Mateusz Kościukiewicz: “Twarz to element ciała bezpośrednio związany z oceną, jakiej jesteśmy poddawani”

4 minuty czytania
783
1
Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski
10 kwietnia 2018

Mateusz Kościukiewicz, odtwórca głównej roli w filmie „Twarz”, opowiada nam o niezwykłym doświadczeniu grania w masce, o tym na ile film jest oparty na prawdziwej historii oraz o pomocy, jakiej ekipie filmowej “Twarzy” udzieliła Metallica.

Bartek Czartoryski: Pański bohater, Jacek, traci swoja starą twarz, ale pan, jako aktor, zyskuje nową. Tyle że nie może już tak operować głosem, grać mimiką. Jakby pan opisał to doświadczenie?

Mateusz Kościukiewicz: Niezwykle unikatowe. Rzadką możliwością jest wystąpić w filmie w masce. Ten element, kojarzący się ze sztuką teatralną i inspiracjami związanymi z początkami sztuki aktorskiej, powoli przechodzi do historii. Cały koncept związany z maską, z twarzą, jaką przywdziewamy na co dzień, z tym, na ile jesteśmy w stanie się obnażyć, ile z siebie zedrzeć, jest niezwykle ciekawy. I cieszę się, że mogłem zagrać w tym filmie i przeżyć tak niezwykłe doświadczenie.

Ma pan dwojaki związek z „Twarzą”, bo nie tylko kreuje pan główną rolę, ale i jest producentem filmu. Czy, jeśli dodać do tego jeszcze przywiezioną z Berlinale nagrodę, tworzy to wszystko dodatkową presję przy okazji polskiej premiery?

Działamy wspólnie i podczas wydarzeń takich jak premiera mogę reprezentować całą naszą grupę, ale producent to za dużo powiedziane. I nie, nie czuję żadnej presji, chcemy po prostu kręcić filmy, na tym się skupiamy, to nas interesuje i wszystko się sprowadza do tego, aby robić to dobrze.

A po czym poznać, czy film się udał? Po nagrodach, po reakcjach publiczności?

To również kwestia doświadczenia. Czy film jest udany, czy nie, widać na ekranie i potem, w konfrontacji z krytykami, z widownią, poznaje się, jaki jest jego odbiór. Robi się wtedy ciekawie. „Twarz” została już oceniona przez publikę i krytykę międzynarodową i okazało się, że jej przekaz był na tyle mocny, że można go określić jako międzykulturowy, ponadnarodowy.

Nie sądzi pan jednak, że u nas „Twarz” będzie odbierana zupełnie inaczej? Jakby nie było, film portretuje polskie społeczeństwo i rodzimą rzeczywistość.

Na festiwalu w Berlinie, zagraniczni dziennikarze i widzowie, z którymi tam miałem okazję porozmawiać, odnosili ten film do swoich krajów i dostrzegli pewien jego uniwersalizm. Opowieść o kryzysie wartości demokratycznych i kultury liberalnej, o kryzysie kultury łacińskiej. To ciekawe doświadczenie, że nasz mały świat, o którym opowiadamy i który wydaje nam się typowo polski, znajduje swoje odbicie w całej Europie, na Zachodzie.

fot. Bartosz Mrozowski (materiały prasowe)

Czasem trudno nam przychodzi obnażyć się jako społeczeństwo, bo trzeba wtedy zaakceptować również swoje własne wady, co nie przychodzi łatwo.

Uważam, że naszą rolą jest kręcenie takich filmów, są one potrzebne. I jeśli my jako społeczeństwo nie potrafimy poddać się krytyce, jeśli jaskrawa ocena nas razi, jeśli czarny humor, którego jesteśmy tematem nas nie śmieszy, a oburza, to widać, że z naszą kondycją społeczną nie jest najlepiej i tym bardziej należy robić takie filmy, poruszać tematy zmuszające do dyskusji, nie skupiać się wyłącznie na kinie rozrywkowym. Środowisko filmowe musi zajmować się takimi rzeczami, to nasze zadanie.

To, co pan mówi, ma ciekawy wydźwięk w kontekście tego, że „Twarz” bazuje na wydarzeniach autentycznych.

Ale nie jest to dokument. Cały ten koncept bazuje na historii pana Galasińskiego, dość swojego czasu głośnej, medialnej, o której sporo się u nas mówiło. Lecz jego osobiste doświadczenie jest zupełnie inne, odrębne. Nie mogliśmy zrobić filmu o nim, wtedy nie mogłoby być mowy o ironicznej kondensacji, nie miałaby ona racji bytu. Poza tym należy pamiętać, że to film stricte gatunkowy. Chcieliśmy zmierzyć się z baśnią, która najczęściej kojarzy się z opowieściami dla dzieci i młodzieży, a tutaj postawiliśmy sobie zadanie nakręcenia baśni dla dorosłych, zawierając wszystkie jej aspekty gatunkowe. Myślę, że powierzchowne odbieranie „Twarzy” jest błędne i ze stratą dla widza, warto zajrzeć głębiej i obserwować swoją reakcję, bo obnaża ona naszą twarz.

Jacek z powodu swojego wypadku zostaje wypchnięty poza nawias społeczeństwa, a czy pan czuł się na planie niejako osobnym członkiem obsady? Spędzał pan w charakteryzacji praktycznie całe dnie.

Ciekawy aspekt pan porusza. Na pewno warto zwrócić uwagę, że postać, którą gram, to swojego rodzaju figura. Od pewnego momentu to tak naprawdę widz, który to wszystko ogląda, a to bardzo ciekawy zabieg, rzadko używany, który pozwala na indywidualne przeżycie pewnego rodzaju traumatycznego doznania związanego z czymś osobistym. Twarz nie pozostaje bez wpływu na to, jak żyjemy, jak się nas postrzega, to element naszego ciała bezpośrednio związany z oceną, jakiej jesteśmy poddawani przy każdym kontakcie z innym człowiekiem. Oczywiście uwięziony w masce, za tą nową twarzą, w jakimś sensie znajdowałem się w innej przestrzeni, działałem na innej płaszczyźnie niż moi koledzy. Nie mówiąc już nawet o efekcie, jaki ta moja przemiana wywołała. Całe to doświadczenie uzmysłowiło mi, jak powierzchownie traktowałem swoją pracę, pogłębiło moje myślenie o aktorstwie jako takim, o głębokiej samotności jaka towarzyszy tej profesji.

fot. Bartosz Mrozowski (materiały prasowe)

Podejrzewam, że współpraca z zespołem Metallica też zostawiła na panu pewien ślad.

Kultura związana z muzyką metalową jest bardzo u nas silna, a Metallica to zespół topowy, legendarny, mający status światowej gwiazdy. Skontaktowaliśmy się z nimi i zapytaliśmy skromnie, czy możemy w naszym artystycznym filmie użyć ich muzyki. Na pytanie, o jakie utwory chodzi, wymieniliśmy same największe hiciory, ale dostaliśmy odpowiedź, że te numery albo nie są na sprzedaż, albo za przysłowiowy milion. Okazało się, że ta nasza lista jest poza zasięgiem i stanęliśmy pod murem. A wtedy Metallica wyciągnęła do nas rękę, mówiąc, że mają nową płytę i nową trasę i może chcielibyśmy skorzystać z ich świeżego materiału. Bardzo nas wsparli i nie zażądali, jak na te standardy, astronomicznej kwoty. I mamy nową płytę Metalliki! To chyba też rzadka okazja dla fanów tej muzyki, aby usłyszeć swój ulubiony zespół w polskim filmie.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski
Bartek Czartoryski. Samozwańczy specjalista od popkultury, krytyk filmowy, tłumacz literatury. Prowadzi fanpage Kill All Movies.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Wywiad

„Czasami katastrofy są nieuchronne i potrzebne”. Dzikie historie Pawła Maślony

Takich (tragi)komedii się w Polsce nie kręci. Nic więc dziwnego, że słodko-gorzki obraz Pawła Maślony był na ustach wszystkich podczas festiwalu w Gdyni. To wręcz nieprzyzwoite, aby debiutant wyreżyserował taki film i to jeszcze z taką obsadą.
Robert Skowroński
Robert Skowroński
1 stycznia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ