„Dzieci nie powinny być badane na siłę”. Rozmowa z lekarką Aleksandrą Budzowską

6 minut czytania
3638
3

Dwuletnia dziewczynka siedzi na stołeczku, mocno trzymana przez silne ręce, a dorosły boleśnie ją obmacuje bez słowa wyjaśnienia. Przemocą rozwiera jej szczęki, wpychając do gardła twardy przedmiot, wywołujący odruch wymiotny. To zwyczajna scena, jakich mnóstwo ma miejsce każdego dnia, oficjalnie i legalnie. Badanie w gabinecie pediatry.

Wszyscy oczywiście wiemy, że lekarze mają mało czasu, a dzieci nie bardzo chcą współpracować. O to, czy badanie rzeczywiście musi przebiegać w ten sposób, zapytałam więc Aleksandrę Budzowską, lekarkę, mamę dwójki dzieci, propagatorkę empatycznego podejścia do małego pacjenta.

Luca: Jako rodzic mam wrażenie, że lekarze w gabinetach i personel szpitalny nie mają czasu ani chęci na delikatne podejście do dziecka. Szybkie, nieprzyjemne badanie, często na siłę, zwłaszcza w przypadku najmłodszych – czy tak musi być?

Aleksandra Budzowska: Jako rodzic też mam niestety niejednokrotnie podobne wrażenie. Wierzę w to, że tak nie musi być i co więcej – że tak nie powinno być. Gdy o tym myślę, widzę kilka szerszych problemów, które wpływają na jakość kontaktu z małym (ale też i dorosłym) pacjentem. Po pierwsze organizacja pracy lekarza i personelu medycznego. W ostatnich latach lekarze stali się sekretarkami, mnogość papierów niejednokrotnie uniemożliwia skupienie się na najważniejszym – czyli na człowieku. Dodatkowo personel medyczny pracuje ponad siły – zazwyczaj ma też za mało czasu „na jednego pacjenta”. To wszystko generuje pośpiech, wypalenie zawodowe i brak przestrzeni, by dojrzeć drugiego człowieka.

Drugi problem wydaje mi się być problemem społecznym – jako ludzie generalnie mamy w Polsce problem z empatyczną komunikacją i szacunkiem do drugiego człowieka niezależnie od wieku. Dopiero raczkujemy i się uczymy – mam nadzieję, że zmiana nadejdzie szybciej, niż nam się wydaje, bo widać ją na każdym kroku. Ludzie chcą być ze sobą w kontakcie, chcą empatię dawać i dostawać – tylko to wymaga nauki i zmiany myślenia – a może i zmiany pokolenia…

Dlaczego to jest ważne?

Każdy chciałby być traktowany podmiotowo w każdej sytuacji, dorośli i dzieci tak samo. Naruszanie granic niszczy zaufanie, tak samo jak oszukiwanie („nie będzie bolało”) czy zatajanie prawdy. Dziecko, które raz zostało przez dorosłych oszukane, może mieć w przyszłości duży problem z tym, by zaufać. A przecież wszelkie medyczne procedury zakładają współpracę, więc dbając o samopoczucie dziecka pracujemy od razu nad wszystkimi przyszłymi wizytami u lekarza. Gdy pokazujemy dziecku, że jego granice są szanowane, dajemy mu sygnał, że może i powinno decydować o sobie. Stwarzamy przestrzeń do rozwoju człowieka świadomego swoich granic, dbającego o swoje potrzeby, który potrafi rozeznać co jest dla niego w porządku, a co nie jest OK.

Dzieci, których granice są szanowane i których „nie” jest respektowane – są potencjalnie mniej narażone na molestowanie seksualne w przyszłości, gdyż wiedzą, że mogą się nie zgadzać. Człowiek ma prawo mówić „nie” w każdej sytuacji, również u lekarza.

Szanuj granice dziecka

Czy lekarze na studiach nie uczą się, jak pracować z pacjentem?

To trzeci problem. Podczas studiów zdobywamy medyczną wiedzę, a aspekty psychologiczne naszej pracy traktowane są tak, jakby ich prawie nie było. Lekarze niestety dostają bardzo szczątkową wiedzę na temat komunikacji z pacjentem. Pojedyncze zajęcia z psychologiem czy fakultatywne warsztaty z komunikacji nie przygotowują lekarzy do pełnienia ich roli w sposób, jaki powinno się to według standardów odbywać. Sama na studiach organizowałam warsztaty z komunikacji pod hasłem kampanii „Umierać po ludzku”, ale to były studenckie zrywy, a nie główny nurt, którego mają szansę wszyscy dotknąć. To często były warsztaty organizowane dla chętnych i traktowane jako niezbyt istotny aspekt pracy lekarza.

Skąd więc lekarze mogliby czerpać wiedzę o empatycznym podejściu?

W Polsce wiedzę na temat komunikacji każdy czerpie trochę na własną rękę. Jest wśród wielu lekarzy potrzeba pogłębienia swojej wiedzy, słyszę wiele głosów, że samym lekarzom jest ciężko, bo często nie wiedzą jak reagować, co mówić, jak pomóc. W czerwcu razem z Agnieszką Stein organizuję w Bliskim Miejscu kurs dla lekarzy o podejściu do dzieci w duchu empatii. „Rodzicielstwo bliskości w pracy lekarza” to hasło, pod którym będziemy rozmawiać i dzielić się swoimi pomysłami na wsparcie dzieci podczas kontaktów ze światem medycznym.

A jak rodzic może rozmawiać z lekarzem, żeby w krótkim czasie wizyty, i to przy dziecku, przekazać, że oczekuje traktowania dziecka podmiotowo?

Myślę, że warto zawsze wprost mówić o swoich oczekiwaniach. I pamiętać o tym, że jako rodzice zawsze mamy prawo wnosić sprzeciw – bo to my jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo i ochronę integralności naszego dziecka. Ważne jest to, jak jako rodzice mówimy o dziecku, swoim przykładem pokazując, jak chcemy by było traktowane. Mamy prawo zadbać o warunki badania. Oprócz tego warto głośno dawać znać, że chcemy, by nasze dziecko było traktowane podmiotowo, gdy widzimy, że jego granice są naruszane.

Chciałabym tu jeszcze podkreślić, że problem nie dotyczy jedynie lekarzy – jako społeczeństwo mamy ogromną trudność w traktowaniu podmiotowo dzieci. Często to rodzice przychodzą do lekarza wymagając, by wszystko odbyło się szybko, bez informowania o bólu. Bywa tak, że to właśnie rodzice chcą, by dziecko było „grzeczne”, „dzielne” i oszukują je odnośnie przebiegu zabiegów. Mam jednak ogromną nadzieję, że to powoli się zmienia. I że wszyscy zaczynamy patrzeć na dziecięce zdanie i zaczynamy brać je pod uwagę.

Nic na siłę

Jak wspierać dziecko, kiedy jednak u lekarza wydarzy się coś bardzo  stresującego?

Czasem jakieś badanie trzeba wykonać szybko. Czasem zdarzy się, że coś jesteśmy zmuszeni zrobić jako lekarze nagle, z naruszeniem granic dziecka, bo życie lub zdrowie jest bardzo poważnie zagrożone. Nie zawsze jest czas na to, by procedury przebiegły w wymarzony sposób. Wtedy jednak jeszcze bardziej powinniśmy zapewnić przestrzeń na wsparcie od rodzica i stanąć przed dzieckiem w prawdzie – przepraszając za naruszenie granic.

Nawet, jeśli mamy całą tę wiedzę i jesteśmy mistrzami komunikacji, nasze dzieci nie raz doświadczą stresu u lekarza lub przy okazji badań. Jak im pomóc? Przede wszystkim nie oszukujmy. Nie mówmy dziecku, że nie będzie bolało, jeśli wiemy, że właśnie może boleć. Lepiej o tym uprzedzić, ale dodać, że to będzie tylko chwilka. Nie każmy maluchowi „być dzielnym”, „być prawdziwym facetem” i „nie płakać”. Okazywanie wszystkich uczuć jest bardzo ważne dla zdrowia emocjonalnego człowieka, a łzy pomagają ciału poradzić sobie ze stresem. Możemy powiedzieć, że to jest okej bać się pobrania krwi. Że rozumiemy niepokój dziecka i jesteśmy przy nim, żeby mu pomóc. Jeżeli trzeba dziecko przytrzymać, zróbmy to łagodnie i skutecznie, ale uprzedźmy o tym, wyjaśnijmy, czemu to jest potrzebne. Pytajmy też dziecko, jak się czuje, żeby mu pomóc wyrazić to na głos.

Jeśli to możliwe, dajmy dziecku choć trochę kontroli nad sytuacją. Spytajmy, czy chce być na kolanach, czy siedzieć samo, czy na stojąco – jeśli taki wybór jest możliwy. Poprośmy pediatrę, żeby dziecko spróbowało najpierw samo pokazać gardło. Starsze dzieci mogą też coraz więcej samodzielnie mówić lekarzowi o tym, co je boli i jak się czują. Przede wszystkim jednak bądźmy przy dziecku, oferujmy mu swoją obecność i dotyk. Przeciwbólowe działanie dotyku i przytulania to nie mit.

Więcej wskazówek, jak pomóc dziecku przejść bolesne procedury medyczne i czemu lepiej nie kłamać na ich temat, przeczytacie w tekstach Aleksandry Budzowskiej tutaj i tutaj.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Dziecko

Dziecko to nie maskotka – zanim dotkniesz, spytaj o zgodę

Zna to chyba każdy rodzic: trzymamy na rękach naszą słodką kruszynkę, a babcia lub wujek wyjmują ją z naszych ramion, miłośnie zagadując. Dziecko się wyrywa, ale krewny sadza je sobie na kolanach, a wszyscy wokół czule żartują z „małej dzikuski”. Uroczy rodzinny obrazek, czyż nie?
CZYTAJ WIĘCEJ