Bestie plażowe. Zjawiskowe machiny Theo Jansena

3 minuty czytania
782
0
Beata Turska
Beata Turska
6 maja 2018
fot. Marco Zwinkels

Odsłuchaj

Powstały z rurek PCV, kawałków tkaniny i plastikowych butelek, ale gdy majestatycznie kroczą po plaży, wyglądają jak żywe istoty: niemal słychać, jak oddychają. Gdzie można zobaczyć je w tym roku?

Wybierasz się do Holandii? Koniecznie zajrzyj na plażę niedaleko Delft. Jeśli będziesz mieć szczęście (niestety nie ma już możliwości zarezerwowania sobie udziału w pokazie), zobaczysz na własne oczy coś, co od lat zapiera ludziom dech w piersiach: jedną z cudownych, przypominających żywe stworzenia machin holenderskiego artysty i fizyka Theo Jansena.

Strandbeests (z niderlandzkiego: stworzenia plażowe) można w tym roku zobaczyć także w Centro Nacional de Arte Contemporáneo Cerillos w Chile (dwie z nich, Animaris Ordis i Animaris Plaudens Vela są tam prezentowane w ruchu) i w Aquamarine Museum Iwaki w Fukushimie (Japonia). Na pewno warto się tam wybrać, by przyjrzeć im się z bliska, ale prawda jest taka, że na tle morza prezentują się najpiękniej.

Szkielet plażowych stworzeń jest zbudowany z żółtych, blaknących na słońcu plastikowych rurek, które wykorzystuje się do prowadzenia kabli elektrycznych w domach.  Artyście udało się tchnąć w te skomplikowane konstrukcje życie: gdy idą, czerpiąc energię z wiatru, który wprawia w ruch ich skrzydła i nogi, robią piorunujące wrażenie: wyglądają jak fantastyczne zwierzęta. Absolutnie żywe.  Choć nie przypominają niczego, co znamy z lekcji biologii, kroczą po piasku w niezwykle naturalny, pełen harmonii sposób.

Theo i Animaris Umerus na plaży w Scheveningen w 2009 roku (fot. Loek van der Klis)

Nowa forma życia

Opowiadając o swojej nadmorskiej menażerii Theo Jansen używa słów „zwierzę”, „gatunek”, „mięśnie”, „komórki nerwowe”, „mózg”. – Są nową formą życia –  mówi bez ogródek artysta.

To stado, które zostało stworzone według kodów genetycznych. Swego rodzaju rasa, w której każde stworzenie jest inne, a zwycięski kod zostaje powielony – powiedział kiedyś podczas swojej prezentacji na konferencji TED.

Jego tworzone od 27 lat konstrukcje nie tylko poruszają się jak żywe, ale i nieustannie ewoluują. Jansen zmienia je, uczy omijać przeszkody i unikać tego, co zagraża im najbardziej: fal.

Jedno z nowszych „pokoleń” potrafi magazynować wiatr, by korzystać ze sprężonego powietrza, gdy przestaje wiać albo gdy nadchodzi zdradziecka fala. Dzięki temu – jak mówi artysta – te niezwykłe konstrukcje „mają jeszcze niewielki zapas sił, by ocalić życie za wydmami„.

Skąd będą „wiedziały”, że należy to zrobić? O tym też ich twórca pomyślał: dzięki czujnikom z rurek zasysających powietrze (lub wodę, jeśli machiny zawędrują do linii brzegu) i prościutkiemu „mózgowi”, który pozwala im określić swoją pozycję na plaży, Strandbeests są w stanie reagować na niebezpieczeństwo.

Fizyk, artysta, bóg

Theo Jansen tworzy swoje bestie prace od 27 lat. Pracuje sam, tylko w pokazach pomagają mu asystenci. Rzadko udziela wywiadów, bo jak tłumaczy na swojej stronie internetowej, chce się skoncentrować na pracy i zwyczajnie nie ma na to czasu. Można za to spotkać go podczas pokazów i wykładów, które wygłasza na całym świecie. Jest dziś znany na całym świecie. Ma już swoich naśladowców, także w Polsce.

Zanim został artystą, studiował fizykę na University of Technology w Delft. W latach 70. zaczął tworzyć obiekty zacierające granicę między sztuką a inżynierią. Jego pierwszą spektakularną pracą był stworzony w 1980 roku czterometrowy, napełniony helem, świecący i wydający „kosmiczne” dźwięki latający spodek z folii. Wypuszczony nad Delft wywołał spore poruszenie.

Tworzeniem sztucznego życia artysta zajął się po przeczytaniu „Ślepego zegarmistrza” – słynnej książki biologa ewolucyjnego Richarda Dawkinsa. Na powstanie plażowych stworzeń wpływ miało także to, co widział wokół siebie: piękne, wietrzne, zagrożone podnoszeniem się poziomu mórz plaże.

Artysta ma 70 lat i wciąż nie spoczął na laurach: pracuje teraz nad dwunastym pokoleniem według jego skali okresów ewolucyjnych – gatunkiem Animaris Mulus. Wierzy, że któregoś dnia będzie mógł uwolnić te dziwaczne stworzenia na plaży i przetrwają tam bez niczyjej pomocy. Swoje teorie dotyczące życia i ewolucji zawarł w książce „Great Pretender”, która jest –  jak można przeczytać w notce bibliograficznej – zapisem doświadczeń artysty w roli Boga. – Nie jest łatwo być Bogiem; po drodze jest wiele rozczarowań. Ale przy nielicznych okazjach, gdy wszystko się udaje, bycie Bogiem jest najwspanialszą rzeczą na świecie – twierdzi artysta.

***
Co sądzisz na ten temat? Piszcie: listy@igimag.pl
Za najlepsze listy przyznamy nagrody!

Beata Turska
Beata Turska
Dziennikarka, redaktorka i nie tylko. Matka nastolatka, który wie wszystko najlepiej. Od niedawna tropicielka tanich biletów do Wszędzie, a od zawsze - zbieraczka osobliwości i kuriozalnych coverów. Ozdobą jej kolekcji jest "Paint it black" Rolling Stonesów w wykonaniu Karela Gotta - po niemiecku. Kocha Indie, nie potrafi żyć bez kawy, gadania i psów.
AUTOR

Polecamy

Komentarze

Zobacz też

Magazyn

Rosną góry elektronicznych śmieci, oni chcą to zmienić

Co ma wspólnego twój stary smartfon, pęknięty blender i zepsuta lokówka? To część z 16,6 kilogramów e-śmieci, które co roku wyrzuca przeciętny Europejczyk. Spokojnie, o ile nie wylądują w lesie, jest szansa, że trafią na wysypiska w Afryce lub w Azji. No, i problem z głowy!
Karolina Kowalska
Karolina Kowalska
24 marca 2018
CZYTAJ WIĘCEJ