Co zrobił nam Balcerowicz? Zakończył PRL czy sprzedał Polskę zachodnim kapitalistom?

8 minut czytania
5369
4
fot. Lestat (Jan Mehlich), CC BY-SA 3.0 via wikimedia.org

Od wdrożenia słynnego planu Balcerowicza, gospodarczej terapii szokowej, która została opracowana w ciągu jednej nocy, minęło już blisko 30 lat. To wystarczająco dużo czasu, by spojrzeć na tamte wydarzenia bez emocji, towarzyszących transformacyjnej gorączce. Co się wówczas wydarzyło?

Postać Leszka Balcerowicza, a właściwie stosunek do niego, przez lata dzielił polską scenę polityczną. Jedni krzyczeli, że “Balcerowicz musi odejść”, inni byli gotowi bronić go i jego reform, jak niepodległości.

Cudotwórca czy egzekutor?

Kim zatem dla Polski jest profesor Leszek Balcerowicz? Cudotwórcą, który wzniósł gmach niepodległej Rzeczypospolitej z popiołów PRL? Czy egzekutorem, który wykonał wyrok na zlecenie zachodniego kapitału, wyprzedając za grosze rodzimą gospodarkę i bezpowrotnie niszcząc życie milionów ludzi?

Choć sprawa dotyczy naszej najnowszej historii, to dla wielu wciąż pozostaje zagadką. Co tak naprawdę wydarzyło się na przełomie lat 80. i 90? Kto brał udział w tamtych wydarzeniach? Jakie konsekwencje miało wprowadzenie planu Balcerowicz? Jak powstał i kto za nim stał?

Wraz z pytaniem o Leszka Balcerowicza nie sposób nie postawić znaku zapytania nad kondycją polskiej gospodarki i zbudowanego na jej podstawie państwa.

Bolesna, ale konieczna operacja czy neokolonizacja?

Na początku lat 90. liderzy opozycji sejmowej byli pogubieni. Obywatelski Klub Parlamentarny na czele z Adamem Michnikiem i Jackiem Kuroniem stanął w dziwnym rozkroku między konserwacją systemu politycznego, a potrzebą stawienia czoła problemom, które dławiły polską gospodarkę. Mimo to OKP ostatecznie nie tylko wsparło Balcerowicz i realizację jego planu, ale wręcz osłoniło go przed wszelką krytyką.

Według wiedzy ówczesnych elit postsolidarnościowych plan Balcerowicza miał przekształcić gospodarkę planowaną PRL na wolnorynkową, kapitalistyczną. Podwaliny pod reformę postawił minister Wilczek wraz z premierem Rakowskim publikując Ustawę o działalności gospodarczej w grudniu 1988 roku. Jej główną zasadą było motto: „co nie jest zakazane, jest dozwolone”.

Jako ciekawostkę obrazującą ówczesny stan umysłów legend Solidarności trzeba przytoczyć słowa Jacka Kuronia, które zapisał w swoich wspomnieniach (nikt inny nie śmiałby wtedy tego zrobić), na temat akcji studentów, którzy okupowali siedziby PZPR w kraju. Pan minister był wtedy wściekły na brak działań ze strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, kierowanego przez generała Kiszczaka. „Kiedy naciskałem, że trzeba ich stamtąd wyrzucić siłą, to się okazało, że minister Kiszczak jest chory, boli go gardło i nie może przyjść na posiedzenie rządu, aby to omówić” – pisała legenda Solidarności, Jacek Kuroń. Podobnie ani Jacek Kuroń, ani Adam Michnik nie reagowali na raporty działaczy terenowych Solidarności, które informowały, że ludzie generała Kiszczaka palą akta SB. Liderzy opozycji antykomunistycznej na początku lat 90. wierzyli i ufali swoim „przyjaciołom” z PZPR i widzieli w nich „szczerych demokratów”.

Nie mniej zaskakuje Jarosław Kaczyński. Pod koniec lat 90. o Balcerowiczu mówi tak: „To jest jego wielkość, wiekopomna zasługa, której nikt mu odebrać nie może. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że wszystkie te działania były zupełnie oczywiste, a już najbardziej oczywisty był kierunek reform w Polsce. Ale przed dziesięciu laty, na przełomie 1989 i 1990 roku, bardzo wielu prominentnych polityków, dziś pierwszoplanowych postaci życia publicznego, apologetów wolnego rynku, wtedy ten kierunek kwestionowało. Mam wiele szacunku dla Balcerowicza za dokonanie zdecydowanego chirurgicznego cięcia. Była to wprawdzie bolesna, ale absolutnie niezbędna operacja”.

Jednocześnie profesor Witold Kieżun pisze o transformacji Balcerowicza w taki sposób: „Gdy w Polsce zaczynała się transformacja, przebywałem w Afryce, kierując dużym projektem ekonomicznym, realizowanym pod egidą ONZ. Tam z bliska i na własne oczy widziałem, jak kraje zachodnie dokonują gospodarczej neokolonizacji krajów afrykańskich. Wspominam o tym, ponieważ jedną z głównych tez mojej książki jest to, że po 1989 r. nastąpił proces neokolonizacji polskiej gospodarki”.

Jak powstawał plan

Tworzenie się planu Balcerowicza może się okazać inne, niż to sobie wyobrażamy. Leszek Balcerowicz nie spędził poprzednich kilku lat w ukryciu, przygotowując plan, który obali komunę i wprowadzi system kapitalistyczny. Oczywiście nie chodzi o to, że brakowało mu kompetencji – nikt nie miał kompetencji do sterowania przemianą systemową. Działo się to po raz pierwszy w historii i Polska musiała szukać pomocy za granicą. W dodatku zmiany polityczne galopowały, pomimo oskarżeń o „jaskiniowy antykomunizm”, który zwolennikom rozpraw z komunistami zarzucał poseł Adam Michnik.

By opisać powstanie planu Balcerowicza trzeba cofnąć się w historii jeszcze bardziej. Ambasador Polski w USA w 1989 roku, Krzysztof Krowacki, zaprasza do Polski Jeffreya Sachsa, młodego profesora Harvardu, który ma doświadczenie w walce z inflacją w Boliwii. Ten odmawia, informując, że jest gotów przystać na warunki zaproponowane przez PRL, ale tylko pod warunkiem legalizacji NSZZ Solidarność.

 

Do sprawy wraca chwilę później, gdy redaktor Gazety Wyborczej (Tygodnik Mazowiecki jest już przejęty przez Michnika) Grzegorz „Larry” Lindenberg umawia spotkanie Sachsa z „głównymi strategami Solidarności w Senacie”. Do tych zalicza Bronisława Geremka, Adama Michnika oraz Jacka Kuronia. Ekonomista zgadza się na takie rozwiązanie. W OKP powstaje poruszenie: Geremek uważa, że plan przemian gospodarczych powinien powstać w rządzie. Sachs przekonuje, że ten ciężar powinna ponieść Solidarność (już zalegalizowana): „społeczeństwo opowiada się za Solidarnością i teraz przyszedł czas jej ekonomicznego działania”. Geremek w końcu daje za wygraną.

Wśród dymu papierosowego i przy kieliszku również Jacek Kuroń zadeklarował swoje poparcie. O 20:30 Sachs był już w siedzibie Gazety Wyborczej, a pierwsza wersja planu była gotowana nad ranem. Ekonomista zaniósł ją z powrotem Kuroniowi, na spotkaniu był obecny również poseł Michnik. Ten powtarzał wciąż: „Nie jestem ekonomistą. Nie rozumiem tych rzeczy”. Wtedy padło bardzo ważne dla Polski pytanie: „Czy się uda?” – zapytał Michnik. Sachs potwierdził. Kilka dni później, 3 lipca 1989 roku, w Wyborczej ukazuje się artykuł Adama Michnika (być może najważniejszy, jaki kiedykolwiek napisał) pt. „Wasz prezydent, nasz premier”.

Powstaje rząd na czele z premierem Mazowieckim i ministrem finansów Leszkiem Balcerowiczem. I choć strategiczne założenia planu tworzy Jeffrey Sachs, to jego elementy taktyczne i praktyczne obmyśla Leszek Balcerowicz i jego zespół. „Można więc w miarę obiektywnie stwierdzić, że w teoretycznej strukturze podejmowania decyzji etap kształtowanie misji i strategii był dziełem (…) Jeffreya Sachsa, a etap twórczej taktyki i operacyjnej realizacji – Leszka Balcerowicza” – pisze profesor Witold Kieżun. Wśród twórców planu badacz wymienia również Georga Sorosa, ale to znacznie szerszy temat niźli „tylko” transformacja Polski (Kieżun stawia tezę, że Polska była jedynie laboratorium, w którym testowano z powodzeniem rozwiązania gospodarcze dla Rosji – lub jej kolonizację przez zachodni kapitał).

Nadwiślańska terapia szokowa

„Był to nawet bardziej radykalny kurs od tego, który przyjęto w Boliwii; oprócz zniesienia z dnia na dzień kontroli cen i obcięcia dotacji, plan Sachsa zakładał sprzedaż państwowych kopalni, stoczni i fabryk sektorowi prywatnemu. Było to bezpośrednie wyzwanie rzucone programowi ekonomicznemu „Solidarności”, który przewidywał własność pracowniczą i choć przywódcy ruchu przestali mówić o kontrowersyjnych elementach tego planu, dla wielu członków „S” pozostawały one rodzajem wyznania wiary. Sachs i Lipton [współpracownik Sachsa – przyp. red] napisali plan polskiej terapii szokowej w ciągu jednej nocy. Miał piętnaście stron, i jak stwierdził Sachs: „był to, jak sądzę, pierwszy raz, gdy ktoś napisał całościowy plan przejścia z gospodarki socjalistycznej do wolnego rynku” – pisze o sprawie Naomi Klein, autorka „Doktryny Szoku”.

Jakie były główne założenia planu Balcerowicza? Sachs ostrzegał Polskę przed nadchodzącą katastrofą – czyli ryzykiem hiperinflacji. Za taką uważa się stan, gdy ceny produktów rosną o 50 proc., miesiąc do miesiąca. Stąd głównym celem planu była stabilizacja waluty, usprawnienie polityki monetarnej, doprowadzenie do stabilizacji budżetu, powstrzymanie inflacji oraz gwałtowną prywatyzację.

Właśnie do tej ostatniej części planu jest najwięcej zarzutów. Nikt z ówczesnych liderów politycznych, włączając w to komunistów, nie miał zielonego pojęcia na temat gospodarki. Mimo to wszyscy wiedzieli, że skoro socjalizm upada, musimy szukać pomocy w rozwiązaniach kapitalistycznych (choć widoczny jest ślad poszukiwania „trzeciej drogi” – zarówno w obecnej konstytucji, jak i projekcie Solidarności z połowy lat 90.).

Tymczasem w światowym kapitalizmie panował trend z tzw., „szkoły chicagowskiej”, którego najważniejszymi przedstawicielami byli prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan, premier Wielkiej Brytanii – Margaret Thatcher oraz dyktator Augusto Pinochet. Od strony naukowej postacią numer jeden był Milton Friedman, którego „nieświęta triada kapitalizmu” (jak to opisuje Klein) polegała na: obcinaniu świadczeń socjalnych, deregulacji oraz prywatyzacji. Leszek Balcerowicz, choć monetarysta, korzystał również z bardzo modnych w tamtym okresie rozwiązań, które znane są pod nazwą neoliberalizmu.

W wyniku działań Balcerowicza, jak się powszechnie uważa, Polska dokonała skoku cywilizacyjnego – czego dowodem ma być poziom polskiego PKB w stosunku do państw ościennych (wschód-południe) oraz jego wzrost w stosunku do roku 1990. Tym faktom nie da się zaprzeczyć, jednak są również i ciemne strony transformacji.

Co było porażką planu?

Profesor Witold Kieżun w swojej książce „Patologia transformacji” wskazuje dziesiątki nowoczesnych zakładów, które poprzez balcerowiczowską prywatyzację zostały rozkradzione lub sprzedane za bezcen. Niektóre z nich były monopolistami na rynku wschodnim, prywatyzacja innych zagrażała bezpieczeństwu narodowemu, inne produkowały tylko i wyłącznie dla zachodnich kontrahentów. Przykładem może być likwidacja fabryki w Sanoku, która produkowała autobusy i była jedną z najbardziej nowoczesnych w Europie. Firma została sprywatyzowana, kadra inżynierska przeniesioną wraz z maszynami na Zachód, kolejny konkurent na rynku zlikwidowany a kontrakty przejęte. Profesor Kieżun zwraca uwagę, że wiele z tych zakładów i fabryk mogło przetrwać do dziś, przynosić zysk i dawać pracę. Według badacza Balcerowicz po prostu tego nie chciał, uznając, że zachodni kapitał zrewolucjonizuje Polskę pod każdym względem – zarówno w zakresie techniki, jak i zarządzania. Czy tak się rzeczywiście stało?

Najgorsze w reformach Balcerowicza nie było jednak wcale absurdalnie wysokie bezrobocie, początkowy spadek PKB, nieporadzenie sobie z inflacją na czas czy wyprzedaż „sreber rodowych”.

Największą porażką planu było uwłaszczenie nomenklatury na początku lat 90. Pierwsze lata po 89 roku określa się mianem „bezhołowia”, okresu bez pana, bez jasnych regulacji – złoty okres nomenklatury PRL, którą ze wszystkich sił i całym swoim autorytetem broniła Gazeta Wyborcza i poseł Adam Michnik. Barbara Spinelli, znana włoska dziennikarka, zauważyła w 1989 roku: „po długich poszukiwaniach wschodnioeuropejscy komuniści znaleźli znakomity sposób na przetrwanie. Pozornie dali się rozłożyć, ale po to, aby zaraz potem się podnieść, tylko że w innej skórze i udać utratę pamięci (…) odnowiony komunista nie zna wyrzutów sumienia. Jakby był z celulozy i jakby nie miał rodziców ani dziadków, ani biografii. Musi stać się doskonałym kapitalistą, musi wybrać sobie nową klientelę i przygotować się odzyskania władzy” – pisała w Kulturze. Co, jak wszyscy wiemy, dokonało się w kilka lat po napisaniu tych słów.

Nie było to, co ciekawe, niezgodne z planem. Rafał Ziemkiewicz w swojej książce „Michnikowszczyzna. Zapis choroby” stawia tezę, że współpraca między komunistami a liderami OKP, wbrew interesowi społecznemu, Lechowi Wałęsie oraz „Solidarności”, miała charakter cichej, niepisanej umowy. Komuniści kradli (prywatyzowali) na potęgę, a ich tarczą stał się Adam Michnik i jego współpracownicy. Bogaty komunista miał przeobrazić się w kapitalistę, który, czy tego chce, czy nie, musi stosować się do rynkowej specyfiki nowego ustroju. W ten sposób miała powstać i powstała, polska elita kapitalistyczna, choć sam ustrój, zwłaszcza w latach 90., nie miał z kapitalizmem wiele wspólnego. „Paradoksalnie – to właśnie oni [komuniści – przyp.red] stali się pionierami gospodarki rynkowej. Jeśli stworzenie silnego prywatnego sektora było jednym z naszych głównych celów, to bez ludzi nomenklatury nigdy by się nam nie udało. Więc odegrali w tym procesie niezwykle pozytywną rolę” – mówił w wywiadzie w 1997 roku Jacek Kuroń redaktorowi Żakowskiemu.

Swoją drogą taki model „akumulacji pierwotnej kapitału” nie śnił się nawet Marksowi.

Rzeczywiście – komuniści odegrali w przemianie olbrzymią rolę – tu Jacek Kuroń ma rację. Czy była to rola pozytywna? Najlepiej zapytać o to… Leszka Balcerowicza. Gwarantuję, że odpowiedź może być zaskakująca i to nie tylko dla Adama Michnika.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Jakub Napoleon Gajdziński
Jakub Napoleon Gajdziński
Rocznik 87, absolwent politologii, historii i dziennikarstwa. Dużo podróżuje, kocha koty i dobre piwo. Tego ostatniego nigdy nie odmawia.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Uciekinierzy od ZUS-u. Jak uniknąć płacenia składek?

Grzegorz Sowa, przedsiębiorca z Piotrkowa Trybunalskiego, wypowiedział umowę ZUS-owi i przestał płacić składki. Twierdzi, że to zgodne z konstytucją.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
11 września 2017
CZYTAJ WIĘCEJ