“Pan policjant cię zabierze, a pani za karę da ci zastrzyk”. Straszenie dzieci lekarzami i policją

4 minuty czytania
2933
2

„Jak będziesz uciekał, to zabierze cię policjant”. „Bądź grzeczny, bo pani da ci zastrzyk”. „Jak nie będziesz myć zębów, to pójdziemy do dentysty!” Mówicie tak do dzieci? Wielu rodziców to robi. Straszenie w ten sposób ma skłonić dzieci do posłuszeństwa, ale dalekosiężne skutki mogą być tragiczne.

Kiedy moja córka miała trzy lata, wybrałyśmy się na koncert do domu kultury. Miało to być wydarzenie umuzykalniające i zaznajamiające dzieci z różnymi instrumentami. Niestety prócz muzyki było też przedstawienie. W kulminacyjnym momencie spektaklu pan w białym kitlu gonił z wielką strzykawką panią, która bardzo głośno krzyczała ze strachu. Rozejrzałam się po widowni – żadne z dzieci się nie śmiało, wiele wyglądało na przestraszone. Moja córka, będąc po niedawnym i traumatycznym pobycie w szpitalu, otworzyła buzię i zbladła. Wyborna sztuka dla przedszkolaków, doprawdy…

Lekarz jako straszak

Gdyby problem ograniczał się do domów kultury, nie byłoby tak źle, niestety jednak sami rodzice bardzo chętnie straszą dzieci interwencjami medycznymi. Mówienie maluchom, że jak nie włożą czapeczki, to będzie trzeba iść do lekarza, jest na porządku dziennym. A gdy już rzeczywiście dziecko trafi do tego lekarza i – oczywiście – jest przerażone, co okazuje donośnie, to rodzic mówi: „uspokój się, bo pani da ci zastrzyk”. Czasem to rzeczywiście pozornie działa, to znaczy czasem udaje się na tyle sparaliżować dziecko strachem, że staje się ono bierne i ciche. Rodzice stosujący tę metodę zapominają jednak o tym, że prędzej czy później ich syn czy córka naprawdę będzie potrzebować pilnej pomocy medycznej, w tym wenflonu, pobrania krwi i zastrzyków, a może też badań, które trudno zrobić na siłę, na przykład tomografii mózgu. Wystarczy odrobina wyobraźni, żeby zdać sobie sprawę, że dziecko, które jest regularnie straszone lekarzami i badaniami, będzie się ich bać. A przestraszonego malca znacznie trudniej jest szybko i dokładnie zbadać, niż takiego, który choć próbuje współpracować.

Strach ma wielkie oczy?

Kolejny problem to dentysta. „Umyj zęby, potomku nieposłuszny, w przeciwnym bowiem razie zaprowadzę cię do dentysty, a on sprawi ci ból, bo każdy stomatolog to sadysta z powołania.” No spoko, tylko potem przychodzi czas rutynowej kontroli i wszyscy są bardzo zdziwieni, że dziecko nie chce usiąść na fotelu i otworzyć paszczy. Zaskakujące. A gdy już faktycznie pojawi się ubytek i trzeba go leczyć, co, jak wiadomo, boli – powodzenia życzę. Tu warto dodać, że strach zwiększa ból, czyli im bardziej nastraszycie malucha, tym bardziej naprawdę będzie go bolało. Taka właściwość mózgu, nie do przeskoczenia. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli pocieszymy dziecko i zmniejszymy lęk, to i ból będzie mniejszy.

„Nie będzie bolało”

Jest też przeciwny biegun, czyli zapewnianie dzieci w gabinecie zabiegowym, że „pani nic nie będzie robiła”. Po czym pani wbija igłę i wstrzykuje bolesną szczepionkę, albo dotkliwie obmacuje brzuch (to badanie jest ważne i powinno być wykonywane przy każdej wizycie, ale nie należy do przyjemnych), albo musi zszyć rozcięcie na czole. Okłamywanie dziecka niczemu nie służy, narusza zaufanie do rodziców i do służby zdrowia, a także zwiększa stres, bo przy kolejnych wizytach mały pacjent będzie spodziewał się bólu nawet wtedy, gdy będziemy go zapewniać, że nic się nie stanie. Skoro bowiem okłamaliśmy go raz, to może kłamiemy i tym razem. Dodatkowo poważnie narusza to więź między dzieckiem a opiekunem, bo zaufanie jest przecież jej bardzo ważną częścią.

W ogóle nic nie poczujesz!

Obydwa tematy – straszenia lekarzami i oszukiwania dzieci – pojawiły się w komentarzach pod wywiadem z lekarką Aleksandrą Budzowską jako przykłady zachowania bardzo utrudniającego współpracę personelu medycznego z dziećmi. Pielęgniarki i lekarze mówią też często o tym, że zdenerwowanie i panika rodzica bardzo udziela się dzieciom. W skrócie więc – personel medyczny radzi, żeby nie kłamać, nie straszyć i panować nad własnym lękiem. Wtedy ratowanie zdrowia i życia dzieci przebiegnie znacznie skuteczniej.

Niestety nie tylko lekarze są dziś etatowymi wiedźmami w opowieściach rodziców. Nieposłuszne pociechy na ulicy czy w parku często słyszą, że jak nie będą się pilnować, to zabierze ich „ta pani/ten pan”. „Ta pani”, zwłaszcza, jeśli jest już w starszym wieku, również bardzo lubi zagaić: „A może ja cię zabiorę?”. Otóż na takie urocze zaczepki najlepiej jest głośno (bo pani może niedosłyszeć) i dobitnie wyjaśnić dziecku, że nikomu go nie oddamy, a dorośli zabierający cudze dzieci popełniają przestępstwo. Jeśli padło na was i to wami jakiś rodzic straszy malucha – cóż, ja mówię: „Nie zabieram dzieci, a zresztą mama na pewno nikomu cię nie odda”.

Pan policjant cię zabierze

Gorzej, jeśli opiekun użyje jako straszaka wzmianki o policjantach. Straszenie dzieci policjantami jest tak powszechne, że sama Policja zauważyła problem i postanowiła stworzyć kampanię na ten temat. Funkcjonariusz prowadzący zajęcia dla dzieci w przedszkolu był świadkiem straszenia dzieci w ten sposób przez nauczycieli:

„Pani wychowawczyni do maluchów, którzy zachowywali się dość głośno powiedziała, że rozmawiający z nimi policjant zabierze je wychodząc. Sytuacja dość kuriozalna, ale tłumaczenie najmłodszym, że mundurowi nigdy nie zabierają dzieci zajęło trochę czasu. W takich okolicznościach dość często znajdował się również inny policjant zajmujący się profilaktyką społeczną. Stwierdził, iż przedszkolaki boją się mundurowych i być może częściowo wynika to ze straszenia policją, bo jak taki mały człowiek ma zadzwonić pod 997 lub 112 skoro >>oni zabierają niegrzeczne dzieci<<?”

Grafiki nie są szczytem wyrafinowanej reklamy społecznej, ale może to właśnie lepiej. Na kilku obrazkach przedstawiono historię chłopca, który zgubił się w parku i na widok policjantów chowa się za drzewo, bo mama go nauczyła, że policja porywa dzieci. Czterokadrowa historyjka kończy się szczęśliwie i być może da do myślenia rodzicom straszącym pociechy groźnymi panami policjantami, którzy zabierają niegrzeczne dzieciaki.

Policyjna kampania ukazuje na czym polega problem, fot. policja.pl

Dzieci naprawdę mogą kiedyś potrzebować pomocy patrolu policji i lęk przed mundurem może zagrozić ich życiu. Podobnie, jak wpojony od małego strach przed lekarzem i dentystą może poważnie odbić się na ich przyszłym życiu. Zbyt wielu dorosłych Polaków unika wizyt u stomatologa, ładując potem krocie w za późno rozpoczęte leczenie. Przy czym o ile od zepsutych zębów się już w dzisiejszych czasach nie umiera, o tyle niepójście do specjalisty z bólem serca, depresją lub guzkiem może zabić. Nie uczmy więc małego Jasia strachu przed ludźmi powołanymi do pomocy, żeby później Jan mógł żyć długo i szczęśliwie, a w każdym razie – zdrowo.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Luca Olga Machuta-Rakowska
Luca Olga Machuta-Rakowska
Piszę do internetu od ponad dziesięciu lat, najpierw dla agencji interaktywnych i klientów indywidualnych, a obecnie dla IgiMag, Tatento, Kwartalnika Laktacyjnego i na swojej stronie Milk Power. Umiem w social media, blogi i parę innych rzeczy. Lubię NVC, Rodzicielstwo Bliskości i szalenie interesują mnie relacje. Ponad trzy lata temu ukończyłam kurs dla Promotorek Karmienia Piersią i od tej pory działam na poletku laktacyjnym. Pasjami kocham jeść, ale nie cierpię gotować.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

„Dzieci nie powinny być badane na siłę”. Rozmowa z lekarką Aleksandrą Budzowską

Dwuletnia dziewczynka siedzi na stołeczku, mocno trzymana przez silne ręce, a dorosły boleśnie ją obmacuje bez słowa wyjaśnienia. Przemocą rozwiera jej szczęki, wpychając do gardła twardy przedmiot, wywołujący odruch wymiotny. To zwyczajna scena, jakich mnóstwo ma miejsce każdego dnia, oficjalnie i legalnie. Badanie w gabinecie pediatry.
CZYTAJ WIĘCEJ