Historynki”), zaś małżeństwo z pastorem Ewenem (Ewanem) MacDonaldem zawarła głównie z myślą o stabilizacji i bezpieczeństwie, nie z miłości.

Lucy Maud na falach życia

Pastor nie dorównywał małżonce inteligencją i nie podzielał jej zainteresowania literaturą, niemniej Montgomery żywiła głębokie przekonanie, że rolą i obowiązkiem kobiety jest cierpliwe podtrzymywanie małżeństwa, więc trwała w tym związku. Nie było to dla niej łatwe, zmagała się z niestabilnością emocjonalną męża, obowiązkami matki, a potem również z własną depresją, która pogłębiła się mocno w czasie pierwszej wojny światowej – wtedy obsesją Montgomery stał się Flecista z Hamlen. To bohater podania ludowego, który w XIII wieku za pomocą muzyki wywabił z miasteczka gnębiące mieszkańców szczury, ponieważ jednak odmówiono mu zapłaty, w akcie zemsty powiódł w nieznane wszystkie dzieci, które podążyły za cudownym dźwiękiem fletu. Montgomery interpretowała wezwanie Szczurołapa jako misję, by spełnić patriotyczny i wojskowy obowiązek, głos, który usłyszały tysiące młodych mężczyzn i dla wielu z nich stało się to ostateczną zgubą. Echa tej obsesji można znaleźć w „Dolinie Tęczy” i „Rilli ze Złotego Brzegu”, a ofiarą Szczurołapa staje się syn Ani i Gilberta, Walter.

Montgomery zmarła w 1942 roku, oficjalnie z powodu choroby wieńcowej, chociaż jej wnuczka, Kate MacDonald Butler, zdradziła po latach, że pisarka, pogrążona w depresji, mogła popełnić samobójstwo.

Tyle biografii. Jak widać, samo życie Montgomery różni się diametralnie od tego, co dzisiaj myślimy o małżeństwie i „roli” kobiety. Jej związek z pastorem MacDonaldem był w gruncie rzeczy ciągłym dramatem, przyszło jej przez całe życie zajmować się mężczyzną, do którego nie żywiła głębszych uczuć, a który ciągle popadał w melancholię i zmagał się z depresją. Czuła też, że zawiodła jako matka, kiedy okazało się, że nie może swojego trzeciego dziecka karmić piersią. Z drugiej strony na niwie zawodowej osiągnęła sporą niezależność i zyskała uznanie dla swojego nazwiska, i to pomimo faktu, że umowa zawarta z wydawnictwem z czasem okazała się dla niej niezbyt korzystna.

Opowieści z Avonlea

I tak dochodzimy do sedna, czyli – dlaczego Lucy Maud Montgomery jest wciąż czytana przez dorastające dziewczynki, i to z przyjemnością, a nie z powodu narzuconej przez szkołę listy lektur?

Inność jest dobra. Bohaterki Montgomery to indywidualistki, które – chociaż wyróżniają się na tle otoczenia, są inne niż większość – zdobywają uznanie i osiągają szczęście. Roztrzepana Ania pogrążona w kompleksach na punkcie rudych włosów wyrasta na dziewczynę o niebanalnej urodzie, ma licznych przyjaciół, jest lubiana, realizuje się. Jej inność to jej atut. Przełamuje nawet niechęć tych, którzy są jej początkowo nieżyczliwi. Ania, Emilka czy Valancy przekazują współczesnym młodym czytelniczkom, zwłaszcza tym zagubionym, niepewnym i zmagającym się z odrzuceniem przez grupę, że warto mieć odwagę, by być w pełni sobą.

Marzenia się spełniają. Ania jako jedna z nielicznych dziewcząt w małej mieścinie Avonlea zdobywa wykształcenie uniwersyteckie. Emilka, mimo początkowych niepowodzeń, zostaje jednak pisarką. Pat Gardiner udaje się utrzymać ukochany dom – Srebrny Gaj. Te szczęśliwe zakończenia niosą ze sobą obietnicę spełnionych marzeń, nawet tych snutych z rozmachem.

Miłość czeka za rogiem. Dziewczynki zaczynają powoli interesować się swoim życiem uczuciowym i przyglądać obiektom godnym uwagi (chociaż w przypadku wolniej dojrzewających chłopców – ci zazwyczaj są jeszcze na innych częstotliwościach i nie dostrzegają znaczących spojrzeń). Pojawiają się pierwsze miłostki, na dodatek mocno nacechowane idealizmem. Miłość u Montgomery bardzo często wyrasta z przyjaźni, która tworzy dla niej mocne podstawy, i jest tuż obok, wystarczy sięgnąć ręką i wierzyć w swoją szczęśliwą gwiazdę. Nie ma więc powodu, by na naszej drodze nie pojawił się jakiś Gilbert, Ted czy Hillary. W międzyczasie zaś można (z książką w ręku) swobodnie o tym fantazjować.

Miłość czeka za rogiem, nawet jeśli trzeba zdzielić ją czasem tabliczką (ilustracja z wydania z 1908 roku)

Podróż sentymentalna. Ten świat, którego już nie ma, ma w sobie pewien czar. Dla współczesnego pokolenia brzmi to trochę jak opowieść fantasy, ma jednak tę atrakcyjną zaletę, że jest prawdziwa – tak faktycznie było. Córka pastora nie mogła tańczyć, czytanie powieści mogło być uważane za niewłaściwe, prało się ręcznie, odzież ręcznie się szyło, mężczyźni sypiali w nocnych koszulach, a elektryczność i telefon to był luksus. Na swój sposób to pasjonujące, nawet jeśli niektóre rzeczy wydają się niejasne (na przykład to, że cała wieś mogła podsłuchiwać prywatną rozmowę telefoniczną – pamiętam, że nawet małoletnią mnie to zaskoczyło).

Kremowy jedwab. To akurat zaapeluje do dziewcząt z bardziej romantyczną duszą i wrażliwych na piękno słów. W „Ani na uniwersytecie” opiekująca się młodymi studentkami ciotka Jakubina wspomina, że niektóre słowa mają w sobie wdzięk i moc. Na przykład kremowy jedwab i koronki sprawiają, że nogi same rwą się do tańca. Te słowa, z których wiele wyszło przecież z użycia, są przesycone urokiem, trochę jak ususzone płatki róż między stronami starej książki. Jak kremowy jedwab. Jak muślin. Jak kwietny anioł.

Tu uwaga na marginesie. Przekładów Lucy Maud Montgomery funkcjonuje sporo, jednym z najpopularniejszych niegdyś był ten dokonany przez Marię Rafałowicz-Radwanową, tyleż mylący, co urzekający dla każdego, kto radzi sobie z językiem angielskim. Mylący, gdyż zgodnie z obowiązującą wówczas regułą wydawniczą angielskie imiona miały być spolszczane. Rachel Lynde stała się zatem Małgorzatą, Philippa Gordon Izabelą, a Davy Tadziem. Urzekający z uwagi na wygibasy, które tłumaczka wyczyniała przy nieznanych jej słowach, tłumacząc „ice cream”, czyli lody, jako „mrożony krem” albo „doughnut”, czyli pączek, jako… orzechy. Oparte zapewne na skojarzeniu ze słowem „nut” – orzech.

 

Prostota i plastyczność. W konstrukcji świata u Montgomery nie ma niczego skomplikowanego. Poszczególne wątki są proste i przejrzyste, motywacje łatwe do prześwietlenia, zagadki fabuły niezbyt zaskakujące, a finał nietrudno przewidzieć. Ten prosty świat jest jednak oddany w wyrazisty, elegancki, przemawiający do wyobraźni sposób, nie brakuje tu epitetów, nieskomplikowanych porównań i delikatnego humoru, nawet opisy przyrody czy otoczenia są krótkie na tyle, by nie stały się nużące. Całość, chociaż należąca do dawnego świata, jest po prostu żywa i barwna, przykuwa więc uwagę młodej czytelniczki przyzwyczajonej na co dzień do szybkiego i skrótowego podawania informacji.

Uniwersalizm. Na sam koniec cecha prawdopodobnie najważniejsza. Mimo staroświeckiego sztafażu z Anią, Emilką czy Pat łatwo się utożsamić. Ich pragnienia, marzenia i emocje są zrozumiałe i pokrewne temu, co czytelniczka przeżywa na co dzień w szkole czy w domu. Przyjaźń, obowiązki, ambicje, relacje z bliskimi, nauka, ból z powodu niesprawiedliwości, żal w obliczu zdrady zaufania, wstyd za jakąś popełnioną głupotę… Każdy przecież przez to przechodzi. A ta wspólna płaszczyzna doświadczeń nie tylko łączy, ale i przynosi nadzieję na pozytywne rozwiązanie wszelkich problemów. Bohaterki bowiem zawsze zwycięsko wychodzą z wszelkich tarapatów.

Nie upieram się, że to wszystko są generalne zasady, obowiązujące w absolutnie każdym wypadku. Czytelniczki też są różne i dla niektórych dziewcząt powieści Montgomery nie będą miały żadnej siły przyciągania, znudzą je i zmęczą. Nie jest też nigdzie powiedziane, że nie mogą po nie sięgać chłopcy. Jedna rzecz pozostanie jednak pewna – zawsze znajdą się odbiorcy tego typu literatury, skoro mimo różnic dzielących obecną epokę od ówczesnej książki o Ani są nadal wypożyczane i kupowane. Lucy Maud nie spotkał zatem los, jaki przypadł w udziale Marii Rodziewiczównie, Helenie Mniszkównie czy Louisie May Alcott. Nie odeszła do lamusa i zapewniła sobie nieśmiertelność. Jej ambicje spełniły się zatem bardziej, niż kiedykolwiek mogła przypuszczać.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Karolina Chymkowska
Karolina Chymkowska
Pisze, bo musi. Bez tego udusiłaby się z nadmiaru emocji. Taki ma zatem sposób na życie, spędzone głównie na filmowo, chociaż krytykiem filmowym się akurat nie czuje. Profiler z zamiłowania, zafascynowana historią zbrodni i kryminologią. Ubolewa, że los nie pozwolił jej wstąpić do FBI. Samozwańcza specjalistka od serialu "Z Archiwum X".
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Kultura

Dlaczego świat oszalał na punkcie powieści Jane Austen?

Powieści Jane Austen znamy prawie wszyscy – niektórzy z lektury, niektórzy ze spektakularnych ekranizacji.
Magdalena Krawczak
Magdalena Krawczak
19 maja 2017
CZYTAJ WIĘCEJ