Dziewuchy dziewuchom. Marka na sprzedaż?

6 minut czytania
2045
0
Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
20 kwietnia 2018
fot. Adam Wasilewski/Shutterstock

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Aktywistki czy mistrzynie marketingu? Setki tysięcy osób angażujących się w pro-kobiece działania pod szyldem “Dziewuchy dziewuchom” zadaje sobie pytanie, kim są trzy kobiety, które nagle ogłosiły prawa do marki, dając moderatorom lokalnych grup 48 godzin na zmianę nazwy.

“Zależy nam na dobrym wizerunku marki” – piszą twórczynie grupy „Dziewuchy dziewuchom”. Tym tłumaczą liczne zmiany, jakich zażądały od lokalnych aktywistek i aktywistów tworzących regionalne grupy takie jak “Dziewuchy dziewuchom Trójmiasto”, “Dziewuchy dziewuchom Śląsk” i podobnym grupom z Wrocławia, Berlina, Poznania, Irlandii… Zmiany dotyczące konieczności usunięcia z nazwy członu “Dziewuchom”, tak, aby nie kojarzyć się z główną grupą.

48 godzin na zmianę nazwy

Pomijając pojawiające się w oficjalnym oświadczeniu, mające nieco ugłaskać społeczność sformułowania takie jak: “Bardzo cieszymy się, że jesteście z nami, bo dzięki Wam możemy działać jeszcze lepiej”, czy “Pamiętaj – Ty też jesteś aktywistką każdego dnia – gdy edukujesz o prawach kobiet, gdy sprzeciwiasz się seksizmowi, kiedy informujesz swoich znajomych, ludzi z pracy, sąsiadów – masz super moc i nie wahaj się jej użyć!! Nie daj sobie wmówić, że do aktywizmu potrzeba specjalnych uprawnień – Twój głos ma znaczenie!”, clue przekazu stanowi oświadczenie, że oto “Dziewuchy dziewuchom” to marka trzech osób.

☛ Jako założycielki grupy społecznościowej „Dziewuchy Dziewuchom” znajdującej się w serwisie Facebook, informujemy, że…

Opublikowany przez Dziewuchy Dziewuchom 19 kwietnia 2018

Wszyscy, którzy wykorzystują markę “Dziewuchy dziewuchom” na swoich grupach lokalnych mają natomiast 48 godzin od odczytania wiadomości prywatnej z prośbą, na podjęcie działania.

Ładnieście nas urządziły, siostry

Na regionalnych grupach, które już zmieniły nazwę podniósł się nie lada rwetes. Dziewczyny i chłopaki poczuły, że zostały wystrychnięte na dudka. Oto bowiem od dwóch lat działają ramię w ramię, wspierają się w swoich małych i wielkich problemach, począwszy od wymiany informacji o lekarzach-szowinistach ingerujących nadmiernie w prywatność i kwestie rozpłodowe przez dyskusje o tym, jak reagować w sytuacji, gdy na rozmowie rekrutacyjnej pracodawca okazuje się perwersyjną świnią, a skończywszy na poradach prawnych w trudnych sytuacjach rozwodu albo pomocy przy depresji czy współuzależnieniu.

Ot, świetna grupa wsparcia na poziomie twojej okolicy. Skuteczna i bezpieczna… I nagle okazuje się, że nie jest to żadna tam zgrana grupa osób z twojej okolicy, tylko wy wszyscy, tutaj, w regionie, robicie sobie samowolkę i możecie nieopatrznie narazić markę “Dziewuchy dziewuchom” na szwank, więc zmieniajcie nazwę raz dwa. Tak odebrano słowa oficjalnego oświadczenia.

Trzy Panie postanowiły zastrzec nazwę Dziewuchy Dziewuchim i zrobić biznes.

Opublikowany przez Feminizm dla opornych 19 kwietnia 2018

Na głównej, uświęconej prawem do właściwej nazwy, grupie facebookowej zawrzało jeszcze bardziej. Podniosły się pytania wyjątkowo trudne. Kto budował tę markę? Trzy dziewczyny, które ją stworzyły czy setki tysięcy kobiet i mężczyzn, którzy się organizowali, działali, wychodzili na ulicę, wspólnie rozmawiali? Kto jest siłą? Trzy panie roszczące sobie prawa czy wszyscy inni? Co to za marka? Czy aby na pewno chodzi o ruch społeczny, czy może to jakiś trick marketingowy i zaraz wszyscy zostaną ambasadorami sklepu z koszulkami i eko-torbami na jarmuż? Podejrzenie jest tym dotkliwsze, że we wrześniu ubiegłego roku właścicielka jednej z marek modowych przyznała, iż nawiązała właśnie współpracę z “Dziewuchami”…

Czy kasa się zgadza?

A gdzie są pieniądze ze zbiórki? I właśnie, tu internet wydaje się szczególnie bezlitosny i pamiętliwy. Oto bowiem „Dziewuchy dziewuchom” prowadziły akcję crowdfundingową.

Na stronie zbiórki dowiadujemy się m.in., że zebrane 35 000 zł zostało przeznaczone na materiały identyfikacyjne (flagi, przypinki) dla lokalnych działaczek, rozesłano je do lokalnych aktywistek. Powstały też rozdawane na wydarzeniach materiały edukacyjne o grupie Dziewuchy dziewuchom, oraz “plansze edukacyjne dotyczące herstorii polskich feministek i sufrażystek”. Grupowiczki i grupowicze pytają jednak, gdzie są faktury, gdzie dokładny raport? Obecnie ich gniewu nie załagodzą już gładkie zdania. Teraz tłum jest rozgoryczony i nie będzie miał litości.

Możliwe więc, że dziewczyny chciały dobrze, ale poszło zupełnie nie tak. W ciągu ledwie kilku godzin ludzie poczuli się oszukani i wykorzystani. I to w dodatku w przestrzeni, która miała ich chronić i wspierać. Jest to najgorszy obrót spraw, jaki można sobie wyobrazić. Chyba ktoś odrobił doskonale lekcje z kreowania wizualnego marki, natomiast odpuścił zajęcia z Public Relations, że o fakultetach z psychologii tłumu nie wspomnę.

Odpowiedzialność i inne obawy

Dziewuchy, które wystąpiły z oświadczeniem i prośbami o zmiany nazw,  te, które prowadzą stronę internetową i zarządzają kanałami w mediach społecznościowych (fanpage i grupa na Facebooku, Twitter, Youtube i Instagram), mogły zwyczajnie poczuć zbyt duży ciężar odpowiedzialności. To normalne.

Zaczynały jako koordynatorki oddolnego, spontanicznego ruchu. Gdy społeczność zaczęła liczyć wiele osób, pojawiła się konieczność tworzenia kolejnych kanałów. W pewnym momencie wszystkiego zrobiło się zwyczajnie za dużo i kwestie przekazu medialnego zwyczajnie zaczęły się wymykać spod kontroli.  Strach o nadmierną utratę kontroli wyziera choćby ze sformułowania:

“otrzymujemy informacje, iż treści wygłaszane przez osoby działające pod naszą nazwą budzą wątpliwości, przypominamy że nie odpowiadamy za strony, grupy, ani wydarzenia bądź wypowiedzi osób również te skierowane do mediów w Polsce i poza jej granicami”.

Rozumiem ten strach. Setki tysięcy osób mogą powiedzieć i zrobić coś niewłaściwego, coś, co będzie mieć negatywne skutki prawne, czy źle wpłynie na wizerunek już nie tylko grupy funkcjonującej pod określoną nazwą, ale też osób, które ten ruch pierwotnie zorganizowały. W końcu to do założycieli jest dotrzeć najłatwiej. To założyciele musieli podać swoje dane tworząc strony, opłacając konta, prowadząc zbiórki publiczne. Gdy więc założyciele czują się zagrożeni, podejmują działania.

Walczcie jak chcecie, ale nie z nami

To jest ten moment, w którym zadajemy sobie pytanie gdzie kończy się wolność jednostki, a zaczyna bezpieczeństwo grupy lub też jej dobry wizerunek. Odległe to od oświadczenia założycielek Dziewuchy dziewuchom? Może tylko pozornie. Popatrzcie na to, co starają się zrobić trzy twórczynie  ruchu “Dziewuchy dziewuchom”. Próbują, nieco poniewczasie, wszystko sensownie poukładać.

Niestety sięgają po złe środki. Zwłaszcza w kontekście inicjatywy oddolnej, masowej, w dodatku nakierowanej na coś tak złożonego jak szeroko pojęte prawa kobiet.

Jeśli osoby, które walczą o prawo grupy społecznej do samostanowienia o sobie, wspierają przedstawicielki tej grupy w walce o prawa do głosu, podpowiadają jak reagować na przejawy opresji, nadużyć wynikających z odmienności płci, nagle dowiadują się, że MUSZĄ zmienić nazwy swoich małych cyfrowych społeczności, bo jakieś trzy kobiety, które wymyśliły sobie tę nazwę, od teraz będą dbać o markę, to jest w tym jakiś paradoks. Czyli generalnie możecie być sobie dziewuchami, możecie samostanowić o sobie, ale pozwólcie nam to wszystko kontrolować, bo jeszcze któraś z was powie coś niewłaściwego…

Trzem Dziewuchom najpewniej nawet nie chodziło o tak radykalną ingerencję w postawy lokalnych aktywistek i aktywistów, nie mniej jednak wiadomość poszła w eter i zaczęła żyć swoim życiem. W połączeniu z tonem wysyłanych prywatnie wezwań do zmiany nazwy w wyznaczonym czasie, nie brzmi to dobrze.

Rewolucja zjada swój ogon?

Niekoniecznie. Nie chcę też słyszeć mówienia, że “tak to już bywa z kobietami”. Wybaczcie, ale są to ani kobiece, ani męskie, ani polskie, tylko ludzkie sprawy i przydarzają się niezależnie od płci i pochodzenia.

Po prostu czasami dobre chęci nie wystarczą. Jeśli jesteś pustelnikiem czy pustelniczką żyjąca w jaskini na odległej, bezludnej wyspie, to masz gwarancję, że faktycznie, sama jesteś sobie sterem i okrętem, i kontrolujesz swoją markę. Jeśli jednak żyjesz w społeczeństwie, a dodatkowo chcesz coś robić w grupie, na każdym kroku rozgrywasz partię szachów.

Jeśli chcesz doprowadzić do celu, musisz nie tylko myśleć o przeciwniku, ale też przewidywać ruchy swoich figur i pionków. Nie mówię o manipulowaniu innymi. Mówię o tym, że już na początku, zanim skrzykniesz podwórkową bandę, pomyśl o tym, by każdy wiedział, na co się pisze. Kto ustala zasady i kto ponosi odpowiedzialność. Nie rób tego po dwóch latach, gdy już wszyscy się rozpędzą, bo włożysz w ten sposób tylko kij w szprychy. A to zaboli każdego.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Dominika Węcławek
Dominika Węcławek
Matka dzieciom, wiedźma z kotem. Miłośniczka ruin i jedzenia z puszki. Typowy filozof. W wolnych chwilach również autorka książek science fiction.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Jak zostać aktywistą? „To cecha charakteru” – rozmowa z Cecylią Malik

Aktywista nigdy nie wygrywa w stu procentach, jego sukces ma czasem gorzki smak, a jeśli raz stanął murem za jakąś sprawą, prawdopodobnie już się od niej nie uwolni. – Bo jeśli się powiedziało A, trzeba powiedzieć też B – zaznacza Cecylia Malik, artystka, działaczka społeczna i ekologiczna, która w imię swoich spraw wspinała się na drzewa, przyczepiała sobie motyle skrzydła, pływała samodzielnie skonstruowaną tratwą po Wiśle i karmiła syna… na wyrębie.
Małgorzata Bożek
Małgorzata Bożek
10 grudnia 2017
CZYTAJ WIĘCEJ