Jadowity pająk w poleconym i inne przygody – praca listonosza nie jest łatwa

5 minut czytania
1154
0

Mijamy ich codziennie – czasem znajomych, czasem anonimowych ludzi z wielkimi torbami i granatowymi wózkami na kółkach. Pracują w swoim tajemniczym rytmie i irytują nas zostawianiem awiza zamiast przesyłki. Postanowiłam przyjrzeć się ich pracy i spojrzeć na życie listonoszy ich oczami.

Anna od kilku lat pracuje jako listonoszka na poczcie w dużym mieście. Historie, którymi zechciała się ze mną podzielić, przekonują, że nie jest to praca łatwa, wdzięczna ani bezpieczna. Oprócz zabawnych anegdot zdarzają się sytuacje przyprawiające o dreszcze.

Nietypowe polecone

Pająków, tak jak innych żywych zwierząt (z nielicznymi wyjątkami), nie wolno przesyłać pocztą. Ale klientom to nie przeszkadza.
– Odkąd jest Allegro, ludzie powariowali – zamawiają pocztą wszystko, co się da. Któregoś dnia przychodzę do stałego klienta z listem poleconym, a on mówi: „Niech pani uważa, w środku jest jadowity pająk. Już mi pani dziesięć takich przyniosła”. Dreszcze mnie przeszły.

Na szczęście takich potencjalnie niebezpiecznych sytuacji jest niewiele. Więcej zdarza się tych zabawnych lub całkiem absurdalnych.

Kiedyś odebrałam przesyłki polecone, położyłam je na biurku i jedna z nich była otwarta, więc wyleciało z niej osiem par czarnych majtek. Koledzy mieli ubaw nie z tej ziemi. Innym razem przyniosłam paczkę do klientki, dałam, podpisałam i poszłam – a ona w szlafroku, w kapciach leci za mną i woła, że paczka była trochę odklejona i że to sabotaż. W środku były wełniane skarpetki. Oczywiście nikt nie otwierał, koperta odkleiła się sama, ale pani złożyła skargę i domagała się niebotycznego odszkodowania – opowiada Anna.

Inną nietypową przesyłką był kask motocyklowy. Anna, jako listonoszka, nie rozwozi paczek, tylko listy, ale kask nadany był właśnie listem. Regulamin poczty dopuszcza taką możliwość, ale listonosze nie mają możliwości noszenia takich przesyłek.

Kask nie mieścił się do torby ani reklamówki, nie mogłam nieść go w ręku ani nawet założyć na głowę, bo oczywiście był opakowany. Adres – na końcu rejonu. Nie wzięłam go, oczywiście, a potem poszłam wyjaśnić to klientowi. Nie złożył skargi, ale swoje musiał mi powiedzieć – śmieje się Anna i dodaje – Przesyłek jest tyle, że nie ma mowy, żeby wszystkie zabrać. Miałam klientkę w rejonie, która prowadziła sklep z używanymi ubraniami, zamawiała ich mnóstwo pocztą. Wyobraź sobie, że masz takich przesyłek powiedzmy dwadzieścia. Jak masz je wszystkie wziąć, jakim cudem? Ludzie narzekają, że mają awiza w skrzynkach. Bo nie rozumieją, nie wiedzą, że czasem nie ma możliwości zabrać wszystkiego. Jeśli klient jest wyrozumiały, to sam po nie przychodzi.

Pracowici listonosze i wyrozumiali klienci

Niestety, zazwyczaj klienci myślą, że listonosze to lenie, którym się nie chce nosić przesyłek. A to nie do końca prawda. To logistycznie jest nie do ogarnięcia, bo nawet mając najszczersze chęci nie da się rady zabrać na rejon dwudziestu dużych przesyłek. A są przecież jeszcze listy, których jest coraz więcej.

Zdaniem listonoszy duże przesyłki powinni dostarczać pocztowi kurierzy, ale jeśli coś jest nadane listem, to obsługa należy do listonosza. Ta luka w systemie kosztuje pracowników wiele nerwów i wysiłku. Czasem po prostu nie ma innej możliwości, niż zostawić awizo, zamiast nieść paczkę. To właśnie te awiza zostawione w naszych skrzynkach, choć byliśmy cały czas w domu.

95 procent klientów to mili, wyrozumiali ludzie, którzy to rozumieją i traktują listonosza bardzo dobrze. Pozostałe pięć procent – no cóż, to typy, którzy patrzą na listonosza jak na głupka, który ledwo co podpisać się umie, a na pewno żadnej szkoły nie skończył. Najbardziej zapamiętałam pana, który nie był z mojego rejonu, ale zatarasował mi wejście do klatki schodowej. Jego zdaniem powinnam okazać legitymację. Uparł się i zastąpił mi drogę. Dopiero klient mnie wpuścił, czekał na emeryturę. Przyznam, że popłakałam się wtedy ze złości. Byłam w mundurze listonosza, miałam listy w ręku, byłam wykończona, a tu musiałam się zmagać z takim gościem.

Zaczepki, molestowanie, a nawet napaść

Trudne przypadki to niestety nieodłączna część tej pracy. Kobiety mają trudniej: łatwiej mogą paść ofiarą napadu lub niewybrednych propozycji. Panowie listonosze – zwłaszcza ci przystojni – także bywają obiektem flirtów, zaczepek słownych lub propozycji spotkania.

Jako listonosz muszę się gryźć w język, bo, niestety, kierownictwo nie stoi za nami murem. Ludzie potrafią przychodzić z najbardziej absurdalnymi skargami, mijać się z prawdą, a że „klient nasz pan”, to każde, największe nawet kłamstwo skrupia się na listonoszu. Kiedyś nawet klient przyszedł na skargę, że listonosz jeździ lepszym autem od niego. Według niego było to niemożliwe, bo jak listonosz może sobie pozwolić na dobre auto? Jest też dużo skarg po urlopie czy chorobie. Jeśli dadzą na zastępstwo kogoś, kto pracuje już dwa lata, to dobrze. Ale jeśli kogoś nowego, to nie ma szans, żeby nie było pomyłek i wpadek. Czasem po urlopie muszę się klientom tłumaczyć dwa tygodnie. Zdarza się, że wracam i widzę listy na ziemi, w kałużach…

Jak to możliwe, żeby zawodowy listonosz do czegoś takiego dopuścił? Nie ma odpowiednich szkoleń?

Kiedyś szkolenie listonosza trwało tydzień. Teraz to dwa dni, w ciągu których nie zdążysz się wszystkiego nauczyć. Bo praca listonosza to nie jest tyko wrzucanie listów do skrzynek, to też wiele innych rzeczy. Poznanie rejonu. Polecone, które muszą być podpisane i wydane. Wypisywanie awiz. Początkującej osobie to wszystko wydaje się czarną magią, nie da się tak szybko nauczyć. No, ale ci na górze wiedzą swoje.

Anna podkreśla, że praca listonosza wymaga mocnych nerwów i psychicznej odporności, które nie kojarzą nam się z tym zawodem. Mimo że konflikt między pocztą a listonoszami trwa od dawna, są sytuacje, gdy kierownik stanie na wysokości zadania. Niektóre z nich to naprawdę poważne przypadki.

Miałam kiedyś taką sytuację, że klient zaczął się przy mnie masturbować, gdy mu wydawałam pocztę. Poskarżyłam się kierowniczce, a ta pojechała i go nastraszyła. Powiedziałam wtedy, że nigdy już tam nie pójdę, będę wyłącznie zostawiać awiza. Może sobie skargi pisać, mam to gdzieś. O dziwo, tym razem szefowa się ze mną zgodziła. Na szczęście to była jednorazowa sytuacja, choć niektórzy klienci sobie pozwalają – rzucają aluzje, pytają, jak tam życie seksualne… I to tacy, których bym nigdy o to nie podejrzewała: na stanowisku, wykształceni. Bo dziadkowie, co czekają na emeryturę, są zawsze bardzo mili.

Mając takie doświadczenia, trudno się nie bać, ale Anna nie daje się im złamać.

Przeważnie o tym nie myślę, choć raz moja koleżanka została napadnięta. Skradziono jej pieniądze na emerytury. I wtedy tak, trochę miałam obawy. Ale noszę przy sobie gaz pieprzowy, a mój rejon jest spokojny. Kobiety jako listonoszki wytrzymują więcej niż mężczyźni.

***

Imię bohaterki zostało zmienione.

Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Opinie

Poczta Polska: porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie!

Nie znam osoby, która ciepło wypowiedziałaby się o Poczcie Polskiej. Kolejki, pozamykane okienka, nieodbieranie telefonów, awiza, których nie ma, a podobno listonosz zostawił i przesyłki, które idą tygodniami – to spotkało niemal każdego z nas.Niestety, lista grzechów tej państwowej spółki jest dużo dłuższa, a szczególnie mocno uderza w niepełnosprawnych.
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
16 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ