Kiedy nie warto przyznawać się do zdrady?

3 minuty czytania
6713
5
Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
7 kwietnia 2018

Najczęściej zdradzamy po alkoholu, w czasie samotnego urlopu lub podczas wyjazdu integracyjnego. Zdrady, jak przekonują naukowcy zajmujący się seksualnością Polaków, zdarzają się nam coraz częściej. Jednak nie piszę o skali problemu, a o tym, że czasami przyznanie się do zdrady jest zwykłym egoizmem.

Zanim podejmę próbę odpowiedzenia na tytułowe pytanie, ustalmy jedną rzecz. Zdrada to jest straszne świństwo. Jeśli wiążemy się z kimś i uznajemy wspólnie, że nasza relacja będzie zamknięta na inne osoby i że jak seks, to albo solo, albo we dwójkę, to zdrada jest okrutna. Nawet jak nam w związku czegoś brakuje, nawet jak żona po urodzeniu dzieci, odsunęła ojca tychże na bok, do tego zaniedbała się i ciągle tylko o kupach nawija. Albo chłop nie dotrzymał słowa, że będzie nas porywał na randki i porywa nas najdalej przed telewizor, to nie możemy zdradzać. Trzeba pogadać, wyjaśnić, próbować coś zmienić, a jak to nie działa, to po prostu rozstać się. Także wtedy, kiedy w związku są dzieci. Mniej je skrzywdzimy odchodząc w sposób cywilizowany niż zdradzając ich matkę/ojca. Zdrada jest więc moralnie kiepska i absolutnie jej nie popieram.

No ale to, że ja nie popieram to jedno, bo zdrada była, jest i będzie. Pytanie czy warto się do niej przyznawać i kiedy nie ma to sensu.

To było chwilowe zaślepienie

Powiedzieć czy nie powiedzieć?

Wstrzymałabym się z przyznawaniem, gdy za jednorazową niewiernością stoi jedynie alkohol. Mamy idealny związek, pełen miłości, przyjaźni i pożądania. Taki, w którym nie jest nudno, w którym rozmawia się o swoich potrzebach, który ma się naprawdę rewelacyjnie. Nikt nie myśli o romansach, nikt niczego poza związkiem nie szuka. I nagle ona jedzie na imprezę integracyjną. Właściwie to nie miała ochoty, ale pojechała, bo wypada. Tam przesadza z alkoholem tak bardzo jak jeszcze nigdy. W efekcie uprawia seks z kolegą z biura. Nic nie znaczący seks, po szóstym drinku uznała, że z kimś poflirtuje, bo dawno tego nie robiła, ciekawe czy jeszcze umie. Potem to już wiele nie pamięta. Scenariusz wymyślony, ale bardzo możliwy, wszak według raportu „Seksualność Polaków 2017” najczęściej zdradzamy właśnie pod wpływem alkoholu i na wyjazdach integracyjnych.

Co ma zrobić nasza bohaterka? Powiedzieć partnerowi o zdradzie, czy może nigdy się do niej nie przyznać? Jeżeli to naprawdę nic nie znaczyło, moim zdaniem, nie powinna obarczać zdradą swojego partnera. Przyznanie się do niewierności, bo gryzą nas wyrzuty sumienia i trudno nam z nimi żyć, jest egoistyczne. Służy bowiem tylko temu, żeby pozbyć się balastu, żeby przestać się zadręczać. Ranimy partnera tylko po to, żeby samemu poczuć się lepiej, żeby zrzucić z siebie ciężar, ale tak naprawdę przerzucamy go jedynie na druga osobę. Jeżeli więc zdrada była jednorazowa i nie znaczyły nic, lepiej ją przemilczeć.

Lepiej przemilczeć?

Czas na drugą sytuację i związek mniej idealny. Wyobraźmy sobie żonę, która jest trochę znudzona swoim mężem, za to kolegą z pracy wręcz przeciwnie. Jest szarmancki, zabawny, przystojny, młodszy i do tego pociągający. No i tak od słowa do słowa nasza bohaterka trafia do łóżka z owym młodzieniaszkiem. I teraz albo uznaje, że faktycznie ten jej mąż jest do dupy, albo myśli sobie, że może to ona się nie starała o niego, że przecież tyle pracują, to co się dziwić, że na seks nie mają czasu, że ten kolega to może i zabawny, ale nie ma z nim o czym pogadać, niech on wreszcie sobie pójdzie, ja chcę do mojego męża! Jeżeli wybierze bramkę numer dwa, to nie ma co mówić mężowi o zdradzie, bo to go tylko zrani. Jeżeli jednak uzna, że ten kolega z pracy to jest taki, że stary może mu co najwyżej pot z czoła wycierać, to niech o tym powie staremu. A potem niech od niego odejdzie.

Nie trzeba tak brutalnie…

Podsumowując, jeżeli mamy do czynienia z jednorazowym skokiem w bok, który albo nic nie znaczy, albo powoduje, że się ogarniamy po nim i doceniamy to, z kim idziemy przez życie – przemilczmy go, bo tylko niepotrzebnie zranimy partnera. Jeżeli jednak decydujemy się na romans, który coś znaczy, w który wkładamy uczucia i emocje albo jeżeli skaczemy z kwiatka na kwiatek, bo nie kochamy naszego partnera, jeżeli zdradzamy, bo jesteśmy nieszczęśliwi w związku, to przyznajmy się do zdrady. To minimum przyzwoitości należy się osobie, z którą dzielimy życie. To ona – bez względu na to czy skoki w bok ustały czy nie, czy romans trwa, czy dobiegł końca – musi móc zdecydować, co dalej: odejść czy wybaczyć i zawalczyć o związek. Dajmy jej tę możliwość.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Olga Siemoniak
Olga Siemoniak
Rocznik '86, absolwentka polonistyki, zawodowo klepie teksty, prywatnie i od czasu do czasu – męża. Social media sierota, która prowadzi bloga www.znetawziete.pl.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Kosztowny koniec miłości, czyli najdroższe rozwody świata

Czy jest coś, co łagodzi traumę związaną z rozwodem? Oczywiście. Łzy wylewane przy jego okazji całkiem nieźle wsiąkają w grube pliki banknotów, które stanowią nieodłączny element rozstań biznesmenów, artystów i wszelkiej maści celebrytów.
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
23 lipca 2017
CZYTAJ WIĘCEJ