KOSMOS DLA DZIEWCZYNEK: „Bęcwagon w zoo”

4 minuty czytania
2927
0
Marcin Wicha
Marcin Wicha
10 kwietnia 2018

Jego wysokość król Bęcwagonii, Bęcwagon Czternasty, następca Bęcwagona Dwunastego*, obudził się wczesnym rankiem w nastroju bardzo.

To pierwsze zdanie nie brzmi najlepiej. Czegoś w nim brakuje. Nastrój nie może być po prostu „bardzo”. Musi być bardzo jakiś. Na przykład bardzo wesoły albo bardzo smutny. Z drugiej strony, każdemu może się zdarzyć, że się obudzi w nastroju, którego jeszcze nie potrafi nazwać. Właśnie tak było z Bęcwagonem. Otworzył oczy. Ziewnął. Przeciągnął się, w czym pomogło mu czterech oficerów marynarki. Poranne przeciąganie króla to stary bęcwagoński obyczaj.

– Może jestem zły? – Bęcwagon na próbę zmarszczył brwi i całe królestwo zamarło. – Jednak nie. Zły byłem wczoraj. Kazałem zamknąć wszystkich ministrów w więzieniu. Może więc przeciwnie, jestem dziś wyjątkowo pogodny?

Uśmiechnął się pod wąsem. Kraj odetchnął z ulgą. Nawet więźniowie poweseleli (a nuż król każe ich wypuścić?). W końcu Bęcwagon ogłosił:

– Moja wysokość jest w niezłym humorze i ma ochotę na wycieczkę do zoo.

Ponieważ, chociaż to dziwne, królowie mówią o sobie właśnie w taki sposób.

Przy wejściu do zoo czekał już dyrektor pan Grubiejko. Nigdzie nie mógł znaleźć krawata, więc owinął sobie szyję zaprzyjaźnionym pytonem. Wąż trochę się denerwował. Z tych nerwów dusił dyrektora.

– Naj–prze–naj – wykrztusił dyrektor – szczyt.
– Co takiego? – zdziwił się Bęcwagon.
– Śniejszy panie – powtórzył dyrektor Grubiejko – jesteśmy ręczni, że wasza zaszczyt zrobiła nam tę miłość… Wdzięczni, że wasza miłość zrobiła nam tę przybyłość, odwiedziłość i zwiedziłość.
– Cooo? – zniecierpliwił się Bęcwagon.
– Że się wasza miłość nawinęła się na nasze rogi. To znaczy, nawiedziła nasze srogi, drogi… Progi!

Ilustracja: Marta Ruszkowska

Dyrektor Grubiejko miał pewne powody do obaw. Poprzedniego dyrektora, pana Chudejkę, król Bęcwagon kazał rzucić na pożarcie hipopotamom. Było to okrutne i niesprawiedliwe (bo to nie dyrektor Chudejko, tylko lama Karolina napluła na królewską szatę). Na
szczęście hipopotamy nie zjadły byłego dyrektora, gdyż wolały marchewkę.

Król nie słuchał. Nie zwrócił też uwagi na świeżo odmalowane flamingi. Minął bez słowa wesołe surykatki. Zlekceważył lemury. Pomaszerował prosto do wybiegu dla lwów.

– To jest lew Ignacy, wasza kość – dyrektor Grubiejko wreszcie się pozbył pytona i złapał oddech – Lew jest królem zwierząt.
– A ja jestem lwem królów – odparł Bęcwagon.
– Mniam – oblizał się lew.
– Co za majestat – Bęcwagon zajrzał przez sztachety.– Co za szlachetność. Co za siła. Co za mądrość. Ten zwierzak trochę mnie przypomina.

Jednak władca nie zdążył rozwinąć tej myśli. Przeszkodził mu ryk.

Ilustracja: Marta Ruszkowska

– Yhaaa!!! Yhaaa!… – rozległo się gdzieś blisko.
– Kto to?
– Oślica Balbina.
– Skandal, żeby długouche, hałaśliwe i ryczące zwierzę mieszkało w sąsiedztwie lwa! To obraza majestatu – oburzył się Bęcwagon.
– Lepiej sam byś spojrzał w lusterko! – odparła oślica. W języku osłów to ostatnie zdanie zabrzmiało – Yyyhaa! Yha! Ha, ha, ha.

Król nie słuchał. Stanął na palcach, nadął się i ogłosił:

– Rozkazuję, żeby od dziś zwierzęta piękne i majestatyczne zamieszkały osobno. Dla zwierząt głupich, śmierdzących i brzydkich należy zbudować oddzielny ogród.

Może o tym wiecie, że każdy król i każda królowa ma przydomek. Na przykład Katarzyna–Wielce–Rozumna albo Karol Młot. W historii Bęcwagonii zapisał się Bęcwagon Piegowaty, Bęcwagon Rudy oraz Bęcwagon–Kędzierzawy–Dopóki–Nie–Wyłysiał. Poddani cenili Benitę Szczodrobliwą, który rozdawała prezenty. Mniejszy szacunek otaczał Bęcwagona Oszczędnego, zwanego Skąpiradłem.

Bęcwagona Czternastego nazywano Niecierpliwym. Słynął z zapalczywości. Ku utrapieniu poddanych łatwo się zapalał do nowych pomysłów.

Bęcwagon kazał sobie (już natychmiast!) podać blok rysunkowy. Szybko naszkicował ogród dla ładnych zwierząt. Miły pagórkowaty teren pełen kwiatów i drzew. Na rysunku było widać tylko kłębki i zawijasy, ale król wszystko objaśnił. W zakątku dla brzydkich namazał kilka falistych linii, które miały oznaczać błoto.

– Wspaniały pomysł, wasza złość – zapewnił dyrektor nieszczerze.

Król nie słuchał. To zdanie powtarza się już po raz trzeci. Niestety, Bęcwagon nigdy nie był ciekaw tego, co mówią inni. Zwłaszcza, kiedy pochłaniał go nowy pomysł. Teraz rozkazał, żeby ładni ustawili się po lewej stronie. Brzydcy mieli się stłoczyć po prawej, a najlepiej schować gdzieś z tyłu.

– Czy jestem wystarczająco ładny? – zapytał pingwin. Król wybuchnął śmiechem.
– To ptaszysko ogromnie przypomina ambasadora Cymbarbonii. Ha, ha, ha. Trzeba urządzić specjalny ogród dla zabawnych zwierząt. Szczególnie, jeśli przypominają moich znajomych.
– Też chcę do zabawnych – sapnęła foka, ponieważ była zaprzyjaźniona z pingwinem. – Umiem żonglować piłką.
– Wcale nie jesteś zabawna – uciął Bęcwagon – Pójdziesz do dużych morskich brzydali.
– Słyszeliście, co powiedziała nasza ość? – pokrzykiwał dyrektor Grubiejko. – Krokodyl i foka na prawo, pingwin prosto.
– Krokodyl? –Bęcwagon aż podskoczył – Ze względów bezpieczeństwa groźne zwierzęta należy izolować! O, tutaj! – i dodał jeszcze parę kresek do swojego szkicu.
– Ja też jestem śmiertelnie niebezpieczny – pochwalił się pająk tarantula.
– Jesteś włochaty – zauważył król i po chwili namysłu rozkazał – Włochatych rozkazuję wykąpać i uczesać. Zamieszkają w ogrodzie dla puszystych.
– Czyli będę teraz mieszkał z białym niedźwiedziem? – zainteresował się się królik.
– Dlaczego jeszcze nie ma specjalnego miejsca dla uszatych? – zezłościł się Bęcwagon. –
Gacek wielkouch do mnie. Słoń, proszę tutaj.– Yhaaa!…Yhaaa – drwiła oślica.
Na szczęście w swoim języku, więc mało kto zrozumiał.
– Pasiastych na bok! – krzyczał król.
– Chodźmy – powiedział tygrys do zebry.
– A co ze mną? – chciał wiedzieć okapi, gdyż był pasiasty tylko w połowie. W tylnej połowie.
– Podzielić – wrzeszczał król – Jedną połowę do pasiastych a drugą…

Ale nikt się nie dowiedział, dokąd ma trafić druga połowa okapi, bo słowa króla utonęły w ogólnym kwiku, ryku i krzyku. Wszyscy biegali, skakali, pełzali lub machali skrzydłami (jeżeli mieli skrzydła).

– Gdzie jest miejsce dla cętkowanych? – próbował się ktoś dowiedzieć.

Bęcwagon dzielił zwierzęta na grupki i stadka. Im bardziej dzielił, tym mniej rządził. Im bardziej porządkował, tym większy robił bałagan.

Trzeba przyznać, że wszyscy nieźle się bawili. Zwłaszcza, że w ogólnym zamieszaniu ktoś zjadł króla. Do dziś nie wiadomo, kto. Co prawda słyszano później, jak lew mówił „marny był z niego władca, ale i tak smaczniejszy od suchej karmy”. Tymczasem przyszedł wieczór, zapadła ciemność. Zaczęły się tańce i zabawa w chowanego. Jak zwykle wygrały nietoperze.

Ilustracja: Marta Ruszkowska

Ale to wszystko nie znaczy, że kiedy rodzice poproszą o zrobienie porządku w pokoju, to możecie ich nie posłuchać.

– – – – –

*Gdyby ktoś chciał wiedzieć, co się stało z Bęcwagonem Trzynastym, uprzejmie wyjaśniam: Trzynastego w ogóle nie było. Bęcwagończycy słynną z przesądności.

Marcin Wicha
Marcin Wicha
Grafik, pisarz. Projektuje plakaty i robi satyryczne rysunki. Pisze książki dla dorosłych („Jak przestałem kochać design”, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”) i dla dzieci („Klara. Słowo na Szy”, „Łysol i Strusia”). Mieszka z rodziną na Grochowie.
AUTOR

Polecamy

Ładne.to

Trajka

Ładne.to
Ładne.to
10 grudnia 2018

Szczepionka wyborcza

Anna Godzwon
Anna Godzwon
4 października 2018

Komentarze