Pop’gląd #7. Szybki przegląd kulturalnych nowości

4 minuty czytania
191
0
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
20 kwietnia 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Nowe wydanie komiksowego hitu „Pjongjang” oraz powrót polskich filmowych hitów z lat 90., produkowanych przez firmę Lwa Rywina – to nasze kulturalne polecaje na ten tydzień.

Wracamy do regularnego trybu przetrząsania rynku wydawniczych nowości, choć tym razem namawiamy tylko do tego, by bliżej przyjrzeć się pewnym (ale jakim!) powrotom.

Komiks

Do sprzedaży trafiła trzecia, poprawiona edycja „Pjongjangu” Guy Delisle’a – jednego z hitów komiksu niezależnego w Polsce. I choć od pierwszego wydania „Pjongjangu” mija właśnie 15 lat, komiks nie stracił nic na swej aktualności, pozostając wnikliwą i niepozbawioną humoru rejestracją totalitarnych absurdów ostatniego takiego reżimu na świecie. Delisle, kanadyjski rysownik i animator, spędził w tytułowej stolicy Korei dwa miesiące, pełniąc rolę specjalisty i łącznika pomiędzy francuską firmą produkcyjną a koreańskim studiem animacji. Mierząc się z biurokracją i odosobnieniem w egzotycznym, paranoidalnym kraju głębokich kontrastów, sporządzał notatki, które z czasem posłużyły mu za podstawę scenariusza.

Pierwsze, co rzuca się w nim w oczy, to podejście autora do opisywanej rzeczywistości – pełne dystansu, ironii, ale też empatii. Pośród 182 stron wypełnionych barwnymi anegdotkami Delisle nie pomija wątków ważniejszych – obozów pracy, bezwzględnego tępienia opozycji czy mocno rozwiniętej propagandy, dzięki której mieszkańcy reżimu niewiele wiedzą na temat świata zewnętrznego. W pierwszej chwili trudno tę represyjną rzeczywistość przyswoić. Kraj, w którym nocami oszczędza się prąd, metro – na wypadek bliżej nieokreślonego ataku – znajduje się 90 metrów pod ziemią, inwalidzi i bezdomni nie istnieją, a radioodbiorniki są zaplombowane, by nie wyłapywać niepożądanych częstotliwości, wydaje się odległą abstrakcją, z którą najbardziej represyjne reżimy byłego bloku wschodniego nie są w stanie konkurować.

Plansza z „Pjongjang”, wyd. kultura gniewu

Korea widziana oczami kanadyjskiego animatora jawi się jako totalitarny kult posunięty do absurdu – kraj, w którym każdy element rzeczywistości podporządkowany jest celebracji dynastii Kimów. Nieważne, czy jest to klapa marynarki, ściana w dowolnie wybranym pomieszczeniu, czy skała w dalekim plenerze – boskim obliczem założycielskiego rodu skażone jest wszystko. „Pjongjang” to pierwsza tak wnikliwa i przystępna dla przypadkowego, niezainteresowanego polityką czytelnika relacja z pierwszej ręki. Nie jest tajemnicą, że władze niechętnie wpuszczają na swój teren obcokrajowców, a jeśli już z jakiegoś powodu (najczęściej jest nim handel) muszą to zrobić, nie spuszczają ich z oka. Nieliczne dogłębne publikacje, jakie się na temat Korei ukazały, na ogół pozbawione są odautorskiego komentarza, który dla Delisle’a okazuje się kwestią kluczową.

Sporo tu mimowolnych przemyśleń i luźnych spostrzeżeń, zabaw graficznych i specyficznych żartów, które czynią ten travelogue na tyle osobistym i wyjątkowym, że nie przeszkadza mu nawet nieco górnolotne wpisanie całości w ramę orwellowskiego „Roku 1984”, który Delisle wielokrotnie przytacza i cytuje. Całości dopełniają zgrabne czarno-białe kadry – surowe, przez co dobrze oddające atmosferę wypranego z koloru i energii państwa-widma, ale jednocześnie figlarne, pełne wyobraźni i humoru rodem z kreskówki. Warto się w tę podróż wybrać. Przede wszystkim po to, by uwierzyć. Świat, na tle którego nasz PRL wygląda jak widokówka z raju, nie tylko istnieje, ale niebawem (latem tego roku) obchodzić będzie 70. rocznicę proklamacji.

Film

Z innym rodzajem wznowienia klasyki mamy do czynienia na rynku DVD. Best Film, pozyskawszy dostęp do katalogu Heritage Films – firmy produkcyjnej Lwa Rywina, która swoje triumfy święciła w latach 90. – wypuścił na rynek dawno jej niewidziane przeboje. W sprzedaży pojawiło się jedenaście tytułów z lat 1992-2003: „Pierścionek z orłem w koronie” i „Wielki tydzień” Andrzeja Wajdy, „Uprowadzenie Agaty” Marka Piwowskiego, „Matka swojej matki” Roberta Glińskiego, „Tato” i „Sara” Macieja Ślesickiego, „Bandyta” Macieja Dejczera, „Złoto dezerterów” Janusza Majewskiego, „Wiedźmin” Marka Brodzkiego, „Pianista” Romana Polańskiego i „Pornografia” Jana Jakuba Kolskiego. Filmy wydano w ich dotychczasowych kopiach – bez rekonstrukcji i remasteringu, często w jakości obrazu niedorastającej do standardu nośnika DVD. W dobie Blu-rayów i jakości 4k może to być szok, ale trzeba też uczciwie oddać, że cena pojedynczego tytułu odpowiada jego jakości technicznej – w zależności od sklepu to ok. 10-20zł.

Po filmy z katalogu Heritage Films warto sięgnąć z dwóch powodów. Po pierwsze: to jedyna taka okazja od lat. Część ze wznowionych tytułów – w szczególności „Sara”, „Tato” i „Uprowadzenie Agaty” – do niedawna można było sporadycznie zobaczyć w telewizji lub kupić z drugiej ręki za minimum kilkadziesiąt, a nierzadko sto kilkadziesiąt złotych. Po drugie: to fascynujący wehikuł czasu, przenoszący nas z epoki filmowego dobrobytu, kiedy polskie filmy podbijają światowe festiwale, w dekadę przaśności, niepoprawności politycznej i wielkich ambicji, gdy Lew Rywin, wtedy jeszcze niezamieszany w aferę korupcyjną i nieoskarżony o współpracę z SB, śnił swój sen o polskim Hollywood.

Produkowane przez niego kino wiele mówi o swoich czasach: „Tato” Ślesickiego, dramat psychologiczny o mężczyźnie walczącym o prawa rodzicielskie z niestabilną psychicznie partnerką, pozostaje szokującym przykładem mizoginii – filmem do tego stopnia skupionym na męskiej perspektywie, że nie ma w nim nawet jednej postaci kobiecej, która nie byłaby wiedźmą, obiektem seksualnym lub bezdenną idiotką. Inny problem pojawia się w „Sarze” tego reżysera – niepoprawnej wersji „Leona zawodowca”, z 45-letnim macho wdającym się w romans z frywolną nastolatką. Dość powiedzieć, że podczas kręcenia scen erotycznych z Bogusławem Lindą Agnieszka Włodarczyk nie miała skończonych szesnastu lat.



„Uprowadzenie Agaty”, „Bandyta” i „Wiedźmin” to z kolei próba powielania schematów i rozwiązań kina Zachodu. „Bandyta” Dejczera zdecydowanie broni się najlepiej – to klasyka dramatu niezależnego, zrealizowana według scenariusza nagrodzonego przez fundację Sundance, z udziałem europejskich gwiazd: Tila Schweigera, Polly Walker, Pete’a Postlethwaite’a i John Hurta. Takich sukcesów było w stajni Rywina więcej, a krańcowym tego dowodem jest oczywiście „Pianista” Polańskiego – poruszająca historia z warszawskiego getta, zrealizowana z rozmachem, finezją i profesjonalizmem, z którymi inne polskie superprodukcje z tego okresu nie były w stanie konkurować. Ale akurat „Pianista”, najpopularniejszy w tej grupie tytuł, to przykład biegłości naszej kinematografii tego okresu i rodzaj filmu fundacyjnego – bez niego polskie kino wyglądałoby zapewne inaczej.

 

Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
Krytyk filmowy i publicysta popkulturowy. Prowadzi stronę Pop Glitch
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też

Kultura

Pop’gląd specjalny: przegląd planszówek

Planszówki, karcianki oraz inne analogowe gry coraz wyraźniej wracają do łask - warto więc zorientować się w dostępnych na rynku nowościach, by nie przegapić prawdziwych perełek.
Piotr Pluciński
Piotr Pluciński
13 kwietnia 2018
CZYTAJ WIĘCEJ

Zaprenumeruj newsletter

Melon i Skwarski w Twojej skrzynce pocztowej.
Najciekawsze artykuły Igimag.pl raz na dwa tygodnie.

Zapoznałem(-am) się z treścią polityka prywatności i akcetuję ją.