Alimenciarzu, do łopaty!

3 minuty czytania
24386
0
Anna Godzwon
Anna Godzwon
24 maja 2018

Odsłuchaj

Voiced by Amazon Polly

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło, że ma nowy sposób na alimenciarzy – czyli panów (bo to jednak w zdecydowanej większości panowie są), którzy notorycznie uchylają się od płacenia na własne dzieci, mimo, że dzieci te poczęli, a następnie porzucili je wraz z ich matkami i uznali sprawę za zakończoną. Chce otóż owych delikwentów zatrudniać do robót publicznych.

Lubię jeździć po Polsce. Lubię patrzeć na mój kraj przez okna samochodów i pociągów. Nie prowadzę samochodu, pociągu tym bardziej, mogę więc patrzeć do woli. Czasem się trafi stadko saren, czasem jakiś zachwycający pejzaż. Równie często jednak trafia się syf. Do kosza na śmieci daleko, gruz z remontowanego mieszkania wraz z armaturą łazienkową gdzieś przecież trzeba wyrzucić. Ktoś posprząta. A z tym już gorzej. Kto by tam szedł do łopaty, rowy kopał, albo las sprzątał. Może jednak niedługo znajdą się przymusowi ochotnicy.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło, że ma nowy sposób na alimenciarzy – chce otóż owych delikwentów zatrudniać do robót publicznych, by w ten sposób przestali się zasłaniać brakiem pracy, a co za tym idzie brakiem dochodów na uregulowanie długu w Funduszu Alimentacyjnym. Resort proponuje też kary dla pracodawców, którzy zatrudniają alimenciarzy na czarno, a pensje wypłacają im pod stołem, byle komornik nie zajął i nie dał dziecku.

Roboty publiczne nie kojarzą się w Polsce dobrze. „Pójdziesz do łopaty!” – mówiło się w moich czasach szkolnych, kiedy komuś nie chciało się przykładać do edukacji i wolał całe dnie spędzać na boisku. Człowiek z łopatą w PRL-u z pecikiem w zębach i nieodłącznym berecie z antenką był powodem do drwin i pokazywania palcami. W III RP ubrano go jeszcze w jaskrawopomarańczową kamizelkę, żeby był widoczny z daleka i nikt w niego przy tym kopaniu rowów nie wjechał. A rowy są potrzebne. Sprzątanie śmieci jest potrzebne. Zamiatanie ulic. Plewienie kwiatków na skwerku miejskim. Odśnieżanie chodników.

W moim kraju wciąż większym wstydem jest przymusowa praca fizyczna, niż niepłacenie na własne dziecko. Unikanie odpowiedzialności, kombinowanie, to jest powód do dumy. Szef kumpel też pomoże w potrzebie, przecież go panna na dzieciaka złapała, to się umówimy, że ja nie pracuję, ty mi nie płacisz, komornik może nam skoczyć, Polak potrafi. Dziecko rośnie, no trudno, przecież nie mam z czego, nie zapłacę. Państwo da, wszystkie dzieci nasze są. Nie masz, mówi na to państwo, to zarób. My ci pomożemy, damy łopatę, kamizelkę, miotłę, worek na śmieci.

Ten projekt ministerstwa może zadziałać jeszcze, zanim tak na dobre wejdzie w życie. Bo choć żadna praca nie hańbi, ale nie ma jakoś poważania w Polsce dla osób wykonujących prace proste, dzięki którym wszystkim nam żyje się lepiej, czyściej, przyjemniej. To paradoks, ale w tym przypadku może być skuteczny. Zanim państwo zagoni do pracy, delikwent się zreflektuje i na własne dziecko płacić zacznie. Przecież to takie niemęskie kosić trawę przy wylotówce z miasta, bo kumpel, co tam mieszka, może zobaczyć. Machanie miotłą na głównym placu może skończyć się tym, że dziewczyna dopiero co zapoznana przechodzić będzie akurat i znajomość już się nie rozwinie. Wstyd jak beret (z antenką).

Jeśli projekt resortu pracy wejdzie w życie, alimenciarze mogą być pierwszą grupą społeczną w Polsce, która przekona się, że pieniądze leżą na ulicy. Wystarczy się tylko schylić.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Anna Godzwon
Anna Godzwon
Dziennikarka, urzędniczka, rzeczniczka, specjalistka od politycznego PR. Zaczynała w Rozgłośni Harcerskiej, była sprawozdawcą parlamentarnym Polskiego Radia i naczelną Polskiego Radia24. Po przejściu na ciemną stronę mocy organizowała posłom konferencje prasowe, prezydentowi Komorowskiemu oprawę medialną, a prezydentowi Obamie dwie wizyty w Polsce. Przeprowadziła Państwową Komisję Wyborczą przez czas zmian prawa wyborczego, a z wiosną poszła na swoje.
Wciąż ma serce po radiowej stronie. Jest niepijącą alkoholiczką, psychofanką U2, lubi, kiedy gapi się na Bałtyk, a Bałtyk na nią. Nie zaśnie, jak nie przeczyta choćby kilku stron książki. Lubi fotografować, jeść, podróżować i pisać.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Niewolnicy kredytów. Polacy żyją w pętli zadłużenia

Egzekucja komornicza i blokada kont bankowych to realia wielu zadłużonych, których liczba rośnie lawinowo. Czemu Polacy ciągle się zadłużają?
Edyta Ochmańska
Edyta Ochmańska
4 listopada 2017
CZYTAJ WIĘCEJ